Bractwo Dusz, Księga 3 – fragment

Piekielna Pustyniaimage-6

Rozdział 1
Grace niecierpliwie kroczyła za Marckiem, zasypując go setką pytań dotyczących uwolnienia dziewczyn z rąk Strażników Pustyni. Jednak chłopak sprawiał wrażenie niedostępnego, a nawet surowego. W końcu Grace krzyknęła:
– Jak zamierzasz uwolnić Lidię i Indię?! – Marck przystanął, odwracając się w jej stronę i odpowiedział bardzo poważnie:
– Właśnie zamierzam ustalić plan działania. – Po czym wszedł do sali konferencyjnej, gdzie siedziała już większość Strażników, także David, Arthur i Peter.
Grace rozejrzała się i nieco zaskoczona zapytała:
– A gdzie Maya i Diana? – popatrzyła w stronę Senseja. David zerknął na Marcka, a ten powiedział:
– Nie będziecie brały udziału w akcji. – Dziewczyna otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia.
– Słucham? – zapytała z widoczną wściekłością na twarzy. Marck zignorował jej spojrzenie i usiadł na swoim miejscu. David popatrzył na Arthura, a ten poważnie na dziewczynę.
– Grace, zostaw to nam – powiedział wysoki, ciemnowłosy chłopak. Ta rozejrzała się po pozostałych, szukając jakiegokolwiek wsparcia, ale wszyscy byli tego samego zdania. Wzburzona ruszyła w stronę wyjścia. Marck zerknął w stronę Davida. Ten pokręcił niepewnie głową, po czym obaj spojrzeli na wychodzącą Grace, która wpadła na Chrisa.
– Co jest? – zapytał zaskoczony chłopak.
– Właśnie wyrzucono mnie z zebrania samców! – krzyknęła ze złością i wybiegła. Chris popatrzył na przyjaciół. Marck wskazał, aby zamknął za sobą drzwi, ściemnił światło i nad stołem pojawił się hologram mapy Pustyni. Lorenzo włączył projektor i wszyscy mogli prześledzić dokładnie plany na ekranie.
Tymczasem Grace wbiegła do pokoju Mai, gdzie ta siedziała z Dianą. Nie odzywając się ani słowem, zaciągnęła przyjaciółki do sali tanecznej. Obie patrzyły na nią zaskoczone. Grace, zamykając za sobą drzwi, powiedziała:
– Musimy uwolnić Lidię i Indię. – Dziewczyny popatrzyły niepewnie. – Jeżeli polecą tam Strażnicy, to rozpęta się piekło i jeszcze ktoś zginie – dodała szybko, zerkając na Mayę, aby przypomnieć jej czas, gdy umarł Timon.
– Jak chcesz to zrobić? – zapytała krótkowłosa dziewczyna.
– Marck się na to nie zgodzi – wtrąciła poważnie Diana.
– Dlatego się o tym nie dowie – wyjaśniła triumfalnie Grace.
– Niby jak? – spytała Maya. – Przecież oni wszystko słyszą – dodała.
– Ale nie w tej sali – uśmiechnęła się czarnowłosa dziewczyna. Przyjaciółki popatrzyły zaskoczone, a Grace kontynuowała: – Chris mi powiedział, że jest to jedyna sala, która ma dźwiękoszczelne ściany, tutaj nas nie słyszą. – Uśmiechnęła się pod nosem.
– Za to was czują – pohamowała entuzjazm dziewczyny Diana, jednak Grace zaraz wtrąciła:
– Jeśli cały czas będą czuli, że jesteśmy wściekłe, to nie zwrócą uwagi na to, co chcemy zrobić. – Maya popatrzyła niepewnie na dziewczynę. – Damy radę – dodała otuchy przyjaciółce. – Wystarczy, że będziesz zła – szepnęła jeszcze i czekała na decyzję.
Krótkowłosa dziewczyna westchnęła głęboko i skinęła głową. Diana się uśmiechnęła i dziewczyny przytuliły się do siebie.
– Jaki masz plan? – zapytała po chwili Maya. Grace pamiętała, jak dziadek Chang rozrysowywał jej plan krain, orientowała się, gdzie leży Pustynia i jak trafić do Zamku. Wyjaśniła wszystko dziewczynom.
