Emmet i Mei – seria Lago Vista – rozdział 7

Mei

Od przeszło piętnastu minut siedzę przy basenie na kocu, który jest rozłożony przy zabawkach Erniego. Chłopiec wytrwale zmusza mnie do kolejnych wyścigów. Oczywiście raz za razem przegrywam, jednak uśmiech na jego twarzy jest wart każdej mojej porażki. Szybko się przyzwyczaiłam do towarzystwa tego malucha. Będę za nim tęsknić, gdy wyjadę. Czuję ukłucie w sercu. Szybko potrząsam głową, aby wyrzucić tę nieprzyjemną myśl, i zerkam w stronę recepcji, gdzie stoi Emmet i od dłuższego czasu rozmawia z opiekunką swojego syna. Staram się nie gapić, ale mojej uwadze nie umyka zawzięta postawa na zapewne nieudolne tłumaczenia dziewczyny.

Zostaję przywołana przez Erniego szturchnięciem. Chłopiec wskazuje na dwa rozstawione na linii startowej samochodziki. Nim jednak przechylę się, aby pchnąć swoje autko, poprawiam brzeg sukienki, który podjechał mi zbyt wysoko za udo. W tym momencie przypominam sobie, dlaczego jestem tak ubrana. Przechodzą mnie ciarki. Przecież miałam się stąd wynieść, zanim Michael mnie zobaczy! Rozglądam się dyskretnie dookoła. Nigdzie nie wydać mężczyzny, który zapraszając mnie na obiad, nawet nie raczył zapytać, czy mam ochotę spędzić z nim czas. Odchrząkuję. Wcale nie czuję się winna, że nie skorzystałam z zaproszenia!, upominam siebie w myślach. Przecież to był rozkaz, a ja nie dam sobą manipulować!, dodaję i wracam wzrokiem do Erniego, który już czeka na mój znak, abyśmy jednocześnie pchnęli samochodziki.

– Trzy, dwa, jeden i start! – krzyczę, a potem skupiamy się na pędzących do mety autach. Moja Sally dociera jako druga.

Chłopiec klaszcze w dłonie i zaraz chwyta kredę, zaznaczając na ziemi kolejny punkt dla McQueena.

– Znowu przegrałam? – zagaduję, mrużąc podejrzliwie oczy. – Czy ty mnie czasami nie oszukujesz? – Erni zaczyna chichotać i zakrywa rączką usta. Jest to bardzo znajomy gest i tak doskonale do niego pasujący.

– Mój syn nigdy nie oszukuje, prawda?! – Pojawia się Emmet i bierze chłopca w ramiona. Wyraz twarzy mężczyzny zupełnie nie przypomina pochmurnej miny, którą miał jeszcze chwilę temu podczas rozmowy w recepcji. Teraz sprawia wrażenie rozluźnionego, a nawet szczęśliwego. – Głodni? – Erni ochoczo przytakuje głową, a potem razem spoglądają na mnie. Dostrzegam w ich oczach wyczekiwanie na odpowiedź.

– Bardzo chętnie zjadłabym coś na mieście – sugeruję. Wiem, że to wybieg, aby uniknąć ewentualnego spotkania z Michaelem, ale w tej chwili nie mam chyba odwagi stawać twarzą w twarz z mężczyzną, którego wystawiłam na rzecz dziecka. Ależ ze mnie tchórz! Krzywię się. Na szczęście nikt tego nie zauważa, bo zgrabnie podnosząc się z ziemi, odwracam się tyłem i udaję, że przeszukuję miejsce za sobą, czy przypadkiem nie został tam któryś z samochodzików chłopca. W tym samym czasie Emmet pomaga maluchowi pozbierać zabawki.

– Znam świetną knajpę w centrum – proponuje mężczyzna, biorąc na ręce Erniego i wskazując kierunek wyjścia z terenu basenów. Na moje szczęście nie musimy przechodzić przez hol.

