Blog

Bractwo Dusz, Księga 1 – ebook dla Ciebie

 „Bractwo Dusz, Księga 1”

Grace w swoje 16 urodziny dowiaduje się, że jest jednym z sześciorga dzieciaków,
które mają w sobie Dusze Bogiń i Bogów Greckich.
W ciągu tygodnia musi pokochać chłopaka,
którego nigdy wcześniej nie widziała i nawet nie ma pojęcia, czy on istnieje,
w przeciwnym razie oboje umrą.

Bractwo Dusz, Księga 1,
opowiada o nastolatkach, którzy nieświadomi niebezpieczeństwa, jakie kryje się w Cieniu,
decydują się przeciwstawić Złu.
Poznają przy tym potęgę miłości Bratnich Dusz,
siłę przyciągania Energii Żywiołów
i dowiadują się, że istnienie Wszechświata zależy właśnie od nich.image-2index

Reklamy

Bractwo Dusz, Księga 2 – fragment

Wioska Uzdrowicieli

 
image-4
Rozdział 1
Grace pomagała staremu Chińczykowi w szykowaniu pokoi dla jego rodziny. Lidia z Mayą powlekały pościel, a Arthur, Peter i  David przygotowywali motorówkę i skutery, którymi mieli przywieźć gości.
– Dziadku – zagadnęła czarnowłosa dziewczyna ubrana w ciemnoniebieski podkoszulek i krótkie dżinsowe spodenki. Mężczyzna popatrzył w jej stronę. – Czy stracę władzę nad swoją Energią, gdy wykorzystam ją do zabicia kogoś w obronie własnej? – spojrzała uważnie na staruszka.
– Grace – uśmiechnął się Pan Wu i usiadł wygodnie w fotelu. – Wasza Energia ma służyć ratowaniu życia, a nie odbieraniu go – zauważył.
– Wiem – westchnęła głęboko. Na jej twarzy rysował się niepokój, usiadła obok staruszka. – Ale gdy jutro coś pójdzie nie tak…
– Wszystko będzie dobrze – uspokajał dziewczynę Chińczyk. – Wiesz, jak ważne jest pozytywne nastawienie i wiara we własne siły – wyjaśnił. – Poza tym macie Marcka, on was poprowadzi – dodał i zabrał się za porządkowanie szafki.
– Gdzie znajduje się Wyspa Uzdrowicieli? – zapytała Grace, ścierając kurze z regału. Mężczyzna podszedł do dziewczyny i na jednej z półek, gdzie zalegała jeszcze szara warstwa kurzu, narysował pentagram.
– Wiesz, co to jest, prawda? – Grace potwierdziła. – Wiesz, dlaczego Bractwu patronuje Wenus? – popatrzył na dziewczynę.
– Bo to planeta miłości, a Bractwo Dusz kieruje się miłością – wyjaśniła. Staruszek się uśmiechnął.
– To też – odparł. – Jednak najciekawsze jest to, że planeta Wenus obiega Słońce w ciągu 225 ziemskich dni. Obieg ten cechuje się niezwykłą harmonią i cyklicznością. Patrząc na punkty na ekliptyce, w których Wenus jest w górnej koniunkcji ze Słońcem, widzimy sześcioetapowy, zamknięty cykl. Po połączeniu punktów koniunkcji powstaje właśnie figura pentagramu. – Grace słuchała uważnie. – Pentagram ma 5 strategicznych punktów – wyjaśniał spokojnie i dokładnie. – Są nimi Energia Ducha, Energia Powietrza, Energia Ognia, Energia Wody i Energia Ziemi.
Popatrzyli na siebie.
– Ale to dotyczy Bractwa Dusz, a nie… – próbowała wtrącić się dziewczyna.
– Energia Ducha i planeta Wenus patronują Bractwu – przerwał jej Chang Wu. Grace popatrzyła zdziwiona, gdy mężczyzna na szczycie pentagramu zaznaczył znak planety Wenus, znak Ducha i  napisał Bractwo. – Po prawej stronie mamy Plemię Mantis – kontynuował staruszek. – To Wojowniczki, które żyją na małej wysepce otoczonej wodospadami. – Grace słuchała z  zaciekawieniem. – Patronuje im Energia Wody i Saturn, planeta przeznaczenia – opowiadał Chińczyk, dorysowując kolejne znaki. – Dalej jest Wyspa Cieni, na której znajduje się ogromny zamek, nazywany przez miejscowych Zamkiem Cieni. Stąd też nazwa wyspy – wtrącił. – Tam mają swoją siedzibę Strażnicy Ziemi. – Oboje uśmiechnęli się do siebie. – Ich Energią jest Ogień, a planetą Jowisz. Potem mamy Wyspę Uzdrowicieli.
– Im patronuje Energia Ziemi – dodała Grace, a Pan Wu przytaknął.
– I planeta Neptun, która w astrologii oznacza, że wszystko jest możliwe – wyjaśnił wesoło.
– Stamtąd pochodzisz? – zapytała dziewczyna.
– Tak – odpowiedział. – Tam się urodziłem.
– Czy Uzdrowiciele mają władzę nad Energią Ziemi? – dopytywała jeszcze.
– Podobnie jak Strażnikom, Energię wyznaczają im Runiczne Kamienie Życia, ale oni nie korzystają z ich Energii, mają tylko Energię Uzdrawiania – wyjaśnił.
– A ostatnie ramię pentagramu? – dociekała Grace.
– To Mnisi, którzy mają swoją siedzibę na Pustyni – odparł staruszek. – Im patronuje Merkury, planeta magii – dodał szeptem. – I te pięć krain tworzy pentagram.
– Ale jest jeszcze Energia Metalu, Energia Drzewa – wtrąciła dziewczyna. Pan Wu zaczął się śmiać.
– Tak, są – powiedział pewnie. – Energia Metalu to Plemię Clypeus, zamieszkujące Pustynię. Patronuje im Uran, który ma władzę nad Energią. Jest to metaliczna planeta – wytłumaczył. – A Energia Drzewa to Plemię Saltus i planeta Mars – dokończył z uśmiechem.
– W jakich stosunkach żyjemy z tymi plemionami? – dopytywała jeszcze Grace. Chińczyk spoważniał.
– Od czasów, gdy Odyn przejął władzę, kontakty z Lasami i Pustynią są bardzo napięte – odpowiedział, wzdychając smutno. – Powiedziałbym nawet, że wystarczy jeden zły ruch i rozpęta się wojna. – Dziewczyna popatrzyła niespokojnie. – Podobnie sytuacja ma się z Wojowniczkami – dodał i zabrał się ponownie za układanie rzeczy. – Zakon jest neutralny, a Uzdrowiciele trzymali się zawsze z boku – dokończył już po chwili.
– Teraz wszystko się zmieni – powiedziała stanowczo Grace. Staruszek obejrzał się. – Jestem pewna, że się zmieni – dodała z uśmiechem i jednym szybkim ruchem starła rysunek.
Następnego dnia z samego rana wszyscy byli gotowi do odebrania czwórki gości z ustalonego miejsca. Steven ostrzegł ich jeszcze, że mogą być śledzeni, więc mają zachować szczególną ostrożność.
– Widzisz ich? – zapytał przez mikroport Arthur, obserwując przez lornetkę Marcka, siedzącego na motorze wyścigowym w czarnym stroju motocyklisty i kasku na głowie.
– Nadjeżdża autobus – wtrąciła Maya, która ubrana w czarną piankę pływacką stała przy brzegu, szykując skuter do wypłynięcia.
Grace i David czekali w motorówce. Peter na motorze, ubrany podobnie jak Marck, obstawiał drugą stronę ulicy. Artur i Lidia siedzieli na swoich skuterach niedaleko brzegu.
– Widzę ich – powiedział wszystkim po chwili Marck. – Ruszam – dodał i podjeżdżając do młodej Chinki z pięcioletnią dziewczynką, ciemnowłosej dziewczyny o indiańskiej urodzie i średniego wzrostu szatyna, Chińczyka, wręczył im kartkę ze wskazówkami, dokąd mają się udać, po czym odjechał wzdłuż brzegu. Peter obserwował przybyłych gości idących w kierunku czekającej na nich motorówki.
– Szybciej, szybciej – szeptał Arthur. – Maya, oni mają ogon! – krzyknął po chwili i Marck razem z Peterem zajechali drogę nadjeżdżającej ciężarówce, z której wychylił się mężczyzna z bronią skierowaną w małą dziewczynkę.
Cała czwórka przyśpieszyła i jedno po drugim wskakiwali do motorówki. Grace odpaliła silnik i gdy wszyscy byli już na pokładzie, szybko ruszyła. Maya dołączyła do nich na skuterze, a Marck i Peter na motorach pędzili wzdłuż brzegu.
– Macie towarzystwo – powiedział Peter do Davida. Ten pobiegł na tył motorówki, wskoczył na skuter i razem z Arthurem popłynęli zająć się nieproszonymi gośćmi. Grace przyśpieszyła. Nagle usłyszeli wystrzał. W kierunku motorówki leciał pocisk.
– Grace, unik w prawo! – krzyknął Marck. Dziewczyna wykonała polecenie. Motorówką zarzuciło, ale nikomu nic się nie stało. W tym czasie Arthur i David stworzyli ogromną wirującą falę i zepchnęli atakujących daleko w morze, ci jednak jeszcze zdążyli wystrzelić kolejny pocisk, który uderzył bardzo blisko silnika motorówki uciekających. Odrzut był tak duży, że za burtę wypadła pięcioletnia dziewczynka. Matka małej Chinki zaczęła krzyczeć. Młody Chińczyk wskoczył do wody, a Grace zaczęła krążyć wokoło i czekać, aż się wynurzą. Do motorówki podpłynęła Lidia i Maya, a Peter z brzegu, wykorzystując Energię Wody, podniósł dziewczynkę niczym syrenę na fali i oddał kobiecie. Chinka i dziewczyna o indiańskiej urodzie patrzyły z niedowierzaniem. Potem dziewczyny pomogły młodemu Chińczykowi wydostać się z wody i wszyscy ruszyli w stronę wyspy Pana Wu.
– Wujku! – młoda kobieta rzuciła się Chińczykowi na szyję. Staruszek odwzajemnił uścisk. Potem przywitał się z małą dziewczynką, młodą dziewczyną i dzielnym młodym Chińczykiem. Mężczyzna podziękował pozostałym za pomoc, a ci odpłynęli na wyspę Bractwa.
Od czasu zniszczenia Energii Duszy Odyna wyspa ta stała się domem dla siódemki przyjaciół. Mieszkał tam także Steven, czuwając nad bezpieczeństwem młodzieży i ucząc wszystkiego, co powinni wiedzieć o swoich Energiach.
Codziennie też ćwiczyli pod okiem starego Chińczyka.
– Witajcie – powiedział wesoło Chang Wu, cumując łódkę. Arthur pomógł mężczyźnie wejść na pomost, a pozostali rozsiedli się wygodnie na leżakach. – Dzisiaj porozmawiamy o waszych Energiach Żywiołów – rozpoczął lekcję staruszek.
– Myślałem, że wiemy już o nich wszystko – wtrącił Arthur.
– Ja też tak sądziłem – odpowiedział Chang Wu. Młodzi popatrzyli zaskoczeni. – Ale Grace… – zapanował buntowniczy szum i wszyscy popatrzyli na dziewczynę złośliwie, a ta zrobiła niewinną minę – …o czymś mi przypomniała – dokończył Chińczyk, gdy towarzystwo się uspokoiło.
– Więc czego jeszcze nie wiemy o swoich Energiach? – zapytał Arthur, zerkając spod oka na Grace. Ta pokazała język chłopakowi, po czym z uśmiechem spojrzała na staruszka. Arthur pogroził figlarnie palcem w jej stronę i oparł się wygodnie na leżaku, oczekując długiego wywodu w wykonaniu Pana Wu.
– Wiecie doskonale, że Żywioły traktowane z uwagą i  szacunkiem zawsze będą was wspierać i zasilać Energią – tłumaczył, a wszyscy słuchali z uwagą. – To potężna moc i potężna opieka, ale – popatrzył poważnie na wszystkich – zawsze mamy dwa bieguny, tak jak i w tym przypadku Energie Żywiołów mają swoją jasną i ciemną stronę.
– To znaczy? – wtrąciła Lidia.
