Bractwo Dusz, Księga 2 – fragment

Wioska Uzdrowicieli

 
image-4
Rozdział 1
Grace pomagała staremu Chińczykowi w szykowaniu pokoi dla jego rodziny. Lidia z Mayą powlekały pościel, a Arthur, Peter i  David przygotowywali motorówkę i skutery, którymi mieli przywieźć gości.
– Dziadku – zagadnęła czarnowłosa dziewczyna ubrana w ciemnoniebieski podkoszulek i krótkie dżinsowe spodenki. Mężczyzna popatrzył w jej stronę. – Czy stracę władzę nad swoją Energią, gdy wykorzystam ją do zabicia kogoś w obronie własnej? – spojrzała uważnie na staruszka.
– Grace – uśmiechnął się Pan Wu i usiadł wygodnie w fotelu. – Wasza Energia ma służyć ratowaniu życia, a nie odbieraniu go – zauważył.
– Wiem – westchnęła głęboko. Na jej twarzy rysował się niepokój, usiadła obok staruszka. – Ale gdy jutro coś pójdzie nie tak…
– Wszystko będzie dobrze – uspokajał dziewczynę Chińczyk. – Wiesz, jak ważne jest pozytywne nastawienie i wiara we własne siły – wyjaśnił. – Poza tym macie Marcka, on was poprowadzi – dodał i zabrał się za porządkowanie szafki.
– Gdzie znajduje się Wyspa Uzdrowicieli? – zapytała Grace, ścierając kurze z regału. Mężczyzna podszedł do dziewczyny i na jednej z półek, gdzie zalegała jeszcze szara warstwa kurzu, narysował pentagram.
– Wiesz, co to jest, prawda? – Grace potwierdziła. – Wiesz, dlaczego Bractwu patronuje Wenus? – popatrzył na dziewczynę.
– Bo to planeta miłości, a Bractwo Dusz kieruje się miłością – wyjaśniła. Staruszek się uśmiechnął.
– To też – odparł. – Jednak najciekawsze jest to, że planeta Wenus obiega Słońce w ciągu 225 ziemskich dni. Obieg ten cechuje się niezwykłą harmonią i cyklicznością. Patrząc na punkty na ekliptyce, w których Wenus jest w górnej koniunkcji ze Słońcem, widzimy sześcioetapowy, zamknięty cykl. Po połączeniu punktów koniunkcji powstaje właśnie figura pentagramu. – Grace słuchała uważnie. – Pentagram ma 5 strategicznych punktów – wyjaśniał spokojnie i dokładnie. – Są nimi Energia Ducha, Energia Powietrza, Energia Ognia, Energia Wody i Energia Ziemi.
Popatrzyli na siebie.
– Ale to dotyczy Bractwa Dusz, a nie… – próbowała wtrącić się dziewczyna.
– Energia Ducha i planeta Wenus patronują Bractwu – przerwał jej Chang Wu. Grace popatrzyła zdziwiona, gdy mężczyzna na szczycie pentagramu zaznaczył znak planety Wenus, znak Ducha i  napisał Bractwo. – Po prawej stronie mamy Plemię Mantis – kontynuował staruszek. – To Wojowniczki, które żyją na małej wysepce otoczonej wodospadami. – Grace słuchała z  zaciekawieniem. – Patronuje im Energia Wody i Saturn, planeta przeznaczenia – opowiadał Chińczyk, dorysowując kolejne znaki. – Dalej jest Wyspa Cieni, na której znajduje się ogromny zamek, nazywany przez miejscowych Zamkiem Cieni. Stąd też nazwa wyspy – wtrącił. – Tam mają swoją siedzibę Strażnicy Ziemi. – Oboje uśmiechnęli się do siebie. – Ich Energią jest Ogień, a planetą Jowisz. Potem mamy Wyspę Uzdrowicieli.
– Im patronuje Energia Ziemi – dodała Grace, a Pan Wu przytaknął.
– I planeta Neptun, która w astrologii oznacza, że wszystko jest możliwe – wyjaśnił wesoło.
– Stamtąd pochodzisz? – zapytała dziewczyna.
– Tak – odpowiedział. – Tam się urodziłem.
– Czy Uzdrowiciele mają władzę nad Energią Ziemi? – dopytywała jeszcze.
– Podobnie jak Strażnikom, Energię wyznaczają im Runiczne Kamienie Życia, ale oni nie korzystają z ich Energii, mają tylko Energię Uzdrawiania – wyjaśnił.
– A ostatnie ramię pentagramu? – dociekała Grace.
– To Mnisi, którzy mają swoją siedzibę na Pustyni – odparł staruszek. – Im patronuje Merkury, planeta magii – dodał szeptem. – I te pięć krain tworzy pentagram.
– Ale jest jeszcze Energia Metalu, Energia Drzewa – wtrąciła dziewczyna. Pan Wu zaczął się śmiać.
– Tak, są – powiedział pewnie. – Energia Metalu to Plemię Clypeus, zamieszkujące Pustynię. Patronuje im Uran, który ma władzę nad Energią. Jest to metaliczna planeta – wytłumaczył. – A Energia Drzewa to Plemię Saltus i planeta Mars – dokończył z uśmiechem.
– W jakich stosunkach żyjemy z tymi plemionami? – dopytywała jeszcze Grace. Chińczyk spoważniał.
– Od czasów, gdy Odyn przejął władzę, kontakty z Lasami i Pustynią są bardzo napięte – odpowiedział, wzdychając smutno. – Powiedziałbym nawet, że wystarczy jeden zły ruch i rozpęta się wojna. – Dziewczyna popatrzyła niespokojnie. – Podobnie sytuacja ma się z Wojowniczkami – dodał i zabrał się ponownie za układanie rzeczy. – Zakon jest neutralny, a Uzdrowiciele trzymali się zawsze z boku – dokończył już po chwili.
– Teraz wszystko się zmieni – powiedziała stanowczo Grace. Staruszek obejrzał się. – Jestem pewna, że się zmieni – dodała z uśmiechem i jednym szybkim ruchem starła rysunek.
Następnego dnia z samego rana wszyscy byli gotowi do odebrania czwórki gości z ustalonego miejsca. Steven ostrzegł ich jeszcze, że mogą być śledzeni, więc mają zachować szczególną ostrożność.
– Widzisz ich? – zapytał przez mikroport Arthur, obserwując przez lornetkę Marcka, siedzącego na motorze wyścigowym w czarnym stroju motocyklisty i kasku na głowie.
– Nadjeżdża autobus – wtrąciła Maya, która ubrana w czarną piankę pływacką stała przy brzegu, szykując skuter do wypłynięcia.
Grace i David czekali w motorówce. Peter na motorze, ubrany podobnie jak Marck, obstawiał drugą stronę ulicy. Artur i Lidia siedzieli na swoich skuterach niedaleko brzegu.
– Widzę ich – powiedział wszystkim po chwili Marck. – Ruszam – dodał i podjeżdżając do młodej Chinki z pięcioletnią dziewczynką, ciemnowłosej dziewczyny o indiańskiej urodzie i średniego wzrostu szatyna, Chińczyka, wręczył im kartkę ze wskazówkami, dokąd mają się udać, po czym odjechał wzdłuż brzegu. Peter obserwował przybyłych gości idących w kierunku czekającej na nich motorówki.
– Szybciej, szybciej – szeptał Arthur. – Maya, oni mają ogon! – krzyknął po chwili i Marck razem z Peterem zajechali drogę nadjeżdżającej ciężarówce, z której wychylił się mężczyzna z bronią skierowaną w małą dziewczynkę.
Cała czwórka przyśpieszyła i jedno po drugim wskakiwali do motorówki. Grace odpaliła silnik i gdy wszyscy byli już na pokładzie, szybko ruszyła. Maya dołączyła do nich na skuterze, a Marck i Peter na motorach pędzili wzdłuż brzegu.
– Macie towarzystwo – powiedział Peter do Davida. Ten pobiegł na tył motorówki, wskoczył na skuter i razem z Arthurem popłynęli zająć się nieproszonymi gośćmi. Grace przyśpieszyła. Nagle usłyszeli wystrzał. W kierunku motorówki leciał pocisk.
