Mei – seria Lago Vista – rozdział 3

Mei

 Budzi mnie brzęczenie. Boże! Co to za dźwięk?! Szukam po omacku miejsca, skąd pochodzi. W końcu trafiam na telefon. Otwieram jedno oko i gdy obraz się wyostrza, sprawdzam godzinę. Szósta. Mam jeszcze czas do śniadania. Siadam i przecieram dłonią twarz. Mam nadzieję, że nie mam opuchniętych oczu. Przeciągam się leniwie i wyplątuję z pościeli. Wchodzę do łazienki i spoglądam w lustro. Nie jest tak źle, odrobina podkładu i będę wyglądać całkiem przyzwoicie. Wypuszczam wodę z wanny, która została jeszcze po nocnej kąpieli, a o której zapomniałam, kładąc się spać, a potem wyszukuję w walizce granatową sukienkę i sandały. Robię sobie delikatny makijaż, włosy związuję w koński ogon i dziesięć minut przed ustaloną godziną posiłku jestem gotowa do wyjścia. Biorę torebkę, kartę magnetyczną do apartamentu wrzucam do jednej z przegródek i wychodzę. Zjeżdżam windą do holu, a stamtąd kieruję się do restauracji. Nim zdążę powiedzieć kelnerowi swoje nazwisko, już widzę machającą do mnie z tarasu Sandrę.

– Chyba będę jeść na świeżym powietrzu – informuję go. Mężczyzna z uśmiechem przytakuje i prowadzi mnie do stolika. 

– Dzień dobry. – Uśmiecham się promiennie do mojej znajomej i jej męża.

– Siadaj, siadaj, kochana, i opowiadaj, jak było w klubie. – Widzę w jej oczach wręcz podniecenie.

Sandra jest wielką romantyczką i często sama dorabia sobie historie ze strzępków informacji, które otrzymuje. Jej podekscytowanie wręcz kipi na twarzy. Kelner pomaga mi usiąść przy stoliku, a gdy tylko odchodzi, odpowiadam:

– Poznałam właściciela klubu i chwilę pogawędziliśmy. – Staruszka chwyta dłoń męża.

– Mówiłam ci, że Mei przyciągnie uwagę Emmeta. – Henry, bo tak ma na imię jej ukochany, poklepuje rękę żony i uśmiecha się radośnie. – Może on się wreszcie ustatkuje – wzdycha z rozmarzeniem, a potem spogląda na mnie i pyta: – Czy już się z tobą umówił? – Otwieram usta z zaskoczenia.

– Eee… Nie – dukam. – My tylko zamieniliśmy kilka zdań, nie sądzę…

– Rozumiem, rozumiem – przerywa mi. – Nie martw się, on tutaj często przychodzi, więc na pewno się jeszcze zobaczycie. – Sięga po tosta i smaruje go miodem. – Poza tym dzisiaj w hotelu jest wieczorek z muzyką, musisz koniecznie się na nim pokazać – dodaje, a ja wolno wypuszczam powietrze przez nos i krzywię się w duchu. Kolejna zabawa? Czy ta kobieta nie może dać mi spokoju? Przywdziewam swój sztuczny uśmiech, gdy na mnie spogląda. – Zamierzasz chociaż zajrzeć na tę imprezę, prawda? – Patrzy na mnie pytająco. Przytakuję automatycznie.

Obiecałam sobie, że nie dam się już wciągnąć w żadną propozycję Sandry, więc dlaczego nie umiem odmówić tej kobiecie? Muszę poważnie popracować nad swoją asertywnością. Na szczęście ta impreza jest na miejscu, więc będę mogła w każdej chwili wrócić do pokoju. Uśmiecham się chytrze do siebie w duchu i sięgam po mleko, aby zalać sobie płatki owsiane.

– Jesteście gotowi na koncert jeszcze przed obiadem? – pytam tylko dla formalności, bo wiem, że oboje czekają na to od początku mojego przyjazdu.

