Bractwo Dusz, Księga 1 – Inicjacja, cz. 2

INICJACJA

Rozdział 1
Całą noc padało.
Grace obudziła się około piątej trzydzieści. Było jasno. Przez chwilę nie wiedziała, gdzie jest i co się stało, ale zaraz potem obrazy z wieczora zaczęły wracać lawinowo. Łzy gromadziły się w jej oczach, czuła na przemian złość i smutek. Poczuła, że musi biec na skarpę, bo tam na pewno czeka na nią Pan Wu. Powiedział jej to we śnie. Szybko ogranęła się, przebrała w świeże rzeczy i zbiegła po schodach.
W salonie czekała na nią ubrana ciotka Beatrice. Grace spojrzała z poważną miną; nie miała ochoty z nikim rozmawiać, czuła się oszukana przez ciotkę i rodziców, że tak długo ukrywali przed nią prawdę, że to wszystko było zaplanowane i przygotowywane, zanim się jeszcze urodziła.
Kobieta spojrzała na nią i powiedziała stanowczo:

– Chcę iść z tobą. Muszę porozmawiać z Changiem.

Grace trochę się zdziwiła, skąd staruszka wie, czy dziś Chińczyk będzie na skarpie. Ale zaraz potem przeszło jej przez myśl, że może to też było zaplanowane. Obie wyszły. Tym razem Grace wybrała inną drogę. Nie chciała mijać domu Davida. Gdy dotarły na przystań, na skarpie już siedział medytujący Pan Wu.  Ciotka spojrzała na dziewczynę i powiedziała:

– Zajmę mu tylko kilka minut.

Grace stanęła z rękami założonymi na piersi i oparła się o barierkę na przystani.
Ciotka rozmawiała ze staruszkiem dziesięć minut, po czym przytulili się i pożegnali. Gdy ciocia mijała dziewczynę, była wzruszona, ale nie spojrzała na Grace. Ta zwróciła się w stronę Pana Wu, który zaprosił ją gestem na medytację.
Medytowali około dwudziestu minut, ale staruszek czuł brak skupienia u Grace. Dziewczyna siedziała wpatrzona w morze i łzy płynęły jej po policzkach. Odwrócił się do niej. Spojrzała na niego i zaczęła szlochać. Mężczyzna, nic nie mówiąc, objął ją ramieniem; siedzieli tak przez kilka minut, aż Grace poczuła, że smutek ustępuje. Odsunęła się od pana Wu i powiedziała:

– Wczoraj…

– Wiem – przerwał jej staruszek – wczoraj straciłaś przytomność. – Grace spojrzała na niego zdziwiona. – Pamiętasz, co się potem działo? – zapytał.

– Pamiętam, jak rodzice powiedzieli, że nie mogę z nimi wracać, bo umrę, a potem… – Próbowała poszukać w myślach jakichś obrazów, wspomnień, ale nic się nie pojawiało. –Nie wiem, jak się znalazłam w łóżku – dodała.

Staruszek opowiedział jej o wszystkim, co się wydarzyło poprzedniej nocy. Potem Pan Wu powiedział o rozmowie z ciotką.

– Beatrice zaproponowała, abym przygotował was do Inicjacji Pięciu Energii. Chciałaby też, abyś została u mnie na wyspie przez kilka dni dla twojego bezpieczeństwa – powiedział.

– Dobrze – odpowiedziała Grace. Cały czas myślała, co robić, aby nie spotkać Davida, skoro musi tutaj zostać, i ta propozycja wydała jej się dobrym rozwiązaniem. – Chcę tylko pożegnać się z rodzicami, bo dziś wyjeżdżają.

Staruszek przytaknął i umówili się, że przypłynie po nią po południu.

Wracając, Grace zapomniała się i pobiegła starą trasą. Zwolniła, zbliżając się do domu Davida, ale nie patrząc w stronę domu, szybko przebiegła obok.
Niebo było zachmurzone, cały czas siąpił deszcz.
David zamknął się w pokoju i nie wychodził cały dzień. Apollina siedziała w salonie zatroskana. Donosiła mu jedzenie, ale po godzinie odbierała spod drzwi nieruszone posiłki. David wyłączył komórkę, nie reagował na żadne prośby ze strony babci ani Arthura, który próbował namówić go do wyjścia z domu. Wieczorem poczuł się spragniony i wszedł do łazienki, gdzie zobaczył wannę dalej udekorowaną płatkami róż. Przypomniał mu się poprzedni wieczor. Usiadł w kącie i chowając głowę w ramionach, zasnął.