– Ogień może inspirować do działania, obdarzać energią optymizmu, odwagą i wiarą we własne możliwości – zaczął Marck. – To ekspresja i radość – popatrzył na Grace, a ta na niego. – Jednak może być też niszczący jak pożar, przynosić agresję, despotyzm i folgowanie żądzom – powiedział i zwrócił się w stronę Chińczyka, który potwierdził.
– Ale Bractwu patronuje planeta miłości – zauważyła Grace. – Więc ciemne strony Energii chyba raczej się nie ujawnią – dodała złośliwie, spoglądając na czarnowłosego chłopaka. Ten chciał coś powiedzieć, ale odezwał się Pan Wu:
– Wenus to nie tylko patronka miłości, ładu i zgody. – Para popatrzyła na mężczyznę. – To także bogini niezgody, chaosu i nieporządku – wytłumaczył.
– Więc możemy stać się źli? – zapytał David. Staruszek zamyślił się chwilę, po czym odpowiedział:
– To, czym kierujecie się, korzystając z Energii waszych Żywiołów, już teraz mówi o tym, po której stronie bieguna stoicie – wyjaśnił, spoglądając po kolei na wszystkich.
– Myślałam zawsze, że Energia Ziemi jest neutralna – wtrąciła Lidia.
– Ziemia to stabilność, siła, spokój i poczucie godności – uśmiechnął się Chińczyk. – Ziemia planuje, liczy i porządkuje. – Lidia zerknęła na Arthura, który uśmiechnął się pod nosem. – Jednak to także fanatyzm, ograniczenia i nadmierny konserwatyzm.
– Zaraz, zaraz, zaraz – przerwała Maya. – Przecież Lidia, owszem, była wściekła na Arthura o sprawę z Niną, ale nie wykazywała żadnej z wymienionych cech – zauważyła. Pozostali potwierdzili.
– Wtedy Energia jakby oddaliła się od niej – odpowiedział Marck. Wszyscy spojrzeli na chłopaka. – A brak Ziemi to podejmowanie pochopnych decyzji, strach i samotność – wyjaśnił. Grace i Maya zerknęły na przyjaciółkę.
– Chciałaś oddać pierścionek i zamknęłaś się sama w domu – zauważyła ta pierwsza. Lidia popatrzyła poważna na Arthura, a ten na nią. Po chwili uśmiechnęli się do siebie.
– Ale już nie oddam – szepnęła i pocałowała chłopaka w policzek. Pozostali spojrzeli wesoło na parę.
– A co się dzieje, gdy Ogień się oddala? – zapytała Grace. Chang wskazał na Marcka, a ten odparł:
– Jego brak to smutek, żal, zniechęcenie, stagnacja i wyobcowanie.
– Powiedziałeś to tak, jakbyś znał to z własnego doświadczenia – zauważył David. Marck zmieszał się i zerknął na Grace, ta przyglądała się mu uważnie.
– Marck swoje przeszedł w życiu, ale to nie jest czas na to, aby wam o tym opowiadać – wtrącił Chińczyk. Chłopak z ulgą na twarzy podziękował staruszkowi.
– To teraz o mnie – powiedział entuzjastycznie Arthur.
– Energia Wody wyraża głębokie uczucia, intuicję, harmonię, czułość i opiekuńczość – mówił Pan Wu, a Arthur z szerokim uśmiechem na twarzy prostował się coraz bardziej na leżaku. Pozostali patrzyli wesoło na przyjaciela. – Uczy poddania się i  akceptowania zmian, natomiast jej ciemny biegun to przede wszystkim bierność i lenistwo, nadwrażliwość i przesada emocjonalna.
– Ciemna strona pasuje jak ulał – zauważyła złośliwie Maya, patrząc na Arthura. Chłopak zerknął na nią złowieszczo.
– No, leniwy jesteś bardzo – wtrąciła poważnie Lidia, a ten popatrzył na nią błagalnie.
– Powinnaś mnie chwalić – szepnął prosząco, a dziewczyna spojrzała pobłażliwie na chłopaka.
– A co, gdy brakuje Wody? – zapytał Peter.
– Kiedy jej brakuje, człowiek nie umie odprężyć się i  zrelaksować, nie umie okazywać i przeżywać głębokich uczuć. Jest jak pustynia, oparty wyłącznie na reakcjach na zewnętrzne doznania. Staje się obojętny i chłodny – wyjaśnił Chińczyk.
– A Powietrze? – chciała wiedzieć Maya.
– Wzmaga zdolność koncentracji i umiejętność abstrakcyjnego myślenia. Obdarza niezależnością, poczuciem wolności i łatwością nawiązywania kontaktów. Z Powietrza biorą się genialne wizje i  pomysły niekonwencjonalnych rozwiązań. To także tworzenie w myśli obrazów, zarówno dotyczących wspomnień, jak i wybiegających w przyszłość. – Dziewczyna uśmiechnęła się. – Brak tego żywiołu powoduje bezradność, poczucie osamotnienia i niemożność znalezienia w swoim życiu celu – mówił dalej mężczyzna. – Za to jego ciemny biegun to nieodpowiedzialność, łamanie obietnic i bujanie w obłokach – dokończył.
– I jeszcze ja – zauważył David.
– A dla ciebie mam zadanie – zapowiedział Pan Wu. Chłopak popatrzył zniechęcony. – Sam spróbuj określić jasne i ciemne strony Energii Ducha oraz to, co się dzieje, gdy tej Energii brakuje – powiedział i żegnając się, odpłynął na swoją wyspę.
Młodzi zabrali się za przygotowywanie do zajęć szkolnych. Mimo że ostatnio udawało im się nie uczestniczyć w lekcjach, to zaległości, niestety, musieli nadrobić.
Następnego dnia lekcje rozpoczynali wcześnie rano.
– Długo jeszcze będziesz udawać, że jesteś na mnie zła? – zapytał z uśmiechem Marck, zaczepiając Grace wchodzącą do sali lekcyjnej.
– Udawać?! – zapytała zaskoczona. Marck patrząc na nią i  zadziornie się uśmiechając, wyprzedził ją i wszedł do klasy, siadając na swoim miejscu. Grace ruszyła za nim. – Jesteś najbardziej aroganckim, bezczelnym i kłamliwym draniem, jakiego znam – powiedziała wściekła, patrząc mu prosto w oczy. Ten, nie przestając się uśmiechać, przysunął swoją twarz do jej twarzy i szepnął:
– Też ciebie bardzo lubię. – Po czym oparł się o krzesło i spojrzał na Petera i Mayę. Ci popatrzyli na chłopaka wesoło.
– Uch… – westchnęła ze złością dziewczyna i spojrzała na śmiejących się przyjaciół. – A wam co tak wesoło? – Oboje w sekundę spoważnieli i usiedli prosto w ławkach.
Po paru minutach do sali weszła Mika, siostra Dominica, która obudziła się z dwumiesięcznej śpiączki po wrześniowej pełni oraz unicestwieniu planu Odyna i śmierci Katheriny. Wszyscy podbiegli do niej przywitać się. Mika, siadając w ławce, zauważyła Marcka. Uśmiechnęła się do niego:
– Ja ciebie znam. – I przyskoczyła do niego, rzucając się chłopakowi na szyję. – Dziękuję, Marck, bardzo dziękuję – powtarzała. Cała klasa patrzyła ze zdumieniem. Marck zerknął na Grace, a ta na niego. Mika odwróciła się do wszystkich. – Gdyby nie Marck, umarłabym. – Maya i Grace spojrzały zaskoczone na siebie. – Jak byłam w śpiączce, codziennie przychodził do moich snów i rozmawialiśmy. To było niesamowite – opowiadała zafascynowana. – Dzięki niemu nie poddałam się – przytuliła się, jeszcze raz dziękując.
– Dobrze, koniec tych czułości, zaczynamy lekcję – przerwała wchodząca do klasy nauczycielka i wskazała uczniom ich miejsca.
– Jednak jest bohaterem – szepnęła Maya, odwracając się do siedzącej za nią Grace. Ta ukradkiem popatrzyła na Marcka, który siedział zamyślony.
Marck, przechodząc obok szatni sportowej w drodze na lunch, wpadł na Dominica. Ten, jak tylko zobaczył chłopaka, zamachnął się i wymierzył mu cios w twarz. Marcka odrzuciło pod ścianę. Kapitan drużyny koszykarskiej rzucił się do bójki. David i Arthur szybko powstrzymali obu chłopaków. Dominic patrzył wściekle na Marcka. Do szatni wbiegły Mika, Maya i Grace.
– Dlaczego jeszcze tu jesteś?! – krzyknął Dominic. – Dlaczego nie wyniosłeś się jak reszta?! – Marck wycierał krew z nosa, a David i Arthur próbowali wytłumaczyć kolegę.
– On nam pomógł – mówił wysoki blondyn. Dominic wyrwał się z rąk Davida.
– Przez niego moja siostra była w śpiączce i…
– On mi pomógł! – wtrąciła się Mika.
– Co? – zapytali równocześnie David, Arthur i Dominic.
– To dzięki niemu miałam siły, aby przetrwać w tamtym głuchym i ciemnym miejscu – wyjaśniła spokojnie. – To dzięki niemu żyję – dodała, spoglądając z wdzięcznością na Marcka. David i Arthur patrzyli zaskoczeni, a Mika opowiadała szczegóły. Dominic wysłuchał siostry uważnie. Gdy ta skończyła, odetchnął głęboko i dalej poważny, choć już spokojny, powiedział:
– Chyba jestem ci winien przeprosiny. – Wyciągnął rękę do Marcka. Ten odwzajemnił gest. Potem uczniowie ruszyli w stronę stołówki. W szatni pozostali tylko Grace, David i Marck.
– Pokaż – zaproponowała dziewczyna, dotykając twarzy chłopaka i chcąc ją uleczyć.
– Daj spokój – odparł poważnie Marck, nie pozwalając się dotknąć. – Poradzę sobie sam – dodał. David zerknął na Grace, a ta na niego. Krótkowłosy blondyn wzruszył bezradnie ramionami. W tym czasie Marck wyleczył sobie krwawiący nos.
– Zasłużyłeś sobie na to – szepnęła złośliwie dziewczyna i poszła na lunch. Za nią ruszył David i na końcu Marck.
– Może się dosiądziesz do nas? – zaproponował Dominic, widząc wchodzącego czarnowłosego chłopaka, ubranego w ciemny t-shirt i bojówki. Ten rozejrzał się po pozostałych, którzy się uśmiechali, a najszerzej Mika, wskazując mu wolne krzesło obok siebie.
– Czemu nie? – mruknął do siebie i usiadł we wskazanym miejscu.
– Mówiłam, że jest bohaterem – szepnęła Lidia do Grace i Davida. Oboje się uśmiechnęli, a czarnowłosa dziewczyna zerknęła na Marcka. Ale ten był zajęty rozmową z Miką, która zauroczona swoim wybawcą, nie potrafiła oderwać od niego oczu.
Tego wieczoru chłopcy urządzali wyścigi na skuterach. Steven nie lubił tego typu zabaw i większość czasu spędzał w swoim pokoju, studiując Księgę Bractwa. Gdy wyścig wygrał David i chłopcy wychodzili z wody, podpłynęła motorówka z Panem Wu i jego rodziną na pokładzie. Dziewczyny wstały z leżaków, a chłopcy pomogli przycumować motorówkę do brzegu i zaprosili gości na taras.
– Witajcie – powiedział od wejścia staruszek. Pozostali się uśmiechnęli. – Chciałem wam kogoś przedstawić – po czym wskazał na kobietę z pięcioletnią dziewczynką. – To jest moja siostrzenica Mia i jej córeczka Rumi. – Wszyscy się uśmiechnęli, a stojący najbliżej Arthur nachylił się do dziewczynki i podał jej rękę.
– Cześć Rumi, jestem Arthur. – Mała uśmiechnęła się i zawstydzona przytuliła do matki.
– To jest syn mojego kuzyna, Weng – powiedział Pan Wu, wskazując na wyglądającego na 13 lat Chińczyka. – To jest znajoma Wenga, India – zawiesił na chwilę głos. – A to są osoby, które was do mnie przywiozły – po czym przedstawił młodzież.
– Czy jesteś tatusiem syrenki Ariel? – zapytała nagle Arthura mała dziewczynka. Ten zakłopotany spojrzał na pozostałych i uśmiechając się, spytał:
– Dlaczego tak myślisz?
– Bo najpierw kazałeś takiej dużej fali wywrócić motorówkę złych ludzi, a potem, jak wpadłam do wody, to zrobiłeś coś rączkami i woda mnie podniosła i oddała mamusi – uśmiechnęła się Rumi. Wszyscy popatrzyli serdecznie na dziewczynkę, a Arthur kucnął obok małej.
– Nie jestem tatusiem syrenki, ale umiem namówić wodę, żeby robiła to, co chcę. – Dziewczynka otworzyła szeroko oczy ze zdumienia. – I znam trzy piękne syreny – dodał, wskazując na dziewczyny, a te popatrzyły wesoło.
– Wow – westchnęła uradowana Rumi.
– A to, że woda ciebie podniosła, to zasługa tamtego króla morza – powiedział Arthur, wskazując na Petera.
– Jesteś królem morza? – zapytała zafascynowana jeszcze bardziej dziewczynka. Pozostali wybuchnęli śmiechem, a Maya sprostowała:
– Królem może nie, ale na pewno płynie w nim królewska krew. – I pocałowała swojego chłopaka.
– Chcieliśmy wam podziękować – powiedziała Mia. – Uciekamy z rodzinnej wioski od dwóch tygodni i gdyby nie wy, pewnie nie udałoby się – dokończyła ze łzami w oczach.
– Nie ma problemu – odparł Arthur i zaprosił gości do salonu. Dziewczyny przygotowały jedzenie, a Mia opowiadała, co ich spotkało.
– Jakieś pół roku temu do naszej wioski przyjechał mężczyzna, który podawał się za naukowca – starała się mówić spokojnie, choć głos jej drżał. – Gdzieś dowiedział się, że posiadamy Energię Uzdrawiania i chciał sprawdzić, czy to prawda – odetchnęła głęboko. Pozostali słuchali z należytą uwagą. – Początkowo nasz Nauczyciel, czyli osoba, która odpowiada za wioskę, był sceptyczny i nie chciał, abyśmy z tym naukowcem rozmawiali, ale po dwóch dniach dał się przekonać do przeprowadzenia badań – spojrzała na córkę, która bawiła się lalką, siedząc nieopodal na fotelu. – Naukowiec obiecał nam, że zaraz po tym badaniu opuści wioskę i już nigdy do nas nie powróci – powiedziała i głos jej się załamał. Lidia podała szklankę wody kobiecie, a Grace chwyciła jej dłoń. Mia nabrała powietrza i kontynuowała: – Tymczasem już następnego dnia do wioski zaczęli się zjeżdżać kolejni naukowcy i w ciągu jednego popołudnia nasza wioska została ogrodzona, a my dostaliśmy zakaz jej opuszczania.
– Zauważyłaś, kto im przewodzi? – wtrącił Marck.
– Myślę, że ten naukowiec, który przybył jako pierwszy – odparła niepewnie.
– A czy ktoś was pilnował? – spytał chłopak.
– Tak – odpowiedział młody Chińczyk. – Są cztery bramy do wioski: południowa, północna, wschodnia i zachodnia i przy każdej stoją wartownicy – wyjaśnił Weng.
– Jak wyglądały te badania? – zapytał David, spoglądając na Mię.
– Wprowadzali różnego rodzaju choroby do naszego organizmu i  sprawdzali, w jakim czasie się uleczymy – odpowiedziała. Wszyscy popatrzyli zaniepokojeni po sobie. – Najgorsze, że eksperymentowali na wszystkich, a wiadomo, że Energia jest najsilniejsza u młodych, a najsłabsza u dzieci i starców – załamał jej się głos. Grace popatrzyła przerażona na Davida.
– Ile osób umarło? – spytał poważnie Marck. Pozostali popatrzyli zaskoczeni na chłopaka.
– Wszyscy, u których Energia ledwie wegetowała, czyli osoby po 50 roku życia i do czasu naszego wyjazdu troje dzieci – odpowiedział smutno Weng.
– Dzięki Wengowi – wtrąciła po chwili Mia, a wszyscy spojrzeli na młodego chłopaka – udało nam się uciec. – Kobieta patrzyła na Chińczyka z ogromną wdzięcznością. – Mój mąż niestety został złapany – dodała ze łzami w oczach – i dlatego zaczęli nas ścigać – wyjaśniła.
– Ty też mieszkałeś na wyspie? – zagadnął Wenga Peter.
– Nie – odpowiedział. – Ja mieszkałem niedaleko Indii. – Wskazał na dziewczynę. – Stąd się znamy. – Oboje uśmiechnęli się do siebie. – A o wujku Changu wiem od babci. – Zerknął na starszego mężczyznę. – Zanim umarła, mówiła mi, że w razie kłopotów tutaj zawsze znajdę pomoc – wyjaśnił.
– Posiadacie Energię Uzdrawiania? – zapytała Lidia.
– Tak – odpowiedziała kobieta. – Ja i Rumi jesteśmy uzdrowicielkami – wyjaśniła, po czym popatrzyła na córkę z uśmiechem. – Choć Rumi na razie potrafi uzdrowić tylko bardzo małe zwierzątka. – Wszyscy spojrzeli na małą dziewczynkę z czułością.
– Grace też potrafi uzdrawiać – wtrącił Peter.
– I Marck – dodała Maya. Wszyscy zerknęli na chłopaka.
– Dla nas z kolei wasza moc panowania nad wodą jest zaskoczeniem – odpowiedziała niepewnie Mia, zwracając się do Arthura i Petera.
– Właściwie to tylko ja i Peter mamy takie możliwości – odpowiedział ten pierwszy. – Maya ma Energię Powietrza, Lidia – Ziemi, Grace i Marck – Ognia, a David – Ducha – wyjaśnił chłopak, wskazując po kolei wszystkich. Kobieta była zdumiona.
– Słyszałam o tym, że Starszyzna Bractwa posiada taką moc – zaczęła Mia – ale Nauczyciel nam powiedział, że wraz ze śmiercią Senseja i przez to, że nie pozostawił po sobie potomstwa…
– Przecież była Diana – przerwała zaskoczona Grace.
– Diana nie była jego córką – wyjaśniła kobieta.
– Skąd to wiesz? – wtrącił poważnie Marck.
– Od Nauczyciela – zmieszała się Mia. – Ale nie wiem, skąd on miał te informacje – dodała szybko.
– Może Odynowi zależało na tym, żeby nikt nie wiedział o nas – zauważył Peter.
– I przyszło mu to bardzo łatwo, skoro żaden z naszych rodziców nie posiadał Energii Żywiołu – orzekła Maya. Pozostali potwierdzili.
– Ale dlaczego miałby to ukrywać? – zdziwiła się Mia. – Przecież zawsze było wiadomo, że członkowie Bractwa posiadają władzę nad Energiami Pięciu Żywiołów – zauważyła.
– Ale nie wiedzą, że mamy w sobie też Dusze Bogów Greckich – wyjaśnił Arthur. Cała czwórka otworzyła usta ze zdziwienia.
– Jesteście tymi cudownymi dziećmi – wtrącił po chwili Weng. Pozostali spojrzeli na niego.
– Coś w tym stylu – odparł David trochę zakłopotany, a młody Chińczyk szybko dodał:
– To wy zasilacie Energię Ziemi i Kosmosu, tak? – Pozostali potwierdzili, a Weng z fascynacją w głosie dalej pytał: – A Ty pewnie jesteś Strażnikiem? – Wskazał na Marcka, a ten się uśmiechnął.
– Skąd to wiesz? – spytała zaskoczona Lidia.
– Moja babcia bardzo dużo opowiadała mi o Bractwie Dusz i jego Strażnikach – wytłumaczył Chińczyk. – Mówiła, że Strażnicy to niewidzialni bohaterowie, szkoleni do ochrony najważniejszych członków Bractwa – wszyscy spojrzeli na poważnego Marcka, potem na Grace. – Że jest ich niewielu, ale posiadają Energię Żywiołów, a niektórzy mają przydzielane specjalne zadania. – Odetchnął głęboko, po czym dodał rozmarzony: – Też będę kiedyś Strażnikiem – i zerknął na czarnowłosego chłopaka, który patrzył na niego z półuśmiechem.
– Skoro jest ich niewielu, to ty masz ogromne szczęście – wtrącił Arthur spoglądając na Wenga. – Bo u nas jest ich aż dwoje. – Młody Chińczyk aż wyprostował się na krześle. – Drugi siedzi na górze i od kilku dni nie wyściubia nosa z książek – wskazał zamknięte drzwi na piętrze. Chłopak uśmiechnął się szeroko, a pozostali razem z nim.
– Jak możemy wam jeszcze pomóc? – zapytał po chwili David. Mia, Weng i India popatrzyli na Changa, a ten już całkiem poważnie odpowiedział:
– Trzeba uwolnić całą wioskę. – Młodzi przytaknęli staruszkowi. – I sprowadzić mieszkańców do mnie na wyspę – dodał.
– To może być niebezpieczne – zauważył Marck. Wszyscy spojrzeli po sobie.
– Zgadza się, ale nie mam do kogo zwrócić się o pomoc – wyjaśnił Pan Wu. Grace z uśmiechem popatrzyła na Davida, a ten na nią.
– Na nas zawsze może pan liczyć – odparł chłopak, a Arthur, opierając się wygodnie o krzesło, dodał, wzdychając dumnie:
– W końcu spełnię się jako Ares. – Pozostali wybuchnęli śmiechem, a stary Chang tylko pokręcił głową.
Pod wieczór, gdy udało się ustalić wstępny plan odbicia ludzi z wioski, każdy zajął się swoimi obowiązkami. Maya i Lidia sprzątały, Peter nadrabiał zaległości ze szkoły, Arthur i David grzebali w silnikach motocykli, a Marck wyładowywał skutery na brzeg, bo w nocy miał być przypływ. Grace po odrobieniu lekcji chciała zajrzeć do dziewczyn, ale zauważyła czarnowłosego chłopaka i wyszła na taras. Siadając na pomoście zapytała:
– Jak zostałeś Strażnikiem?
Marck, cumując ostatni skuter, odparł: – Poprzez dziedziczenie. Steven jest moim ojcem. – Grace popatrzyła zaskoczona, a Marck uśmiechnął się, widząc jej zdziwienie.
– A gdzie jest twoja mama? – Marck spoważniał i spuszczając wzrok, odpowiedział:
– Umarła przy narodzinach. – Dziewczynie zrobiło się przykro. – Podobno bardzo się przyjaźniła z twoją babcią – dodał po chwili chłopak, zerkając na Grace już z lekkim uśmiechem. Grace odwzajemniła się tym samym. Zapadła chwila ciszy, oboje patrzyli przed siebie.
– Weng powiedział, że jest was niewielu – zaczęła, spoglądając na Marcka. – Czy wszyscy są Strażnikami Duszy?
Chłopak uśmiechnął się szeroko.
– Nie – zaprzeczył. – W tej chwili jest piętnastu Strażników Ziemi, którzy są specjalnie wyszkoleni, aby was chronić – wyjaśnił.
– Strażników Ziemi? – zapytała. – Tak się nazywacie? – Marck potwierdził, po czym znowu zapanowała chwila ciszy. Chłopak zwijał linę, a Grace była zapatrzona daleko w morze.
– Marck – zagadnęła nagle. Chłopak spojrzał na nią. – Czy ta Energia Miłości… – zaczęła nieśmiało Grace, a Marck słuchał uważnie – …to jest tak jak ja i David? – zapytała szeptem.
– Nie – odparł poważnie chłopak, a Grace odetchnęła z ulgą.
– To dobrze – uśmiechnęła się, a Marck obserwował jej reakcję. – Czyli raczej tak jak brat z siostrą? – dodała z nadzieją. Chłopak uśmiechnął się lekko i chciał coś odpowiedzieć, ale Grace rzuciła się mu na szyję. – Zawsze marzyłam o rodzeństwie – podskoczyła wesoło. – Cieszę się, że to ty jesteś moim bratem – powiedziała i z uśmiechem na twarzy ruszyła w stronę domu. Po kilku krokach odwróciła się. – Wracasz ze mną? – zapytała.
– Muszę to dokończyć – odparł Marck, wskazując na skutery, po czym, gdy dziewczyna zniknęła mu z oczu, usiadł na pomoście, odetchnął głęboko i ze smutkiem w oczach szepnął do siebie:
– Tak, Grace, niech będzie jak brat i siostra. – Spojrzał daleko w morze i zamyślił się.