– Grace, unik w prawo! – krzyknął Marck. Dziewczyna wykonała polecenie. Motorówką zarzuciło, ale nikomu nic się nie stało. W tym czasie Arthur i David stworzyli ogromną wirującą falę i zepchnęli atakujących daleko w morze, ci jednak jeszcze zdążyli wystrzelić kolejny pocisk, który uderzył bardzo blisko silnika motorówki uciekających. Odrzut był tak duży, że za burtę wypadła pięcioletnia dziewczynka. Matka małej Chinki zaczęła krzyczeć. Młody Chińczyk wskoczył do wody, a Grace zaczęła krążyć wokoło i czekać, aż się wynurzą. Do motorówki podpłynęła Lidia i Maya, a Peter z brzegu, wykorzystując Energię Wody, podniósł dziewczynkę niczym syrenę na fali i oddał kobiecie. Chinka i dziewczyna o indiańskiej urodzie patrzyły z niedowierzaniem. Potem dziewczyny pomogły młodemu Chińczykowi wydostać się z wody i wszyscy ruszyli w stronę wyspy Pana Wu.
– Wujku! – młoda kobieta rzuciła się Chińczykowi na szyję. Staruszek odwzajemnił uścisk. Potem przywitał się z małą dziewczynką, młodą dziewczyną i dzielnym młodym Chińczykiem. Mężczyzna podziękował pozostałym za pomoc, a ci odpłynęli na wyspę Bractwa.
Od czasu zniszczenia Energii Duszy Odyna wyspa ta stała się domem dla siódemki przyjaciół. Mieszkał tam także Steven, czuwając nad bezpieczeństwem młodzieży i ucząc wszystkiego, co powinni wiedzieć o swoich Energiach.
Codziennie też ćwiczyli pod okiem starego Chińczyka.
– Witajcie – powiedział wesoło Chang Wu, cumując łódkę. Arthur pomógł mężczyźnie wejść na pomost, a pozostali rozsiedli się wygodnie na leżakach. – Dzisiaj porozmawiamy o waszych Energiach Żywiołów – rozpoczął lekcję staruszek.
– Myślałem, że wiemy już o nich wszystko – wtrącił Arthur.
– Ja też tak sądziłem – odpowiedział Chang Wu. Młodzi popatrzyli zaskoczeni. – Ale Grace… – zapanował buntowniczy szum i wszyscy popatrzyli na dziewczynę złośliwie, a ta zrobiła niewinną minę – …o czymś mi przypomniała – dokończył Chińczyk, gdy towarzystwo się uspokoiło.
– Więc czego jeszcze nie wiemy o swoich Energiach? – zapytał Arthur, zerkając spod oka na Grace. Ta pokazała język chłopakowi, po czym z uśmiechem spojrzała na staruszka. Arthur pogroził figlarnie palcem w jej stronę i oparł się wygodnie na leżaku, oczekując długiego wywodu w wykonaniu Pana Wu.
– Wiecie doskonale, że Żywioły traktowane z uwagą i  szacunkiem zawsze będą was wspierać i zasilać Energią – tłumaczył, a wszyscy słuchali z uwagą. – To potężna moc i potężna opieka, ale – popatrzył poważnie na wszystkich – zawsze mamy dwa bieguny, tak jak i w tym przypadku Energie Żywiołów mają swoją jasną i ciemną stronę.
– To znaczy? – wtrąciła Lidia.
– Ogień może inspirować do działania, obdarzać energią optymizmu, odwagą i wiarą we własne możliwości – zaczął Marck. – To ekspresja i radość – popatrzył na Grace, a ta na niego. – Jednak może być też niszczący jak pożar, przynosić agresję, despotyzm i folgowanie żądzom – powiedział i zwrócił się w stronę Chińczyka, który potwierdził.
– Ale Bractwu patronuje planeta miłości – zauważyła Grace. – Więc ciemne strony Energii chyba raczej się nie ujawnią – dodała złośliwie, spoglądając na czarnowłosego chłopaka. Ten chciał coś powiedzieć, ale odezwał się Pan Wu:
– Wenus to nie tylko patronka miłości, ładu i zgody. – Para popatrzyła na mężczyznę. – To także bogini niezgody, chaosu i nieporządku – wytłumaczył.
– Więc możemy stać się źli? – zapytał David. Staruszek zamyślił się chwilę, po czym odpowiedział:
– To, czym kierujecie się, korzystając z Energii waszych Żywiołów, już teraz mówi o tym, po której stronie bieguna stoicie – wyjaśnił, spoglądając po kolei na wszystkich.
– Myślałam zawsze, że Energia Ziemi jest neutralna – wtrąciła Lidia.
– Ziemia to stabilność, siła, spokój i poczucie godności – uśmiechnął się Chińczyk. – Ziemia planuje, liczy i porządkuje. – Lidia zerknęła na Arthura, który uśmiechnął się pod nosem. – Jednak to także fanatyzm, ograniczenia i nadmierny konserwatyzm.
– Zaraz, zaraz, zaraz – przerwała Maya. – Przecież Lidia, owszem, była wściekła na Arthura o sprawę z Niną, ale nie wykazywała żadnej z wymienionych cech – zauważyła. Pozostali potwierdzili.
– Wtedy Energia jakby oddaliła się od niej – odpowiedział Marck. Wszyscy spojrzeli na chłopaka. – A brak Ziemi to podejmowanie pochopnych decyzji, strach i samotność – wyjaśnił. Grace i Maya zerknęły na przyjaciółkę.
– Chciałaś oddać pierścionek i zamknęłaś się sama w domu – zauważyła ta pierwsza. Lidia popatrzyła poważna na Arthura, a ten na nią. Po chwili uśmiechnęli się do siebie.
– Ale już nie oddam – szepnęła i pocałowała chłopaka w policzek. Pozostali spojrzeli wesoło na parę.
– A co się dzieje, gdy Ogień się oddala? – zapytała Grace. Chang wskazał na Marcka, a ten odparł:
– Jego brak to smutek, żal, zniechęcenie, stagnacja i wyobcowanie.
– Powiedziałeś to tak, jakbyś znał to z własnego doświadczenia – zauważył David. Marck zmieszał się i zerknął na Grace, ta przyglądała się mu uważnie.
– Marck swoje przeszedł w życiu, ale to nie jest czas na to, aby wam o tym opowiadać – wtrącił Chińczyk. Chłopak z ulgą na twarzy podziękował staruszkowi.
– To teraz o mnie – powiedział entuzjastycznie Arthur.
– Energia Wody wyraża głębokie uczucia, intuicję, harmonię, czułość i opiekuńczość – mówił Pan Wu, a Arthur z szerokim uśmiechem na twarzy prostował się coraz bardziej na leżaku. Pozostali patrzyli wesoło na przyjaciela. – Uczy poddania się i  akceptowania zmian, natomiast jej ciemny biegun to przede wszystkim bierność i lenistwo, nadwrażliwość i przesada emocjonalna.
– Ciemna strona pasuje jak ulał – zauważyła złośliwie Maya, patrząc na Arthura. Chłopak zerknął na nią złowieszczo.
– No, leniwy jesteś bardzo – wtrąciła poważnie Lidia, a ten popatrzył na nią błagalnie.
– Powinnaś mnie chwalić – szepnął prosząco, a dziewczyna spojrzała pobłażliwie na chłopaka.
– A co, gdy brakuje Wody? – zapytał Peter.
– Kiedy jej brakuje, człowiek nie umie odprężyć się i  zrelaksować, nie umie okazywać i przeżywać głębokich uczuć. Jest jak pustynia, oparty wyłącznie na reakcjach na zewnętrzne doznania. Staje się obojętny i chłodny – wyjaśnił Chińczyk.
– A Powietrze? – chciała wiedzieć Maya.
– Wzmaga zdolność koncentracji i umiejętność abstrakcyjnego myślenia. Obdarza niezależnością, poczuciem wolności i łatwością nawiązywania kontaktów. Z Powietrza biorą się genialne wizje i  pomysły niekonwencjonalnych rozwiązań. To także tworzenie w myśli obrazów, zarówno dotyczących wspomnień, jak i wybiegających w przyszłość. – Dziewczyna uśmiechnęła się. – Brak tego żywiołu powoduje bezradność, poczucie osamotnienia i niemożność znalezienia w swoim życiu celu – mówił dalej mężczyzna. – Za to jego ciemny biegun to nieodpowiedzialność, łamanie obietnic i bujanie w obłokach – dokończył.
– I jeszcze ja – zauważył David.
– A dla ciebie mam zadanie – zapowiedział Pan Wu. Chłopak popatrzył zniechęcony. – Sam spróbuj określić jasne i ciemne strony Energii Ducha oraz to, co się dzieje, gdy tej Energii brakuje – powiedział i żegnając się, odpłynął na swoją wyspę.
Młodzi zabrali się za przygotowywanie do zajęć szkolnych. Mimo że ostatnio udawało im się nie uczestniczyć w lekcjach, to zaległości, niestety, musieli nadrobić.