– Tak! – Sandrze aż błyszczą oczy. – Słyszałam w internecie, jak grasz na bębnach. Te wibracje są niezwykłe, czuje się je w całym ciele. Coś niesamowitego, prawda, Henry? – Jej mąż delikatnie potwierdza głową. Zerkam na niego, a on puszcza do mnie oko. Sprawia wrażenie, jakby był nieśmiały i małomówny, ale to tylko pozory. Henry jest niezwykle mądrym i inteligentnym mężczyzną, a jak już się odezwie, to z sensem i dość dosadnie.

Resztę śniadania spędzamy na niezobowiązujących pogawędkach. Oczywiście Sandra zdążyła mi jeszcze streścić życiorys kolejnej dobrej partii na partnera – Michaela Duran, właściciela hotelu. Na szczęście Henry powstrzymał jej zapędy do umówienie mnie z mężczyzną na randkę w ciemno. Ufff… Mam wrażenie, że ta kobieta wręcz żyje miłosnymi historiami innych ludzi.

 

  • ••

Po dwugodzinnym koncercie na bębnach i medytacji z wibracjami dźwięku mis udało mi się znaleźć odrobinę wolnego czasu dla siebie. Prowadzenie kursu tai chi, a także krótkie koncerty nie zajmują mnie tak bardzo i wbrew pozorom powinnam mieć sporo przestrzeni, ale Sandra dba o to, żebym cały czas miała towarzystwo. Gdybym przyjrzała się tym dwóm dniom, od kiedy tutaj jestem, to pobyt w klubie był jedynym momentem, kiedy byłam sama. Dlatego dzisiaj postanowiłam ochłonąć i w końcu skorzystać ze słońca. Potrzebuję się wyciszyć i pobyć trochę w swoim towarzystwie. Usadawiam się na leżaku tuż przy mniejszym basenie, gdzie o tej porze nikt się nie kręci, i już sięgam po książkę, gdy moją uwagę przykuwa mały chłopiec siedzący na kocu, bawiący się samotnie samochodzikami. Czuję znajomy ciepły powiew. Pamiętam, jak mój syn był w jego wieku. Uwielbiał układać w rzędach auta, a potem kolejno jeździć nimi po wyznaczonym torze. Mój sentyment do wspomnień powoduje, że podchodzę do malucha.

– Cześć. – Zerka na mnie nieśmiało. – Jesteś tutaj sam? – Nie widzę nikogo z dorosłych i to mnie trochę niepokoi. Chłopczyk wskazuje na leżak skryty pod palmą niedaleko nas, gdzie siedzi nastolatka wpatrzona w ekran telefonu. – To twoja siostra? – Zaprzecza głową. Siadam obok niego. Wygląda na trzy, cztery latka. Ma duże niebieskie oczy, rumieńce na policzkach i dokładnie ułożone blond włoski. – Czy to Mcqueen? – Wskazuję na resorak, który kurczowo trzyma w dłoniach. Przytakuje ruchem głowy. – Ja zawsze wolałam Złomka, bo jest bardzo mądry – mówię przekornie i obserwuję, jak próbuje stłumić śmiech.

– Zlomek nie jest mondly – odpowiada i chwyta wspomniany samochodzik.

– No, może nie zawsze mówi mądre rzeczy, ale jest najlepszym przyjacielem Mcqueena – wyjaśniam, celowo upierając się przy swoim.

– Mcqueen jest najlepsy – mówi, dumnie eksponując przed moim nosem niewielkie autko. Rozglądam się dookoła, rzucając okiem na pozostałe pojazdy.

– Ale nie widzę tutaj Sally – zauważam.

– Sally to dziewcyna. – Chłopczyk się krzywi. Prawie parskam śmiechem. Mój syn też nie przepadał za dziewczyńskimi postaciami z tej bajki.

