Mei – seria Lago Vista – Rozdział 1

 

Mei

Co ja tutaj właściwie robię? Zadaje sobie to pytanie od momentu wejścia do klubu Realisation. To miejsce z klasą i aż kipi przepychem, ale też gromadzi pewien typ ludzi, za którym nie przepadam. To nie tak, że jestem uprzedzona do bogaczy, po prostu od zawsze mam w sobie wewnętrzny radar i wiem, kogo unikać na swojej drodze. Tutaj czuję lodowaty dreszcz, a to oznacza, że nic i nikt w moim otoczeniu nie jest sobą. Dalej nie rozumiem, na czym polega udawanie kogoś, kim się w istocie nie jest, ale w takich klubach większość ludzi chce pokazać, jak wielkimi pieniędzmi obracają. Tak jakby to było najważniejsze. Ech… Wzdycham i przekładam nerwowo szklankę z wodą z ręki do ręki. Próbuję zebrać myśli i odegnać od siebie ten przeszywający mnie chłód. Muzyka dudni mi w uszach, a ciało drży od uderzeń basów. Po co ja tutaj w ogóle przylazłam?, wyrzucam sobie w duchu. Przecież zatrzymałam się w Lago Vista tylko na dwa tygodnie, jak mogłam dać się namówić na nocną imprezę? Kręcę zrezygnowana głową.

– Mogę zaproponować coś mocniejszego? – Zerkam na barmana, który szczerzy się do mnie, wymachując butelką martini.

Siedzenie przy barze ma swoje plusy: nie muszę z nikim rozmawiać, a gdy ktoś się zbliża, po prostu odwracam się plecami, dając znać, że nie mam ochoty na zawieranie znajomości. Tak, wiem, że to niegrzeczne, ale mało mnie to obchodzi. Muszę tylko odbębnić swój czas tutaj, a potem wracam do hotelu. Oglądam się w stronę parkietu i po raz kolejny mina mi rzednie. Na podeście tańczą głównie dwudziestokilkulatki w obcisłych sukienkach. Co druga wisi na jakimś młodszym lub starszym mężczyźnie. Chryste! Jak mogłam dać się na to namówić? Mam trzydzieści siedem lat, wyglądam przy tych dziewczynach jak ich matka. Szybko odwracam wzrok i odliczam minuty, aż stąd wyjdę. Obiecałam Sandrze, że dam szansę temu miejscu i ludziom. Tylko dlatego jeszcze tu jestem. Sandra to przemiła starsza pani, która przyjaźni się z moją ciotką. Zaprosiła mnie do Lago Vista, abym poprowadziła dla jej znajomych kurs Tai Chi oraz wykonała kilka koncertów na szamańskich bębnach i misach. Uwielbiam tę kobietę. Ma prawie siedemdziesiąt lat, a tryska energią niczym wulkan. Grupa, którą mam przyjemność uczyć, składa się z samych starszych osób i wszystkie są szalenie miłe i żywiołowe. Jedyną wadą jest to, że wszyscy od samego początku próbują mnie wyswatać. Moja ciotka ma za długi język i opowiedziała Sandrze, że jestem już dwa lata po rozwodzie i według niej powinnam poszukać sobie mężczyzny. Ona wie lepiej ode mnie, czy jest mi ktoś potrzebny. Przewracam oczami i dopijam wodę.

– Jeszcze jedna szklaneczka? – Spoglądam na barmana, który miesza właśnie jakiegoś drinka, ale uwagę ma skupioną na mnie. Uśmiecham się do niego.

– Tak, poproszę. – Nalewa dla mnie wody, dodając plasterek cytryny, a potem dorzuca jeszcze dwie kostki lodu. W tym czasie zerkam na piętro. Loża, która jest dla mnie zarezerwowana, dalej stoi pusta. Nie mam zamiaru tam iść. Obawiam się, że jak tylko tam usiądę, zaraz pojawi się ktoś z listy Sandry potencjalnych partnerów dla mnie. 