Następnego dnia lekcje rozpoczynali wcześnie rano.
– Długo jeszcze będziesz udawać, że jesteś na mnie zła? – zapytał z uśmiechem Marck, zaczepiając Grace wchodzącą do sali lekcyjnej.
– Udawać?! – zapytała zaskoczona. Marck patrząc na nią i  zadziornie się uśmiechając, wyprzedził ją i wszedł do klasy, siadając na swoim miejscu. Grace ruszyła za nim. – Jesteś najbardziej aroganckim, bezczelnym i kłamliwym draniem, jakiego znam – powiedziała wściekła, patrząc mu prosto w oczy. Ten, nie przestając się uśmiechać, przysunął swoją twarz do jej twarzy i szepnął:
– Też ciebie bardzo lubię. – Po czym oparł się o krzesło i spojrzał na Petera i Mayę. Ci popatrzyli na chłopaka wesoło.
– Uch… – westchnęła ze złością dziewczyna i spojrzała na śmiejących się przyjaciół. – A wam co tak wesoło? – Oboje w sekundę spoważnieli i usiedli prosto w ławkach.
Po paru minutach do sali weszła Mika, siostra Dominica, która obudziła się z dwumiesięcznej śpiączki po wrześniowej pełni oraz unicestwieniu planu Odyna i śmierci Katheriny. Wszyscy podbiegli do niej przywitać się. Mika, siadając w ławce, zauważyła Marcka. Uśmiechnęła się do niego:
– Ja ciebie znam. – I przyskoczyła do niego, rzucając się chłopakowi na szyję. – Dziękuję, Marck, bardzo dziękuję – powtarzała. Cała klasa patrzyła ze zdumieniem. Marck zerknął na Grace, a ta na niego. Mika odwróciła się do wszystkich. – Gdyby nie Marck, umarłabym. – Maya i Grace spojrzały zaskoczone na siebie. – Jak byłam w śpiączce, codziennie przychodził do moich snów i rozmawialiśmy. To było niesamowite – opowiadała zafascynowana. – Dzięki niemu nie poddałam się – przytuliła się, jeszcze raz dziękując.
– Dobrze, koniec tych czułości, zaczynamy lekcję – przerwała wchodząca do klasy nauczycielka i wskazała uczniom ich miejsca.
– Jednak jest bohaterem – szepnęła Maya, odwracając się do siedzącej za nią Grace. Ta ukradkiem popatrzyła na Marcka, który siedział zamyślony.
Marck, przechodząc obok szatni sportowej w drodze na lunch, wpadł na Dominica. Ten, jak tylko zobaczył chłopaka, zamachnął się i wymierzył mu cios w twarz. Marcka odrzuciło pod ścianę. Kapitan drużyny koszykarskiej rzucił się do bójki. David i Arthur szybko powstrzymali obu chłopaków. Dominic patrzył wściekle na Marcka. Do szatni wbiegły Mika, Maya i Grace.
– Dlaczego jeszcze tu jesteś?! – krzyknął Dominic. – Dlaczego nie wyniosłeś się jak reszta?! – Marck wycierał krew z nosa, a David i Arthur próbowali wytłumaczyć kolegę.
– On nam pomógł – mówił wysoki blondyn. Dominic wyrwał się z rąk Davida.
– Przez niego moja siostra była w śpiączce i…
– On mi pomógł! – wtrąciła się Mika.
– Co? – zapytali równocześnie David, Arthur i Dominic.
– To dzięki niemu miałam siły, aby przetrwać w tamtym głuchym i ciemnym miejscu – wyjaśniła spokojnie. – To dzięki niemu żyję – dodała, spoglądając z wdzięcznością na Marcka. David i Arthur patrzyli zaskoczeni, a Mika opowiadała szczegóły. Dominic wysłuchał siostry uważnie. Gdy ta skończyła, odetchnął głęboko i dalej poważny, choć już spokojny, powiedział:
– Chyba jestem ci winien przeprosiny. – Wyciągnął rękę do Marcka. Ten odwzajemnił gest. Potem uczniowie ruszyli w stronę stołówki. W szatni pozostali tylko Grace, David i Marck.
– Pokaż – zaproponowała dziewczyna, dotykając twarzy chłopaka i chcąc ją uleczyć.
– Daj spokój – odparł poważnie Marck, nie pozwalając się dotknąć. – Poradzę sobie sam – dodał. David zerknął na Grace, a ta na niego. Krótkowłosy blondyn wzruszył bezradnie ramionami. W tym czasie Marck wyleczył sobie krwawiący nos.
– Zasłużyłeś sobie na to – szepnęła złośliwie dziewczyna i poszła na lunch. Za nią ruszył David i na końcu Marck.
– Może się dosiądziesz do nas? – zaproponował Dominic, widząc wchodzącego czarnowłosego chłopaka, ubranego w ciemny t-shirt i bojówki. Ten rozejrzał się po pozostałych, którzy się uśmiechali, a najszerzej Mika, wskazując mu wolne krzesło obok siebie.
– Czemu nie? – mruknął do siebie i usiadł we wskazanym miejscu.
– Mówiłam, że jest bohaterem – szepnęła Lidia do Grace i Davida. Oboje się uśmiechnęli, a czarnowłosa dziewczyna zerknęła na Marcka. Ale ten był zajęty rozmową z Miką, która zauroczona swoim wybawcą, nie potrafiła oderwać od niego oczu.
Tego wieczoru chłopcy urządzali wyścigi na skuterach. Steven nie lubił tego typu zabaw i większość czasu spędzał w swoim pokoju, studiując Księgę Bractwa. Gdy wyścig wygrał David i chłopcy wychodzili z wody, podpłynęła motorówka z Panem Wu i jego rodziną na pokładzie. Dziewczyny wstały z leżaków, a chłopcy pomogli przycumować motorówkę do brzegu i zaprosili gości na taras.
– Witajcie – powiedział od wejścia staruszek. Pozostali się uśmiechnęli. – Chciałem wam kogoś przedstawić – po czym wskazał na kobietę z pięcioletnią dziewczynką. – To jest moja siostrzenica Mia i jej córeczka Rumi. – Wszyscy się uśmiechnęli, a stojący najbliżej Arthur nachylił się do dziewczynki i podał jej rękę.
– Cześć Rumi, jestem Arthur. – Mała uśmiechnęła się i zawstydzona przytuliła do matki.
– To jest syn mojego kuzyna, Weng – powiedział Pan Wu, wskazując na wyglądającego na 13 lat Chińczyka. – To jest znajoma Wenga, India – zawiesił na chwilę głos. – A to są osoby, które was do mnie przywiozły – po czym przedstawił młodzież.
– Czy jesteś tatusiem syrenki Ariel? – zapytała nagle Arthura mała dziewczynka. Ten zakłopotany spojrzał na pozostałych i uśmiechając się, spytał:
– Dlaczego tak myślisz?
– Bo najpierw kazałeś takiej dużej fali wywrócić motorówkę złych ludzi, a potem, jak wpadłam do wody, to zrobiłeś coś rączkami i woda mnie podniosła i oddała mamusi – uśmiechnęła się Rumi. Wszyscy popatrzyli serdecznie na dziewczynkę, a Arthur kucnął obok małej.
– Nie jestem tatusiem syrenki, ale umiem namówić wodę, żeby robiła to, co chcę. – Dziewczynka otworzyła szeroko oczy ze zdumienia. – I znam trzy piękne syreny – dodał, wskazując na dziewczyny, a te popatrzyły wesoło.
– Wow – westchnęła uradowana Rumi.
– A to, że woda ciebie podniosła, to zasługa tamtego króla morza – powiedział Arthur, wskazując na Petera.
– Jesteś królem morza? – zapytała zafascynowana jeszcze bardziej dziewczynka. Pozostali wybuchnęli śmiechem, a Maya sprostowała:
– Królem może nie, ale na pewno płynie w nim królewska krew. – I pocałowała swojego chłopaka.
– Chcieliśmy wam podziękować – powiedziała Mia. – Uciekamy z rodzinnej wioski od dwóch tygodni i gdyby nie wy, pewnie nie udałoby się – dokończyła ze łzami w oczach.
– Nie ma problemu – odparł Arthur i zaprosił gości do salonu. Dziewczyny przygotowały jedzenie, a Mia opowiadała, co ich spotkało.