– Ja też jestem dziewczyną. – Mrugam do niego. Lekko wzrusza ramionami. – Mogę się z tobą pościgać? – proponuję. Mam wrażenie, że brakuje mu towarzystwa. Jego oczy rozszerzają się i widzę w nich samą radość. Entuzjastycznie kiwa głową.

– Mas seryfa. – Podaje mi niebieski samochód. – Jest sybki – dodaje, a ja robię skwaszoną minę.

– Coś mi się wydaje, że chyba mnie trochę oszukujesz. – Chichocze i zakrywa rączką usta.

– Nie – rechocze, próbuje ukryć swoje małe kłamstwo.

– No dobrze. – Biorę resoraka i wyznaczamy trasę wyścigu od koca do plecaka, który należy do malucha i leży niedaleko trawnika. Siadam po jego lewej stronie i najpierw wypuszczany samochodziki na próbę, aby sprawdzić, jak szybko jeżdżą, a potem rozpoczynamy prawdziwy wyścig. Oczywiście mój samochód za każdym razem wypada z trasy i przegrywam, ale bawię się doskonale, widząc radość w oczach dziecka i słysząc jego głośny śmiech.

– Erni, czas wracać do domu, do taty. – Przerywa nam zabawę jego opiekunka. Nie patrzy na mnie, co mnie irytuje. Całą swoją uwagę ma skierowaną na swój telefon. No co za dziewucha! Czy rodzice małego nie widzą, że ta nastolatka nie nadaje się na niańkę? Już pomijam fakt, że w ogóle się z nim nie bawiła, to jeszcze nawet nie zwróciła uwagi na to, że ja – obca baba – zajmowałam się jej podopiecznym. Zerkam na Erniego, a on ze smutną miną pakuje do plecaka swoje samochody. Czuję ukłucie żalu w sercu.

– Możemy jutro zorganizować podobny wyścig, jeśli tutaj przyjdziesz? – proponuję, a na ustach Erniego wykwita uśmiech. – Jak przyjdziesz, to poproś kogoś w recepcji, aby powiadomił Mei, okej? – Chłopiec z entuzjazmem przytakuje i wstaje, aby pobiec za swoją opiekunką. – To do jutra, Erni! – Kiwam do niego, a on w radosnych podskokach znika w hotelowym holu. Zerkam na telefon. Minęła godzina? Nie mogę uwierzyć, że tak szybko czas mi zleciał. Na szczęście mam jeszcze trochę czasu do obiadu, wykonuję kilka szybkich ćwiczeń rozciągających i w końcu rozkładam się wygodnie na leżaku, aby zrelaksować się i trochę wygrzać na słońcu.

 

  • ••

Można śmiało powiedzieć, że wieczorek muzyczny w hotelu pięciogwiazdkowym bardzo różni się od klubowej imprezy. Wiek obecnych gości jest zróżnicowany, przeważają osoby dojrzałe i dzięki temu klimat jest nieco poważniejszy, aczkolwiek w miarę luźny. Zmierzam wzdłuż dużego basenu, który otoczony jest kolorowymi neonami. W tle słychać brzmienie fortepianu, bardzo subtelna i spokojna muzyka dociera do moich wrażliwych uszu. Gdy kroczę wolno wzdłuż utworzonej ze świateł ścieżki, kelner częstuje mnie lampką czerwonego wina. Porozstawiane dookoła stoliki w większość są już pozajmowane, ale nie przeszkadza mi to, gdyż zamierzam obejść basen dookoła i wrócić do pokoju. Po drodze rozpoznaję niektórych gości hotelowych oraz znajomych Sandry, których zdążyła mi przedstawić. Mijam ich, bo wydają się pochłonięci rozmowami. W końcu docieram do fontanny i zatrzymuję się. Znajduje się tutaj kilka barowych stolików, więc przystaję przy jednym z nich i kończę dopijać wino. Przyglądam się tryskającej wodzie, która tworzy różnego rodzaju kolorowe wzory w powietrzu. Skupiam się na nich, aby wyłapać znajome kształty, gdy zaskakuje mnie szept przy uchu:

– Dzisiaj też unikasz towarzystwa? – Odwracam się, aby spojrzeć w twarz osoby, której nie liczyłam tutaj spotkać, i przeszywa mnie dreszcz.