Rano Grace wstała wcześniej, nie spała dobrze. Rozejrzała się po domu starego Chińczyka. Był skromny, bardzo zadbany i czysty. Miał dwa piętra i ogromne pokoje. Na parterze znajdował się ogromny salon połączony z kuchnią. Wszędzie można było spotkać różnego rodzaju egzotyczne rośliny. Dom był bardzo przytulny i ciepły.
Dziewczyna wyszła na taras i widząc staruszka siedzącego na pomoście i medytującego, dołączyła do niego.

– Dzisiaj poćwiczymy trochę z Twoją Energią Ognia – powiedział, gdy skończyli medytować. Grace spojrzała zdziwiona na niego. Oboje wstali i poszli do domu. Usiedli przy stole.

Pan Wu postawił na środku świeczkę i powiedział:

– Skup się na ogniu i spróbuj ją zapalić.

Grace zamknęła oczy i w myślach zobaczyła, jak zapala świeczkę, po czym otworzyła oczy i dumnie spojrzała.

– Super – powiedział staruszek. Potem wyznaczył jej trudniejsze zadania, które nie były bezpośrednio związane z ćwiczeniem samej Energii, a raczej silnej woli, cierpliwości i zręczności. Grace zapomniała na jakiś czas o złości i smutku.

Gdy zbliżała się pora obiadowa, usiadła na pomoście i zaczęła wpatrywać się w morze. Staruszek przysiadł się do niej. Uśmiechnęła się, ale widział w jej oczach ogromny smutek.

– Miałem kiedyś przyjaciela – zaczął nagle opowiadać. – Byliśmy jak bracia, choć nie łączyły nas więzy krwi. Dorastaliśmy razem. Nasze rodziny się lubiły i spędzaliśmy razem każdą wolną chwilę – wspominał. – Gdy skończyliśmy po szesnaście lat i osiagnęliśmy dojrzałość energetyczną, zaczęliśmy też inaczej patrzeć na dziewczyny, zwłaszcza jedną… – Staruszek urwał, spoglądając znacząco na Grace. Ta patrzyła na niego z zaciekawieniem. – Była bardzo podobna do ciebie – dodał wesoło. – Miała kruczoczarne włosy, piwne oczy i przepiękny spojrzenie. Obaj się w niej zakochaliśmy, ale zawarliśmy przymierze, że obojętnie, kogo ona wybierze, dalej będziemy przyjaciółmi. Staraliśmy się o jej względy, ale ona nie podejmowała żadnej decyzji. Kiedyś zapytaliśmy ją, dlaczego nie umie się zdecydować. Odpowiedziała, że kocha nas obu i nigdy nie zrobi niczego, co mogłoby zepsuć naszą przyjaźń. Dała nam do zrozumienia, że będziemy tylko trójką przyjaciół. I tak było ponad dwadzieścia lat. W końcu pojawiła się inna kobieta, w której zadurzył się mój przyjaciel. Pomyślałem, że może to szansa dla mnie, dla nas… – opowiadał z rozmarzeniem staruszek. – I gdy dostaliśmy od przyjaciela przyzwolenie, oboje byliśmy szczęśliwi. – Zamyślił się. – Jednak mój przyjaciel nie był całkiem szczery i… – nagle spoważniał, Grace spojrzała z niepokojem – dowiedziałem się, że oboje mnie zdradzili. Mimo prób tłumaczeń ze strony ukochanej, odepchnąłem ją od siebie, nie mogłem się z tym pogodzić, nie umiałem przebaczyć. Kierowała mną urażona duma i złamane serce. Wyniosłem się na wyspę, zrywając z nimi całkowicie kontakty. – Spojrzał w dół na swoje ręce. – On poślubił dużo młodszą od siebie kobietę, porzucając moją ukochaną, a ona nigdy nie wyszła za mąż. Kilka miesięcy po naszym zerwaniu urodziła córeczkę, ale nigdy nie ujawniła, kto jest jej ojcem. Wychowywała dziewczynkę sama. Mojemu przyjacielowi też urodziła się córka, ale dopiero po siedemnastu latach po ślubie. Teraz ani moja ukochana, ani mój przyjaciel już nie żyją, a ja zostałem sam na tej wyspie. – Skończywszy, spojrzał na Grace i po chwili dodał: – Opowiedziałem ci swoją historię, abyś zrozumiała, że ludzie popełniają błędy, za które czasami płacą całe życie… Byłem głupcem – Staruszek pokiwał z rezygnacją głową. – Duma nie pozwoliła mi być z kobietą mojego życia. Nie potrafiłem przebaczyć – skończył i się zamyślił.