– Jakieś pół roku temu do naszej wioski przyjechał mężczyzna, który podawał się za naukowca – starała się mówić spokojnie, choć głos jej drżał. – Gdzieś dowiedział się, że posiadamy Energię Uzdrawiania i chciał sprawdzić, czy to prawda – odetchnęła głęboko. Pozostali słuchali z należytą uwagą. – Początkowo nasz Nauczyciel, czyli osoba, która odpowiada za wioskę, był sceptyczny i nie chciał, abyśmy z tym naukowcem rozmawiali, ale po dwóch dniach dał się przekonać do przeprowadzenia badań – spojrzała na córkę, która bawiła się lalką, siedząc nieopodal na fotelu. – Naukowiec obiecał nam, że zaraz po tym badaniu opuści wioskę i już nigdy do nas nie powróci – powiedziała i głos jej się załamał. Lidia podała szklankę wody kobiecie, a Grace chwyciła jej dłoń. Mia nabrała powietrza i kontynuowała: – Tymczasem już następnego dnia do wioski zaczęli się zjeżdżać kolejni naukowcy i w ciągu jednego popołudnia nasza wioska została ogrodzona, a my dostaliśmy zakaz jej opuszczania.
– Zauważyłaś, kto im przewodzi? – wtrącił Marck.
– Myślę, że ten naukowiec, który przybył jako pierwszy – odparła niepewnie.
– A czy ktoś was pilnował? – spytał chłopak.
– Tak – odpowiedział młody Chińczyk. – Są cztery bramy do wioski: południowa, północna, wschodnia i zachodnia i przy każdej stoją wartownicy – wyjaśnił Weng.
– Jak wyglądały te badania? – zapytał David, spoglądając na Mię.
– Wprowadzali różnego rodzaju choroby do naszego organizmu i  sprawdzali, w jakim czasie się uleczymy – odpowiedziała. Wszyscy popatrzyli zaniepokojeni po sobie. – Najgorsze, że eksperymentowali na wszystkich, a wiadomo, że Energia jest najsilniejsza u młodych, a najsłabsza u dzieci i starców – załamał jej się głos. Grace popatrzyła przerażona na Davida.
– Ile osób umarło? – spytał poważnie Marck. Pozostali popatrzyli zaskoczeni na chłopaka.
– Wszyscy, u których Energia ledwie wegetowała, czyli osoby po 50 roku życia i do czasu naszego wyjazdu troje dzieci – odpowiedział smutno Weng.
– Dzięki Wengowi – wtrąciła po chwili Mia, a wszyscy spojrzeli na młodego chłopaka – udało nam się uciec. – Kobieta patrzyła na Chińczyka z ogromną wdzięcznością. – Mój mąż niestety został złapany – dodała ze łzami w oczach – i dlatego zaczęli nas ścigać – wyjaśniła.
– Ty też mieszkałeś na wyspie? – zagadnął Wenga Peter.
– Nie – odpowiedział. – Ja mieszkałem niedaleko Indii. – Wskazał na dziewczynę. – Stąd się znamy. – Oboje uśmiechnęli się do siebie. – A o wujku Changu wiem od babci. – Zerknął na starszego mężczyznę. – Zanim umarła, mówiła mi, że w razie kłopotów tutaj zawsze znajdę pomoc – wyjaśnił.
– Posiadacie Energię Uzdrawiania? – zapytała Lidia.
– Tak – odpowiedziała kobieta. – Ja i Rumi jesteśmy uzdrowicielkami – wyjaśniła, po czym popatrzyła na córkę z uśmiechem. – Choć Rumi na razie potrafi uzdrowić tylko bardzo małe zwierzątka. – Wszyscy spojrzeli na małą dziewczynkę z czułością.
– Grace też potrafi uzdrawiać – wtrącił Peter.
– I Marck – dodała Maya. Wszyscy zerknęli na chłopaka.
– Dla nas z kolei wasza moc panowania nad wodą jest zaskoczeniem – odpowiedziała niepewnie Mia, zwracając się do Arthura i Petera.
– Właściwie to tylko ja i Peter mamy takie możliwości – odpowiedział ten pierwszy. – Maya ma Energię Powietrza, Lidia – Ziemi, Grace i Marck – Ognia, a David – Ducha – wyjaśnił chłopak, wskazując po kolei wszystkich. Kobieta była zdumiona.
– Słyszałam o tym, że Starszyzna Bractwa posiada taką moc – zaczęła Mia – ale Nauczyciel nam powiedział, że wraz ze śmiercią Senseja i przez to, że nie pozostawił po sobie potomstwa…
– Przecież była Diana – przerwała zaskoczona Grace.
– Diana nie była jego córką – wyjaśniła kobieta.
– Skąd to wiesz? – wtrącił poważnie Marck.
– Od Nauczyciela – zmieszała się Mia. – Ale nie wiem, skąd on miał te informacje – dodała szybko.
– Może Odynowi zależało na tym, żeby nikt nie wiedział o nas – zauważył Peter.
– I przyszło mu to bardzo łatwo, skoro żaden z naszych rodziców nie posiadał Energii Żywiołu – orzekła Maya. Pozostali potwierdzili.
– Ale dlaczego miałby to ukrywać? – zdziwiła się Mia. – Przecież zawsze było wiadomo, że członkowie Bractwa posiadają władzę nad Energiami Pięciu Żywiołów – zauważyła.
– Ale nie wiedzą, że mamy w sobie też Dusze Bogów Greckich – wyjaśnił Arthur. Cała czwórka otworzyła usta ze zdziwienia.
– Jesteście tymi cudownymi dziećmi – wtrącił po chwili Weng. Pozostali spojrzeli na niego.
– Coś w tym stylu – odparł David trochę zakłopotany, a młody Chińczyk szybko dodał:
– To wy zasilacie Energię Ziemi i Kosmosu, tak? – Pozostali potwierdzili, a Weng z fascynacją w głosie dalej pytał: – A Ty pewnie jesteś Strażnikiem? – Wskazał na Marcka, a ten się uśmiechnął.
– Skąd to wiesz? – spytała zaskoczona Lidia.
– Moja babcia bardzo dużo opowiadała mi o Bractwie Dusz i jego Strażnikach – wytłumaczył Chińczyk. – Mówiła, że Strażnicy to niewidzialni bohaterowie, szkoleni do ochrony najważniejszych członków Bractwa – wszyscy spojrzeli na poważnego Marcka, potem na Grace. – Że jest ich niewielu, ale posiadają Energię Żywiołów, a niektórzy mają przydzielane specjalne zadania. – Odetchnął głęboko, po czym dodał rozmarzony: – Też będę kiedyś Strażnikiem – i zerknął na czarnowłosego chłopaka, który patrzył na niego z półuśmiechem.
– Skoro jest ich niewielu, to ty masz ogromne szczęście – wtrącił Arthur spoglądając na Wenga. – Bo u nas jest ich aż dwoje. – Młody Chińczyk aż wyprostował się na krześle. – Drugi siedzi na górze i od kilku dni nie wyściubia nosa z książek – wskazał zamknięte drzwi na piętrze. Chłopak uśmiechnął się szeroko, a pozostali razem z nim.
– Jak możemy wam jeszcze pomóc? – zapytał po chwili David. Mia, Weng i India popatrzyli na Changa, a ten już całkiem poważnie odpowiedział:
– Trzeba uwolnić całą wioskę. – Młodzi przytaknęli staruszkowi. – I sprowadzić mieszkańców do mnie na wyspę – dodał.
– To może być niebezpieczne – zauważył Marck. Wszyscy spojrzeli po sobie.
– Zgadza się, ale nie mam do kogo zwrócić się o pomoc – wyjaśnił Pan Wu. Grace z uśmiechem popatrzyła na Davida, a ten na nią.
– Na nas zawsze może pan liczyć – odparł chłopak, a Arthur, opierając się wygodnie o krzesło, dodał, wzdychając dumnie:
– W końcu spełnię się jako Ares. – Pozostali wybuchnęli śmiechem, a stary Chang tylko pokręcił głową.
Pod wieczór, gdy udało się ustalić wstępny plan odbicia ludzi z wioski, każdy zajął się swoimi obowiązkami. Maya i Lidia sprzątały, Peter nadrabiał zaległości ze szkoły, Arthur i David grzebali w silnikach motocykli, a Marck wyładowywał skutery na brzeg, bo w nocy miał być przypływ. Grace po odrobieniu lekcji chciała zajrzeć do dziewczyn, ale zauważyła czarnowłosego chłopaka i wyszła na taras. Siadając na pomoście zapytała:
– Jak zostałeś Strażnikiem?
Marck, cumując ostatni skuter, odparł: – Poprzez dziedziczenie. Steven jest moim ojcem. – Grace popatrzyła zaskoczona, a Marck uśmiechnął się, widząc jej zdziwienie.
