Michael i Mei – seria Lago Vista – rozdział 6

Michael

 To popołudnie zapowiada się całkiem przyjemnie. Na samą myśl uśmiecham się do siebie jak idiota, po czym szybko poważnieję. A jeśli Mei nie przyjdzie? Przełykam głośno ślinę i potrząsam głową, aby wyrzucić z głowy rodzącą się niepewność. Ona przyjdzie, wiem to. Prostuję się i rozglądam jeszcze raz dookoła, aby sprawdzić, czy wszystko jest gotowe. Postanowiłem, że zjemy obiad na dachu hotelu. Jest to miejsce zarezerwowane na wyjątkowe okoliczności i uznałem, że właśnie dzisiaj jest dokładnie ten dzień, aby wykorzystać to miejsce dla własnych korzyści. Biorę kilka głębszych oddechów. Dlaczego ja się denerwuję? Zastanawiam się przez chwilę, ale zaraz potem moje nozdrza wychwytują zapach dorsza w sosie słodko-kwaśnym i rozpływam się w przyjemnych doznaniach. Specjalnie na dzisiejszy obiad zamówiłem u szefa kuchni hotelowej restauracji dwa z jego najlepszych głównych dań i pyszny deser. Już nie mogę się doczekać miny Mei, kiedy będzie próbowała potraw. Chyba mam jakiś fetysz związany z obserwacją kobiet, gdy te zachwycają się posiłkiem, bo za każdym razem przyciąga to moją uwagę. A może po prostu lubię patrzeć na kobiece usta? Parskam śmiechem, po czym zaczynam wpatrywać się w drzwi wejściowe na taras. Poinformowałem Bruna, aby skierował Mei do restauracji na dachu, więc na pewno nie przegapię, gdy tylko się tutaj pojawi. Zerkam na telefon. Powinna już tu być. Waham się. A jeśli nie przyjdzie? Szybko odpycham tę niechcianą myśl i gdy tylko słyszę dźwięk nadjeżdżającej windy, wyłączam iPhone’a i chowam do kieszeni marynarki. Czy ja zaczynam się pocić? Wyjmuję chusteczkę i przecieram czoło. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak się denerwowałem.

Ledwie udaje mi się schować chusteczkę, gdy kelner wprowadza Mei. Jej wygląd prawie zwala mnie z nóg. Ma rozpuszczone włosy, które lekko poruszają się, gdy idzie w moją stronę, a jej wiśniowa sukienka pięknie podkreśla idealne kształty. No i ten biust. Przełykam głośno ślinę i ruszam jej na powitanie. W jej oczach widzę zawahanie i złość? Dalej jest na mnie zła?

– Witaj, Mei. – Całuję wierzch jej dłoni. – Cieszę się, że przyjęłaś zaproszenie.

­– Nie dałeś mi wyboru – odpowiada zirytowana. – Powinnam po prostu nie przyjść. – Unosi buntowniczo podbródek, a ja czuję, jak mój penis zaczyna pulsować. Naprawdę tak na mnie działa? Kręci mnie to, jak kobieta jest zadziorna.

– A jednak przyszłaś. – Odsuwam krzesło i czekam, aż usiądzie.

– Tak. Z grzeczności i chyba ciekawości – mówi, rozkładając serwetkę na kolanach. Obchodzę stół i siadam naprzeciwko. Daję znak kelnerowi, aby przyniósł pierwsze danie – krem z krewetek.

– Czego się napijesz? – Mei spogląda na mnie. Dalej jest rozdrażniona.

– Wodę z cytryną poproszę. – Przekazuję tę informację, gdy zostają wniesione dania. Zapach potrawy wypełnia moje nozdrza. Cały czas obserwuję siedzącą przede mną kobietę, chociaż ta próbuje unikać mojego wzroku.

– To jedna ze najlepszych zup w Teksasie – chwalę. – Mam nadzieję, że będzie ci smakować. – Mei popija i przymyka oczy. Na jej twarzy maluje się zachwyt, a potem wyrywa jej się westchnięcie. Uśmiecham się pod nosem i nie potrafię oderwać oczu od jej ust. Są takie pełne i idealne. Tak, zdecydowanie to mój fetysz – kobieta zachwycająca się jedzeniem, mówię do siebie w myślach. Mei zerka na mnie właśnie wtedy, gdy i ja na nią patrzę.

– Przepyszne – stwierdza i ponownie popija, a ja jak zidiociały napaleniec śledzę jej ruchy, wpatrując się w jej usta. W mojej głowie właśnie pojawia się wizja, jak te idealne wargi zachłannie całują moje. Z tego przyjemnego i podniecającego obrazka wyrywają mnie słowa:

– Zamierzasz się tak na mnie gapić przez cały obiad? – Zauważam rozbawienie w jej wzroku, ale dalej udaje naburmuszoną. Prostuję się i dyskretnie poprawiam spodnie w kroczu.

– Jesteś piękną kobietą, a ja lubię obserwować to, co mi się podoba – rzucam. Na twarzy Mei pojawiają się delikatne rumieńce, pewnie nawet nie zdaje sobie z tego sprawy.