Zaraz przed hotelem czeka na nas boy z kluczykami do samochodu Emmeta. Maluch gramoli się nieporadnie do swojego fotelika na tylnym siedzeniu. Następnie samodzielnie zapina sobie pasy, a my w tym czasie siadamy z przodu. Boże! Tak szybko chcę się stąd wyrwać, że nie przeszkadza mi nawet to, że wywozi mnie spod hotelu obcy mężczyzna! Kręcę lekko głową, niedowierzając swojemu zachowaniu. Na szczęście jest z nami Erni – dodaję w duchu i dobitnie czuję szyderczy śmiech mojego wewnętrznego krytyka. Jak niby czterolatek miałby mi w czymś pomóc? Biorę głęboki oddech, aby odegnać zdenerwowanie.

– Jesteś bardzo samodzielny – zwracam się do małego. Ten uśmiecha się do mnie szeroko, pokazując swoje prościutkie białe ząbki. Emmet też się szczerzy.

–  Samodzielność, odwagę i upór ma po swoim tacie. – Mruga do mnie i odwraca się do Erniego. – Jesteśmy najlepsi, najprzystojniejsi i najmądrzejsi, prawda, młody? – Wystawia do chłopca pięść, a maluch przybija mu żółwika. Parskam śmiechem.

– Nie ma to jak wybujałe ego – szepczę do siebie, ale dobrze wiem, że Emmet usłyszał te słowa, chociaż udaje, że tak nie jest. W tym momencie przypomina mi się jego poza aroganckiego właściciela klubu, ale ten obraz bardzo szybka znika z mojej głowy, bo mężczyzna, który siedzi obok mnie, jest zupełnie kimś innym. Czyżby kogoś udawał?

– Jedziemy? – pyta, patrząc raz na mnie, raz na chłopca. Oboje przytakujemy. Gdy wyjeżdżamy spod hotelu, Emmet zaczyna podśpiewywać. Zerkam w jego stronę i kątem oka zauważam, jak Erni zatyka uszy. Od razu rozumiem reakcję malucha, bo rozpoznaję utwór z bajki dla dziewczynek. Odchrząkuję. Mężczyzna spogląda na mnie z uniesionymi brwiami.

– Mam nadzieję, że to tylko przypadkowa nuta i nie jesteś fanem kucyków Pony?

– A co jest złego w tej bajce? – Zaczyna się bronić, udając oburzenie. Zdaję sobie sprawę, że to przedstawienie nie jest dla mnie, tylko dla jego syna.

– Jes dla dziewcyn! – krzyczy chłopiec. Emmet patrzy na niego w lusterku wstecznym.

– A ty nie lubis dziewcyn – dodaje, naśladując sepleniącego malucha. Ten zaczyna zaprzeczać głową. Odchrząkuję po raz kolejny, aby dać znać obu panom, że siedzą w towarzystwie „dziewcyny”. Mężczyzna z uśmiechem na twarzy dodaje: – Ty jesteś kobietą, a nie dziewczyną. Erni lubi kobiety, zgadza się, młody? – Przewracam oczami. Ciekawe, czy Erni zna różnicę?

– Tak – słyszę potwierdzenie chłopca i jego radosny okrzyk.

Podróżowanie w środku dnia w Lago Vista nie jest proste. Tak jak w większości miast o tej porze, dotarcie do centrum wydaje się niemożliwe ze względu na korki uliczne. Ku mojemu zaskoczeniu Emmetowi to w ogóle nie przeszkadza. Powiedziałabym, że jest wręcz zadowolony i spokojny. Może nawet za bardzo wyciszony, co jest bardzo zastanawiające, bo w klubie sprawiał wrażenie raczej znudzonego życiem. Słuchamy z Ernim, jak z entuzjazmem rzuca śmiesznymi anegdotami związanymi z miejscami, które po drodze mijamy. Co jakiś czas Erni go poprawia, tak jakby mężczyzna już wcześniej setki razy opowiadał mu te same historyjki. Gdy tak obserwuję ich wzajemną relację, mam wrażenie, że przeniosłam się w czasie, gdy mój syn był w wieku Erniego, i słucham przekomarzania się Simona z Genjim. Uśmiecham się do siebie. Nie miałam pojęcia, że Emmet może okazać się tak czułym i zaangażowanym rodzicem. Czyżbym źle go oceniła? Oceniłam go! Brrr. Nie znoszę tego określenia.