– A gdzie jest twoja mama? – Marck spoważniał i spuszczając wzrok, odpowiedział:
– Umarła przy narodzinach. – Dziewczynie zrobiło się przykro. – Podobno bardzo się przyjaźniła z twoją babcią – dodał po chwili chłopak, zerkając na Grace już z lekkim uśmiechem. Grace odwzajemniła się tym samym. Zapadła chwila ciszy, oboje patrzyli przed siebie.
– Weng powiedział, że jest was niewielu – zaczęła, spoglądając na Marcka. – Czy wszyscy są Strażnikami Duszy?
Chłopak uśmiechnął się szeroko.
– Nie – zaprzeczył. – W tej chwili jest piętnastu Strażników Ziemi, którzy są specjalnie wyszkoleni, aby was chronić – wyjaśnił.
– Strażników Ziemi? – zapytała. – Tak się nazywacie? – Marck potwierdził, po czym znowu zapanowała chwila ciszy. Chłopak zwijał linę, a Grace była zapatrzona daleko w morze.
– Marck – zagadnęła nagle. Chłopak spojrzał na nią. – Czy ta Energia Miłości… – zaczęła nieśmiało Grace, a Marck słuchał uważnie – …to jest tak jak ja i David? – zapytała szeptem.
– Nie – odparł poważnie chłopak, a Grace odetchnęła z ulgą.
– To dobrze – uśmiechnęła się, a Marck obserwował jej reakcję. – Czyli raczej tak jak brat z siostrą? – dodała z nadzieją. Chłopak uśmiechnął się lekko i chciał coś odpowiedzieć, ale Grace rzuciła się mu na szyję. – Zawsze marzyłam o rodzeństwie – podskoczyła wesoło. – Cieszę się, że to ty jesteś moim bratem – powiedziała i z uśmiechem na twarzy ruszyła w stronę domu. Po kilku krokach odwróciła się. – Wracasz ze mną? – zapytała.
– Muszę to dokończyć – odparł Marck, wskazując na skutery, po czym, gdy dziewczyna zniknęła mu z oczu, usiadł na pomoście, odetchnął głęboko i ze smutkiem w oczach szepnął do siebie:
– Tak, Grace, niech będzie jak brat i siostra. – Spojrzał daleko w morze i zamyślił się.

Rozdział 2

Następnego dnia z rana do pomocy w ratowaniu mieszkańców wioski zostali także przysłani Michael i Tony.
– Jesteście Strażnikami Duszy? – zagadnęła Grace.
– Tak – odpowiedział Tony. – Ja mam chronić Lidię, a Michael – wskazał na przyjaciela – Mayę.
– Tak się cieszę – powiedziała Lidia, przytulając się do Tony’ego. – Nigdy nie miałam rodzeństwa – uśmiechnęła się do chłopaka. Arthur patrzył na dziewczynę z politowaniem.
– Przecież wychowywaliśmy się razem, tak jak rodzeństwo – zauważył złośliwie.
– Ale to nie to samo – odparła stanowczo.
– Rodzeństwa? – szepnął zdziwiony Tony, zerkając na Marcka. Ten, widząc minę przyjaciela, szybko wyjaśnił:
– Chodzi o połączenie Energii Miłości braterskiej – podkreślił ostatnie słowo. Tony zrozumiał zaakcentowanie Marcka, podobnie Michael, ale żaden z chłopców nie próbował niczego prostować, bo czas ich naglił. Peter i David pakowali plecaki, Arthur sprawdzał latarki i noktowizory, Steven i Marck dopracowywali jeszcze szczegóły oswobodzenia wioski. Dziewczyny szykowały prowiant.
– Od dawna się znacie? – zapytała Maya Michaela, gdy ten pakował plecak.
– Od dzieciństwa – wyjaśnił chłopak. – Razem się szkoliliśmy – dokończył, spoglądając na Marcka.
– Zupełnie jak bracia – wtrąciła uradowana Lidia. Tony uśmiechnął się do dziewczyny.
– Wszyscy Strażnicy są dla siebie braćmi – dodał.
– A nie macie dziewczyn? – zagadnęła Maya. Chłopcy zmieszali się.
– Regulamin tego zabrania – odpowiedział Michael. Dziewczyny się zdziwiły.
– Jak to zabrania? – zapytała Grace, ale chłopcy nie zdążyli odpowiedzieć, bo przerwał im Steven.
– Szykujcie się – rozkazał. Wszyscy jeszcze raz zerknęli na plan akcji, a Pan Wu przypomniał, kto ma jakie zadanie.
– Może przyda się wam ktoś do pomocy? – przerwał im nagle głos od drzwi.
– Timon! – zareagował radośnie Marck i podszedł przywitać się z przyjacielem.
Chłopcy z Bractwa spoważnieli. Tymczasem czarnowłosy młodzieniec wyjaśnił wszystkim pojawienie się przyjaciela: – Timon też jest Strażnikiem. – Dziewczyny popatrzyły na siebie zaskoczone, a ciemny blondyn, o opalonej karnacji i niebieskich oczach, ubrany w czarną skórzaną kurtkę i czarne skórkowe spodnie, dodał:
– Z tym, że nie jestem osobistym bodyguardem – mrugnął do dziewczyn. – Należę do Wojowników – dodał dumnie.
– Jasne – wtrącił Tony. – I jesteś największym babiarzem, jakiego znam. – Parsknęli śmiechem. Maya zerknęła z politowaniem na Timona.
– Do tego trzeba jeszcze sobą coś reprezentować – dodała złośliwie. Blondyn spojrzał urażony na dziewczynę, ale ta nie miała zamiaru go przepraszać.
– Ciekawe, jakie jeszcze czekają nas niespodzianki – wtrącił trochę zaniepokojony Arthur, zerkając na Stevena. – Chyba Diana, Nina lub Tamara nie… – zaczął.
– Nie – przerwał Marck. – One były zwerbowane przez Katherinę – wytłumaczył. Dziewczyny odetchnęły z ulgą.
Po południu wszyscy byli już gotowi do akcji. Mieli ruszyć dopiero w nocy, stąd po obiedzie każdy miał odpocząć, aby nabrać sił.
– Śpisz? – zapytała Grace, wiercąc się w łóżku.
– Nie – odpowiedział David i wtulił się w dziewczynę. – Tak się rzucasz, że nie mogę zasnąć – dodał zadziornie. Ta odwróciła się lekko w jego stronę.
– Może byśmy się trochę rozluźnili przed akcją? – zaproponowała, zerkając figlarnie na chłopaka. David podniósł głowę z poduszki i szeroko się uśmiechnął.
– A myślałem, że tylko ja nie mogę zasnąć, bo cały czas myślę o tobie – odpowiedział prowokująco, po czym pomógł Grace się odwrócić i delikatnie zdejmując koszulkę z dziewczyny, zaczął muskać jej usta, potem szyję i piersi. Grace czuła ogromne podniecenie, a że uwielbiała takie pieszczoty, oddała się im całkowicie.
Około północy młodzi pod dowództwem Stevena dotarli do prywatnego lotniska Strażników Ziemi i stamtąd niewielkim samolotem dolecieli na obrzeża Wyspy Uzdrowicieli.
– Rozdzielmy się – szepnął Steven i razem z Davidem i Arthurem pobiegli przodem. Dalej biegli Peter, Michael i Maya, za nimi Tony z Lidią i Timonem i na końcu Grace z Marckiem.
– Jak minęło popołudnie? – zapytał z szyderczym uśmiechem Marck, zerkając na Grace. Ta spojrzała zaskoczona.
– Podsłuchiwałeś? – odpowiedziała złośliwie. Chłopak parsknął śmiechem.
– Nie podsłuchiwałem – oburzył się i szepnął jej do ucha: – Nie muszę podsłuchiwać, czuję to, co ty. – Grace otworzyła usta, po czym poczuła, jak oblewa ją rumieniec, bo przypomniała sobie, że razem z Marckiem są połączeni Energią Odczuć. Uśmiechnęła się zawstydzona do chłopaka, po czym już w skupieniu dobiegli na ustalone miejsce.
Głównym celem było uwolnienie i doprowadzenie mieszkańców wioski na północną cześć wyspy. Tam czekały łodzie ratunkowe, które miały ich przetransportować na statek, skąd planowano dotrzeć helikopterami na wyspę Pana Wu.
Gdy wszyscy zajęli swoje pozycje, Timon rozejrzał się po okolicy. Pozostali z ukrycia obserwowali, co się dzieje w wiosce.