– Czy to miejsce jest wolne? – Odwracam się w stronę chłopaka, który właśnie podszedł do baru. Jest młody, za młody, żebym mogła nazwać go mężczyzną. Uśmiecha się do mnie szeroko, pokazując rząd białych zębów. Ma zaczesane do tyłu na żel blond włosy, rozpiętą pod szyją ciemną koszulę i złoty łańcuszek. Jego błękitne oczy wpatrują się we mnie w oczekiwaniu na odpowiedź.

– Tak – odpowiadam i szybko odwracam wzrok, aby dać mu do zrozumienia, że nie szukam towarzystwa. Może i jest przystojny, nawet bardzo, ale przecież mógłby być moim synem!

Wzrok ucieka mi w drugą stronę baru, byle tylko dać mu do zrozumienia, że nie jestem zainteresowana konwersacją. Znowu czuję przeszywający mnie chłód. Na moim ciele pojawia się gęsia skórka. Powinnam trzymać się z daleka od tego miejsca i ludzi tutaj bywających.

– Nigdy wcześniej cię tutaj nie widziałem – zagaduje mnie blondyn. Krzywię się, ale nie widzi mojej twarzy. Przewracam oczami, biorę głęboki oddech i starając się wykrzesać z siebie chociaż odrobinę uprzejmości, mówię:

–  Posłuchaj, jesteś bardzo przystojnym młodym człowiekiem i wierzę, że znajdziesz tutaj dziewczynę w swoim wieku, ja nie jestem zainteresowana. – Wskazuję dłonią na parkiet. Chłopak chyba dostrzega moją kwaśną minę, bo wstaje, zabiera swojego drinka i odchodzi. Ledwie zdążę wziąć łyka wody, gdy czuję, jak obok mnie znowu ktoś siada.

– Całkiem nieźle radzisz sobie ze spławianiem młokosów. – Słyszę i w myślach liczę do dziesięciu. Boże! Czy ja naprawdę musze dzisiaj przez to przechodzić? Wzdycham i zerkam w stronę kolesia, który już zdążył usadowić się wygodnie na stołku. Hmmm… Tym razem to nie chłopak, a mężczyzna. I wcale nie wygląda na młodszego ode mnie. Czuję dziwne mrowienie na karku. To coś nowego! Nie pamiętam, czy kiedykolwiek moje ciało reagowało tak na kogokolwiek. Unoszę brwi, a on parska śmiechem. – Emmet Moss – przedstawia się. Ach… No tak, Emmet, właściciel klubu. Sandra o nim wspominała. Największy playboy w Lago Vista zwrócił na mnie uwagę. Mam nadzieję, że moje rozczarowanie nie maluje się na twarzy. No cóż, to może być ciekawe. Wyciągam dłoń w jego stronę i odpowiadam:

– Mei Black. – Przyjmuje ją z uśmiechem.

Ma piwne oczy, które w przyciemnionym świetle klubu wyglądają na czarne. Jego elegancki blond nieład na głowie, prosty nos i całkiem kuszące usta wywołują we mnie bardzo przyjemne doznania. Naprawdę na mnie działa. Odchrząkuję szybko, przeganiając to, co się ze mną dzieje. Zerkam na jego smukłą szyję, która jest odkryta, bo ma dość głęboko rozpiętą koszulę, i dostrzegam kawałek tatuażu. Nie rozpoznaję wzoru, ale moją uwagę zwraca ładna opalenizna, którą uwydatniają jego blond czupryna i biała koszula.

– Mei to nietypowe imię. – Patrzy mi głęboko w oczy, a jego spojrzenie wręcz mnie hipnotyzuje. Zaczynam się topić w jego tęczówkach, aż przeszywa mnie mocny dreszcz. Przez dłuższą chwilę nic nie mówię, próbuję okiełznać doznania, które towarzyszą mi przy tym człowieku. Czy czuję chłód? Tak, ale jest nieco inny, przyjemny, znajomy?