Rozdział 2

Następnego dnia z rana do pomocy w ratowaniu mieszkańców wioski zostali także przysłani Michael i Tony.
– Jesteście Strażnikami Duszy? – zagadnęła Grace.
– Tak – odpowiedział Tony. – Ja mam chronić Lidię, a Michael – wskazał na przyjaciela – Mayę.
– Tak się cieszę – powiedziała Lidia, przytulając się do Tony’ego. – Nigdy nie miałam rodzeństwa – uśmiechnęła się do chłopaka. Arthur patrzył na dziewczynę z politowaniem.
– Przecież wychowywaliśmy się razem, tak jak rodzeństwo – zauważył złośliwie.
– Ale to nie to samo – odparła stanowczo.
– Rodzeństwa? – szepnął zdziwiony Tony, zerkając na Marcka. Ten, widząc minę przyjaciela, szybko wyjaśnił:
– Chodzi o połączenie Energii Miłości braterskiej – podkreślił ostatnie słowo. Tony zrozumiał zaakcentowanie Marcka, podobnie Michael, ale żaden z chłopców nie próbował niczego prostować, bo czas ich naglił. Peter i David pakowali plecaki, Arthur sprawdzał latarki i noktowizory, Steven i Marck dopracowywali jeszcze szczegóły oswobodzenia wioski. Dziewczyny szykowały prowiant.
– Od dawna się znacie? – zapytała Maya Michaela, gdy ten pakował plecak.
– Od dzieciństwa – wyjaśnił chłopak. – Razem się szkoliliśmy – dokończył, spoglądając na Marcka.
– Zupełnie jak bracia – wtrąciła uradowana Lidia. Tony uśmiechnął się do dziewczyny.
– Wszyscy Strażnicy są dla siebie braćmi – dodał.
– A nie macie dziewczyn? – zagadnęła Maya. Chłopcy zmieszali się.
– Regulamin tego zabrania – odpowiedział Michael. Dziewczyny się zdziwiły.
– Jak to zabrania? – zapytała Grace, ale chłopcy nie zdążyli odpowiedzieć, bo przerwał im Steven.
– Szykujcie się – rozkazał. Wszyscy jeszcze raz zerknęli na plan akcji, a Pan Wu przypomniał, kto ma jakie zadanie.
– Może przyda się wam ktoś do pomocy? – przerwał im nagle głos od drzwi.
– Timon! – zareagował radośnie Marck i podszedł przywitać się z przyjacielem.
Chłopcy z Bractwa spoważnieli. Tymczasem czarnowłosy młodzieniec wyjaśnił wszystkim pojawienie się przyjaciela: – Timon też jest Strażnikiem. – Dziewczyny popatrzyły na siebie zaskoczone, a ciemny blondyn, o opalonej karnacji i niebieskich oczach, ubrany w czarną skórzaną kurtkę i czarne skórkowe spodnie, dodał:
– Z tym, że nie jestem osobistym bodyguardem – mrugnął do dziewczyn. – Należę do Wojowników – dodał dumnie.
– Jasne – wtrącił Tony. – I jesteś największym babiarzem, jakiego znam. – Parsknęli śmiechem. Maya zerknęła z politowaniem na Timona.
– Do tego trzeba jeszcze sobą coś reprezentować – dodała złośliwie. Blondyn spojrzał urażony na dziewczynę, ale ta nie miała zamiaru go przepraszać.
– Ciekawe, jakie jeszcze czekają nas niespodzianki – wtrącił trochę zaniepokojony Arthur, zerkając na Stevena. – Chyba Diana, Nina lub Tamara nie… – zaczął.
– Nie – przerwał Marck. – One były zwerbowane przez Katherinę – wytłumaczył. Dziewczyny odetchnęły z ulgą.
Po południu wszyscy byli już gotowi do akcji. Mieli ruszyć dopiero w nocy, stąd po obiedzie każdy miał odpocząć, aby nabrać sił.
– Śpisz? – zapytała Grace, wiercąc się w łóżku.
– Nie – odpowiedział David i wtulił się w dziewczynę. – Tak się rzucasz, że nie mogę zasnąć – dodał zadziornie. Ta odwróciła się lekko w jego stronę.
– Może byśmy się trochę rozluźnili przed akcją? – zaproponowała, zerkając figlarnie na chłopaka. David podniósł głowę z poduszki i szeroko się uśmiechnął.
– A myślałem, że tylko ja nie mogę zasnąć, bo cały czas myślę o tobie – odpowiedział prowokująco, po czym pomógł Grace się odwrócić i delikatnie zdejmując koszulkę z dziewczyny, zaczął muskać jej usta, potem szyję i piersi. Grace czuła ogromne podniecenie, a że uwielbiała takie pieszczoty, oddała się im całkowicie.
Około północy młodzi pod dowództwem Stevena dotarli do prywatnego lotniska Strażników Ziemi i stamtąd niewielkim samolotem dolecieli na obrzeża Wyspy Uzdrowicieli.
– Rozdzielmy się – szepnął Steven i razem z Davidem i Arthurem pobiegli przodem. Dalej biegli Peter, Michael i Maya, za nimi Tony z Lidią i Timonem i na końcu Grace z Marckiem.
– Jak minęło popołudnie? – zapytał z szyderczym uśmiechem Marck, zerkając na Grace. Ta spojrzała zaskoczona.
– Podsłuchiwałeś? – odpowiedziała złośliwie. Chłopak parsknął śmiechem.
– Nie podsłuchiwałem – oburzył się i szepnął jej do ucha: – Nie muszę podsłuchiwać, czuję to, co ty. – Grace otworzyła usta, po czym poczuła, jak oblewa ją rumieniec, bo przypomniała sobie, że razem z Marckiem są połączeni Energią Odczuć. Uśmiechnęła się zawstydzona do chłopaka, po czym już w skupieniu dobiegli na ustalone miejsce.
Głównym celem było uwolnienie i doprowadzenie mieszkańców wioski na północną cześć wyspy. Tam czekały łodzie ratunkowe, które miały ich przetransportować na statek, skąd planowano dotrzeć helikopterami na wyspę Pana Wu.
Gdy wszyscy zajęli swoje pozycje, Timon rozejrzał się po okolicy. Pozostali z ukrycia obserwowali, co się dzieje w wiosce.
– Przy każdej bramie jest po dwóch strażników – szepnął chłopak do mikroportu. – W wiosce nie widzę nikogo, kto by pilnował mieszkańców, chyba, że są w tych ambulansach – dodał.
– To mało prawdopodobne – wtrącił Marck. – Ci ludzie nie są agresywni, nie potrzebowaliby takiej ochrony – powiedział.
– Racja – potwierdził Steven, po czym już miał zamiar rozpocząć akcję, gdy Grace coś zauważyła.
– Czujesz? – zapytała z niepokojem, spoglądając na Marcka. Ten z poważną miną potwierdził kiwnięciem głową.
– Co? – zapytał Steven. Pozostali zerknęli na parę.
– Mają Energię Ognia – wyjaśnił zdziwiony chłopak.
– To tłumaczy brak broni – zauważył Arthur. Jednak Marckowi dalej nie dawało to spokoju. Popatrzył na Timona, a ten na niego. Oboje zaczęli podejrzewać, że dzieje się coś niepokojącego.
– Zaczynamy – rozkazał Steven i wszyscy skupili się na swoich zadaniach. – Ruszajcie – dodał mężczyzna, dając znak Davidowi i Timonowi, którzy byli odpowiedzialni za bramę północną. David odwrócił się do Marcka.
– Dbaj o nią. – Ten potwierdził skinieniem i oboje uśmiechnęli się do dziewczyny. David i Timon wybiegli z lasu.
– Teraz wy – szepnął Steven i Arthur razem z Peterem ruszyli w stronę zachodniej bramy. Peter pocałował jeszcze Mayę na pożegnanie.
 – Dziewczynom nie może spaść włos z głowy, zrozumiano? – powiedział stanowczo mężczyzna, patrząc na Strażników. Cała trójka potwierdziła i Steven pobiegł w stronę bramy południowej.
– Teraz my – zadecydował Marck, gdy jego ojciec zniknął im z oczu. – Zajmiemy się bramą wschodnią – wskazał na stojących niedaleko strażników, po czym odwrócił się do reszty i dodał: – Poczekajcie, aż damy wam znak. – Przyjaciele potwierdzili i Marck razem z Grace zbliżyli się na tyle, na ile było to możliwe, do wartowników.
– Bierzesz tego z prawej czy z lewej? – zapytał chłopak, gdy byli już gotowi do ataku.
– Z prawej – odpowiedziała pewnie dziewczyna.
– To na trzy, gdy dam znać – szepnął Marck. Gdy za sprawą Davida księżyc zniknął za chmurami, chłopak odliczył i oboje rzucili dwiema kulami ognia w stronę mężczyzn. Ci nie zdążyli zareagować i gdy kule odrzuciły ich daleko w las, padli bez tchu na ziemię. Tony i Michael wciągnęli nieprzytomnych wartowników do wcześniej przygotowanej dziury i zasypali gałęziami. Brama wschodnia została otwarta. W tym samym czasie Arthur i Peter podtopili strażników w beczce z deszczówką i ukryli w pobliskiej szopie. Kolejna brama była zdobyta. David i Timon powietrzem z piaskiem oślepili swoich wartowników, a potem, wciągając ich do lasu, zasypali gałęziami. Tymczasem na południu Steven doprowadził do wybuchu paliwa w kanistrze. Cała wioska została postawiona na nogi. Mieszkańcy zmieszani z naukowcami biegali i krzyczeli. Strażnicy Duszy popatrzyli na siebie zaniepokojeni.
– Co teraz? – zapytała wystraszona Lidia.
– Zajmijcie się dziećmi – rozkazał Michael, po czym pomógł chłopakom przygotować ciężarówki do przetransportowania ludzi z wioski.
Arthur i Peter sprawdzali każdy samochód medyczny i kierowali mieszkańców do bram. David i Timon pomagali kobietom i zaglądali do domów, informując wszystkich, dokąd mają się udać. Steven ugasił pożar wywołany przez wybuch, po czym pobiegł do chłopaków i razem wprowadzali ludzi do ciężarówek.
W pewnej chwili w stronę Grace i Marcka poleciała kula ognia. Chłopak odepchnął dziewczynę na bok i sam uskoczył. Byli rozdzieleni ognistą obręczą. Grace próbowała uspokoić ogień, ale napastnik po raz kolejny zaatakował. Zauważył to David, któremu udało się przejąć ogień. Mężczyzna spojrzał zaskoczony. Chwilę jego nieuwagi wykorzystał Marck, rozpalając przed nim ogromny ognisty mur, a Maya dołożyła silny wiatr, tak, że powstał ogromny stożek z ognia, który zamknął napastnika w środku. Wszyscy wskoczyli do ciężarówki.
– Gdzie Lidia? – zapytał nagle zaniepokojony Tony, w momencie, gdy Michael miał ruszać.
Dziewczyna tymczasem zauważyła na końcu szałasu małą dziewczynkę, której pobiegła na pomoc. Tony ruszył za nią. Dobiegł w momencie, gdy stożek ognia zaczął się do nich zbliżać. Chłopak chwycił małą na ręce, a Lidii kazał biec. W ostatniej sekundzie wskoczyli do ciężarówki, która ruszyła, barykadując część ogrodzenia. Marck popatrzył jeszcze na wybiegających za nimi mężczyzn, którzy po kilku krokach zatrzymali się. Grace, również obserwująca wartowników, zdziwiła się. Oboje popatrzyli na siebie zaskoczeni. Marck po chwili namysłu spoważniał i zerkając ponownie na dziewczynę, pokazał palcem na ustach, aby była cicho i nie komentowała tej sytuacji. Oboje usiedli i w ciszy jechali do umówionego miejsca.
Na brzegu czekały na nich łodzie.
– Oni na nas czekali – szepnęła Grace do Marcka, gdy ten odcumowywał łódkę.
Chłopak spojrzał na nią poważnie i wypychając łódź z brzegu, wskoczył do środka i usiadł do swojego wiosła.
– Wiem – odpowiedział po chwili, zerkając na siedzącego po drugiej stronie Stevena. Grace zauważyła spojrzenie Marcka.
– Myślisz, że on o tym wszystkim wiedział? – szepnęła, siadając na brzegu łódki. Jednak chłopak znów tylko wskazał palcem, aby była cicho.
Łącznie płynęły 4 łodzie. W pierwszej David i Timon, razem z kobietami i najmłodszymi dziećmi, w drugiej Tony, Lidia z Michaelem i Mayą, którzy mieli na pokładzie starsze dzieci i najsłabszych mężczyzn, w kolejnej Arthur i Peter z rannymi i schorowanymi ludźmi, a w ostatniej Marck z Grace i Steven z mężczyznami. Podróż trwała około 30 minut. Gdy dotarli do statku, czekali na nich ludzie Stevena, którzy zajęli się ocalonymi z wioski. Tymczasem mężczyzna z młodzieżą wsiedli do dwóch motorówek i ruszyli z powrotem na wyspę, gdzie czekał na nich samolot. W ciągu dwóch godzin znaleźli się znowu w domku na wyspie Bractwa. Świtało.
Wchodząc do domu, Marck zwrócił się wściekły do Stevena:
– Sprzedałeś ich! – Wszyscy spojrzeli zaskoczeni na młodego chłopaka. Mężczyzna odwrócił się i podchodząc do Marcka, chciał coś odpowiedzieć, ale ten nie dał mu dojść do słowa. – Ta cała akcja mała pokazać, jaką Energią dysponują, prawda?! – krzyknął. – Miała pokazać, że Odyn mówił prawdę i linia życia Energii Bractwa Dusz nie została przerwana?! – Pokręcił z obrzydzeniem głową. – Zawarłeś układ z tymi pseudonaukowcami, zgadza się?! – dodał, cedząc przez zęby. Steven, stojąc naprzeciw chłopaka, odpowiedział spokojnie:
– Do tego zostali stworzeni, żeby służyć Bractwu. – Po czym odwrócił się plecami i ruszył w stronę swojego pokoju. Pozostali stali jak zamurowani.
– Ty durniu! – krzyknął jeszcze bardziej wściekły Marck. – To nie są maszyny, które możesz wykorzystywać do zabijania! – Mężczyzna cofnął się i wymierzył potężny cios w twarz chłopakowi. Ten upadł. Timon, Tony i Michael patrzyli z pogardą na Stevena, ale tylko drgnęli, nie ruszając się ze swoich miejsc. Tymczasem do Marcka podbiegła Grace, kucnęła obok niego i próbowała pomóc mu wstać. Mężczyzna nachylił się do chłopaka i szepnął wściekły:
– Jesteś tak samo naiwny jak twoja matka! Myślisz, że sprowadzając na ziemię Dusze tak potężnych Energii, Odyn zrobił to z miłości do ludzi? – Parsknął pogardliwym śmiechem. Arthur i David patrzyli ze złością na Stevena. – Albo dla ratowania Energii Ziemi czy Kosmosu? – Przykucnął przed leżącym Marckiem. Maya i Lidia były zdenerwowane. – Dysponujemy w tej chwili największą możliwą władzą na tej ziemi – dodał z szyderczym wyrazem twarzy. – Mamy potężną moc, jaką jest władza nad pięcioma żywiołami i na pewno to wykorzystamy – powiedział dobitnie.
– Chyba jednak nie – wtrącił stanowczo David, a reszta stanęła za nim. Steven parsknął śmiechem.
– Nie macie wyboru! – powiedział, śmiejąc się, po czym szybko poważniejąc, dodał: – Inaczej cała wioska i rodzina Wu zginie.
 – Ty zdrajco! – krzyknął David i rzucił się na Stevena. Zaczął go okładać pięściami po twarzy, a Timon z Arthurem próbowali ich rozdzielić. Michael stanął pomiędzy nimi. David dalej wyrywał się do bójki. Tymczasem mężczyzna pozbierał się z ziemi i uśmiechając się ironicznie, powiedział:
– Jeśli spadnie mi choć włos z głowy, ludzie z wioski zostaną żywcem spaleni. – Przetarł krwawiącą wargę. Chłopak ponownie chciał dołożyć mężczyźnie, ale Timon go powstrzymywał.
– Nie będziemy ci służyć – wtrąciła Grace. Steven popatrzył na dziewczynę.
– Jeśli nie… – chciał podejść do Grace, ale Marck szybko podniósł się i ją zasłonił. Steven spojrzał pogardliwie na syna. – …to one za to zapłacą – wskazał wzrokiem na Mayę i Lidię. Michael i Tony stanęli przed dziewczynami. Te popatrzyły przerażone na siebie, potem na Grace. Steven odwrócił się i poszedł do swojego pokoju. Gdy drzwi się zatrzasnęły, Marck powiedział wściekły:
– Jak mogłem tego wcześniej nie zauważyć! – Ukucnął, zakładając ręce na głowie. Pozostali spojrzeli na chłopaka.
– Daj spokój – wtrącił David. – Coś wymyślimy – dodał, próbując wszystkich uspokoić. Lidia wtuliła się w Arthura, a Mayę objął Peter.
– Przecież musi być jakieś wyjście – szepnęła zaniepokojona Grace, podchodząc do swojego chłopaka. Ten pogładził ją po plecach.
– Jak mamy powiedzieć o tym Panu Wu? – zapytała załamanym głosem Lidia.
– Myślę, że on wie – odpowiedział już spokojniej Marck, podnosząc się i prostując.
– Nie, on by nas nie zdradził – zaprzeczyła pewnie Grace.
– Nie zdradził – odparł Marck. – Pewnie go zaszantażowali – dodał smutno, spoglądając na dziewczynę. Ta przytuliła się do Davida.
– Jak to zaszantażowali? – spytała zaskoczona Maya.
– Odbijaliśmy ludzi z wioski od wartowników do tych samych wartowników – wyjaśnił Timon. Dziewczyny popatrzyły zdziwione.
– Do tego wszyscy byli ludźmi Stevena – dopowiedział wściekły Marck. Arthur zerknął pogardliwie w stronę pokoju mężczyzny.
– Skąd to wiesz? – zapytał zaniepokojony Peter.
– Poznałem mężczyznę, który rzucał kulami ognia w Grace – wyjaśnił chłopak. – Był kiedyś u nas w domu.
– Co teraz zrobimy? – zapytała wystraszona Lidia. Marck spojrzał po kolei na wszystkich.
– Jeszcze nie wiem – odpowiedział i ruszył w stronę swojego pokoju. – Tymczasem odpocznijcie – dodał jeszcze na koniec.
Wieczorem wszyscy, z wyjątkiem Stevena, spotkali się przy ognisku. Panował nastrój przygnębienia. Nawet Arthur nie miał ochoty żartować. Marck i Timon siedzieli nieco dalej niż pozostali, dyskutując nad czymś bardzo zaciekle. Peter z Davidem donosili drewno do ognia, a dziewczyny piekły kiełbaski na patykach.
– Dlaczego Steven tak traktuje Marcka? Przecież on jest jego synem – szepnęła Lidia. Tony, podając dziewczynie kolejny kij z kiełbasą, odparł:
– Zawsze był wymagający wobec Marcka. – Oboje zerknęli na siedzącego w oddali chłopaka. – Myśleliśmy, że to dlatego, że przygotowuje go do objęcia po sobie przewodnictwa Strażników – wyjaśnił.
– Marck będzie przywódcą Strażników Bractwa? – zapytała zaskoczona Maya.
– Jest najważniejszy, zaraz po Davidzie – uśmiechnął się Michael.
– Będzie Wielkim Mistrzem – dodał Tony.
– Ale masz szczęście, Grace – wtrąciła Lidia. Dziewczyna spojrzała zaskoczona na przyjaciółkę. – Kocha ciebie król, a ochrania najważniejszy rycerz. – Maya z uśmiechem popatrzyła na Petera i Arthura, którzy tylko pokręcili głowami. Tymczasem Tony z Michaelem zerknęli poważnie w stronę Marcka.
– Zawsze jest tak, że przywódca jest jednocześnie Strażnikiem Duszy kobiety Senseja? – zagadnął po chwili Arthur.
– Właściwie to my jesteśmy pierwszymi Strażnikami, którzy mają połączenie Energii Miłości, Życia i Odczuć – odpowiedział Tony. Dziewczyny popatrzyły zaskoczone.
– Dlaczego? – dopytywał Arthur, ale chłopak nie zdążył mu odpowiedzieć, bo właśnie podszedł Marck.
– Wymyśliłeś coś? – zapytał Michael. Chłopak potwierdził i zerknął w stronę domu, czy Steven nie obserwuje ich z okna. Potem, grzebiąc patykiem w ognisku, powiedział:
– Muszę jeszcze jutro sprawdzić coś z Timonem w czasie zajęć w szkole. – Popatrzył na strażników, a ci przytaknęli.
– Potrzebujecie pomocy? – spytał David. Chłopak zerknął w stronę Senseja i zaprzeczył.
– Może powiemy rodzicom? Może nam pomogą? – zaproponowała zdenerwowana Lidia.
– A jeśli też dostaną się do niewoli? – odparł pytaniem Arthur. – Albo stanie się coś jeszcze gorszego – dodał już ciszej. Lidia popatrzyła na niego z przerażeniem.
– Arthur ma rację – poparł kolegę Marck. – Lepiej jak sami znajdziemy rozwiązanie – powiedział spokojnie.
– Czyli mamy udawać, że jest wszystko okay? – zapytała Maya. – Mamy godzić się na ich warunki? – dodała zdenerwowana.
– Póki co, tak – odpowiedział stanowczo Strażnik, a chłopcy mu zawtórowali.
Rozdział 3 Kolejne dni mijały na obmyślaniu planu uwolnienia rodziny Pana Wu. A że wszyscy starali się zachowywać normalnie, Arthur postanowił urządzić imprezę urodzinową Marckowi. Steven nie zgodził się na nikogo spoza wyspy, więc była to bardzo skromna zabawa, ale za to przy głośnej muzyce.
– Chodź, zatańczymy – wyciągała Marcka Grace. Chłopak trochę się ociągał, ale poszedł. Gdy Lidia i Maya zobaczyły, jak się rusza, zaraz obskoczyły go dookoła. Marck się lekko uśmiechał i tańczył w środku, a David, Arthur i Peter obserwowali bawiących się.
– Niezły jest – zauważył Arthur.
Potem do tańczących dołączył Timon, który podobnie jak Marck, miał bardzo dobre wyczucie rytmu. Porwał do zabawy Mayę, która tak jak Grace, uwielbiała tańczyć. Michael zaproponował grę w karty. Tony tymczasem wolał dołączyć do tańczących. Grający co jakiś czas spoglądali w stronę dziewczyn, jednak głównie skupiali się na kolejnym rozdaniu. Dziewczyny za to były zachwycone tańcem chłopaków i nie odstępowały ich na krok. Nagle muzyka zaczęła zwalniać i utworzyły się trzy pary. Dziewczyny spojrzały na grających w karty chłopaków, czekając na jakąkolwiek reakcję, ale ci tak byli zajęci grą, że nie zauważyli zmiany tempa muzyki. Grace przytuliła się delikatnie do Marcka. Zaczęli się kołysać. Co jakiś czas Marck obracał dziewczyną, co jej się bardzo podobało. W pewnym momencie przechylił ją w tył i powoli podniósł. Spojrzeli na siebie poważnie i poczuli mocniejsze bicie serca. Chwilę patrzyli sobie w oczy, głęboko oddychając, aż skończyła się muzyka i Marck grzecznie podziękował dziewczynie. Podszedł do grających, dziękując za imprezę, pożegnał się i pobiegł do swojego pokoju. Zatrzasnął za sobą drzwi. Wskoczył szybko pod prysznic i mocząc zimną wodą głowę, powiedział do siebie:
– Co ty robisz, durniu! – Oparł się rękami o ścianę kabiny, zimna woda spływała mu po karku.
Tymczasem chłopcy grający w karty dokończyli partię i też zaczęli się zbierać do swoich pokoi.
Grace siedziała na łóżku, czekając, aż David się wykąpie i wpatrywała się w swój pierścionek, który dostała w dniu Inicjacji. Czuła, że coś jest nie tak po tańcu z Marckiem. Miała wrażenie, jakby miłość do Davida uchodziła z niej. Zaczynała sobie przypominać każdą chwilę spędzoną z Marckiem, od momentu, gdy się pierwszy raz zobaczyli, aż do ostatniego tańca. Z zamyślenia wyrwał ją David, wskakując do łóżka.
– O czym tak myślisz? – zapytał wesoło.
– A tak jakoś – odparła zmieszana, po czym szybko położyła się obok chłopaka. David przysunął się do niej i dał jej buziaka, potem zaczął delikatnie całować jej szyję.
– Hej – przerwała mu Grace, odsuwając się powoli. – Jestem zmęczona – dodała niepewnie. David popatrzył zaskoczony, a  Grace wyjaśniła: – Siedziałeś na tyłku i grałeś w karty, a ja tańczyłam ponad godzinę, poza tym jutro trzeba wstać do szkoły. – I odwróciła się tyłem, kładąc wygodnie głowę na poduszce. David pocałował ją w plecy.
– Przepraszam – szepnął. – Następnym razem będziemy tańczyli razem, obiecuję. – Dziewczyna zerknęła na chłopaka, uśmiechnęła się uroczo i pocałowała Davida w policzek.
– Trzymam za słowo – ponownie ułożyła się wygodnie. Chłopak wtulając się w Grace, szybko zasnął. Tymczasem ona cały czas miała w myślach Marcka. Pamiętając o tym, że jest jej Strażnikiem Duszy, zaprosiła go do swojego snu.
– Nie powinienem tutaj być, skoro tobie nic nie grozi – usłyszała głos za plecami, gdy stała wpatrzona w morze, na brzegu piaszczystej plaży, w cieniu ogromnej palmy.
– To dlaczego przyszedłeś? – zapytała, odwracając się z uśmiechem. Marck też się uśmiechnął.
– Gdzie jesteśmy? – dodał po chwili chłopak, rozglądając się dookoła.
– Na plaży – odparła przekornie Grace, spoglądając w wesołe oczy chłopaka. Ten parsknął śmiechem. Gdy oboje się trochę uspokoili, dziewczyna zapytała:
– Jak to możliwe, że jesteś w moim śnie?
– Bo jesteśmy połączeni? – opowiedział pytaniem na pytanie chłopak. Grace patrzyła jeszcze przez chwilę w oczy Marcka, po czym odwracając głowę w stronę morza, poprosiła:
– Wytłumacz mi jeszcze raz, na czym polega Energia Miłości między nami. – Chłopak spoważniał. Grace to zauważyła.
– Skoro nic ci nie grozi, powinienem już wracać – stwierdził Marck i chciał odejść, ale dziewczyna zagrodziła mu drogę. Stanęli blisko siebie, patrząc sobie prosto w oczy.
– To jest tak jak miłość pomiędzy rodzeństwem? – zapytała poważnie Grace. Marck, nie przestając patrzeć jej w oczy, próbował uniknąć odpowiedzi.
– Muszę iść – ominął dziewczynę i ruszył. Grace chwyciła go za rękę i zatrzymała. Marck próbował wyślizgnąć się z jej dłoni. – Grace, proszę. – Ta ponownie stanęła przed nim.
– Wyjaśnij mi, dlaczego czuję do ciebie pożądanie? – szepnęła. Chłopak zmieszał się.
– Nie możesz tego do mnie czuć – odpowiedział, starając się unikać jej wzroku. Grace wyczuła, że chłopak próbuje walczyć ze sobą. Przysunęła się do niego i delikatnie dotknęła ręką jego policzka. Marck zaczął szybciej oddychać. Oboje czuli coraz szybsze bicie swoich serc. Grace zbliżyła swoje usta do ust Marcka i musnęła je. Oboje poczuli jak od stóp do głów przeszywa ich gorący płomień. Chłopak ujął delikatnie twarz dziewczyny i namiętnie pocałował. Grace wplotła ręce we włosy Marcka i przylgnęła do niego jeszcze bliżej. W tym momencie chłopak szybko wycofał się.
– Przepraszam, nie możemy – powiedział, szybko oddychając i zniknął.
Grace obudziła się i usiadła na łóżku. Dotknęła swoich ust, oddychała głęboko, próbowała pozbierać myśli. Zerknęła na Davida, który smacznie spał. Wstała, obejrzała się jeszcze na chłopaka, po czym popatrzyła na pierścionek. Poczuła strach. Dotknęła go i przekręciła wokół palca. Odetchnęła głęboko i zdejmując pierścionek, położyła go na szafce. Starając się nie robić hałasu, wyszła z pokoju. Stanęła pod drzwiami Marcka. Serce zaczęło jej walić jak oszalałe. Dotknęła delikatnie klamki i nadusiła. Drzwi uchyliły się. Weszła powoli do pokoju. Marck popatrzył na nią poważnie
– Nie możesz tutaj być – szepnął, zaprzeczając głową. Grace powoli zamknęła drzwi za sobą, nie przestając patrzeć na chłopaka, który siedział na łóżku. – Grace, to był błąd, proszę, wyjdź – próbował powstrzymać ją Marck, choć pragnął z całego serca, aby dziewczyna została.
Grace rozebrała się i powoli ruszyła w stronę chłopaka. Ten zaczął coraz szybciej oddychać. Chwilę patrzyli na siebie, po czym Marck chwycił Grace i przyciągając ją do siebie, delikatnie położył na łóżko. Opuszkami palców zdjął jej czarny kosmyk włosów z twarzy. Dziewczyna poczuła dreszczyk, uśmiechnęła się. Marck jeszcze chwilę patrzył jej w oczy, po czym zbliżając się do ust, pocałował. Grace nigdy wcześniej nie czuła takiego pożądania i namiętności. Nigdy wcześniej nie pragnęła nikogo tak bardzo, jak w tej chwili Marcka. Poddała się całkowicie temu uczuciu.
W tym czasie pierścionek leżący na szafce rozbłysnął, po czym całkowicie stracił blask.
Zaczynało się robić widno, gdy Grace i Marck leżeli wtuleni w siebie. Chłopak bawił się włosami dziewczyny, a ta wpatrywała się w jego oczy.
– Co teraz będzie? – szepnęła.
– Nic – odpowiedział poważnie Marck. Grace poczuła niepokój. – To nie powinno się wydarzyć – dodał chłopak, po czym podniósł się i pocałował dziewczynę. – Ty będziesz z Davidem, a  ja dalej będę twoim Strażnikiem – wyjaśnił. – Nie możemy dopuścić do kłótni. Musimy trzymać się razem, inaczej nie uda się pokonać Stevena. – Popatrzył w oczy Grace, ta przytaknęła smutno.
– Pójdę już – powiedziała po chwili i ubrała się. Wstając z łóżka, odwróciła się do chłopaka.
– Kocham cię. – Marck popatrzył troskliwie na dziewczynę, po czym przysunął się do niej i pocałował ją z taką namiętnością, jakby to miał być ich ostatni pocałunek w życiu. Potem, opierając się swoim czołem o czoło Grace, z lekkim uśmiechem odpowiedział:
– Ja też ciebie kocham.
Grace wróciła do swojego pokoju. Wślizgnęła się cichutko do łóżka i z powrotem włożyła pierścionek na palec. Nie zauważyła zmian, jakie w nim zaszły. Czuła za to, że jej serce raduje się na samą myśl o Marcku. Mimo że nie mogą być razem, wiedziała, że on zawsze będzie w pobliżu i to sprawiało, że czuła się szczęśliwa.