– Przy każdej bramie jest po dwóch strażników – szepnął chłopak do mikroportu. – W wiosce nie widzę nikogo, kto by pilnował mieszkańców, chyba, że są w tych ambulansach – dodał.
– To mało prawdopodobne – wtrącił Marck. – Ci ludzie nie są agresywni, nie potrzebowaliby takiej ochrony – powiedział.
– Racja – potwierdził Steven, po czym już miał zamiar rozpocząć akcję, gdy Grace coś zauważyła.
– Czujesz? – zapytała z niepokojem, spoglądając na Marcka. Ten z poważną miną potwierdził kiwnięciem głową.
– Co? – zapytał Steven. Pozostali zerknęli na parę.
– Mają Energię Ognia – wyjaśnił zdziwiony chłopak.
– To tłumaczy brak broni – zauważył Arthur. Jednak Marckowi dalej nie dawało to spokoju. Popatrzył na Timona, a ten na niego. Oboje zaczęli podejrzewać, że dzieje się coś niepokojącego.
– Zaczynamy – rozkazał Steven i wszyscy skupili się na swoich zadaniach. – Ruszajcie – dodał mężczyzna, dając znak Davidowi i Timonowi, którzy byli odpowiedzialni za bramę północną. David odwrócił się do Marcka.
– Dbaj o nią. – Ten potwierdził skinieniem i oboje uśmiechnęli się do dziewczyny. David i Timon wybiegli z lasu.
– Teraz wy – szepnął Steven i Arthur razem z Peterem ruszyli w stronę zachodniej bramy. Peter pocałował jeszcze Mayę na pożegnanie.
 – Dziewczynom nie może spaść włos z głowy, zrozumiano? – powiedział stanowczo mężczyzna, patrząc na Strażników. Cała trójka potwierdziła i Steven pobiegł w stronę bramy południowej.
– Teraz my – zadecydował Marck, gdy jego ojciec zniknął im z oczu. – Zajmiemy się bramą wschodnią – wskazał na stojących niedaleko strażników, po czym odwrócił się do reszty i dodał: – Poczekajcie, aż damy wam znak. – Przyjaciele potwierdzili i Marck razem z Grace zbliżyli się na tyle, na ile było to możliwe, do wartowników.
– Bierzesz tego z prawej czy z lewej? – zapytał chłopak, gdy byli już gotowi do ataku.
– Z prawej – odpowiedziała pewnie dziewczyna.
– To na trzy, gdy dam znać – szepnął Marck. Gdy za sprawą Davida księżyc zniknął za chmurami, chłopak odliczył i oboje rzucili dwiema kulami ognia w stronę mężczyzn. Ci nie zdążyli zareagować i gdy kule odrzuciły ich daleko w las, padli bez tchu na ziemię. Tony i Michael wciągnęli nieprzytomnych wartowników do wcześniej przygotowanej dziury i zasypali gałęziami. Brama wschodnia została otwarta. W tym samym czasie Arthur i Peter podtopili strażników w beczce z deszczówką i ukryli w pobliskiej szopie. Kolejna brama była zdobyta. David i Timon powietrzem z piaskiem oślepili swoich wartowników, a potem, wciągając ich do lasu, zasypali gałęziami. Tymczasem na południu Steven doprowadził do wybuchu paliwa w kanistrze. Cała wioska została postawiona na nogi. Mieszkańcy zmieszani z naukowcami biegali i krzyczeli. Strażnicy Duszy popatrzyli na siebie zaniepokojeni.
– Co teraz? – zapytała wystraszona Lidia.
– Zajmijcie się dziećmi – rozkazał Michael, po czym pomógł chłopakom przygotować ciężarówki do przetransportowania ludzi z wioski.
Arthur i Peter sprawdzali każdy samochód medyczny i kierowali mieszkańców do bram. David i Timon pomagali kobietom i zaglądali do domów, informując wszystkich, dokąd mają się udać. Steven ugasił pożar wywołany przez wybuch, po czym pobiegł do chłopaków i razem wprowadzali ludzi do ciężarówek.
W pewnej chwili w stronę Grace i Marcka poleciała kula ognia. Chłopak odepchnął dziewczynę na bok i sam uskoczył. Byli rozdzieleni ognistą obręczą. Grace próbowała uspokoić ogień, ale napastnik po raz kolejny zaatakował. Zauważył to David, któremu udało się przejąć ogień. Mężczyzna spojrzał zaskoczony. Chwilę jego nieuwagi wykorzystał Marck, rozpalając przed nim ogromny ognisty mur, a Maya dołożyła silny wiatr, tak, że powstał ogromny stożek z ognia, który zamknął napastnika w środku. Wszyscy wskoczyli do ciężarówki.
– Gdzie Lidia? – zapytał nagle zaniepokojony Tony, w momencie, gdy Michael miał ruszać.
Dziewczyna tymczasem zauważyła na końcu szałasu małą dziewczynkę, której pobiegła na pomoc. Tony ruszył za nią. Dobiegł w momencie, gdy stożek ognia zaczął się do nich zbliżać. Chłopak chwycił małą na ręce, a Lidii kazał biec. W ostatniej sekundzie wskoczyli do ciężarówki, która ruszyła, barykadując część ogrodzenia. Marck popatrzył jeszcze na wybiegających za nimi mężczyzn, którzy po kilku krokach zatrzymali się. Grace, również obserwująca wartowników, zdziwiła się. Oboje popatrzyli na siebie zaskoczeni. Marck po chwili namysłu spoważniał i zerkając ponownie na dziewczynę, pokazał palcem na ustach, aby była cicho i nie komentowała tej sytuacji. Oboje usiedli i w ciszy jechali do umówionego miejsca.
Na brzegu czekały na nich łodzie.
– Oni na nas czekali – szepnęła Grace do Marcka, gdy ten odcumowywał łódkę.
Chłopak spojrzał na nią poważnie i wypychając łódź z brzegu, wskoczył do środka i usiadł do swojego wiosła.
– Wiem – odpowiedział po chwili, zerkając na siedzącego po drugiej stronie Stevena. Grace zauważyła spojrzenie Marcka.
– Myślisz, że on o tym wszystkim wiedział? – szepnęła, siadając na brzegu łódki. Jednak chłopak znów tylko wskazał palcem, aby była cicho.
Łącznie płynęły 4 łodzie. W pierwszej David i Timon, razem z kobietami i najmłodszymi dziećmi, w drugiej Tony, Lidia z Michaelem i Mayą, którzy mieli na pokładzie starsze dzieci i najsłabszych mężczyzn, w kolejnej Arthur i Peter z rannymi i schorowanymi ludźmi, a w ostatniej Marck z Grace i Steven z mężczyznami. Podróż trwała około 30 minut. Gdy dotarli do statku, czekali na nich ludzie Stevena, którzy zajęli się ocalonymi z wioski. Tymczasem mężczyzna z młodzieżą wsiedli do dwóch motorówek i ruszyli z powrotem na wyspę, gdzie czekał na nich samolot. W ciągu dwóch godzin znaleźli się znowu w domku na wyspie Bractwa. Świtało.
Wchodząc do domu, Marck zwrócił się wściekły do Stevena:
– Sprzedałeś ich! – Wszyscy spojrzeli zaskoczeni na młodego chłopaka. Mężczyzna odwrócił się i podchodząc do Marcka, chciał coś odpowiedzieć, ale ten nie dał mu dojść do słowa. – Ta cała akcja mała pokazać, jaką Energią dysponują, prawda?! – krzyknął. – Miała pokazać, że Odyn mówił prawdę i linia życia Energii Bractwa Dusz nie została przerwana?! – Pokręcił z obrzydzeniem głową. – Zawarłeś układ z tymi pseudonaukowcami, zgadza się?! – dodał, cedząc przez zęby. Steven, stojąc naprzeciw chłopaka, odpowiedział spokojnie:
– Do tego zostali stworzeni, żeby służyć Bractwu. – Po czym odwrócił się plecami i ruszył w stronę swojego pokoju. Pozostali stali jak zamurowani.
– Ty durniu! – krzyknął jeszcze bardziej wściekły Marck. – To nie są maszyny, które możesz wykorzystywać do zabijania! – Mężczyzna cofnął się i wymierzył potężny cios w twarz chłopakowi. Ten upadł. Timon, Tony i Michael patrzyli z pogardą na Stevena, ale tylko drgnęli, nie ruszając się ze swoich miejsc. Tymczasem do Marcka podbiegła Grace, kucnęła obok niego i próbowała pomóc mu wstać. Mężczyzna nachylił się do chłopaka i szepnął wściekły:
– Jesteś tak samo naiwny jak twoja matka! Myślisz, że sprowadzając na ziemię Dusze tak potężnych Energii, Odyn zrobił to z miłości do ludzi? – Parsknął pogardliwym śmiechem. Arthur i David patrzyli ze złością na Stevena. – Albo dla ratowania Energii Ziemi czy Kosmosu? – Przykucnął przed leżącym Marckiem. Maya i Lidia były zdenerwowane. – Dysponujemy w tej chwili największą możliwą władzą na tej ziemi – dodał z szyderczym wyrazem twarzy. – Mamy potężną moc, jaką jest władza nad pięcioma żywiołami i na pewno to wykorzystamy – powiedział dobitnie.