Przyjemny chłód owiewa moje ciało, a do moich nozdrzy trafia zapach, który towarzyszył mi przez całą poprzednią noc. Dlaczego reaguję w ten sposób na tego mężczyznę? Staje obok mnie i opiera się łokciami o stolik. Dzisiaj ubrany jest w ciemną koszulę i ciemne spodnie pod kolor. W dłoni trzyma szklankę z trunkiem. Zgaduję, że to whisky.

– Dzisiaj nie bawisz się w klubie? – zagaduję, aby stłumić drżenie ciała. Jednocześnie jestem na siebie zła, że w ogóle się odzywam. Gdybym go olała, to by sobie poszedł, czyż nie? Próbuję zapanować nad tym, co robi z moim ciałem obecność Emmeta.

–   Wczoraj nie mieliśmy okazji się pożegnać. – Ignoruje moje pytanie. Patrzy mi w oczy i ponownie czuję, że zaczynam się zatracać w jego spojrzeniu. Mei, opanuj się! Karcę się w duchu. Po czym docierają do mnie jego słowa. Chciał się ze mną pożegnać? Unoszę brwi.

– Wydawałeś się raczej DOŚĆ ZAJĘTY, żeby zauważać cokolwiek dookoła siebie – odpowiadam dość szorstko, akcentując słowa. – Poza tym trudno usiedzieć w miejscu, gdy ktoś prawie zrzuca cię ze stołka i jeszcze wbija boleśnie łokieć w żebra. – Krzywię się na to wspomnienie. Wprawdzie nie mam siniaka, ale przy dotknięciu odczuwam ból. Otwiera szerzej oczy.

– Przepraszam, pijana Ivet jest dość nieobliczalna. – Próbuje bronić kobiety, która zapewne bardzo dobrze o niego zadbała poprzedniej nocy. Czy mnie to obchodzi? Raczej nie. Macham niedbale ręką.

– Nie ma problemu, nie zamierzam już tam wracać. – Udaję obojętną i rozglądam się dookoła. Chyba czas się ulotnić. Już mam zamiar ruszyć w stronę wyjścia, gdy Emmet chwyta mnie za łokieć i proponuje:

– Chciałbym przedstawić ci mojego przyjaciela. – Nie zważając na moje opory, prowadzi mnie w kierunku bruneta w niebieskim garniturze. Na jego widok serce mi przyspiesza, a w moim podbrzuszu czuję łopoczące motyle. Przełykam ślinę. Boże! Jaki przystojny mężczyzna. Już dawno nikt nie zrobił na mnie takiego wrażenia. Biorę głęboki oddech, nim do niego dochodzimy. Nie zapędzaj się, Mei! Uroda nie zawsze idzie w parze z charakterem. Upominam się. – Michael – odzywa się Emmet do mężczyzny. Ten zerka na niego, a potem na mnie. – Poznaj Mei. Mei, to Michael – przedstawia nas sobie. Mężczyzna lekko kiwa głową. Jest wyprostowany i sprawia wrażenie dystyngowanego. Bije od niego władczość, ale i rycerskość. Jego spojrzenie jest łagodne, chociaż mam wrażenie, że myślami jest zupełnie gdzie indziej.

– Miło mi – wita się ze mną, całując wierzch mojej dłoni. Mam nadzieje, że nie patrzę na niego maślanymi oczami. Rety, chyba miękną mi kolana. Uśmiecham się szeroko.