– Bardzo mnie ciekawi, co takiego zmieniło się od wczorajszego wieczoru, że nagle jesteś mną tak zainteresowany. – Zdaje się, że ma to być uszczypliwa uwaga, ale Mei nie ma pojęcia, jak na mnie działa jej złośliwość. Zaraz będę musiał wyjść do toalety, aby sobie ulżyć. Oddycham głęboko i nie odpowiadam od razu. Najpierw przyglądam się jej, chłonąc to, jak wnikliwie próbuje mnie rozgryźć, a po dłuższej chwili wyjaśniam:

– Przepraszam za moje wczorajsze zachowanie. – Ciekawe, ile razy jeszcze będę musiał to powtarzać?, myślę sobie i zaraz pojawia się w mojej głowie odpowiedź: Tyle razy, ile będzie to potrzebne, aby ci wybaczyła. – Jak już mówiłem, nie był to mój najlepszy dzień. – Zauważam jednak, że to wytłumaczenie jej nie wystarcza. Odnoszę wrażenie, że zupełnie coś innego powoduje, że trzyma wobec mnie taki dystans. – Mogę zapytać, co takiego jeszcze zrobiłem lub powiedziałem, że dalej jesteś na mnie zła? – Jej wzrok tylko na ułamek sekundy ucieka na moją dłoń i ten właśnie ułamek sekundy wyjaśnia mi, co gryzie Mei. Nim zdąży się odezwać, dopowiadam: – Moja żona umarła dziewięć lat temu i już dawno zdążyłem pogodzić się z jej śmiercią. – Unosi brwi, a ja kontynuuję. – Po śmierci Lisy nie było łatwo, zwłaszcza z moją córką, która bardzo to przeżyła, ale daliśmy sobie radę. Wszystko było dobrze do czasu, kiedy Emmet zaczął bawić się w swatkę. – Krzywię się, a Mei naśladuje mój wyraz twarzy. – Wziął sobie do serca, że znajdzie dla mnie idealną kobietę, i za każdym razem, gdy wpada mu w oko ktoś, jego zdaniem, wyjątkowy, robi wszystko, abyśmy się poznali – tłumaczę. Mei popija wodę, ale nie spuszcza ze mnie uważnego spojrzenia. W tym czasie kelner zbiera talerze i wnosi drugie danie.

– To nie stawia cię w zbyt korzystnym świetle, skoro mu na to pozwalasz – mówi. Chwilę jej się przyglądam, gdy kroi rybę, po czym odpowiadam.

– Już kilkukrotnie tłumaczyłem mu, że ma się nie wtrącać. Emmet potrafi powstrzymać się przez miesiąc, czasami dwa. Potem przypadkiem pojawia się w towarzystwie mojego przyjaciela jakaś niesamowita kobieta, którą koniecznie musi mi przedstawić, i wszystko zaczyna się od nowa. A gdy jeszcze wtrąci się Sandra... – nie kończę, bo widzę po minie Mei, że doskonale wie, co mam na myśli.

– Sandrę trudno przegadać – wtrąca z uśmiechem, a ja potwierdzam, kiwając głową.

– Emmet wykorzystuje moją sytuację, aby ona nie skupiła swojej uwagi na nim – dopowiadam, a Mei kręci głową z niedowierzaniem. Oboje sięgamy po kolejny kawałek ryby i przez dłuższą chwilę jemy w milczeniu.

– Może też powinnam zakładać obrączkę? – zastanawia się na głos Mei, a mnie przeszywa zimny dreszcz.

– Jesteś mężatką?

– Rozwódką – odpowiada.

– Przykro mi – wyrywa mi się, chociaż w głębi duszy czuję dziką satysfakcję, że nie jest zajęta. Przyglądam się, jak nakłada kawałek ryby na widelec i nim wkłada go do buzi, mówi:

– Niepotrzebnie. Mój były mąż jest już w nowym związku i wreszcie trafił na kobietę, z którą jest szczęśliwy i która jest w nim zakochana po uszy. – Nie zauważam w tej wypowiedzi ani krzty złośliwości czy też zazdrości.

– Nie byliście ze sobą szczęśliwi? – Wzrusza ramionami.

– Od studiów się przyjaźniliśmy i to nam zawsze dobrze wychodziło. Potem coś między nami zaiskrzyło i mylnie zinterpretowaliśmy to jako romantyczną miłość. Pobraliśmy się i urodził się nam syn. Świetnie się dogadywaliśmy i było nam ze sobą dobrze, ale... – zawahała się.

– Ale? – dopytuję, bo zżera mnie ciekawość.

– Nie czuliśmy już do siebie fizycznego pociągu – odpowiada niepewnie. – Z czasem przestaliśmy ze sobą sypiać, bo nie czuliśmy takiej potrzeby. – Chwilę wpatruje się w swój talerz, a potem dodaje: – Myślę, że oboje doszliśmy do wniosku, że jesteśmy lepszymi przyjaciółmi niż kochankami, i zdecydowaliśmy się rozstać. To była dobra decyzja dla nas obojga – kończy, zerkając na mnie.