Dyskretnie spoglądam na mężczyznę. Z wyglądu dalej jest tym samym przystojnym blondynem o prostym, wręcz idealnym nosie, pełnych ustach i wyraźnie zarysowanych kościach policzkowych. Założył okulary przeciwsłoneczne, więc nie mogę przyjrzeć się jego oczom, za to dostrzegam piękny uśmiech. Piękny? Łapię się na tej myśli i szybko odwracam wzrok. Jednak moje ciało zdążyło już wyłapać to spostrzeżenie i momentalnie przeszywa mnie przyjemne ciepło. Tym razem nie czuje już chłodu?, zastanawiam się. Dociera do mnie zapach wody kolońskiej Emmeta, który pobudza „coś” w moim podbrzuszu. Zaciskam uda. Co się ze mną dzieje? Chcąc odwrócić uwagę od tego, co odczuwam, zerkam na Erniego, aby posłuchać o tym, co go właśnie tak zaciekawiło za szybą. Gdy mój wzrok prześlizguje się przez Emmeta, nie potrafię zinterpretować, co za emocje wyraża w tej chwili jego twarz: radość, duma, zaskoczenie, wzruszenie?

– Jesteśmy na miejscu – mówi i samochód zatrzymuje się. Wysiadamy i kierujemy się do restauracji. Na miejscu podchodzi do nas menager sali i prowadzi do stolika. Erni zostawia plecak na krześle i od razu biegnie na plac zabaw. Wydaje mi się, że zna to miejsce równie dobrze jak hotel.

– Często tutaj jadacie? – zagaduję, gdy Emmet odsuwa przede mną krzesło.

– Jak mam wolną chwilę – odpowiada, a potem czeka, aż usiądę, po czym sadowi się naprzeciwko mnie. – Chciałbym spędzać z nim więcej czasu, ale nie zawsze mi się to udaje – tłumaczy. A co z matką chłopca?, zadaję sobie w myślach pytanie. – Mama Erniego zostawiła go zaraz po porodzie. Zrzekła się praw rodzicielskich i wyjechała. – Tak po prostu? Przeszywa mnie dreszcz niepokoju, który zapewne maluje się na mojej twarzy, bo Emmet dodaje: – Całkiem nieźle sobie bez niej radzimy.

Oboje spoglądamy w stronę placu zabaw, gdzie chłopiec zjeżdża właśnie ze ślizgawki. Dookoła bawią się dzieci, ale Erni skupiony jest na sobie. Zauważyłam już przy basenie, że woli swoje własne towarzystwo.

– Dzień dobry! Czy życzą sobie Państwo na początek coś do picia? – Spoglądamy na kelnera, który podaje nam karty dań.

– Poproszę wodę z cytryną – odpowiadam.

– Dla mnie też i sok pomarańczowy dla młodego – dopowiada Emmet.

Gdy kelner odchodzi, mężczyzna pochyla się w moją stronę.

– Jestem ci winny podziękowania. – Zaskoczona unoszę brwi. – Właściwie to nie wiem, czy kiedykolwiek odwdzięczę ci się za to, co dla nas zrobiłaś – dodaje nieco zmieszany, kładąc dłoń na mojej ręce, co wywołuje we mnie dziwne uczucie mrowienia.

– Nie bardzo rozumiem. – Próbuję odsunąć palce, ale Emmet je przytrzymuje.

– Erni dzisiaj pierwszy raz w życiu się odezwał – szepcze, ściskając moją rękę. – Nie masz pojęcia, co to znaczy usłyszeć głos swojego dziecka, podczas gdy wszyscy cholerni specjaliści wmawiali mi, że pewnie nigdy się niczego nie powie. – W tych słowach wybrzmiewają silne emocje. Bierze głęboki oddech. Widzę, jak jego oczy stają się szkliste. Odsuwa się, zabierając swoją dłoń z mojej. Od razu czuję chłód. Szybko chowam rękę pod stołem.