– Mnie również. – Przełykam ślinę i gdy kelner przechodzi obok nas, szybko biorę lampkę wina, aby przepłukać zaschnięte z wrażenia gardło. W tym samym czasie zauważam TO – obrączkę na jego serdecznym palcu. No oczywiście! Żonaty! Taki przystojniak nie może być przecież kawalerem. Zerkam na Emmeta i mam ochotę skarcić go wzrokiem. Po co przedstawia mnie żonatemu mężczyźnie? Jednak ten zdążył się już odwrócić i ruszył w stronę znajomych, których zauważył. No świetnie!

– Jak podoba ci się wieczór? – Głos Michaela jest tak głęboki, że czuję wibracje w każdym zakamarku wszystkich moich komórek.

– Jest całkiem przyjemny – odpowiadam, rozglądając się dookoła, aby tylko nie patrzyć mu w oczy.

Moja ciało się spina, gdy czuję jego wzrok na sobie. Na moim karku włoski stają dębem. Muszę wrócić do pokoju! Nagle dzwoni telefon Michaela. Prawie wzdycham z ulgą, gdy mnie przeprasza i odchodzi, aby odebrać. Dopijam szybko wino i zanim ktokolwiek się zorientuje, wymykam się do swojego apartamentu. Nie zatrzymuję się po drodze, nawet gdy Bruno coś do mnie mówi. Zamykam za sobą drzwi i biorę głęboki oddech. Oficjalnie uznaję polowanie na mężczyzn za zakończone!, przysięgam sobie. Nie jestem gotowa na żaden związek. Albo przyciągam do siebie małolatów, albo playboyów, albo żonatych. To koniec! Od teraz wieczory spędzam w zaciszu pokoju hotelowego z książką w dłoni. Koniec i kropka!

 

Nazywam się Mei Black. Jestem pewną siebie, silną i dojrzałą kobietą. Wiem, czego pragnę od życia. Mam pracę, którą uwielbiam, przyjaciół, hobby. Nad życie kocham mojego sześcioletniego syna i pomimo tego, że już nie jestem mężatką, pozostaję w dobrych stosunkach z jego ojcem.
Nigdy nie wierzyłam w romantyczną miłość.
Nigdy nie doświadczyłam czegoś takiego jak zatracenie się w drugiej osobie i nigdy żaden z mężczyzn nie wywołał we mnie takiego pożądania, żeby przestać myśleć i poddać się wewnętrznym instynktom.
Moja miłość do Simona była „stabilna". To przystojny, cholernie dobry księgowy, z którym przyjaźniłam się od początku studiów, a który w dodatku okazał się wspaniałym ojcem. Nigdy jednak nie byłam w nim zakochana, nigdy nie miałam motylków w brzuchu, nigdy nie usychałam z tęsknoty za nim. Nic dziwnego, że w końcu nasze drogi zaczęły się rozchodzić, ale mimo to udało nam się pozostać przyjaciółmi. Chociaż Simon przeżył to rozstanie bardziej ode mnie, ma już nową rodzinę i myślę, że odnalazł w tym związku to, czego nie było pomiędzy nami.

A co ze mną?
Właśnie spędzam dwa tygodnie w Lago Vista, gdzie przyjaciółka mojej ciotki próbuje mnie wyswatać.
Czy mi się to podoba?
Absolutnie nie!
Czy jestem gotowa na nową relację?
Tego jeszcze nie wiem.
Czy jest szansa na to, że ktoś ociepli moje oziębłe serce?
Jeszcze dwa dni temu powiedziałabym, że w żadnym wypadku, ale... dwaj mężczyźni w jakiś sposób poruszyli coś we mnie. Jeszcze nie wiem dokładnie, co to jest, ale pierwszy raz w życiu poczułam coś więcej...

 

Projekt okładki: Justyna Sieprawska
Redakcja i korekta: Ludka Skrzydlewska
Kolejne rozdziały ukazują się w każdą sobotę na wattpad.

Powieść z serii Lago Vista ukazuje się w dwóch częściach.
Główna bohaterka podjęła dwie różne decyzje i obie zaprowadziły ją ku innemu mężczyźnie.

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial
kliknij i czytaj LAGO VISTA