Bractwo Dusz, Księga 1 – Prolog

Jeszcze tej samej nocy Grace, David, Lidia, Arthur, Maya i Peter pochowali ciało Marca na wyspie Bractwa niedaleko plaży. Oddali hołd wszystkim, którzy umarli kiedyś i dzisiejszej nocy, puszczając na wodzie wianki ze świeczkami. Morze pięknie było oświetł księżyc i błyszczące gwiazdy. Lidia przytuliła się mocno do Arthura, pocałowali się. Maya stała w objęciach Petera, obok nich David. Grace kucała nieco bliżej wody.

– Marck był jak ci bohaterowie w tragediach romantycznych, poświęcił się dla ciebie – powiedziała Lidia, patrząc na Grace.

– Skąd wiedziałaś, że Katherina jest po naszej stronie? – zapytał nagle Peter.

Grace spojrzała na niego i odpowiedziała:

– Marck mi powiedział.

– Kiedy? – wtrącił zaskoczony Arthur. – Myśleliśmy, że to wszystko kłamstwo – dodał.

– Kilka dni wcześniej spotkałam go pod jego Drzewem Życia – powiedziała, patrząc na Davida, który zrobił zaskoczoną minę. – Nie wiedziałam, że tam będzie, choć teraz to się wydaje logiczne. – Spojrzała daleko w morze. – Wytłumaczył mi, że Katherina chce zniszczyć Energię Odyna i że Bractwo nie jest takie, jak nam się wydaje. Nie rozumiałam wtedy, o czym mówi. – Zawiesiła głos, oddychając głęboko. – Potem, gdy oddałam mu Kamień i Gałązkę, był zdziwiony, że mieliśmy zniszczyć te przedmioty. Myślę, że on i Katherina myśleli, że chcemy przejąć Energię Odyna, dlatego cały czas próbowali nam w tym przeszkodzić – dodała.

Po chwili kontynuowała:

– Ale gdy Katherina umierała, uporczywie powtarzała, że trzeba zniszczyć Kamień i Drzewo Życia. Myślę, że mama Diany wcześniej przejęła Duszę ukochanej kobiety Lucyfera i zawarła z nim układ, że gdy ten zmusi Duszę Odyna do oddania Katherinie Energii, ta pójdzie z nim do piekła. Wiedziała, że zabierając Energię Odyna ze sobą, pozbędzie się jej raz na zawsze. – Wszyscy spojrzeli na siebie zdziwieni, po raz pierwszy pomyśleli o Katherinie jako bohaterce, a nie wrogu. – Marck powiedział też, że Diana nie była córką Odyna. Pewnie dlatego musiała zawrzeć układ z Lucyferem. Znała zamiary Odyna; chciał, żebyśmy przejęli jego Energię, aby mógł się odrodzić i zawładnąć Światem. Miałby wtedy władzę nad Energią Ziemi i Kosmosu. Gdy stawiliśmy mu opór, chciał mnie przekabacić, wiedząc, że jestem jego wnuczką i płynie we mnie jego krew. Myślał, że połaszę się na taką władzę. Nie wziął jednak pod uwagę, że babcia Violet, rodzice Davida i wszyscy, którzy umarli w dniu naszych urodzin, całą swoją miłość przelali do pierścionków – powiedziała, spoglądając na rękę.

Dziewczyny także dotknęły swoich palców serdecznych.

– Skąd to wiesz? – zapytał David.

– Babcia napisała mi w liście, a potem Marck powiedział mi, że w nich jest moc, której żadna Energia nie jest w stanie pokonać.

Po czym dodała, spoglądając na wszystkich:

– Ale dopiero dzisiaj to rozumiałam.

– To o co chodzi z przyciąganiem się tych samych Energii? – zapytała Maya.

– Marck mówił, że to oni muszą się z tym mierzyć, a nie my.

– Dużo wiedział, jak na zwerbowanego przez Katherinę uczniaka – zamyślił się Peter.

– Myślę, że on należał do Bractwa – wytłumaczył David. – Przecież miał swoje Drzewo Życia. – Pozostali spojrzeli na niego zaskoczeni.

– Dobra – przerwał nagle Arthur – a co się ze mną działo?