– Kochałaś go?

– Tak – potwierdza z pewnością w głosie. – Dalej go kocham, ale nigdy nie byłam w nim zakochana. – W jej oczach pojawia się smutek. – A myślę, że to jest jeden z warunków, aby relacja była głębokim i prawdziwym związkiem. – Patrzymy na siebie i żadne z nas nic nie mówi. Zielony kolor tęczówek Mei przyciąga mnie niczym magnes. Mam wrażenie, że jej oczy mnie pochłaniają.

– Byłeś zakochany w swojej żonie? – pyta po dłuższej chwili.

– Tak mi się wydaje. – Widzę w jej spojrzeniu zaskoczenie. – Z Lisą znałem się od przedszkola i zawsze byliśmy sobie bardzo bliscy. Myślę, że to było od początku wiadome, że będziemy małżeństwem, nawet jeśli bardzo się różniliśmy. Nie zawsze było idealnie, ale potrafiliśmy się dogadać. – Popijam winem.

– Nie odpowiedziałeś na moje pytanie. – Wpatruje się we mnie tym przeszywającym na wskroś wzrokiem. Opieram się łokciami na stole i pytam:

– Co rozumiesz pod pojęciem „zakochanie”?

– Zakochanie jest wtedy, gdy patrzysz na drugą osobę i twoje serce reaguje na nią szybciej niż umysł. Czujesz żar, podniecenie, pożądanie, a jednocześnie pragniesz się zaopiekować tą osobą i sprawić, aby była szczęśliwa – wyjaśnia tak, jakby już od lat miała te słowa wyryte w głowie. – Wielu ludzi zapomina o tej drugiej części i kierują się tylko chemią, a to nie wystarcza, aby zbudować coś głębokiego i trwałego.

– Hm. – Pocieram brodę dłonią. – W takim razie właśnie mi uświadomiłaś, dlaczego od śmierci Lisy z nikim się nie związałem. Moje relacje z kobietami opierały się głównie na tej pierwszej części. – W jej oczach pojawia się rozbawienie.

– Nie jesteś jedyną osobą, która popełnia ten sam błąd – zauważa.

– To znaczy, że ty też…

– Nie – przerywa mi. – Od czasu rozwodu nie związałam się z nikim.

– Można wiedzieć dlaczego?

– Bo ja się nie zakochuję – mówi, nawet nie mrugając. Czy ona naprawdę w to wierzy? Przecież nikt nie jest w stanie zapanować nad swoim sercem. Uśmiecham się kpiąco.

– To śmiałe twierdzenie jak na osobę, która prowadzi zajęcia z tai chi, a także gra podnoszącą wibracje muzykę na bębnach i misach. – Wskazuję na kelnera, aby podał nam desery. – Czy to nie przeczy otwartości na miłość, którą propagujesz podczas swoich zajęć i koncertów? – Widzę zaskoczenie malujące się na jej twarzy. O tak, Mei. Dokładnie prześledziłem wszelkie dostępne w internecie informacje o tobie.

– Jak to mówią, najlepszy szewc chodzi bez butów – odpowiada, uciekając ode mnie wzrokiem.

– Boisz się zakochać? – pytam i od razu dostrzegam burzę emocji w jej spojrzeniu. Nie czekam na jej odpowiedź, tylko mówię: – Masz ochotę na małą wycieczkę po deserze? – Mruży niepewnie oczy, zaskoczona tak szybką zmianą tematu, a ja uzupełniam swoje pytanie. – Chciałbym pokazać ci miasto, a dokładnie te miejsca, które nie są dostępne turystom – tłumaczę.

Jej ciało wyraźnie się rozluźnia. Bierze głęboki oddech, a potem na jej twarzy pojawia się delikatny uśmiech.

– Dajesz mi wybór? – Przytakuję głową. – Co, jeśli się nie zgodzę? – Wiem, że tym pytaniem próbuje mnie sprowokować. Ale do czego?

– Mam czas, żeby cię przekonać. Zatem jeśli nie dzisiaj, to…

– Dobrze – przerywa mi. – Ale potem to ja pierwsza wyjdę z propozycją spotkania, a ty grzecznie poczekasz na to, aż sama coś wymyślę. – Bardzo inteligentne zagranie, myślę sobie.

– Niech tak będzie – zgadzam się, a w mojej głowie tworzą się pomysły, jak obejść tę niepisaną umowę. Chyba nie trafiłem jeszcze na kobietę, która by mnie tak intrygowała swoim oporem. Właściwie to nie pamiętam, aby jakakolwiek kobieta tak broniła się przed spędzaniem ze mną czasu. Nie wiem, czy powinienem uznać to za komplement, czy może porażkę? W każdym razie to nie jest ostatnia randka z Mei. Nie, na pewno nie ostatnia.

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial
kliknij i czytaj LAGO VISTA