– To japońskie imię – odpowiadam, żeby uciąć ciszę, która między nami zapadła, i nie dać mu odczuć, co się właśnie dzieje w moim ciele. – Mój dziadek pochodził z Tokio, aczkolwiek nie odziedziczyłam po nim żadnych genów – wyjaśniam. Tak naprawdę to jestem typową amerykanką, ze swoimi ciemnymi loczkami, okrągłymi kształtami i naturalną cerą. Jedyne, co mi pozostało po moich japońskich przodkach, to zamiłowanie do origami, techniki tworzenia wzorów z papieru, no i tai chi.

– Co tak piękna kobieta robi samotnie w nocnym klubie? – Ech… a zapowiadało się na przyjemną konwersację. Od razu się spinam. Może powinnam mu powiedzieć, że nie jestem kobietą, z którą pójdzie dzisiaj do łóżka? Unoszę tylko szklankę:

– Piję wodę z lodem i limonką – i popijam.

Emmet śmieje się. Nie mam pojęcia, czym go tak rozbawiłam. Może uważa mnie za śmieszną, ale mam to głęboko w poważaniu. Być może faktycznie jestem uprzedzona do tego miejsca i mężczyzn jego pokroju, ale nie mam zamiaru tracić czasu na znajomości bez przyszłości. Już minął ten czas, kiedy chciałam poznać dogłębnie każdą osobę, która stawała na mojej drodze. Teraz zależy mi tylko na wartościowych znajomościach. Czy to oznacza, że jestem wybredna czy też nawet snobistyczna? Być może tak, ale nie chodzi mi o trzymanie się przy ludziach ze względu na to, co mogę mi materialnie zaoferować. Chodzi mi przede wszystkim o jakość przyjaźni. Zależy mi na znajomości, przy których czuję, że wzrastam, rozwijam się, uśmiecham i jestem szczęśliwa, a to nie ma nic wspólnego z pieniędzmi czy pięciem się po szczeblach kariery. Chcę otaczać się ludźmi, z którymi zarówno dobrze mi się rozmawia, jak i doskonale siedzi w ciszy.

– Zdaje się, że też nie jestem w twoim typie – zauważa Emmet i przygląda mi się, jakby czekał na to, aż zaprzeczę. Unoszę brwi, bo naprawdę nie mam pojęcia, co mam mu odpowiedzieć. Myślę, że jest w typie większości kobiet znajdujących się w tym klubie. Zwłaszcza tych spośród nich, które liczą na szybki i niezobowiązujący seks. Ja do takich osób nie należę. Wiem, że jest dobrym znajomym Sandry, więc nie chcę go za bardzo urazić. Uśmiecham się przyjaźnie i mówię:

­– Jesteś bardzo przystojny i być może też sympatyczny, ale ja nie szukam przygody na jedną noc – wyjaśniam, a on szczerzy się, słysząc moje słowa.

– Więc na ile nocy poszukujesz towarzysza do łóżka? – Prawię się krztuszę, gdy zadaje mi to pytanie, a on chytrze się uśmiecha. Czekam, aż powie, że to tylko żart, ale Emmet wpatruje się we mnie w oczekiwaniu na moją odpowiedź. Przechodzą mnie przyjemne ciarki. Czy ja jestem podniecona jego słowami? Przełykam ślinę, bo jego spojrzenie ponownie wciąga mnie w nieznaną mi głębię. Resztkami sił udaje mi się wydukać:

– Pytasz poważnie? – Chyba w moim głosie słychać wyraźne zmieszanie, bo Emmet wzrusza ramionami i odpowiada:

– Kobiety przychodzą do tego klubu z różnymi oczekiwaniami. Jestem ciekawy, jakie są twoje? – wyjaśnia tak spokojnie, jakbyśmy rozmawiali o ulubionym filmie.

– Nie szukam mężczyzny do seksu – wyrzucam z siebie. Czy ja naprawdę wyglądam na zdesperowaną singielkę?