– A jak chcesz tam dotrzeć? – spytała Diana.
– Helikopterem – odparła Grace, a Maya prawie się zakrztusiła.
– Zwariowałaś! – krzyknęła. – Jak chcesz nim sterować? – Dziewczyna uśmiechnęła się zawadiacko, patrząc na przyjaciółkę. Diana pokręciła wesoło głową, domyślając się planu Grace i obie zerknęły na Mayę. Ta po chwili zorientowała się, co ma na myśli czarnowłosa dziewczyna i zaczęła wycofywać się.
– Maya – przekonywała ją przyjaciółka. – Przecież masz Energię Powietrza, helikopter sam nas tam dowiezie – popatrzyła błagalnie. – Poza tym Diana ci pomoże.
Blondynka spoważniała, ale widząc wołające o wsparcie spojrzenie Grace, przytaknęła.
W tym samym czasie w sali konferencyjnej trwała dyskusja o tym, jak nie dopuścić do rozlewu krwi.
– Jak niebezpieczny jest Samuel? – pytał zdenerwowany Arthur.
– To nie kwestia tego, jak jest niebezpieczny – wtrącił Timon. Chłopak popatrzył zdezorientowany.
– Strażnicy Pustyni to dżentelmeni w pełnym tego słowa znaczeniu – dodał z przekąsem Lorenzo.
– Co to znaczy? – zapytał David, zerkając na Marcka, a ten odparł:
– Zapewne zauważyłeś, w jaki sposób dziewczyny traktują Petera? – Przyjaciele spojrzeli na lekko zdezorientowanego blondyna.
– Peter traktuje kobiety z pełnym szacunkiem, którego nam trochę brakuje – wtrącił Timon. Chłopcy przyglądali się Peterowi, który lekko się zarumienił, a Marck kontynuował:
– To, w jaki sposób z nimi rozmawia, słucha, traktuje je, stawia go na wysokim szczeblu mężczyzn pożądanych. – Wszyscy się lekko uśmiechnęli, tylko Arthur stał wściekły:
– Jaki to ma związek z Pustynią?! – przerwał w końcu bardzo poirytowany, a przyjaciele spoważnieli.
– Pomnóż zachowanie Petera przez sto i będziesz mógł sobie wyobrazić, czym imponują Strażnicy Pustyni kobietom – wyjaśnił szybko Timon. Arthur potrząsnął z niedowierzaniem głową.
– Co ty pleciesz?! – powiedział podniesionym głosem. – Cały czas powtarzacie, że są niebezpieczni – krzyknął.
– Bo są – dodał Marck. – Mają za sobą pięciotysięczną armię Wojowników Pustyni, którzy nie zawahają się przed zabiciem kogokolwiek – powiedział poważnym tonem. – Ale w tym przypadku… – przerwał, zerkając na Davida.
– Co: w tym przypadku? – zapytał zdenerwowany Arthur, podążając za wzrokiem przyjaciela. Marck odetchnął głęboko i zapytał:
– Jesteś w stu procentach pewien uczuć Lidii do ciebie? – Wszyscy popatrzyli na chłopaka, a ten zmieszany po kolei po kolegach.
– Co to za pytanie? – wtrącił zaskoczony David.
– Chłopcy na Pustyni będą traktowali Lidię i Indię z pełnym szacunkiem. Dziewczyny będą się tam czuły jak królowe – tłumaczył Wielki Mistrz. – Oni spełnią każdą ich zachciankę i będą idealni – dokończył z przekąsem.
– O czym ty pleciesz, Marck? – przerwał mu wściekły Arthur. – Myślisz, że Lidia zakocha się w kimś, kto ją porwał? – Wielki Mistrz zerknął na Timona, a ten na niego. – To niedorzeczne! – krzyknął Arthur i ruszył do wyjścia.
W tym samym czasie Marck i Timon zerwali się, pędem wybiegając przed Zamek. Za nim ruszyli pozostali Strażnicy, potem David, Peter i Arthur.
– Nie wierzę! – krzyknął wściekły Marck, śledząc odlatujący helikopter. Chłopak ruszył do hangaru, gdzie stały pozostałe maszyny. Strażnicy zjawili się tuż za nim.