Bractwo Dusz, Księga 3 – fragment

Piekielna Pustyniaimage-6

Rozdział 1
Grace niecierpliwie kroczyła za Marckiem, zasypując go setką pytań dotyczących uwolnienia dziewczyn z rąk Strażników Pustyni. Jednak chłopak sprawiał wrażenie niedostępnego, a nawet surowego. W końcu Grace krzyknęła:
– Jak zamierzasz uwolnić Lidię i Indię?! – Marck przystanął, odwracając się w jej stronę i odpowiedział bardzo poważnie:
– Właśnie zamierzam ustalić plan działania. – Po czym wszedł do sali konferencyjnej, gdzie siedziała już większość Strażników, także David, Arthur i Peter.
Grace rozejrzała się i nieco zaskoczona zapytała:
– A gdzie Maya i Diana? – popatrzyła w stronę Senseja. David zerknął na Marcka, a ten powiedział:
– Nie będziecie brały udziału w akcji. – Dziewczyna otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia.
– Słucham? – zapytała z widoczną wściekłością na twarzy. Marck zignorował jej spojrzenie i usiadł na swoim miejscu. David popatrzył na Arthura, a ten poważnie na dziewczynę.
– Grace, zostaw to nam – powiedział wysoki, ciemnowłosy chłopak. Ta rozejrzała się po pozostałych, szukając jakiegokolwiek wsparcia, ale wszyscy byli tego samego zdania. Wzburzona ruszyła w stronę wyjścia. Marck zerknął w stronę Davida. Ten pokręcił niepewnie głową, po czym obaj spojrzeli na wychodzącą Grace, która wpadła na Chrisa.
– Co jest? – zapytał zaskoczony chłopak.
– Właśnie wyrzucono mnie z zebrania samców! – krzyknęła ze złością i wybiegła. Chris popatrzył na przyjaciół. Marck wskazał, aby zamknął za sobą drzwi, ściemnił światło i nad stołem pojawił się hologram mapy Pustyni. Lorenzo włączył projektor i wszyscy mogli prześledzić dokładnie plany na ekranie.
Tymczasem Grace wbiegła do pokoju Mai, gdzie ta siedziała z Dianą. Nie odzywając się ani słowem, zaciągnęła przyjaciółki do sali tanecznej. Obie patrzyły na nią zaskoczone. Grace, zamykając za sobą drzwi, powiedziała:
– Musimy uwolnić Lidię i Indię. – Dziewczyny popatrzyły niepewnie. – Jeżeli polecą tam Strażnicy, to rozpęta się piekło i jeszcze ktoś zginie – dodała szybko, zerkając na Mayę, aby przypomnieć jej czas, gdy umarł Timon.
– Jak chcesz to zrobić? – zapytała krótkowłosa dziewczyna.
– Marck się na to nie zgodzi – wtrąciła poważnie Diana.
– Dlatego się o tym nie dowie – wyjaśniła triumfalnie Grace.
– Niby jak? – spytała Maya. – Przecież oni wszystko słyszą – dodała.
– Ale nie w tej sali – uśmiechnęła się czarnowłosa dziewczyna. Przyjaciółki popatrzyły zaskoczone, a Grace kontynuowała: – Chris mi powiedział, że jest to jedyna sala, która ma dźwiękoszczelne ściany, tutaj nas nie słyszą. – Uśmiechnęła się pod nosem.
– Za to was czują – pohamowała entuzjazm dziewczyny Diana, jednak Grace zaraz wtrąciła:
– Jeśli cały czas będą czuli, że jesteśmy wściekłe, to nie zwrócą uwagi na to, co chcemy zrobić. – Maya popatrzyła niepewnie na dziewczynę. – Damy radę – dodała otuchy przyjaciółce. – Wystarczy, że będziesz zła – szepnęła jeszcze i czekała na decyzję.
Krótkowłosa dziewczyna westchnęła głęboko i skinęła głową. Diana się uśmiechnęła i dziewczyny przytuliły się do siebie.
– Jaki masz plan? – zapytała po chwili Maya. Grace pamiętała, jak dziadek Chang rozrysowywał jej plan krain, orientowała się, gdzie leży Pustynia i jak trafić do Zamku. Wyjaśniła wszystko dziewczynom.
– A jak chcesz tam dotrzeć? – spytała Diana.
– Helikopterem – odparła Grace, a Maya prawie się zakrztusiła.
– Zwariowałaś! – krzyknęła. – Jak chcesz nim sterować? – Dziewczyna uśmiechnęła się zawadiacko, patrząc na przyjaciółkę. Diana pokręciła wesoło głową, domyślając się planu Grace i obie zerknęły na Mayę. Ta po chwili zorientowała się, co ma na myśli czarnowłosa dziewczyna i zaczęła wycofywać się.
– Maya – przekonywała ją przyjaciółka. – Przecież masz Energię Powietrza, helikopter sam nas tam dowiezie – popatrzyła błagalnie. – Poza tym Diana ci pomoże.
Blondynka spoważniała, ale widząc wołające o wsparcie spojrzenie Grace, przytaknęła.
W tym samym czasie w sali konferencyjnej trwała dyskusja o tym, jak nie dopuścić do rozlewu krwi.
– Jak niebezpieczny jest Samuel? – pytał zdenerwowany Arthur.
– To nie kwestia tego, jak jest niebezpieczny – wtrącił Timon. Chłopak popatrzył zdezorientowany.
– Strażnicy Pustyni to dżentelmeni w pełnym tego słowa znaczeniu – dodał z przekąsem Lorenzo.
– Co to znaczy? – zapytał David, zerkając na Marcka, a ten odparł:
– Zapewne zauważyłeś, w jaki sposób dziewczyny traktują Petera? – Przyjaciele spojrzeli na lekko zdezorientowanego blondyna.
– Peter traktuje kobiety z pełnym szacunkiem, którego nam trochę brakuje – wtrącił Timon. Chłopcy przyglądali się Peterowi, który lekko się zarumienił, a Marck kontynuował:
– To, w jaki sposób z nimi rozmawia, słucha, traktuje je, stawia go na wysokim szczeblu mężczyzn pożądanych. – Wszyscy się lekko uśmiechnęli, tylko Arthur stał wściekły:
– Jaki to ma związek z Pustynią?! – przerwał w końcu bardzo poirytowany, a przyjaciele spoważnieli.
– Pomnóż zachowanie Petera przez sto i będziesz mógł sobie wyobrazić, czym imponują Strażnicy Pustyni kobietom – wyjaśnił szybko Timon. Arthur potrząsnął z niedowierzaniem głową.
– Co ty pleciesz?! – powiedział podniesionym głosem. – Cały czas powtarzacie, że są niebezpieczni – krzyknął.
– Bo są – dodał Marck. – Mają za sobą pięciotysięczną armię Wojowników Pustyni, którzy nie zawahają się przed zabiciem kogokolwiek – powiedział poważnym tonem. – Ale w tym przypadku… – przerwał, zerkając na Davida.
– Co: w tym przypadku? – zapytał zdenerwowany Arthur, podążając za wzrokiem przyjaciela. Marck odetchnął głęboko i zapytał:
– Jesteś w stu procentach pewien uczuć Lidii do ciebie? – Wszyscy popatrzyli na chłopaka, a ten zmieszany po kolei po kolegach.
– Co to za pytanie? – wtrącił zaskoczony David.
– Chłopcy na Pustyni będą traktowali Lidię i Indię z pełnym szacunkiem. Dziewczyny będą się tam czuły jak królowe – tłumaczył Wielki Mistrz. – Oni spełnią każdą ich zachciankę i będą idealni – dokończył z przekąsem.
– O czym ty pleciesz, Marck? – przerwał mu wściekły Arthur. – Myślisz, że Lidia zakocha się w kimś, kto ją porwał? – Wielki Mistrz zerknął na Timona, a ten na niego. – To niedorzeczne! – krzyknął Arthur i ruszył do wyjścia.
W tym samym czasie Marck i Timon zerwali się, pędem wybiegając przed Zamek. Za nim ruszyli pozostali Strażnicy, potem David, Peter i Arthur.
– Nie wierzę! – krzyknął wściekły Marck, śledząc odlatujący helikopter. Chłopak ruszył do hangaru, gdzie stały pozostałe maszyny. Strażnicy zjawili się tuż za nim.
– Co się dzieje, do cholery?! – wrzasnął Arthur, widząc spalone przewody w silnikach.
– Dokąd one poleciały? – zapytał spokojnie Chris. Timon zrezygnowany, a jednocześnie zły, oparł się o mur, David nie mógł uwierzyć w to, co się wydarzyło, a Marck kopnął z wściekłością stojące najbliżej krzesło.
– Poleciały na Pustynię – wyjaśnił po chwili, po czym kucnął i założył ręce na głowę.
– Same? – dodał zaskoczony Chris.
– Zawsze musi postawić na swoim! – krzyknął czarnowłosy chłopak. – Nawet jak jej zakazałem wtrącania się, ona i tak wie lepiej!
– Jak to: zakazałeś jej? – zapytał poważnie Strażnik. Marck zerknął na przyjaciela.
– Chciała lecieć z nami na Pustynię! – próbował bronić się Wielki Mistrz.
– Marck! – przerwał mu Chris – Ona jest twoją dziewczyną! – krzyknął. – Nie jest jednym ze Strażników, nie jest twoją podwładną – dodał już trochę spokojniej. – Grace jest twoją dziewczyną – powtórzył.
– Nie rozumiesz Chris, ona… – zaczął Marck. Pozostali przysłuchiwali się wymianie zdań.
– To ty nie rozumiesz, Marck – nie pozwolił mu dokończyć Strażnik. – Teraz nie jesteś już tylko jej Strażnikiem Duszy, jesteś jej facetem – tłumaczył chłopak. – Teraz nie ma już decydowania, co będzie dla niej najlepsze – mówił z przejęciem. – Teraz tworzycie parę, nie możesz i nie masz prawa jej rozkazywać – dodał dobitniej, jednak dla czarnowłosego młodzieńca nie było to przekonujące.
– Mylisz się Chris, dalej jestem jej Strażnikiem. – Chłopak próbował przerwać Wielkiemu Mistrzowi, ale Marck podniósł głos: – Dalej jestem odpowiedzialny za członków Bractwa.
– Tak, jesteś – potwierdził szybko Chris. – Jak my wszyscy – wskazał na przyjaciół. – Ale jesteś też jej chłopakiem i naucz się oddzielać te dwie funkcje – wyjaśnił, po czym dodał: – Nie masz prawa jej rozkazywać, już prędzej David może to zrobić niż ty. – Wskazał na Senseja, a ten popatrzył zaskoczony.
– Chris! – krzyknął Marck, dalej upierając się przy swoim. – Miałem ją posłać do Samuela? – zapytał, czekając z poważną miną na odpowiedź przyjaciela.
– Nie, Marck – odparł spokojnie chłopak – Miałeś dać jej możliwość podjęcia samodzielnej decyzji. – Marck spuścił z tonu i wyjaśnił.
– Nie mogłem pozwolić, żeby sama…
– To już bez znaczenia – wtrącił David. – I tak tam poleciała – dodał, po czym ruszył w stronę wyjścia. Pozostali popatrzyli na Senseja.
– Mam nadzieję, że mają jakiś plan – szepnął Weng. Chłopcy spojrzeli na młodego Chińczyka. – Na Pustyni wyląduje helikopter Strażników Ziemi, to nie wróży zbyt przyjaznego powitania – dodał nieśmiało. Marck zrobił wściekłą minę.
– Poradzą sobie – uspokoił wszystkich Chris. – Są kobietami, nikt ich nie skrzywdzi – dodał, zerkając na Wielkiego Mistrza, po czym wyszedł z hangaru. Pozostali Strażnicy ruszyli za nim.
– Najgorsze, że się nie boją – szepnął jeszcze Timon.
– Nie boją się? – zapytał zaskoczony Lorenzo, cofając się.
– Nie – odparł Marck. – Są podekscytowane – dodał z przekąsem.

Rozdział 2
Po dwóch godzinach dziewczyny bezpiecznie wylądowały na Pustyni. Zachód słońca pięknie rozświetlał niebo.
– No i udało się – powiedziała z szerokim uśmiechem na twarzy Grace. Maya i Diana popatrzyły poirytowane na przyjaciółkę. Obie były zmęczone i spocone.
– Bardzo tutaj cicho – szepnęła czarnowłosa dziewczyna, wychodząc z helikoptera. Nagle dwa noże uderzyły w kadłub maszyny. Dziewczyny szybko upadły na ziemię i skuliły się.
– Przyleciałyśmy porozmawiać! – krzyknęła przerażona Grace. – Nie chcemy walczyć – dodała ciszej, gdy dziewczyny poczuły ogromny cień nad swoimi głowami. Powoli otworzyły oczy i ujrzały przed sobą kilkanaście ubranych na czarno i zakapturzonych postaci. – To Wojownicy Pustyni – szepnęła wystraszona Diana. Grace podniosła się bardzo ostrożnie i powiedziała:
– Prosimy o spotkanie ze Strażnikami Pustyni. – Zamaskowane postacie pozwoliły dziewczynom pozbierać się z piasku i wskazały kierunek. Grace ruszyła pierwsza. Starała się iść pewnym krokiem, ale czuła, jak drżą jej kolana. Gdy znalazły się przy bramie, Wojownicy zniknęli. Dziewczyny rozejrzały się niepewnie. W tej samej chwili uchyliły się drzwi. Cała trójka odskoczyła.
– Kogo my tutaj mamy?! – powiedział zaskoczony chłopak, widząc gości. Młody mężczyzna ubrany był w białą koszulę i jasne bermudy. Otworzył szerzej drzwi i zapraszając dziewczyny do środka, rozejrzał się dookoła. – Jesteście same? – zapytał zdziwiony, zerkając na stojącego w głębi holu brata. Dziewczyny weszły powoli do środka i widząc przed sobą uśmiechającego się chłopaka, zmieszały się.
– Gdzie Samuel? – spytała po chwili Grace, już pewniejszym głosem. Drugi z chłopaków, ubrany w podkoszulek i krótkie spodenki, wskazał na schody. Cała trójka spojrzała w tamtym kierunku, gdzie na piętrze stał z poważną miną trzeci z braci.
– Oddaj nam Lidię i Indię – rozkazała Grace, przełykając głośno ślinę ze zdenerwowania. Diana i Maya obserwowały pozostałą dwójkę chłopaków. Samuel uśmiechnął się pod nosem i schodząc po schodach w stronę holu, odpowiedział:
– Marck przysłał was, abyście odbiły Lidię i Indię? – Popatrzył na braci, a ci wzruszyli ramionami.
– Niezupełnie – zmieszała się czarnowłosa dziewczyna. – Marck nie wie, że… – Samuel podszedł do dziewczyn, te spuściły wzrok ku ziemi. Grace wzięła głęboki oddech i dokończyła: – Chcemy załatwić to po swojemu. – Diana zerknęła niepewnie na Mayę, a ta na nią.
– Po swojemu? – zagadnął jeden z braci, o imieniu Emanuel. – Czyli jak? – dodał, zatrzaskując drzwi i podchodząc do dziewczyn.
– Bez rozlewu krwi – wyjaśniła Diana, patrząc na Samuela. Ten popatrzył poważnie na dziewczynę, potem kolejno na braci.
– Co macie do zaoferowania w zamian? – zapytał po chwili ubrany w jasną koszulę i długie białe spodnie najstarszy z braci. Dziewczyny popatrzyły zaskoczone po sobie. Chłopak uśmiechnął się pod nosem. – Przyleciałyście po Lidię i Indię, nie chcąc rozlewu krwi i nie macie do zaoferowania nic w zamian? – zapytał złośliwie. Grace nie potrafiła spojrzeć chłopakowi w oczy. Bracia popatrzyli po sobie. – Wracajcie na Wyspę Cieni – dodał na koniec Samuel i ruszył po schodach, za nim bracia.
– Nie! – krzyknęła naglę Grace. – Poczekajcie – poprosiła. Chłopcy przystanęli.
– Lidia i India to nasze przyjaciółki – odezwała się Maya.
– India to nasza siostra – powiedział spokojnie najmłodszy z braci, Alexander.
– Tak, wiem – dodała ze skruchą krótkowłosa dziewczyna. – Ale Bractwo nie miało nic wspólnego z porwaniem Indii – wyjaśniła spokojnie.
– Poza tym – wtrąciła nagle Grace z ironią w głosie – chyba nie chcecie przetrzymywać swojej siostry wbrew jej woli?
– Nikogo tutaj nie przetrzymujemy – odezwał się Samuel.
– Możemy się z nimi zobaczyć? – zapytała Diana. Bracia popatrzyli po sobie, po czym Alexander wskazał drzwi do ogrodu. Dziewczyny ruszyły za chłopakiem, a za nimi Emanuel. Grace zerknęła jeszcze w stronę schodów, gdzie w jednym z pokoi zniknął Samuel, po czym wszyscy wyszli do ogrodu.
– Lidia! India! – krzyknęła Maya, podbiegając do dziewczyn, które siedziały na kołyszącej się nad wodą ławeczce. Uściskały się.
– Wszystko dobrze? – zapytała Diana. Dziewczyny z uśmiechem potwierdziły.
– Nic wam nie zrobili? – szepnęła Maya, wskazując na braci. Lidia popatrzyła wesoło na chłopców, a ci na nią.
– Nie – odparła. Po czym Emanuel i Alexander wrócili do Zamku. Dziewczyny rozsiadły się dookoła stolika piknikowego suto zastawionego owocami. Wokół świeciły lampiony. Miejsce przypominało bajkową oazę.
– Co tutaj robicie? Gdzie chłopcy? – zapytała India. Grace zerknęła na Mayę, potem na Dianę. Lidia popatrzyła niepewnie.
– Coś się stało?
– Uciekłyśmy im – szepnęła czarnowłosa dziewczyna.
– Co zrobiłyście? – zapytała przerażona blondynka.
– Nie chciałyśmy doprowadzić do rozlewu krwi, a… – próbowała tłumaczyć się Grace.
– Samuel też tego nie chce – wtrąciła spokojnie Lidia.
– To dlaczego was porwał? – zapytała poirytowana Maya.
– Chłopcy chcieli odzyskać mnie – wyjaśniła uspokajająco India. – Ale po bójce z Marckiem nie wiedzieli jak, no i tak wyszło – tłumaczyła braci. Diana spojrzała zaskoczona na Mayę.
– Nie mogłyście chociaż dać znać, że nic wam nie jest? – dopytywała Grace.
– Kiedy? – odparła szybko Lidia. – Jesteśmy tutaj od kilku godzin – dodała.
– Tyle tylko, że chłopcy zdążyli nas przeprosić i wszystko wyjaśnić – powiedziała India
– I ugościć niczym królowe – zauważyła Maya.
– Są prawdziwymi dżentelmenami – szepnęła Lidia. Diana i Grace parsknęły śmiechem.
– A nie uważasz, że to może być podstęp? – zagadnęła czarnowłosa dziewczyna, rozglądając się dookoła. Przyjaciółki popatrzyły na siebie.
– Podstęp? – zdziwiła się India.
– Przecież Samuel szuka żony – dodała Diana, po czym przygryzła język, słysząc kroczących za nią chłopców. Najstarszy z braci stanął za nią i szepnął do ucha:
– Czyżby to była propozycja?
Dziewczyna wzięła głęboki wdech i gdy już miała odpowiedzieć, wtrąciła się Grace.
– Dlaczego porwałeś dziewczyny? – spytała całkiem pewnie, bez cienia strachu. – Nie mogłeś po prostu przylecieć i porozmawiać? – dodała, patrząc na chłopaka.
Ten spojrzał na nią zaskoczony, potem zerknął w stronę braci, którzy równie zaciekawieni czekali na odpowiedź.
– Zamek Pustyni i Zamek Cieni od dawna nie żyją w dobrych kontaktach. – wyjaśnił Samuel, dziewczyny słuchały uważnie. – Do tego teraz – podniósł głos – gdy przyleciałyście tutaj wbrew woli Marcka… – Grace zawstydziła się, podobnie Maya i Diana, na które spojrzeli pozostali – …sytuacja jeszcze się zaogniła – dokończył poważnie.