Grace spojrzała na morze ze smutkiem, domyślając się, co chce jej przekazać Chińczyk.
Po czym staruszek, wstając i spoglądając na dziewczynę, dodał:

– Nie pozwól, by przeszłość zniszczyła to, co jest teraz piękne i wartościowe. Każdy z nas ma jakieś przeżycia za sobą, czasem dobre, czasem złe.

Odwrócił się i udał do domu. Grace siedziała jeszcze przez jakiś czas na pomoście i w ciszy słuchała bicia swojego serca.
Wieczorem Arthur, Maya, Lidia i Peter przyjechali po Davida.

– Stary, wyłaź! – krzyknął wysoki ciemnowłosy chłopak, uderzając donośnie w drzwi pokoju chłopaka. Pozostali stali obok i czekali. – Jedziemy na wyspę do Pana Wu, mamy tam zostać do końca wakacji – dodał.

A Lidia wtrąciła:

– Ciocia Beatrice załatwiła, że resztę kary odpracujesz u staruszka.

Zapadła cisza, wszyscy czekali na reakcję Davida. Po kilku minutach braku odzewu Peter powiedział spokojnie:

– Grace już tam jest.

Potem Maya, która miała dość wybuchowy charakterek, krzyknęła, kopiąc w futrynę:

– Rusz wreszcie swój tyłek! Chyba nie chcesz, żeby Diana wygrała!?

Nagle drzwi się otworzyły i stanął w nich David.

– Jak ty wyglądasz! – powiedziała Maya i wpychając go do pokoju, wyjęła torbę i zaczęła go pakować.

– Idź się ogól i weź prysznic – dodała Lidia, pomagając koleżance.

Chłopcy stali przed drzwiami i czekali. Dziewczyny spakowały to, co najważniejsze, gdy David się ogarnął i przebrał.

– Ok! – powiedziała Maya do Lidii. – Jedziemy! – dodała, pchając chłopaka w stronę drzwi.

Dojechali na przystań, skąd popłynęli motorówką Arthura na wyspę. Było już ciemno. Pan Wu czekał na nich na pomoście. Przywitał ich i zaprosił do domu. Poszli wszyscy, oprócz Davida, który nie miał ochoty na towarzystwo i został na zewnątrz.
Gdy weszli do domu, Grace właśnie szykowała talerze do kolacji. Dziewczyny podeszły do niej i uściskały ją.

– Wszytko z tobą ok? – zapytała troskliwie Lidia. Grace przytaknęła głową. Potem przywitała się z pozostałymi. Dziewczyna spojrzała pytająco na drzwi, w których właśnie stanął Pan Wu.

– Nie najlepiej z nim – powiedziała nagle Lidia, patrząc na Grace. – Od dwóch dni nie wychodził z pokoju, nic nie jadł.

– Jest zły. Wini siebie za wszystko – dodał poważnie Arthur.

Staruszek wysłuchał uważnie wszystkich i zasugerował.

– Grace, idź po niego. A wy – powiedział, wskazując na pozostałych – siadajcie do kolacji.

David siedział na pomoście i wpatrywał się w morze. Krople deszczu spływały mu po twarzy. Poczuł, że ktoś zmierza w jego kierunku i siada obok, ale nie odwrócił się.  Po kilku dłuższych chwilach milczenia usłyszał:

– Nie zjesz z nami kolacji?