– Co się dzieje, do cholery?! – wrzasnął Arthur, widząc spalone przewody w silnikach.
– Dokąd one poleciały? – zapytał spokojnie Chris. Timon zrezygnowany, a jednocześnie zły, oparł się o mur, David nie mógł uwierzyć w to, co się wydarzyło, a Marck kopnął z wściekłością stojące najbliżej krzesło.
– Poleciały na Pustynię – wyjaśnił po chwili, po czym kucnął i założył ręce na głowę.
– Same? – dodał zaskoczony Chris.
– Zawsze musi postawić na swoim! – krzyknął czarnowłosy chłopak. – Nawet jak jej zakazałem wtrącania się, ona i tak wie lepiej!
– Jak to: zakazałeś jej? – zapytał poważnie Strażnik. Marck zerknął na przyjaciela.
– Chciała lecieć z nami na Pustynię! – próbował bronić się Wielki Mistrz.
– Marck! – przerwał mu Chris – Ona jest twoją dziewczyną! – krzyknął. – Nie jest jednym ze Strażników, nie jest twoją podwładną – dodał już trochę spokojniej. – Grace jest twoją dziewczyną – powtórzył.
– Nie rozumiesz Chris, ona… – zaczął Marck. Pozostali przysłuchiwali się wymianie zdań.
– To ty nie rozumiesz, Marck – nie pozwolił mu dokończyć Strażnik. – Teraz nie jesteś już tylko jej Strażnikiem Duszy, jesteś jej facetem – tłumaczył chłopak. – Teraz nie ma już decydowania, co będzie dla niej najlepsze – mówił z przejęciem. – Teraz tworzycie parę, nie możesz i nie masz prawa jej rozkazywać – dodał dobitniej, jednak dla czarnowłosego młodzieńca nie było to przekonujące.
– Mylisz się Chris, dalej jestem jej Strażnikiem. – Chłopak próbował przerwać Wielkiemu Mistrzowi, ale Marck podniósł głos: – Dalej jestem odpowiedzialny za członków Bractwa.
– Tak, jesteś – potwierdził szybko Chris. – Jak my wszyscy – wskazał na przyjaciół. – Ale jesteś też jej chłopakiem i naucz się oddzielać te dwie funkcje – wyjaśnił, po czym dodał: – Nie masz prawa jej rozkazywać, już prędzej David może to zrobić niż ty. – Wskazał na Senseja, a ten popatrzył zaskoczony.
– Chris! – krzyknął Marck, dalej upierając się przy swoim. – Miałem ją posłać do Samuela? – zapytał, czekając z poważną miną na odpowiedź przyjaciela.
– Nie, Marck – odparł spokojnie chłopak – Miałeś dać jej możliwość podjęcia samodzielnej decyzji. – Marck spuścił z tonu i wyjaśnił.
– Nie mogłem pozwolić, żeby sama…
– To już bez znaczenia – wtrącił David. – I tak tam poleciała – dodał, po czym ruszył w stronę wyjścia. Pozostali popatrzyli na Senseja.
– Mam nadzieję, że mają jakiś plan – szepnął Weng. Chłopcy spojrzeli na młodego Chińczyka. – Na Pustyni wyląduje helikopter Strażników Ziemi, to nie wróży zbyt przyjaznego powitania – dodał nieśmiało. Marck zrobił wściekłą minę.
– Poradzą sobie – uspokoił wszystkich Chris. – Są kobietami, nikt ich nie skrzywdzi – dodał, zerkając na Wielkiego Mistrza, po czym wyszedł z hangaru. Pozostali Strażnicy ruszyli za nim.
– Najgorsze, że się nie boją – szepnął jeszcze Timon.
– Nie boją się? – zapytał zaskoczony Lorenzo, cofając się.
– Nie – odparł Marck. – Są podekscytowane – dodał z przekąsem.

Rozdział 2
Po dwóch godzinach dziewczyny bezpiecznie wylądowały na Pustyni. Zachód słońca pięknie rozświetlał niebo.