– Gdy Nina ciebie pocałowała, przekazała ci swoją nienawiść. Myślała, że rozkocha ciebie w sobie, ale chyba nigdy nie poznała tego uczucia i przekazała to, co znała najlepiej… – wytłumaczyła Grace – Nienawiść do siebie. – Spojrzała na Arthura, a ten na Lidię. Dziewczyna go mocno przytuliła. – Do Petera nie mogła dotrzeć, bo on zna tylko uczucie miłości i szacunku, to ją chyba wystraszyło – powiedziała, patrząc na chłopaka. Pozostali lekko się uśmiechnęli.

– Skąd to wiesz? – zapytał Peter.

Lidia i Maya odpowiedziały za nią:

– Marck.

Grace się smutno uśmiechnęła i dodała:

– Gdy miałam wypadek, Marck myślał, że umieram i próbował przekazać mi swoją Energię. Przekazał wtedy część swojej miłości. Stąd wiedziałam, że jest we mnie zakochany – powiedziała wolniej i ciszej, patrząc na reakcję Davida.

– To dlaczego się w nim nie zakochałaś? – zapytał delikatnie Arthur, spoglądając na Davida; ten odzwajemnił mu się, robiąc wściekłą minę.

– Przez to. – Pokazała pierścionek na palcu. – I gdy David złamał ci nos – powiedziała, patrząc na Arthura.

– Co? Złamał ci nos? – przerwała jej Lidia, a wszyscy spojrzeli na Davida i Arthura.

Ci się uśmiechnęli i przybili sobie „żółwika” na znak, że nie mają do siebie o nic pretensji.

– Ja przelałam ci uczucie miłości, które zneutralizowało nienawiść – dokończyła Grace.

W tym momencie zobaczyli nadchodzącego Pana Wu z jakimś człowiekiem ubranym w czarny długi płaszcz i czarny kapelusz nasunięty nisko na czoło. Gdy się zbliżyli, Grace wstała i stanęła obok Davida.

– Chcę wam kogoś przedstawić – powiedział staruszek.

Mężczyzna w czarnym płaszczu zdjął kapelusz i przedstawił się:

– Jestem Steven, należę do Strażników Bractwa. – Po czym wyciągnął rękę do Davida i dodał: – Jesteśmy do twojej dyspozycji.

Wszyscy spojrzeli zdziwieni, David przywitał się. Pan Wu, widząc zdezorientowane twarze, wytłumaczył:

– Bractwo ma swoich Strażników, którzy są szkoleni do ochrony członków Bractwa. Też posiadają Energię Żywiołów.

– Nie tak potężną, jaką wy się odznaczacie – wtrącił gość.

– Żyją w ukryciu. Chyba, że zaczyna grozić komuś niebezpieczeństwo, wtedy się ujawniają – dopowiedział staruszek.

– Komuś grozi niebezpieczeństwo? – zapytał David.

– To temat na dłuższą rozmowę – odparł Steven.

– Dobrze, więc chodźmy porozmawiać – powiedział chłopak

– Najpierw muszę porozmawiać z Marckiem Anguisem – odparł strażnik, spoglądając na Grace. Pozostali także spojrzeli na dziewczynę. Ta się trochę przeraziła.

– On… – próbowała coś powiedzieć.

– On jest w hibernacji – wtrącił mężczyzna. Pozostali spojrzeli na niego zdziwieni.

– W hibernacji? – zapytał Peter – Coś jakby we śnie?

Strażnik przytaknął, a Grace zaprzeczyła.

– Nie – spojrzała na mężczyznę – on umarł mi na rękach.

– Czy przekazał ci swoją Energię? – zapytał spokojnie strażnik.

– Tak – potwierdziła niepewnie Grace.

– To jest w hibernacji – odparł mężczyzna.

– Ale jego Drzewo spłonęło… – wtrąciła Maya.

– Tutaj mam gałązkę z jego Drzewa Życia i jego Runiczny Kamień Serca… – Mówiąc to, wyjął pudełko z wymienionymi przedmiotami.

– Czy możesz go teraz ożywić? – zapytał, spoglądając na Grace.

Ta zrobiła jeszcze bardziej zdziwioną minę, pozostali patrzyli na nią z szeroko otwartymi oczami.