Obejrzał się zaskoczony, gdy rozpoznał głos Grace. Siedziała obok i wpatrywała się w morze. Nic nie odpowiedział. Po chwili dziewczyna spojrzała mu w oczy, czekając na odpowiedź. Patrzyli na siebie przez moment, po czym David wrócił wzrokiem w stronę wody. Grace widziała smutek w jego oczach. Przysunęła się bliżej i położyła głowę na jego ramieniu.

– Przepraszam – powiedział po chwili chłopak. Dziewczyna podniosła głowę i spojrzeli na siebie. – Nie chciałem cię okłamywać – dodał.

Grace po chwili milczenia odpowiedziała:

– Obiecaj mi, że zawsze będziemy mówić sobie prawdę. Nawet gdyby miało to któreś z nas zranić.

David słuchał uważnie i przez chwilę się zawahał, ale spoglądając w kierunku morza, odparł jednak:

– Obiecuję.

– Na pewno? – dopytała się Grace. Chłopak spojrzał na nią i potwierdził.

– Tak – Grace odpowiedziała nieśmiałym uśmiechem. Potem przysunęła usta do Davida i pocałowali się.

Odsuwając się, chłopak szepnął:

– Kocham cię.

Grace uśmiechnęła się do niego.

– Ja ciebie też – odpowiedziała, patrząc mu głęboko w oczy, które nagle zaczęły nabierać blasku i zmieniać wygląd. Już nie były spięte, obce i smutne, stawały się spokojne, błyszczące i zadowolone.

Grace podniosła się z pomostu i wyciągając rękę do Davida, zapytała:

– Idziemy coś zjeść?

David obserwował każdy jej krok, po czym wstał i mocnym uściskiem chwycił jej rękę. Ruszyli w stronę domu. Przed wejściem Grace wtrąciła jeszcze:

– Mam nadzieję, że Arthur wszystkiego nam nie zjadł.

Uśmiechając się, otworzyła drzwi. Wszyscy spojrzeli na nich.

– No wreszcie, stary – powiedział Arthur, przełykając kolejny kęs. – Żarcie jest wyśmienite – dodał, a Grace i David uśmiechnęli się do siebie.

– Siadajcie – wskazał Pan Wu i podał im miski z chińską potrawą z ryżu.

– Panie Wu – zapytał nagle Arthur z pełną buzią – co my jemy?

– „Taszu lijenti” – odpowiedział staruszek.

– Czyli? – dopytywał się chłopak

– Szczur w panierce – wytłumaczył po chwili Chińczyk.

Wszyscy spoważnieli i powoli z niesmakiem przełknęli to, co mieli w ustach. Po czym Grace i Pan Wu wybuchnęli śmiechem. Pozostali spojrzeli pytająco.

– To jest kurczak – odpowiedziała Grace. – Sama dziś kroiłam mięso – dodała, gdy zobaczyła, że goście są mało przekonani.

– Tak myślałem – odpowiedział Arthur, ale już bez entuzjazmu zjadł kolejny kawałek.

Gdy skończyli kolację, Pan Wu postawił na środku stołu świeczkę i powiedział:

– Jesteście tutaj, abym nauczył was kontrolowania Waszych Energii. Ale najpierw zobaczymy, co potraficie. – Spojrzał po kolei po wszystkich, a oni na siebie ze zdziwieniem.

– Ale Panie Wu – wtrącił Peter – nasze Energie ujawnią się dopiero po Inicjacji.

– Wasze Energie zostały aktywowane w noc, kiedy walczyliście o Duszę Grace.

Wszyscy spojrzeli na dziewczynę, a ta się uśmiechnęła:

– Patrzcie – powiedziała, wskazując na świeczkę. Po czym zamknęła oczy i gdy je otworzyła, wszyscy spojrzeli zaskoczeni na płomień.

Arthur rozłożył się na krześle i spoglądając na staruszka, zapytał:

– Dowiedziała się o swojej Energii kilka dni temu i jako pierwsza umie z niej korzystać. Gdzie tu sprawiedliwość?

Wszyscy się uśmiechnęli. Chińczyk wskazał na Arthura i stawiając przed nim szklankę z wodą, powiedział:

– Spróbuj zgasić świeczkę wodą z tej szklanki.