– No i udało się – powiedziała z szerokim uśmiechem na twarzy Grace. Maya i Diana popatrzyły poirytowane na przyjaciółkę. Obie były zmęczone i spocone.
– Bardzo tutaj cicho – szepnęła czarnowłosa dziewczyna, wychodząc z helikoptera. Nagle dwa noże uderzyły w kadłub maszyny. Dziewczyny szybko upadły na ziemię i skuliły się.
– Przyleciałyśmy porozmawiać! – krzyknęła przerażona Grace. – Nie chcemy walczyć – dodała ciszej, gdy dziewczyny poczuły ogromny cień nad swoimi głowami. Powoli otworzyły oczy i ujrzały przed sobą kilkanaście ubranych na czarno i zakapturzonych postaci. – To Wojownicy Pustyni – szepnęła wystraszona Diana. Grace podniosła się bardzo ostrożnie i powiedziała:
– Prosimy o spotkanie ze Strażnikami Pustyni. – Zamaskowane postacie pozwoliły dziewczynom pozbierać się z piasku i wskazały kierunek. Grace ruszyła pierwsza. Starała się iść pewnym krokiem, ale czuła, jak drżą jej kolana. Gdy znalazły się przy bramie, Wojownicy zniknęli. Dziewczyny rozejrzały się niepewnie. W tej samej chwili uchyliły się drzwi. Cała trójka odskoczyła.
– Kogo my tutaj mamy?! – powiedział zaskoczony chłopak, widząc gości. Młody mężczyzna ubrany był w białą koszulę i jasne bermudy. Otworzył szerzej drzwi i zapraszając dziewczyny do środka, rozejrzał się dookoła. – Jesteście same? – zapytał zdziwiony, zerkając na stojącego w głębi holu brata. Dziewczyny weszły powoli do środka i widząc przed sobą uśmiechającego się chłopaka, zmieszały się.
– Gdzie Samuel? – spytała po chwili Grace, już pewniejszym głosem. Drugi z chłopaków, ubrany w podkoszulek i krótkie spodenki, wskazał na schody. Cała trójka spojrzała w tamtym kierunku, gdzie na piętrze stał z poważną miną trzeci z braci.
– Oddaj nam Lidię i Indię – rozkazała Grace, przełykając głośno ślinę ze zdenerwowania. Diana i Maya obserwowały pozostałą dwójkę chłopaków. Samuel uśmiechnął się pod nosem i schodząc po schodach w stronę holu, odpowiedział:
– Marck przysłał was, abyście odbiły Lidię i Indię? – Popatrzył na braci, a ci wzruszyli ramionami.
– Niezupełnie – zmieszała się czarnowłosa dziewczyna. – Marck nie wie, że… – Samuel podszedł do dziewczyn, te spuściły wzrok ku ziemi. Grace wzięła głęboki oddech i dokończyła: – Chcemy załatwić to po swojemu. – Diana zerknęła niepewnie na Mayę, a ta na nią.
– Po swojemu? – zagadnął jeden z braci, o imieniu Emanuel. – Czyli jak? – dodał, zatrzaskując drzwi i podchodząc do dziewczyn.
– Bez rozlewu krwi – wyjaśniła Diana, patrząc na Samuela. Ten popatrzył poważnie na dziewczynę, potem kolejno na braci.
– Co macie do zaoferowania w zamian? – zapytał po chwili ubrany w jasną koszulę i długie białe spodnie najstarszy z braci. Dziewczyny popatrzyły zaskoczone po sobie. Chłopak uśmiechnął się pod nosem. – Przyleciałyście po Lidię i Indię, nie chcąc rozlewu krwi i nie macie do zaoferowania nic w zamian? – zapytał złośliwie. Grace nie potrafiła spojrzeć chłopakowi w oczy. Bracia popatrzyli po sobie. – Wracajcie na Wyspę Cieni – dodał na koniec Samuel i ruszył po schodach, za nim bracia.
– Nie! – krzyknęła naglę Grace. – Poczekajcie – poprosiła. Chłopcy przystanęli.
– Lidia i India to nasze przyjaciółki – odezwała się Maya.
– India to nasza siostra – powiedział spokojnie najmłodszy z braci, Alexander.