– Jesteś lesbijką? – dopytuje.

– Nie. – Czuję, jak moją twarz zalewa gorąco. Nie pamiętam, kiedy ostatnio się czerwieniłam. Co ten koleś ze mną robi? A raczej co się dzieje z moim ciałem przy tym mężczyźnie? Zupełnie jakbym się rozstroiła. Dopada mnie na przemian ciepło i zimno.

– Więc dlaczego tutaj jesteś? – Nie daje za wygraną. Teraz budzą się moje emocje. Jestem zła? Ciśnie mi się na usta: Co cię to obchodzi?! Ale karcę się szybko i starając się nie pokazywać po sobie zdenerwowania, informuję:

– Moja znajoma, Sandra Scott, stwierdziła, że powinnam się rozerwać, i zaproponowała mi to miejsce. – Widzę, jak na jego twarzy maluje się najpierw zaskoczenie, a potem całkowicie zmienia się jego postawa w stosunku do mnie. Już nie patrzy na mnie jak na kąsek mięsa do pożarcia. Teraz w jego oczach pojawia się ciekawość?

– W takim razie dlaczego nie siedzisz w loży? – Wskazuje na piętro, gdzie moje zarezerwowane miejsce nadal jest puste.

– Bo tutaj mam bliżej do wyjścia. – Przestaję mu się przyglądać. W tej chwili dociera do mnie chłodne powietrze. Mój osobisty radar wraca na stare tory. Aha! Czyli on też kogoś udaje.  Próbuję dopić do końca wodę, gdy czuję bolesne ukłucie w żebra i zostaję prawie zepchnięta z siedzenia. Spoglądam wściekle na wpychająca się kobietę.

– Cześć, Emmet. Masz ochotę zatańczyć?

Jej słodki głosik brzmi tak, jakby wielki pan Moss właśnie robił jej minetę. Zsuwam się ze stołka, aby jej nie dotknąć i jak najszybciej ulotnić się z klubu. Kobieta zarzuca włosami, czym prawie wykłuwa mi oczy. Na szczęście mam dobry refleks, więc w porę odchylam głowę. Mijam szybko szepczącą do siebie parę, płacę barmanowi i prężnym krokiem wychodzę na zewnątrz. Gdy tylko zamykają się za mną drzwi, biorę głęboki oddech, a moje uszy powoli przyzwyczajają się do ciszy. Ruszam w stronę hotelu. Na szczęście mieści się dwie ulice dalej, więc spacer pozwala mi ochłonąć. W czasie drogi wymyślam, co powiem Sandrze, żeby już więcej nie dać się wciągnąć w jej knowania. Mam nadzieję, że w końcu odpuści i już więcej nie będzie próbowała mnie w nic wmanewrować. Jestem jej wdzięczna za starania, bo być może faktycznie nadszedł czas, abym zaczęła się spotykać z mężczyznami, ale wolałabym sama ich dla siebie wybierać. Jednego jestem pewna: w klubach na pewno nie trafię na właściwego dla mnie partnera.

Wchodzę do holu i widzę w recepcji znajomą twarz.

– Cześć, Bruno. – Chłopak uśmiecha się do mnie.

– Jak minął wieczór? – pyta radośnie. 

– Wróciłam na własnych nogach i jeszcze przed północą, więc… – Wzruszam ramionami. Bruno przysuwa się do mnie i szepcze.

– Pani Sandra, jak już się na coś uprze, to trudno ją potem od tego pomysłu odciągnąć, ale możesz jej powiedzieć, że kogoś poznałaś i czekasz, aż się do ciebie odezwie – podpowiada i dodaje: – Ona jest starej daty, więc nie będzie cię przekonywała, abyś pierwsza zadzwoniła do mężczyzny. – Mruga do mnie i podaje mi kartę magnetyczną do mojego apartamentu.