Chłopak wyprostował się, skupił na wodzie w szklance i po chwili woda wytrysnęła jak fontanna na stół. Wszyscy odskoczyli, a świeczka paliła się nadal.

– Chyba nie wyszło – powiedział chłopak, robiąc głupią minę.

– Teraz ja – wtrąciła Maya i zamykając oczy, szepnęła „Iugum”. Wszyscy poczuli za plecami wiatr, który okrążył stół i przelatując przez środek, zgasił świeczkę.

Maya otworzyła oczy i spoglądając na Pana Wu, zapytała:

– I jak?

– Bardzo dobrze – odparł z dumą staruszek.

– Moja kolej – wtrąciła Lidia, po czym wstała i podeszła do wypełnionej ziemią doniczki, która stała na oknie.

– Mogę? – Spojrzała na Chińczyka, ten przytaknął głową. Lidia dotknęła ziemi, po chwili podniosła rękę i podeszła do stołu, pokazując doniczkę.

– Kamień Księżycowy – powiedziała zaskoczona Grace. – Zamieniłaś ziemię w kamień, super – dodała dziewczyna.

– Ok, teraz ja – wtrącił Peter. Zamknął oczy i po sekundzie wszyscy widzieli, jak rozlana wcześniej przez Arthura woda wraca do szklanki. Chłopak otworzył oczy i wesoło popatrzył na przyjaciół.

– Teraz kolej na Davida – dodał Pan Wu.

David spojrzał na niego i powiedział zrezygnowany:

– Ja chyba nie wyczuwam…

– Może zaczniesz od deszczu – przerwał mu Chińczyk.

– Co? – zdziwił się chłopak.

– Od dwóch dni pada, może czas już to zakończyć? – Spojrzał pytająco na Davida.

– Chce pan powiedzieć, że to on jest odpowiedzialny za taką pogodę? – zapytał zaskoczony Arthur.

– Faktycznie, w Sun City nigdy nie pada o tej porze roku – dodała Lidia, podchodząc do okna.

– Więc? – dopytywał się staruszek. David pomyślał przez chwilę, po czym usłyszeli.

– Wow… Chodźcie szybko na dwór – krzyknęła Lidia, wybiegając z domu. Wszyscy ruszyli za nią.

Gdy wyszli, niebo nie było już zachmurzone, nie padał deszcz. Widać było księżyc w pełni, a gwiazdy oświetlały niebo. Po chwili wszyscy ujrzeli lawinę spadających gwiazd.

– Ty to robisz? – zapytała zafascynowana widokiem Grace.

– Nie –uśmiechnął się do niej David. – To one robią to dla nas – dodał, podchodząc do dziewczyny i obejmując ją w pasie. Ona oparła się plecami o niego. Wszyscy stali i podziwiali noc spadających gwiazd.

Rozdział 2
Kolejne trzy dni były czasem intensywnej pracy z Energiami. W dzień skupiali się na wsłuchiwaniu w przyrodę, rozpoznawaniu zachowań zwierząt i roślin, medytacji, a wieczorami wszyscy siadali przy ognisku i wysłuchiwali historii o Bractwie Dusz.

– Dlaczego właśnie w 1990 roku przeprowadzono Rytuał Powracających Dusz? – spytał stojący przy ognisku i piekący kiełbaski na kiju Arthur.

Pan Wu rozsiadł się wygodnie w fotelu i wyjaśnił.