Bractwo Dusz, Księga 4 – fragment

Magiczna szesnastka 

image-8
Rozdział 1  
Kochany Synku, 
Gdy czytasz ten list, wkraczasz właśnie w piętnasty rok swojego życia. To bardzo ważny rok! Od teraz wszystko się zmieni. Jesteś Strażnikiem Duszy Grace i jej Bratnią Duszą. Jesteście połączeni magiczną Energią Życia, Odczuć i Miłości. Wiem, jak bardzo kochasz Grace i jak dbasz o to, aby była szczęśliwa. Czujesz wtedy to samo, co ona i uśmiechasz się na każdą myśl o tym, co sprawia jej przyjemność. Wiem też, że jesteś przygotowywany do tego, aby chronić miłość pomiędzy Duszą Gai i Duszą Uranosa, że masz zrobić wszystko, żeby połączenie Energii Ziemi i Kosmosu zostało wzmocnione. Wiem, że jesteś szkolony, aby żyć w cieniu i nigdy nie ujawniać się, aby nie doprowadzić do aktywacji Duszy Grace, bo wtedy nastąpi przerwanie połączenia. Zapewne tak przedstawił Ci to Steven. Wiedz jednak, że przywołując Strażników Duszy razem z Violet, babcią Grace, zadbałyśmy o to, żeby połączenie zostało wzmocnione nawet wtedy, gdy nie dojdzie do spotkania Duszy Gai z Duszą Uranosa. Jesteś Bratnią Duszą Grace, dodatkowo posiadacie te same Energie Żywiołów – już to tworzy w Was potężną Energię Miłości, której nawet mała cząsteczka może zasilać Energię Ziemi i Kosmosu. Nie jest Ci pisane życie w cieniu. Nie jest Ci pisane życie bez Grace. To wszystko wymysł Odyna, a zadanie Stevena to realizacja planu Senseja. Bardzo proszę, uważaj na siebie, uważaj na Grace, uważaj na Stevena. On jest zdrajcą. Jeśli przeczytasz ten list zanim dojdzie do spotkania Grace z Davidem, zrób wszystko, aby do niego nie dopuścić. Ujawnij się. Nie żyj w ukryciu. Nie dopuść, aby Steven kontrolował sny Grace. Pamiętaj jednak, że Steven ma za sobą niebezpiecznych ludzi. Dopóki nie poznasz ich tożsamości, nie może wyjść na jaw, że nie doszło do połączenia Duszy Gai i Uranosa, bo wszyscy zginiecie. Dowiedz się, z kim współpracuje Steven, dowiedz się, z kim zamierza zrealizować plan Odyna. I pamiętaj! Masz przy sobie zaufanych ludzi. Oni Ci pomogą. Kochanie, bądź szczęśliwy u boku Grace, a nie żyjąc w cieniu Strażnika. 

Dbaj o siebie, Synku! Bardzo Cię Kocham! Twoja mama

– Cześć, mamuś! – krzyknęła Grace, wbiegając radośnie do kuchni. Ubrana była w krótkie granatowe spodenki i koszulkę. – Tata już wyjechał? – zapytała, chwytając bułkę z miodem, która leżała na jej talerzu.
– Niestety tak, kochanie – odpowiedziała ciemnowłosa wysoka kobieta ubrana w czerwony szlafrok, robiąc smutną minę.
– Ale prezent dzisiaj dostanę? – zapytała Grace zadziornie.
Matka przytaknęła i podała córce kluczyki. Ta aż podskoczyła ze szczęścia. – Mój wymarzony, wyśniony, najwspanialszy czarny, metaliczny Jeep Liberty! – krzyknęła i już chciała wybiec, gdy kobieta ją zastopowała.
– Najpierw śniadanie. – Grace westchnęła głęboko i grzecznie usiadła przy stole. W tym samym czasie do kuchni, sprężystym wojskowym krokiem, wszedł młody wysoki blondyn z rozczochraną czupryną.
– Dzień dobry! – usłyszały.
– Część, Chris – powiedziała radośnie Anna. – Zawsze przychodzisz do nas podczas posiłku. – Chłopak, ubrany w obcisłą koszulkę uwydatniającą jego masywne ciało, uśmiechnął się szeroko.
– Mam wyczulony węch – powiedział i dosiadł się do Grace, częstując się kanapką.

– Mam coś dla ciebie – dodał po chwili, spoglądając na czarnowłosą dziewczynę o ciemnoniebieskich oczach. Ta spojrzała zaciekawiona.
– Co to jest? – zapytała, gdy chłopak wręczył jej kopertę. Chris, zajadając się, obserwował, jak Grace otwiera prezent. – Niemożliwe! – krzyknęła nagle dziewczyna. – Jak to zdobyłeś? – patrzyła z niedowierzaniem na zaproszenie na międzynarodowe warsztaty taneczne.
– Mam swoje kontakty – odpowiedział tajemniczo blondyn, gdy Grace rzuciła się mu na szyję w podziękowaniu. Anna parsknęła śmiechem, podając obojgu gorącą czekoladę.
– Wiesz o tym, że idziesz ze mną – powiedziała nagle dziewczyna, przyglądając się zadziornie przyjacielowi. Chris spoważniał. – To jest zaproszenie dla pary – dodała już łagodniej, widząc buntującego się chłopaka.
– Nie chcę iść na warsztaty Lorenza – zaczął się tłumaczyć blondyn. – Nie pamiętasz, jak się znęcał nade mną, gdy byłem twoją parą? – przekonywał błagalnym głosem.
– Ten Lorenzo? – wtrąciła zaskoczona Anna, zerkając z zatroskaną miną na Chrisa. Chłopak potwierdził.
– Przecież będzie tyle osób – namawiała dalej Grace. – Staniemy z tyłu – prosiła. – Nawet nas nie zauważy – patrzyła błagalnie. Chłopak spoglądał raz na nią, raz na Annę, po czym pod presją obu kobiet zgodził się. Grace podskoczyła z radości.
– Ale jak tylko zacznie się nade mną znęcać, rezygnuję – dodał szybko. Dziewczyna przytuliła mocno chłopaka.
– Jesteś moim najwspanialszym przyjacielem – powiedziała szczęśliwa.
– Jedynym – poprawił ją Chris. Oboje się uśmiechnęli.

Bractwo Dusz, Księga 5 – fragment

Bogowie Blasku

image-7

Rozdział 1
Mijał tydzień, odkąd Azi i Lexi przebywały na Zamku Cieni. Korzystając z pomocy Wenga szukały informacji, jak zebrać wszystkich Strażników Ziemi. Siostry przeczuwały, że odnalezienie pozostałych chłopców pozwoli na przywrócenie więzi przyjaźni, która została w tym świecie równoległym rozproszona. Do tego Azi, nieco pulchna, ale bardzo kobieca brunetka o zielonych oczach i delikatnych rysach twarzy, była zaniepokojona brakiem przepływu Energii Miłości. Podobne energie, wbrew wszystkiemu, powinny się przyciągać. Tymczasem żadna z dziewczyn nie poczuła niczego do żadnego z chłopców, oprócz Michaela.
– Wiesz, że ukrywanie się w pokoju niczego nie zmieni? – szepnęła do siostry Lexi, dziewczyna o kruczoczarnych włosach, okrągłej buzi i dużych błyszczących oczach. Ta zerknęła na swoje świecące dłonie i szybko schowała je za siebie. Obie próbowały skoncentrować się na rysunkach w Księdze Astralnej.
– Dopóki jestem daleko, mogę skupić się na poszukiwaniach – odparła Azi, czując złość. Obie dziewczyny ubrane były w czarne koszulki i ciemne spodnie. Nie należały do osób chcących błyszczeć w towarzystwie. Wręcz przeciwnie, wolały pozostawać w cieniu.
– Może byś chociaż z nim porozmawiała – wtrącił Weng. Azi i  Lexi popatrzyły na chłopaka. Ten, czując ich wzrok, szybko spuścił głowę, wycofując się. Z emocji zrobił się czerwony na twarzy.
– Nie – odpowiedziała mu stanowczo Azi. Chińczyk, ubrany w  szarą luźną koszulę w kratę i wytarte dżinsy, jakby skulił się, siadając na krześle i zatapiając w jednej z ksiąg. Dziewczyna, chowając dłonie do kieszeni spodni, również zaczęła wpatrywać się w strony, tym razem Księgi Strażników Ziemi. Lexi chwilę przyglądała się siostrze, po czym zatrzaskując książkę przed Azi, powiedziała:
– I tak nie umiesz się na niczym skupić. – Dziewczyna podniosła wzrok. – Od dwóch dni gapisz się na tę samą stronę – dodała Lexi, wskazując na zamkniętą Księgę. Azi wycofała się, poczuła poirytowanie. – Chociaż z nim porozmawiaj – poprosiła stanowczym tonem Lexi. Azi nagle ogarnął strach. Usiadła na łóżku, podwijając nogi pod siebie. Weng zerkał na nią znad książki, Lexi także ją obserwowała.
– O czym? – zapytała po chwili niepewnie.
– Chociażby o tym, że jesteś jego Bliźniaczą Duszą – odpowiedziała Lexi. Azi odetchnęła zdenerwowana.
– Nie ja, tylko Dusza Nanny, którą mam w sobie – wyjaśniła szybko. Nie czuła się pewnie. Bała się tego spotkania, a myśl o rozmowie wywoływała w niej uczucie przerażenia.
– Co za różnica? – wtrąciła Lexi, nie dając za wygraną. – Czujesz przyciąganie i on też. Myślisz o nim cały czas, a on o  tobie. – Azi poczuła, jak rumieniec powleka jej twarz. Chciała zaprzeczyć, ale siostra jej nie pozwoliła. – Nie udawaj, Azi! Świecisz, tak jak on! – Wskazała na schowane dłonie dziewczyny.
– A gdy tylko mówimy o Michaelu, blask jest mocniejszy! – dokończyła, już prawie krzycząc. Azi spuściła wzrok. Łzy napłynęły jej do oczu. Nie wiedziała, dlaczego tak boi się spotkania z chłopakiem. Zapadła cisza. Lexi, czekając na odpowiedź siostry, wpatrywała się w nią. Weng zerkał raz na jedną, raz na drugą dziewczynę. W końcu Azi, nie podnosząc głowy, szepnęła:
– Nie spotkam się z nim.
Lexi przewróciła ze złości oczami i ruszyła w stronę wyjścia. Była poirytowana zachowaniem siostry. Weng odprowadził ją wzrokiem, a gdy zatrzasnęły się drzwi, popatrzył na Azi. Ta wpatrywała się w swoje dłonie. W dalszym ciągu błyszczały. Azi pociągnęła nosem i zapytała Wenga:
– Dlaczego tak naciskacie na to spotkanie?
Spojrzała w jego stronę. Młody Chińczyk wzruszył ramionami. Widząc zapłakaną dziewczynę, trochę się zmieszał.
– Sama powiedziałaś, że jest zablokowana miłość i przyjaźń – odparł niepewnie. – Ty i Michael to jedyna para, gdzie coś zaiskrzyło – szepnął, widząc, jak Azi zaczynają płynąć łzy po policzkach.
– Nie umiem… – chciała wyjaśnić Wengowi, gdy do pokoju wszedł Emanuel, wysoki chłopak o ciemnej karnacji, ciemnych włosach i piwnych oczach, ubrany w białą luźną koszulę i jasne spodnie.
– Czego nie umiesz? – zagadnął, nie zauważając, że dziewczyna płacze. Od razu chwycił Księgę Pustyni i zaczął ją od niechcenia przeglądać. Azi szybko otarła oczy i wstając do stołu, gdzie leżały księgi, wzięła jedną z nich i zaczęła przeglądać. Emanuel nie zauważył, że dziewczyna nie odpowiedziała. Przewertował kilka kartek i rzucił książkę na stół:
– Dlaczego nie chcesz pogadać z Michaelem? – Azi poczuła wściekłość. Chłopak rozsiadł się w fotelu i obserwując dziewczynę, czekał na odpowiedź. Ta udawała, że nie usłyszała pytania. – Więc? – dopytywał, zakładając nogę na kolano.
– Nie twoja sprawa – odpowiedziała poirytowana. Emanuel
parsknął ironicznym śmiechem.
– Bogini ma focha. – Spojrzał na Wenga, ten zdawał się nie reagować. Azi aż zacisnęła pięści. Chłopak z Pustyni podniósł się i  podszedł do dziewczyny. – Czego się boisz? – szepnął jej do ucha. W Azi aż zawrzało.
– Odczep się ode mnie – wycedziła przez zęby. Emanuel wycofał się. Przyglądał się chwilę nerwowym ruchom dziewczyny, która zaciskając pięści, próbowała nie dać się wyprowadzić z równowagi, po czym pytał dalej:
– Dlaczego boisz się spotkać z Michaelem? Azi popatrzyła na niego. W jej oczach było widać wściekłość.
– A ty dlaczego nie szukasz Samuela? – odparła, uderzając chłopaka w najczulszy punkt. Wpatrywali się w siebie przez dłuższą chwilę, próbując pokonać się wzrokiem, po czym Emanuel odpuścił i wyszedł z pokoju. Azi odetchnęła. Weng siedział cicho, starając się nie odzywać, aby nie dolewać oliwy do ognia.
– Dlaczego on jest takim dupkiem? – zapytała siebie Azi. Wzięła kolejny głęboki oddech i zerknęła na Wenga. Ten niepewnie popatrzył na nią.
– Emanuel jest złośliwy tylko wtedy, gdy wspomina się Samuela – szepnął. Dziewczyna zamyśliła się. Nie potrafiła zrozumieć, co strasznego mogło się wydarzyć, że chłopak aż tak nienawidzi brata. To było dla niej coś absolutnie nowego. Wcześniej Pustynia zawsze trzymała się razem, bez względu na okoliczności, a bracia zawsze stali za sobą murem.
Tymczasem Lexi siedziała w kuchni z Mią. Dziewczyna żaliła się kobiecie na siostrę.
– Nie rozumiem jej – mówiła zrezygnowana. – Mieliśmy połączyć Nannę z Baldurem, a teraz ona zachowuje się tak, jakby to jej nie obchodziło – popatrzyła na Chinkę. Ta słuchała z uwagą. – To do niej niepodobne. Młoda kobieta o idealnie gładkiej cerze, ubrana bardzo kobieco w sukienkę w kolorze wrzosowym, odpowiedziała:
– Może to ją przerasta. Popatrzyły na siebie. Lexi zmarszczyła brwi. Mia wyjaśniła:
– Oczekujemy, że skoro się kochają, to będą szczęśliwi, jak tylko porozmawiają ze sobą. – Usiadła obok Lexi na krześle. – A oni się nawet nie znają – dodała zmartwiona.
– To nie ma znaczenia, Azi…
– Posłuchaj, Lexi – przerwała jej kobieta. – Planowałyście połączyć parę bogów, ale żadna z was nie przypuszczała, że może to być jedna z was. – Dziewczyna słuchała z uwagą, coś w myślach analizując. – Łatwo jest układać komuś życie, a co, jeśli byłabyś na jej miejscu?
– Nie bałabym się porozmawiać z Michaelem – odparła pewnie Lexi.
– Ale Azi to nie ty – zauważyła Mia. Dziewczyna się uśmiechnęła.
– No nie – popatrzyła na kobietę. – Azi to mózg operacji – obie parsknęły śmiechem. – Z tym że miłość Bliźniaczych Dusz Bogów jest bardzo silna, nie ogranicza ich to, że się nie znają – dodała Lexi ze spokojem. Mia słuchała z uwagą. – Azi kocha Michaela, a on ją, więc…
– Lexi, posłuchaj – przerwała jej kobieta, kładąc dłoń na ręce dziewczyny. – Być może Nanny i Baldura nic nie ogranicza, ale jest jeszcze Azi i Michael – ludzie ze swoimi emocjami i uczuciami – wyjaśniła z troską. W tej chwili do kuchni zajrzał Michael. Słysząc rozmowę, powiedział:
– Ona jest przerażona, gdy tylko wspominacie o mnie. Obie spojrzały na dobrze zbudowanego chłopaka, o ciemnych, krótko przystrzyżonych włosach, z dłuższą grzywką.
– Wiem – odparła ze smutkiem Lexi. – Tylko nie wiem dlaczego – dodała zrezygnowana. Chłopak, ubrany w ciemne dżinsy i biały podkoszulek, usiadł obok. Popatrzył na swoje dłonie, które mimo że były okryte ciemnymi rękawiczkami, świeciły niezwykle mocno. Drażniły nie tylko jego wzrok, ale też wszystkich dookoła.
– Im dłużej to trwa, tym mocniej świecą – zauważyła Mia, wstając od stołu i szykując dla młodych ludzi ciepły napój.
– Dusza Baldura woła Duszę swojej ukochanej – odparła Lexi, uśmiechając się do chłopaka, po czym dodała z entuzjazmem: – A może upozorujemy wasze spotkanie?
Zerknęła chytrze na Mię. Nim kobieta odwróciła się w jej stronę, odezwał się Michael.
– Nie – powiedział stanowczo. – W ten sposób tylko pogorszymy sytuację – dodał, zerkając na obie kobiety. – Jeśli mam porozmawiać z Azi, to wolę, żeby ona też tego chciała – wyjaśnił spokojnie, obserwując ich reakcję. Mia zgodziła się z chłopakiem, a Lexi, ciężko wzdychając, dodała:
– Przestaję już w to wierzyć.
Michael zamyślił się. Targały nim różne uczucia. Od złości na siebie, poprzez żal, smutek i skończywszy na ogromnej tęsknocie. Mia, obserwując chłopaka, potrafiła odczytać to, co w danej chwili przeżywa.
– Napisz do niej list – zaproponowała. Michael ocknął się. Lexi podchwyciła plan.
– To dobry pomysł – potwierdziła. Chłopak czuł opór.
– Nie musisz pisać miłosnych wyznań – wyjaśniła od razu kobieta. – Napisz, co czujesz – dodała. Lexi jej przytakiwała.
– A jak nie przeczyta? – zawahał się Michael.
– Przeczyta – powiedziała pewnie dziewczyna. – Ona jest z tych czytających, a nie rozmawiających – uśmiechnęła się. Mia patrzyła z uśmiechem na chłopaka. Ten, dalej czując niepewność, zgodził się na propozycję. Kobieta położyła przed nim kartkę, ołówek i razem z Lexi wyszły z kuchni. Michael chwilę się wahał, po czym zaczął pisać.