– Jak to ożywić? – zapytała. – Ja mam Energię Uzdrawiania, nie…

– On jest twoim Strażnikiem Duszy – przerwał mężczyzna. – Umierając, przekazał ci swoją Energię Życia, abyś mogła go ożywić. Jest połączony z tobą Energią Miłości, Odczuć i Życia. Miłość pozwala na całkowite oddanie, Życie na powrót z hibernacji, a Odczucia na wyczuwanie stanu uczuć, w jakim w danym momencie jesteś.

Grace otworzyła buzię ze zdziwienia.

– Dlaczego jest moim Strażnikiem? Przecież to David jest najważniejszy, jest Senseiem Bractwa?

– David musi dbać o Bractwo, a o Twoje bezpieczeństwo dba twój Strażnik Duszy.

Chłopcy spojrzeli na Grace z ironicznym wyrazem twarzy.

– Jak w legendzie o królu Arturze i jego rycerzach – wtrąciła z uśmiechem Lidia, ale David spojrzał na nią zły, bo przykład nie był najtrafniejszy.

– Czy Marck wiedział, że go ożywię? – zapytała z lekką złością Grace.

– Tak – powiedział Strażnik.

– Aha – powiedziała Grace, robiąc nieciekawą minę. Czuła, jak wzbiera w niej wściekłość. Po czym, przechodząc obok Strażnika, powiedziała: – W takim razie chodźmy go odkopać i ożywić.

Strażnik poczekał, aż wszyscy go ominą, i zabrali się do odkopywania grobu.

Arthur, widząc minę Grace, nachylił się ku mężczyźnie i szepnął mu do ucha:

– Ona nie lubi, gdy faceci ją ochraniają.

Ten spojrzał na niego.

– Wiem, że ma temperament – odpowiedział cicho Strażnik. – Dlatego jej Strażnikiem jest Marck, bo umie sobie z nią poradzić – dodał, spoglądając na Davida.

– To jest was dwóch – podsumował Arthur, patrząc na przyjaciela.

Położyli ciało Marcka na stole w kuchni. Grace zapytała, co ma robić. Pozostali stali w tyle i tylko się przyglądali. David stał z rękami założonymi na piersiach. Strażnik położył Kamień i Gałązkę z Drzewa Życia na piersi Marcka, a Grace przekazała mu Energię. Gdy skończyła, wszyscy czekali, aż się ocknie.

Dziewczyna szepnęła wściekła do chłopaka:

– Mam nadzieję, że czujesz całą moją nienawiść, jaką tobie przekazałam.

– Może nie całą, ale było to miłe – odpowiedział nagle, otwierając oczy Marck.

Pozostali spojrzeli na niego, a on powoli usiadł, uśmiechając się szyderczo do Grace. Ta dalej wściekła, wymierzyła mu potężny policzek. Arthur i Peter aż zasyczeli, a David spuścił głowę, śmiejąc się. Dziewczynom zrobiło się żal chłopaka.

– Auuu – zawołał głośno Marck, chwytając się za twarz.

Strażnik i Pan Wu spojrzeli na siebie z lekkim zaskoczeniem.

– To za kłamstwo – powiedziała Grace. – A to – rzekła, uderzając go w drugi policzek – za to, że opłakiwałam cię, durniu! – powiedziała i wyszła z kuchni.

Marck spojrzał na Stevena.

– Mogłeś mnie uprzedzić – zasugerował. Mężczyzna tylko wzruszył ramionami.

Potem podszedł do niego Arthur i uśmiechając się, podał mu rękę:

– Fajnie, że żyjesz.

Następnie uściskała go Lidia, dziękując za wszystko. Dalej podszedł Peter i Maya. Na końcu David. Spojrzeli na siebie, a David powiedział:

– Musisz dać jej czas.

– Jasne – odparł.

David podszedł do pozostałych, którzy stali przy drzwiach wyjściowych, a Arthur wtrącił jeszcze:

– Jesteś jednym z nas, rozgość się, w domu jest mnóstwo wolnych pokoi.

Marck pokiwał w podziękowaniu głową. Gdy w kuchni został sam ze Stevenem i Changiem, zapytał:

– Co mamy do zrobienia?

Strażnik spojrzał poważnie i odpowiedział:

– Rodzina Changa ma kłopoty, musimy ich tutaj sprowadzić. – Chłopak przytaknął głową, a Strażnik dodał: – Ale najpierw idź się wykąp.

Marck uśmiechnął się i zaczął strzepywać piasek z włosów.

Koniec