– W astrologii klasycznej każdemu rocznemu cyklowi astronomicznemu patronuje jedno z ciał Układu Słonecznego. Kolejno, najdalej położony Saturn, potem Jowisz, Mars, Słońce, Wenus, Merkury i Księżyc. W 1990 roku, tak jak i w tym, panuje nam miłościwa Wenus, której władztwo zawsze następuje po Słońcu. Bractwo zdecydowało, że to będzie najlepszy rok na ten rytuał, bo skupi się na miłości. Kolejną wytyczną było to, że właśnie w tym roku pełnia przypadała na 31 grudnia, czyli ostatniego dnia roku kalendarza gregoriańskiego. Dawniej tradycje określały Wenus jako planetę żeńską, magnetyczną, ciepłą i wilgotną, wprowadzającą w życie harmonię, piękno i zgodę. Uosabiała ona Wielką Matkę, bóstwo kobiece, „Małe Szczęście” i dlatego ceniło się jej wpływ w sprawach dotyczących związku, rodziny, poczucia bezpieczeństwa. Choć Wenus przede wszystkim czuwa nad uczuciami, spokojem w domu i wygodą, w obronie tych wartości potrafi być także wojownicza, nigdy jednak agresywna. Broni jedynie tych, których kocha. Gaja i Uranos symbolizują kochającą się rodzinę, Afrodyta i Ares to namiętność, a Andromacha i Hector patronują wierności. Niestety, na Ziemię wprosiła się także Energia samotnej wojowniczki Artemidy – rzekł poważnie staruszek.

– Ale Afrodyta nie była żoną Aresa – zauważyła nagle Lidia.

– Zgadza się – odpowiedział staruszek – ale połączyła ją z Aresem namiętność tak potężna, że zdradziła swojego męża. Myślę, że ta Energia była potężniejsza niż miłość Afrodyty do męża. Poza tym, Bogowie od zawsze zazdrościli uczuć ludziom i to może być kolejny powód, dlaczego przybyli w postaci Dusz na Ziemię.

– Mówił pan, że to Czarna Magia wymaga ofiary. To dlaczego po Rytuale Powracających Dusz umarli nasi bliscy? – wtrąciła Maya.

– Musieli przekazać jak najwięcej swojej Energii przy waszych narodzinach. A że nie mieli jej dostatecznie dużo, umierali – odpowiedział poważnie Chang.

– Wiedzieli o tym, że mogą umrzeć? – zapytał David.

– Tak – odpowiedział staruszek i po chwili kontynuował – Sensei Bractwa Dusz, ojciec Diany, miał wizję. Wiedział, że sprowadzenie tak potężnych Energii wiąże się z poświęceniem. Ale nie mieli wyboru, bo Energia Ziemi zanika, a Czarna Magia rośnie w siłę. Wszyscy wiedzieli, że robią to w słusznej sprawie. Dlatego tak ważne jest, abyście przeszli Inicjację i połączyli Energię Ziemi z Energią Kosmosu. Będziecie wtedy łącznikami Pięciu Energii z Ziemią i Kosmosem.

– Dlaczego nie w każdej rodzinie ktoś umarł? – pytał dalej David.

– Myślę, że im potężniejsza Energia, tym ofiara jest większa – odparł Chińczyk.

– Skoro aktywowaliśmy już swoje Energie, to po co nam Inicjacja? Nie możemy sami połączyć Energii Ziemi z Kosmosem? – spytał Peter.

– Inicjacja Pięciu Energii sprawi, że Energia Ognia, Wody, Powietrza, Ziemi i Ducha będą tworzyły z wami jedność. Wy będziecie tymi Energiami. W tej chwili tylko z nich korzystacie, nie macie nad nimi władzy – wytłumaczył staruszek. I dodał po chwili: – Poza tym, Inicjacja ma też głębsze znaczenie. Jest to połączenie się Energii Wszystkich Planet: Słońca – symbolu ducha i Księżyca – symbolu duszy, Wenus – ducha, który góruje nad materią, i Marsa – materii, która góruje nad duchem, Jowisza – duszy, która góruje nad materią i Saturna – materii, która góruje nad duszą, a także Urana – świadomości, Merkurego – umysłu, Neptuna – energii kosmicznej jedności i Plutona – energii transformacji i przeobrażeń. To jest połączenie Yin i Yang, elementu żeńskiego i męskiego, w celu utrzymania równowagi. Można powiedzieć, że to tak, jakbyście zawierali pomiędzy sobą związki małżeńskie.

– Tak jak mąż i żona? – zapytał z uśmiechem Arthur. Wszyscy spojrzeli na siebie zdziwieni.

– Tak – odpowiedział z uśmiechem staruszek. – Wasze Bratnie Dusze połączą się ze sobą, a razem połączycie się z Energią Ziemi i Kosmosu.

Pary spojrzały na siebie, uśmiechając się.