– Dzięki, Bruno, i dobrej nocy – mówię, po czym ruszam do windy. W tej chwili marzę tylko o kąpieli i śnie. Wchodzę do pokoju i zaraz padam na sofę. Zrzucam buty, jęcząc, gdy prostuję obolałe palce u stóp.

– Gówniane szpilki – psioczę na siebie.

Czuję na sobie wymieszane zapachy alkoholu i dymu oraz coś jeszcze. Przez moje ciało przechodzi przyjemny dreszcz. W niektórych częściach czuję wręcz podniecenie. Wzdycham, gdy rozpoznaję zapach wody kolońskiej mężczyzny. Emmet Moss zagnieździł się w moim umyśle niczym kleszcz. To nie jest facet dla mnie. Zresztą i tak niedługo wyjeżdżam, więc szybko o nim zapomnę. Resztką sił wstaję, kierując się do łazienki. Drzwi są uchylone, więc widok ogromnej wanny rozaniela mnie. Odkręcam kran, wlewam olejki, które stoją na umywalce, i nie tracąc czasu zrzucam z siebie ubrania. Wchodzę do wody, nim jeszcze naleje się wystarczająco dużo, aby zanurzyć w niej całkowicie. Malinowy zapach piany rozchodzi się po pomieszczeniu. Mruczę zadowolona.

– Tego było mi potrzeba. – Przymykam oczy i odprężam się. Tak, to jest to miejsce, w którym chciałam się znaleźć od początku wieczoru. Uśmiecham się do siebie. Uwielbiam wieczorne kąpiele.

 

Nazywam się Mei Black. Jestem pewną siebie, silną i dojrzałą kobietą. Wiem, czego pragnę od życia. Mam pracę, którą uwielbiam, przyjaciół, hobby. Nad życie kocham mojego sześcioletniego syna i pomimo tego, że już nie jestem mężatką, pozostaję w dobrych stosunkach z jego ojcem.
Nigdy nie wierzyłam w romantyczną miłość.
Nigdy nie doświadczyłam czegoś takiego jak zatracenie się w drugiej osobie i nigdy żaden z mężczyzn nie wywołał we mnie takiego pożądania, żeby przestać myśleć i poddać się wewnętrznym instynktom.
Moja miłość do Simona była „stabilna". To przystojny, cholernie dobry księgowy, z którym przyjaźniłam się od początku studiów, a który w dodatku okazał się wspaniałym ojcem. Nigdy jednak nie byłam w nim zakochana, nigdy nie miałam motylków w brzuchu, nigdy nie usychałam z tęsknoty za nim. Nic dziwnego, że w końcu nasze drogi zaczęły się rozchodzić, ale mimo to udało nam się pozostać przyjaciółmi. Chociaż Simon przeżył to rozstanie bardziej ode mnie, ma już nową rodzinę i myślę, że odnalazł w tym związku to, czego nie było pomiędzy nami.

A co ze mną?
Właśnie spędzam dwa tygodnie w Lago Vista, gdzie przyjaciółka mojej ciotki próbuje mnie wyswatać.
Czy mi się to podoba?
Absolutnie nie!
Czy jestem gotowa na nową relację?
Tego jeszcze nie wiem.
Czy jest szansa na to, że ktoś ociepli moje oziębłe serce?
Jeszcze dwa dni temu powiedziałabym, że w żadnym wypadku, ale... dwaj mężczyźni w jakiś sposób poruszyli coś we mnie. Jeszcze nie wiem dokładnie, co to jest, ale pierwszy raz w życiu poczułam coś więcej...

 

Projekt okładki: Justyna Sieprawska
Redakcja i korekta: Ludka Skrzydlewska
Kolejne rozdziały ukazują się w każdą sobotę na wattpad.

Powieść z serii Lago Vista ukazuje się w dwóch częściach.
Główna bohaterka podjęła dwie różne decyzje i obie zaprowadziły ją ku innemu mężczyźnie.

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial
kliknij i czytaj LAGO VISTA