– Nie wiedziałam, że Erni miał problem z mówieniem. Wręcz przeciwnie. – Uśmiecham się nieśmiało. – Wydaje mi się niebywałą gadułą. Zwłaszcza gdy zadaje mu się pytania dotyczące McQueena. – Emmet parska śmiechem.

– Nie wiem, co zrobiłaś, ale przy tobie mówi – odpowiada, wpatrując się w bawiącego się chłopca. Podążam za jego wzrokiem.

– Woli jednak swoje własne towarzystwo – wypowiadam na głos swoje wcześniejsze spostrzeżenie.

– Wcześniej to było dla niego łatwiejsze rozwiązanie. Mam nadzieję, że teraz to się zmieni. – W wypowiedzianych słowach mężczyzny pojawia się nadzieja.

– Na pewno. – Spoglądamy na siebie. – Erni lubi dużo mówić – dodaję ze śmiechem.

– Ma to po ojcu – rechocze Emmet, a potem oboje zanurzamy głowy w menu. Moje kiszki zaczynają grać marsza, więc pobieżnie przeglądam kartę, znajdując pierwszą potrawę, której nazwa jest mi znajoma. Gdy podchodzi do nas kelner, dokładnie wiem, na co mam ochotę, ale nie mam szansy się odezwać, bo za jego plecami pojawia się znajoma sylwetka.

– Mei! – Wciągam powietrze i staram się, aby na mojej twarzy pojawił się najpiękniejszy z wyuczonych uśmiechów. Widzę, jak Emmet sztywnieje. Sandra dostrzega, kto mi towarzyszy, i aż piszczy. – Och! Jak cudownie, że się spotykamy! Prawda, Henry? – Zza kobiety wyłania się starszy pan. Patrzy na mnie przepraszająco. – A gdzie mój ukochany wnuczek? – Zaczyna się rozglądać i w tej samej chwili obejmują ją w pasie małe rączki. – Tutaj jesteś. – Przytula chłopca. Sandra zawsze sprawiała wrażenie „za bardzo” kochającej kobiety, ale gdy spogląda na Erniego, miłość aż wylewa się z jej oczu. Zerkam na Emmeta i nasze spojrzenia się krzyżują. Oboje czujemy się, jakby ktoś przyłapał nas na gorącym uczynku, a przecież nic złego nie zrobiliśmy.

– Czy już wybrali państwo coś z naszej karty dań? – odzywa się w końcu kelner.

– Tak – odpowiadamy jednocześnie. Emmet wskazuje na mnie. Składam swoje zamówienie, a potem on to robi. W tym czasie Sandra i Henry są zajęci rozmową z Ernim. Właściwie nie rozmową, bo chłopiec nie odpowiada na żadne z zadawanych pytań, tylko przytakuje lub zaprzecza głową. Emmet proponuje małżeństwu, aby się do nas dosiadło, na co Henry szybko reaguje, przypominając Sandrze o spotkaniu, na które są umówieni. Nie wiem, czy faktycznie mieli coś zaplanowane, czy to tylko wybieg, ale staruszka wtóruje mężowi i krótko potem wychodzą z restauracji. Jak tylko znikają nam z zasięgu wzroku, Erni pyta:

– Dostane kurcaka? – Twarz Emmeta aż się rozświetla. Widziałam, że obserwował czujnie syna podczas kontaktu z Sandrą i Henrym. Dostrzegł tak jak i ja, że chłopiec ani razu się do nich nie odezwał. Nie mam pojęcia, dlaczego tak się dzieje, ale jestem pewna, że mężczyźnie nie daje to spokoju. A jeśli się okaże, że Erni odzywa się tylko w moim towarzystwie?, zastanawiam się. Biorę głęboki oddech. Wtedy dowiem się, dlaczego tak lubi swoje milczenie, odpowiadam sobie w myślach.

– Tak, zamówiłem dla ciebie kurczaka z ryżem – informuje go ojciec.