– Tak, wiem – dodała ze skruchą krótkowłosa dziewczyna. – Ale Bractwo nie miało nic wspólnego z porwaniem Indii – wyjaśniła spokojnie.
– Poza tym – wtrąciła nagle Grace z ironią w głosie – chyba nie chcecie przetrzymywać swojej siostry wbrew jej woli?
– Nikogo tutaj nie przetrzymujemy – odezwał się Samuel.
– Możemy się z nimi zobaczyć? – zapytała Diana. Bracia popatrzyli po sobie, po czym Alexander wskazał drzwi do ogrodu. Dziewczyny ruszyły za chłopakiem, a za nimi Emanuel. Grace zerknęła jeszcze w stronę schodów, gdzie w jednym z pokoi zniknął Samuel, po czym wszyscy wyszli do ogrodu.
– Lidia! India! – krzyknęła Maya, podbiegając do dziewczyn, które siedziały na kołyszącej się nad wodą ławeczce. Uściskały się.
– Wszystko dobrze? – zapytała Diana. Dziewczyny z uśmiechem potwierdziły.
– Nic wam nie zrobili? – szepnęła Maya, wskazując na braci. Lidia popatrzyła wesoło na chłopców, a ci na nią.
– Nie – odparła. Po czym Emanuel i Alexander wrócili do Zamku. Dziewczyny rozsiadły się dookoła stolika piknikowego suto zastawionego owocami. Wokół świeciły lampiony. Miejsce przypominało bajkową oazę.
– Co tutaj robicie? Gdzie chłopcy? – zapytała India. Grace zerknęła na Mayę, potem na Dianę. Lidia popatrzyła niepewnie.
– Coś się stało?
– Uciekłyśmy im – szepnęła czarnowłosa dziewczyna.
– Co zrobiłyście? – zapytała przerażona blondynka.
– Nie chciałyśmy doprowadzić do rozlewu krwi, a… – próbowała tłumaczyć się Grace.
– Samuel też tego nie chce – wtrąciła spokojnie Lidia.
– To dlaczego was porwał? – zapytała poirytowana Maya.
– Chłopcy chcieli odzyskać mnie – wyjaśniła uspokajająco India. – Ale po bójce z Marckiem nie wiedzieli jak, no i tak wyszło – tłumaczyła braci. Diana spojrzała zaskoczona na Mayę.
– Nie mogłyście chociaż dać znać, że nic wam nie jest? – dopytywała Grace.
– Kiedy? – odparła szybko Lidia. – Jesteśmy tutaj od kilku godzin – dodała.
– Tyle tylko, że chłopcy zdążyli nas przeprosić i wszystko wyjaśnić – powiedziała India
– I ugościć niczym królowe – zauważyła Maya.
– Są prawdziwymi dżentelmenami – szepnęła Lidia. Diana i Grace parsknęły śmiechem.
– A nie uważasz, że to może być podstęp? – zagadnęła czarnowłosa dziewczyna, rozglądając się dookoła. Przyjaciółki popatrzyły na siebie.
– Podstęp? – zdziwiła się India.
– Przecież Samuel szuka żony – dodała Diana, po czym przygryzła język, słysząc kroczących za nią chłopców. Najstarszy z braci stanął za nią i szepnął do ucha:
– Czyżby to była propozycja?
Dziewczyna wzięła głęboki wdech i gdy już miała odpowiedzieć, wtrąciła się Grace.
– Dlaczego porwałeś dziewczyny? – spytała całkiem pewnie, bez cienia strachu. – Nie mogłeś po prostu przylecieć i porozmawiać? – dodała, patrząc na chłopaka.
Ten spojrzał na nią zaskoczony, potem zerknął w stronę braci, którzy równie zaciekawieni czekali na odpowiedź.
– Zamek Pustyni i Zamek Cieni od dawna nie żyją w dobrych kontaktach. – wyjaśnił Samuel, dziewczyny słuchały uważnie. – Do tego teraz – podniósł głos – gdy przyleciałyście tutaj wbrew woli Marcka… – Grace zawstydziła się, podobnie Maya i Diana, na które spojrzeli pozostali – …sytuacja jeszcze się zaogniła – dokończył poważnie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s