– Chyba jednak nie – wtrącił stanowczo David, a reszta stanęła za nim. Steven parsknął śmiechem.
– Nie macie wyboru! – powiedział, śmiejąc się, po czym szybko poważniejąc, dodał: – Inaczej cała wioska i rodzina Wu zginie.
 – Ty zdrajco! – krzyknął David i rzucił się na Stevena. Zaczął go okładać pięściami po twarzy, a Timon z Arthurem próbowali ich rozdzielić. Michael stanął pomiędzy nimi. David dalej wyrywał się do bójki. Tymczasem mężczyzna pozbierał się z ziemi i uśmiechając się ironicznie, powiedział:
– Jeśli spadnie mi choć włos z głowy, ludzie z wioski zostaną żywcem spaleni. – Przetarł krwawiącą wargę. Chłopak ponownie chciał dołożyć mężczyźnie, ale Timon go powstrzymywał.
– Nie będziemy ci służyć – wtrąciła Grace. Steven popatrzył na dziewczynę.
– Jeśli nie… – chciał podejść do Grace, ale Marck szybko podniósł się i ją zasłonił. Steven spojrzał pogardliwie na syna. – …to one za to zapłacą – wskazał wzrokiem na Mayę i Lidię. Michael i Tony stanęli przed dziewczynami. Te popatrzyły przerażone na siebie, potem na Grace. Steven odwrócił się i poszedł do swojego pokoju. Gdy drzwi się zatrzasnęły, Marck powiedział wściekły:
– Jak mogłem tego wcześniej nie zauważyć! – Ukucnął, zakładając ręce na głowie. Pozostali spojrzeli na chłopaka.
– Daj spokój – wtrącił David. – Coś wymyślimy – dodał, próbując wszystkich uspokoić. Lidia wtuliła się w Arthura, a Mayę objął Peter.
– Przecież musi być jakieś wyjście – szepnęła zaniepokojona Grace, podchodząc do swojego chłopaka. Ten pogładził ją po plecach.
– Jak mamy powiedzieć o tym Panu Wu? – zapytała załamanym głosem Lidia.
– Myślę, że on wie – odpowiedział już spokojniej Marck, podnosząc się i prostując.
– Nie, on by nas nie zdradził – zaprzeczyła pewnie Grace.
– Nie zdradził – odparł Marck. – Pewnie go zaszantażowali – dodał smutno, spoglądając na dziewczynę. Ta przytuliła się do Davida.
– Jak to zaszantażowali? – spytała zaskoczona Maya.
– Odbijaliśmy ludzi z wioski od wartowników do tych samych wartowników – wyjaśnił Timon. Dziewczyny popatrzyły zdziwione.
– Do tego wszyscy byli ludźmi Stevena – dopowiedział wściekły Marck. Arthur zerknął pogardliwie w stronę pokoju mężczyzny.
– Skąd to wiesz? – zapytał zaniepokojony Peter.
– Poznałem mężczyznę, który rzucał kulami ognia w Grace – wyjaśnił chłopak. – Był kiedyś u nas w domu.
– Co teraz zrobimy? – zapytała wystraszona Lidia. Marck spojrzał po kolei na wszystkich.
– Jeszcze nie wiem – odpowiedział i ruszył w stronę swojego pokoju. – Tymczasem odpocznijcie – dodał jeszcze na koniec.
Wieczorem wszyscy, z wyjątkiem Stevena, spotkali się przy ognisku. Panował nastrój przygnębienia. Nawet Arthur nie miał ochoty żartować. Marck i Timon siedzieli nieco dalej niż pozostali, dyskutując nad czymś bardzo zaciekle. Peter z Davidem donosili drewno do ognia, a dziewczyny piekły kiełbaski na patykach.
– Dlaczego Steven tak traktuje Marcka? Przecież on jest jego synem – szepnęła Lidia. Tony, podając dziewczynie kolejny kij z kiełbasą, odparł:
– Zawsze był wymagający wobec Marcka. – Oboje zerknęli na siedzącego w oddali chłopaka. – Myśleliśmy, że to dlatego, że przygotowuje go do objęcia po sobie przewodnictwa Strażników – wyjaśnił.
– Marck będzie przywódcą Strażników Bractwa? – zapytała zaskoczona Maya.
– Jest najważniejszy, zaraz po Davidzie – uśmiechnął się Michael.
– Będzie Wielkim Mistrzem – dodał Tony.
– Ale masz szczęście, Grace – wtrąciła Lidia. Dziewczyna spojrzała zaskoczona na przyjaciółkę. – Kocha ciebie król, a ochrania najważniejszy rycerz. – Maya z uśmiechem popatrzyła na Petera i Arthura, którzy tylko pokręcili głowami. Tymczasem Tony z Michaelem zerknęli poważnie w stronę Marcka.
– Zawsze jest tak, że przywódca jest jednocześnie Strażnikiem Duszy kobiety Senseja? – zagadnął po chwili Arthur.
– Właściwie to my jesteśmy pierwszymi Strażnikami, którzy mają połączenie Energii Miłości, Życia i Odczuć – odpowiedział Tony. Dziewczyny popatrzyły zaskoczone.
– Dlaczego? – dopytywał Arthur, ale chłopak nie zdążył mu odpowiedzieć, bo właśnie podszedł Marck.
– Wymyśliłeś coś? – zapytał Michael. Chłopak potwierdził i zerknął w stronę domu, czy Steven nie obserwuje ich z okna. Potem, grzebiąc patykiem w ognisku, powiedział:
– Muszę jeszcze jutro sprawdzić coś z Timonem w czasie zajęć w szkole. – Popatrzył na strażników, a ci przytaknęli.
– Potrzebujecie pomocy? – spytał David. Chłopak zerknął w stronę Senseja i zaprzeczył.
– Może powiemy rodzicom? Może nam pomogą? – zaproponowała zdenerwowana Lidia.
– A jeśli też dostaną się do niewoli? – odparł pytaniem Arthur. – Albo stanie się coś jeszcze gorszego – dodał już ciszej. Lidia popatrzyła na niego z przerażeniem.
– Arthur ma rację – poparł kolegę Marck. – Lepiej jak sami znajdziemy rozwiązanie – powiedział spokojnie.
– Czyli mamy udawać, że jest wszystko okay? – zapytała Maya. – Mamy godzić się na ich warunki? – dodała zdenerwowana.
– Póki co, tak – odpowiedział stanowczo Strażnik, a chłopcy mu zawtórowali.
Rozdział 3 Kolejne dni mijały na obmyślaniu planu uwolnienia rodziny Pana Wu. A że wszyscy starali się zachowywać normalnie, Arthur postanowił urządzić imprezę urodzinową Marckowi. Steven nie zgodził się na nikogo spoza wyspy, więc była to bardzo skromna zabawa, ale za to przy głośnej muzyce.
– Chodź, zatańczymy – wyciągała Marcka Grace. Chłopak trochę się ociągał, ale poszedł. Gdy Lidia i Maya zobaczyły, jak się rusza, zaraz obskoczyły go dookoła. Marck się lekko uśmiechał i tańczył w środku, a David, Arthur i Peter obserwowali bawiących się.
– Niezły jest – zauważył Arthur.
Potem do tańczących dołączył Timon, który podobnie jak Marck, miał bardzo dobre wyczucie rytmu. Porwał do zabawy Mayę, która tak jak Grace, uwielbiała tańczyć. Michael zaproponował grę w karty. Tony tymczasem wolał dołączyć do tańczących. Grający co jakiś czas spoglądali w stronę dziewczyn, jednak głównie skupiali się na kolejnym rozdaniu. Dziewczyny za to były zachwycone tańcem chłopaków i nie odstępowały ich na krok. Nagle muzyka zaczęła zwalniać i utworzyły się trzy pary. Dziewczyny spojrzały na grających w karty chłopaków, czekając na jakąkolwiek reakcję, ale ci tak byli zajęci grą, że nie zauważyli zmiany tempa muzyki. Grace przytuliła się delikatnie do Marcka. Zaczęli się kołysać. Co jakiś czas Marck obracał dziewczyną, co jej się bardzo podobało. W pewnym momencie przechylił ją w tył i powoli podniósł. Spojrzeli na siebie poważnie i poczuli mocniejsze bicie serca. Chwilę patrzyli sobie w oczy, głęboko oddychając, aż skończyła się muzyka i Marck grzecznie podziękował dziewczynie. Podszedł do grających, dziękując za imprezę, pożegnał się i pobiegł do swojego pokoju. Zatrzasnął za sobą drzwi. Wskoczył szybko pod prysznic i mocząc zimną wodą głowę, powiedział do siebie:
– Co ty robisz, durniu! – Oparł się rękami o ścianę kabiny, zimna woda spływała mu po karku.