– A dlaczego akurat w wieku szesnastu lat mamy sen o swojej wybrance czy też wybranku? – spytała Lidia.

– Myślę, że wtedy Dusza osiąga dojrzałość i dlatego pokazuje się we śnie twarz waszej drugiej połówki. W waszym przypadku – wyjaśnił, spoglądając na wszystkich, oprócz Grace – było to proste, bo mieszkacie w Sun City od dzieciństwa i Bractwo podejrzewało, kto z kim będzie. W przypadku Grace okazało się to trochę bardziej skomplikowane – dodał, spoglądając na nią i Davida.

– Ciocia Beatrice powiedziała, że jeśli nie przyjechałabym tego trzeciego dnia po śnie, to byśmy umarli – wtrąciła dziewczyna.

– Te trzy dni to tylko taka umowa w Bractwie. Podejrzewam, że ustalili tę datę właśnie w przypadku, gdyby ktoś wyjechał – odparł staruszek. – Najważniejszy jest kolejny tydzień, musicie poczuć do siebie czyste uczucie miłości, w przeciwnym razie Dusza opuściłaby ciało, a wraz z nią odeszłaby jej Bratnia Dusza. Umarlibyście.

– To dlatego moja mama była taka przerażona, wychodząc z twojego domu – powiedziała uśmiechnięta Grace, spoglądając na Davida.

– Przerażona? – spytał zaskoczony Pan Wu.

– David przez ostatni rok nie był sobą – wtrąciła Lidia.

– To mało powiedziane! – oburzyła się Maya.

– Hej – próbował tlumaczyć się David. – Możemy do tego nie wracać? – dodał z błagalną miną.

Pan Wu spojrzał pytająco na Grace, a ta odpowiedziała.

– Nasze pierwsze spotkania były dość… – Zawiesiła głos na chwilę, szukając odpowiednio delikatnego określenia –…nieprzyjemne – dopowiedziała, spoglądając z przymrużonymi oczami na chłopaka. Po czym dodała: – Był arogancki, niemiły, wredny, niegrzeczny…

–…zaborczy – wtrąciła Lidia.

–…wszechwiedzący – dodała Maya.

– Dobra! Zejdźcie z niego! – próbował bronić kolegi Arthur. Pan Wu przysłuchiwał się całej rozmowie. – Nie wiedzieliśmy, czy David został Oczyszczony z Energii, czy nie – tłumaczył chłopak, patrząc na staruszka.

– Rozumiem – powiedział Pan Wu. – Jednak uważam, że potęga uczucia Bratnich Dusz jest na tyle mocna, że nawet gdyby oczyścili ciebie z Energii, ona powróciłaby z uczuciem do Grace. – Spojrzał z uśmiechem na chłopaka, potem na dziewczynę.

– Skoro jest taka potężna, to dlaczego Grace i David się pokłócili? – zapytała Lidia.

Staruszek odpowiedział:

– To, że łączy was tak potężna miłość, nie znaczy, że jesteście obojętni na wszelkie próby zranienia. Zawsze będziecie o siebie zazdrośni, czasami podejrzliwi, nie zawsze będziecie się ze sobą zgadzać, zdarzy się, że będziecie popełniać błędy. Ale jeśli tylko będziecie słuchać swojego serca, zawsze znajdziecie drogę do zgody. Poza tym – dodał po chwili – musicie wiedzieć, że te same Energie się przyciągają i na pewno wykorzysta to Katherina.

– To znaczy? – zapytał David.

– Żeby stworzyć Czystą Energię Ziemi i Kosmosu, musisz mieć połączenie Pięciu Energii, czyli pięciu osób o Energii Wody, Powietrza, Ziemi, Ognia i Ducha.

– Diana, Energia Ducha – wtrąciła Maya, spoglądając na Davida.

– Właśnie –staruszek potwierdził słowa dziewczyny. – Są jeszcze Nina Vidicta – Energia Wody, Tamara Odium – Energia Ziemi, Timon Sanguis – Energia Powietrza i najbardziej niebezpieczny, Mark Anguis – Energia Ognia – dodał, spoglądając na Grace z poważną miną; podobnie zrobił David.

Grace spojrzała najpierw na jednego, potem na drugiego i zapytała:

– Ale co to znaczy, że się przyciągają?