Bractwo Dusz, Księga 6 – fragment

Dzień 1
Słońce zaczęło pojawiać się na horyzoncie, lekki powiew wiatru poruszał liście na gałęziach, szum wody dobiegający z wodospadów niósł się po całej wyspie. Tego ranka Wojowniczki wstały bardzo wcześnie. Na sześć dni przed świętem Bogini Hekate każdego dnia odprawiały rytuał przygotowujący do wielkiego dnia. O świcie spotkały się wokół żarzącego się ogniska i pod przewodzeniem Matki Wojowniczek oddały się modłom.
– Każde złe wydarzenie powoduje rysę na naszej Duszy. Część nas pozostaje zaklęta w tej złej sytuacji z przeszłości. Dzisiaj przyszedł czas, aby cząstki naszej Duszy powróciły, by móc być pełnią.
Kobiety klęknęły przed ogniskiem i w myślach zaczęły przywoływać wszystkie sytuacje, miejsca, wszystkich ludzi, a przede wszystkim emocje, jakich doświadczyły, poczynając od teraźniejszości i cofając się do najwcześniejszych wspomnień. Wojowniczki wydawały się wchodzić w jakiś magnetyczny trans. Słychać było płacz, jęki, krzyki, czasami śpiew. Z ogniska wydobywał się gęsty dym. Dookoła snuła się mgła.
– Bogini z Avalon, Królowo! – rozległ się głos. Pozostałe Wojowniczki ucichły. – Połącz w całość nasze Dusze, aby mogły na nowo zamieszkać w naszych ciałach!
Każda z kobiet zaczęła dotykać najpierw swojej głowy, potem szyi, karku, ramion, przedramion i dłoni. Tam, gdzie wyczuwały napięcie, szeptały do siebie trzy razy „wróć do mnie” i przesuwały dłońmi po kolejnych partiach ciała. W tym czasie Matka Wojowniczek powtórzyła:
– Bogini z Avalon, Królowo! Połącz w całość nasze Dusze, aby mogły na nowo zamieszkać w naszych ciałach!
Wtedy kobiety, przypominając sobie po kolei osoby, uczucia, miejsca i sytuacje, nabierały oddechu, patrząc w lewą stronę, i odwracając głowę na prawo, wypuszczały powietrze. Był to symbol puszczenia i oczyszczenia. Powtarzały tak kilkakrotnie, podczas gdy Matka Wojowniczek mówiła:
– Puszczam starą energią z wydechem, przyjmuję nową energię z wdechem.
Cały rytuał trwał do momentu, aż każda z kobiet poczuła uwolnienie. Potem Wojowniczki zalały ognisko wodą i zabrały się do codziennych obowiązków. Mimo że jedna z przepowiedni mówiła o nadchodzącym decydującym starciu, w którym Wyspa Wodospadów miała zostać zatopiona, kobiety wierzyły w pomoc Bogiń, wierzyły, że nic nie jest zapisane w gwiazdach i wszystko można zmienić.
W namiocie Matki Wojowniczek trwały gorączkowe dyskusje:
– Jesteś pewna, Alice, że nie widzisz innej drogi? – pytała zaniepokojona Diana.
Jako młoda Matka Wojowniczek bardzo denerwowała się wizją kobiety.
– Niestety, nic się nie zmieniło od wczoraj – odparła ze smutkiem wysoka, ciemnowłosa, szczupła Wojowniczka.
Diana miała nierówny oddech. Czuła zdenerwowanie i napięcie w ciele. Bała się, bo do tej pory wszystkie wizje kobiety sprawdzały się. Zresztą często pozwalało to uniknąć Wojowniczkom wielu pułapek.
– Diano. – Popatrzyły na siebie. – Są sytuacje, w których powinniśmy po prostu odpuścić – szepnęła Alice.
Jednak młoda dziewczyna nie chciała o tym słyszeć. Miała w sobie Duszę Bogini Artemidy i wierzyła w jej moc.
Wyszła z namiotu i pobiegła do Wojowniczek szykujących broń do walki. Tymczasem do namiotu Alice weszła Aria, jedna z najstarszych kobiet na Wyspie.
– Co się dzieje? – zapytała zaniepokojona.
– Diana jest uparta – odparła po chwili zamyślona kobieta. – Nie chce odpuścić – dodała i spojrzały na siebie.
– Myślisz, że to może nam zaszkodzić? – zdenerwowała się Aria.
Alice uśmiechnęła się.
– Nie widzę naszej przyszłości, ale widzę nasz koniec – odpowiedziała uspokajająco, dotykając ramienia przyjaciółki.
Kobieta odetchnęła głęboko. Obie odwróciły się w stronę młodej dziewczyny, która nieopodal szczotkowała jelenią skórę. Co jakiś czas przerywała pracę i spoglądała zamyślona przed siebie, jakby uciekała myślami gdzieś daleko. Kobiety nawet nie przypuszczały, że dziewczynie przypomniał się równoległy wszechświat, że powróciły wspomnienia, zaczęły pojawiać się obrazy, ludzie i uczucia.
Tymczasem Azi z Indią biegły lasem. Ziemia jeszcze parowała po chłodnej nocy, stąd utrzymująca się mgła pozwalała im na poruszanie się w szybkim tempie.
– Daleko jeszcze? – zapytała Azi, gdy przedzierały się z Indią przez krzaki. Była zmęczona i głodna.
– To jest Wyspa Cieni. Wiesz przecież, że nie jest mała, a Emanuel przeniósł nas w możliwie bezpieczne miejsce – odparła ze złością dziewczyna.
Także była wycieńczona wędrówką. Biegły już ponad dwie godziny. Nagle India przystanęła. Obie szybko schowały się pomiędzy drzewami. W oddali zobaczyły dwóch Strażników.
– Poznajesz kogoś? – szepnęła Azi. India zaprzeczyła. – Idziemy? – zaproponowała. Blondynka nie była przekonana.
– A jak sobie nie przypomnieli? – zapytała niepewnie. Azi zawahała się. – Albo nie znają nas? – dodała nerwowo India.
Obie wiedziały, że wspomnienia wracają powoli, a w poprzednim wszechświecie nie udało im się dotrzeć do wszystkich Strażników, stąd mogą się nie znać.
– Musimy – powiedziała pewnie Azi i wyszła na drogę.
W sekundę została powalona przez jednego z ukrywających się chłopaków. Zaraz obok niej wylądowała India.
– Chcemy porozmawiać z Marckiem! – krzyknęła blondynka. Strażnicy z oddali dołączyli do kolegi. Popatrzyli po sobie nieco zdezorientowani. – To ważne – poprosiła, czując, jak Strażnik mocno ją przytrzymuje i ledwo udaje jej się odchylić głowę na bok.
Obie leżały na ziemi, a jeden z napastników związywał im dłonie. Drugi przykucnął przy nich.
– Co się takiego wydarzyło, że Strażniczka Pustyni jest w towarzystwie Wojowniczki Baltazara? – usłyszały podejrzliwy głos, ale nie rozpoznały go.
– Mogę porozmawiać z Michaelem? – zaproponowała zdenerwowana Azi. Strażnik przesunął się w jej stronę. – Mam w sobie Duszę Nanny – szepnęła, próbując zerknąć na chłopaka.
– Azi? – usłyszała nagle.
– AJ! – krzyknęły równocześnie z radością dziewczyny.
Chłopak podszedł do nich i chciał je rozwiązać, ale pozostali go powstrzymali.
– AJ, pamiętasz poprzedni wszechświat? – zapytała nerwowo Azi. – To bardzo ważne – zaczęła mówić szybko. – Odyn chce spalić Wyspę Zapomnienia, nie będę mogła wrócić do Świata Dusz – wyjaśniła, próbując się wydostać z więzów.
Chłopcy zerkali zdezorientowani na siebie, a AJ szybko rozciął sznur.
– To są… – chciał przedstawić Strażników, ale Azi go uprzedziła.
– Chris i Dominic – wskazując kolejno na chłopaków, pocierała obolałe nadgarstki. India szybko podniosła się i wtrąciła niecierpliwie:
– Musimy iść.
– Jasne – odparł AJ i wskazał drogę.
Ruszyli truchtem. Dziewczyny przodem z młodym Strażnikiem, a pozostali w bezpiecznej odległości.
– Czy wszyscy sobie przypomnieli? – pytała w drodze India.
AJ uśmiechnął się do niej. Jednak Azi wyczuła coś niepokojącego. Od AJ’a bił zimny chłód, jakby jego zachowanie było wyrachowane.
– Marck pamięta – westchnęła India z nadzieją.
Gdy dobiegali do Zamku, dziewczyna przyspieszyła. Zobaczyła w oddali Marcka. Krzyknęła do niego.
W tym samym czasie Azi poczuła, że ziemia usuwa się jej spod nóg. Upadła, tracąc przytomność.
Nagle poczuła, że ktoś ją szarpie i dobiegło ją wołanie:
– Wstawaj! – Oszołomiona otworzyła oczy. – Musisz go ożywić! – usłyszała.
– Marck! – radośnie przywitała chłopaka.
Po chwili, gdy odzyskała w pełni świadomość, rozejrzała się dookoła zdezorientowana.
– Gdzie ja jestem? – nie poznawała miejsca. – Gdzie jest India? – dodała zaniepokojona i szybko zerwała się na równe nogi.
– Nie ma czasu na wyjaśnienia – burknął pod nosem Marck i szarpiąc ją, zaczął ciągnąć za ramię w stronę Zamku.
Azi wyrwała się i zatrzymała.
– Hej, co robisz?! – krzyknęła ze złością, bo uchwyt sprawił jej ból.
Strażnik odwrócił się w jej stronę i z twarzą pełną nienawiści podszedł blisko.
– Ożyw Michaela – wycedził wściekle.