Tymczasem chłopcy grający w karty dokończyli partię i też zaczęli się zbierać do swoich pokoi.
Grace siedziała na łóżku, czekając, aż David się wykąpie i wpatrywała się w swój pierścionek, który dostała w dniu Inicjacji. Czuła, że coś jest nie tak po tańcu z Marckiem. Miała wrażenie, jakby miłość do Davida uchodziła z niej. Zaczynała sobie przypominać każdą chwilę spędzoną z Marckiem, od momentu, gdy się pierwszy raz zobaczyli, aż do ostatniego tańca. Z zamyślenia wyrwał ją David, wskakując do łóżka.
– O czym tak myślisz? – zapytał wesoło.
– A tak jakoś – odparła zmieszana, po czym szybko położyła się obok chłopaka. David przysunął się do niej i dał jej buziaka, potem zaczął delikatnie całować jej szyję.
– Hej – przerwała mu Grace, odsuwając się powoli. – Jestem zmęczona – dodała niepewnie. David popatrzył zaskoczony, a  Grace wyjaśniła: – Siedziałeś na tyłku i grałeś w karty, a ja tańczyłam ponad godzinę, poza tym jutro trzeba wstać do szkoły. – I odwróciła się tyłem, kładąc wygodnie głowę na poduszce. David pocałował ją w plecy.
– Przepraszam – szepnął. – Następnym razem będziemy tańczyli razem, obiecuję. – Dziewczyna zerknęła na chłopaka, uśmiechnęła się uroczo i pocałowała Davida w policzek.
– Trzymam za słowo – ponownie ułożyła się wygodnie. Chłopak wtulając się w Grace, szybko zasnął. Tymczasem ona cały czas miała w myślach Marcka. Pamiętając o tym, że jest jej Strażnikiem Duszy, zaprosiła go do swojego snu.
– Nie powinienem tutaj być, skoro tobie nic nie grozi – usłyszała głos za plecami, gdy stała wpatrzona w morze, na brzegu piaszczystej plaży, w cieniu ogromnej palmy.
– To dlaczego przyszedłeś? – zapytała, odwracając się z uśmiechem. Marck też się uśmiechnął.
– Gdzie jesteśmy? – dodał po chwili chłopak, rozglądając się dookoła.
– Na plaży – odparła przekornie Grace, spoglądając w wesołe oczy chłopaka. Ten parsknął śmiechem. Gdy oboje się trochę uspokoili, dziewczyna zapytała:
– Jak to możliwe, że jesteś w moim śnie?
– Bo jesteśmy połączeni? – opowiedział pytaniem na pytanie chłopak. Grace patrzyła jeszcze przez chwilę w oczy Marcka, po czym odwracając głowę w stronę morza, poprosiła:
– Wytłumacz mi jeszcze raz, na czym polega Energia Miłości między nami. – Chłopak spoważniał. Grace to zauważyła.
– Skoro nic ci nie grozi, powinienem już wracać – stwierdził Marck i chciał odejść, ale dziewczyna zagrodziła mu drogę. Stanęli blisko siebie, patrząc sobie prosto w oczy.
– To jest tak jak miłość pomiędzy rodzeństwem? – zapytała poważnie Grace. Marck, nie przestając patrzeć jej w oczy, próbował uniknąć odpowiedzi.
– Muszę iść – ominął dziewczynę i ruszył. Grace chwyciła go za rękę i zatrzymała. Marck próbował wyślizgnąć się z jej dłoni. – Grace, proszę. – Ta ponownie stanęła przed nim.
– Wyjaśnij mi, dlaczego czuję do ciebie pożądanie? – szepnęła. Chłopak zmieszał się.
– Nie możesz tego do mnie czuć – odpowiedział, starając się unikać jej wzroku. Grace wyczuła, że chłopak próbuje walczyć ze sobą. Przysunęła się do niego i delikatnie dotknęła ręką jego policzka. Marck zaczął szybciej oddychać. Oboje czuli coraz szybsze bicie swoich serc. Grace zbliżyła swoje usta do ust Marcka i musnęła je. Oboje poczuli jak od stóp do głów przeszywa ich gorący płomień. Chłopak ujął delikatnie twarz dziewczyny i namiętnie pocałował. Grace wplotła ręce we włosy Marcka i przylgnęła do niego jeszcze bliżej. W tym momencie chłopak szybko wycofał się.
– Przepraszam, nie możemy – powiedział, szybko oddychając i zniknął.
Grace obudziła się i usiadła na łóżku. Dotknęła swoich ust, oddychała głęboko, próbowała pozbierać myśli. Zerknęła na Davida, który smacznie spał. Wstała, obejrzała się jeszcze na chłopaka, po czym popatrzyła na pierścionek. Poczuła strach. Dotknęła go i przekręciła wokół palca. Odetchnęła głęboko i zdejmując pierścionek, położyła go na szafce. Starając się nie robić hałasu, wyszła z pokoju. Stanęła pod drzwiami Marcka. Serce zaczęło jej walić jak oszalałe. Dotknęła delikatnie klamki i nadusiła. Drzwi uchyliły się. Weszła powoli do pokoju. Marck popatrzył na nią poważnie
– Nie możesz tutaj być – szepnął, zaprzeczając głową. Grace powoli zamknęła drzwi za sobą, nie przestając patrzeć na chłopaka, który siedział na łóżku. – Grace, to był błąd, proszę, wyjdź – próbował powstrzymać ją Marck, choć pragnął z całego serca, aby dziewczyna została.
Grace rozebrała się i powoli ruszyła w stronę chłopaka. Ten zaczął coraz szybciej oddychać. Chwilę patrzyli na siebie, po czym Marck chwycił Grace i przyciągając ją do siebie, delikatnie położył na łóżko. Opuszkami palców zdjął jej czarny kosmyk włosów z twarzy. Dziewczyna poczuła dreszczyk, uśmiechnęła się. Marck jeszcze chwilę patrzył jej w oczy, po czym zbliżając się do ust, pocałował. Grace nigdy wcześniej nie czuła takiego pożądania i namiętności. Nigdy wcześniej nie pragnęła nikogo tak bardzo, jak w tej chwili Marcka. Poddała się całkowicie temu uczuciu.
W tym czasie pierścionek leżący na szafce rozbłysnął, po czym całkowicie stracił blask.
Zaczynało się robić widno, gdy Grace i Marck leżeli wtuleni w siebie. Chłopak bawił się włosami dziewczyny, a ta wpatrywała się w jego oczy.
– Co teraz będzie? – szepnęła.
– Nic – odpowiedział poważnie Marck. Grace poczuła niepokój. – To nie powinno się wydarzyć – dodał chłopak, po czym podniósł się i pocałował dziewczynę. – Ty będziesz z Davidem, a  ja dalej będę twoim Strażnikiem – wyjaśnił. – Nie możemy dopuścić do kłótni. Musimy trzymać się razem, inaczej nie uda się pokonać Stevena. – Popatrzył w oczy Grace, ta przytaknęła smutno.
– Pójdę już – powiedziała po chwili i ubrała się. Wstając z łóżka, odwróciła się do chłopaka.
– Kocham cię. – Marck popatrzył troskliwie na dziewczynę, po czym przysunął się do niej i pocałował ją z taką namiętnością, jakby to miał być ich ostatni pocałunek w życiu. Potem, opierając się swoim czołem o czoło Grace, z lekkim uśmiechem odpowiedział:
– Ja też ciebie kocham.
Grace wróciła do swojego pokoju. Wślizgnęła się cichutko do łóżka i z powrotem włożyła pierścionek na palec. Nie zauważyła zmian, jakie w nim zaszły. Czuła za to, że jej serce raduje się na samą myśl o Marcku. Mimo że nie mogą być razem, wiedziała, że on zawsze będzie w pobliżu i to sprawiało, że czuła się szczęśliwa.
Reklamy