– Cy Mei moze u nas spac? – pyta, a ja prawie się krztuszę popijaną wodą. Mężczyzna zerka na mnie rozbawiony. Chwytam za serwetkę i wycieram usta.

– Trzeba zapytać o to Mei – mówi Emmet, a ja miażdżę go zabójczym spojrzeniem. Cwaniak! On zostanie kochanym tatusiem, z czystym sumieniem, a ja wredną babą, która odmawia dziecku.

– Mam opłacony pokój w hotelu, dlatego…

– Wujek Mike moze oddac ci pieniazki – przerywa mi Erni. Patrzę na mężczyznę błagalnie, a ten tylko unosi brwi. Co za bufon!

– Wcześnie rano mam zajęcia, na które nie mogę się spóźnić. – Próbuję wyłgać się w inny sposób.

– Tata cię zawiezie – i na to znajduje rozwiązanie maluch. Wzdycham.

– Erni, nie mogę u ciebie spać – mówię spokojnie.

– Dlacego?

– Właśnie, dlaczego? – powtarza Emmet. Sztywnieję i z wściekłością spoglądam na mężczyznę.

– To nie jest zabawne – upominam go.

– Babcia Sandla mówiła, ze jak czegos się baldzo, baldzo chce w seldusku, to to się spełnia – wtrąca Erni. Oboje na niego spoglądamy.

– Bo tak jest – odpowiadam mu szczerze.

– Ja poplosilem o mamusie – mówi, a mnie przeszywa gorący prąd, a w gardle pojawia się ogromna gula. Nawet nie patrzę w tej chwili na Emmeta. Maluch zaczyna czegoś szukać w plecaku. Widzę kątem oka, jak mężczyzna odchyla się na krześle, i już nie ma tak rozbawionej miny jak chwilę wcześniej. Erni wyciąga kawałek kartki i rozpościera ją na stole. Robię wielkie oczy.

– Skąd to masz? – zagaduje go ojciec.

– Babcia powiedziała, ze muse wiedzieć, jak ma wyglondac mamusia. Znalazłem na laptopie zdjencie, a babcia mi je wydlukowala – opowiada z entuzjazmem, a ja przyglądam się starannie wygładzonej kartce, na której jest moja twarz z jednych z zajęć tai chi. Widocznie Sandra przeglądała moją stronę w internecie w czasie, gdy Erni wpadł na pomysł zamanifestowania sobie mamy. Emmet zaciska szczękę. Oboje zdajemy sobie sprawę ze świadomej – lub nie – manipulacji Sandry.

– To dlatego zacząłeś mówić? – szepcze mężczyzna. Erni ściąga brwi i szybko zaprzecza głową. Na buzi malucha pojawia się zakłopotanie.

–  A może tata podrzuci cię jutro do hotelu i spędzimy razem popołudnie? – proponuję, aby jak najszybciej zmienić temat. Widzę, że chłopiec się zdenerwował, i chociaż Emmet stara się być spokojny, jego zaciśnięte szczęki i spięta postawa ciała zdradzają, że nie najlepiej udaje mu się powstrzymać buzujące w nim emocje.

– To dobry pomysł – podłapuje ojciec malucha. – Możemy wybrać się do ZOO – dodaje. Unoszę brwi. My? Miałam na myśli Erniego i mnie, a nie naszą trójkę! Rzucam zbuntowane spojrzenie Emmetowi, ale ten udaje, że nie zauważa go.

– Tak! – krzyczy radośnie chłopiec.

Zdaje się, że temat noclegów został zepchnięty na dalszy plan. Dziękuję za to w duchu. Nie mamy też możliwości na dalszą dyskusję, bo kelner właśnie podchodzi do nas z naszym obiadem. Zapach potraw powoduje, że aż burczy mi w brzuchu. Na szczęście nikt tego nie słyszy, bo Erni głośno bawi się widelcem, czekając, aż tata pokroi mu kawałki kurczaka. Zanurzam zęby w rybie i aż wzdycham. Cudowny smak. Muszę zapamiętać tę restaurację, na pewno jeszcze tutaj wrócę.

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial
kliknij i czytaj LAGO VISTA