– To zależy, jak to wykorzysta Katherina – odparł Chińczyk. – Myślę, że zrobi to w najgorszy z możliwych sposób. Będzie próbowała was skłócić.

– Skłócić? Ale jak? – zapytał Arthur.

– Poprzez zazdrość – powiedział David, spoglądając na Grace.

A Lidia dodała:

– W moim przypadku to też nie będzie trudne.

Wszyscy spojrzeli na nią, a ona na Arthura.

– W końcu rzuciłeś Tamarę dla mnie – powiedziała.

– Dlatego musicie być czujni i nie dawać się podpuścić – wtrącił Pan Wu. – Każda kłótnia pomiędzy wami osłabia waszą Energię. To dlatego Katherinie prawie udało się przeprowadzić Rytuał Przejęcia Duszy, bo Energia pomiędzy Grace i Davidem została osłabiona. Grace uratowało to, że posiada Energię Uzdrawiania i że Energia Davida jest tak potężna.

Wszyscy spojrzeli na Davida, on także był zdziwiony.

– Potężna? – zapytał.

– Tak – odparł staruszek. – Po przekazaniu Energii Grace wszyscy, oprócz ciebie, byli wykończeni. Ty nie odczułeś nawet zmęczenia, a przekazałeś jej największą ilość swojej, dopiero co aktywowanej, Energii.

– Tak, ale to dzięki panu Grace żyje – wtrącił chłopak.

– To ty powinieneś wejść do snu Grace i ją z tego wyprowadzić – odparł staruszek. – Zrobiłem to tylko dlatego, że wiedziałem, że z tobą nie będzie chciała iść.

– Chce pan powiedzieć, że mogę wchodzić do jej snów? – zapytał zaskoczony David. Reszta, również zdziwiona, obserwowała Pana Wu.

– Po Inicjacji będziesz mógł to robić bez problemów.

– Wow! Super! – powiedział zadowolony Arthur. Reszta też się do siebie uśmiechnęła.

– No, na dziś to już koniec – powiedział Chińczyk, odetchnął głęboko, wstał i poszedł do domu. Pozostali siedzieli na dworze aż do wygaśnięcia ogniska.

W weekend miały rozpocząć się zajęcia z tańca z Lorenzem. Udało się namówić Pana Wu, żeby kurs odbywał się na jego wyspie.

– Są już! – powiedziała Maya, wychodząc z domu na pomost, gdy podpłynęła motorówka z gościem. Pozostali powoli ruszyli za nią. Najbardziej ociągał się David. Arthur pomagał wyjść przystojnemu Latynosowi o kruczoczarnych włosach.

– Witaj Lorenzo! – krzyknęła dziewczyna, podchodząc do młodego mężczyzny. Ten uśmiechnął się do niej, objął ją i przytulił.

– Witaj, piękna Mayo – powiedział lekko ochrypniętym głosem, przeciągając wyrazy na sposób typowy dla obcojęzycznego artysty. Po czym spojrzał na podchodzących do niego Lidię i Petera.

– Zapewne panna Lidia i pan Peter – dodał, podając rękę obojgu.

Dalej zobaczył Grace, która podchodziła powoli z wesołą miną.

– Witaj Grace, ile to lat minęło? – zamiślił się Lorenzo. – Jak zawsze piękna i seksowna – dodał. Pozostali spojrzeli na nich zaskoczeni. Artur stojący za Lorenzem wykonał porozumiewawczy gest w stronę Davida. Ten stał uśmiechnięty, ale i lekko zdziwiony.

– Cześć Lorenzo – odpowiedziała Grace i wyciągnęła do niego rękę, a ten przytulił ją mocno i głęboko westchnął, wdychając zapach jej długich czarnych włosów.

– Znacie się? – wtrąciła po chwili Maya. Lorenzo odsunął Grace, nie puszczając jej, i patrząc w jej oczy, odpowiedział.

– Jakżeby inaczej. Moja pierwsza, niespełniona miłość. – powiedział z rozmarzeniem.

Wpatrywał się w nią, nie puszczając, choć dziewczyna próbowała się delikatnie i uprzejmie wysunąć z jego objęć. Z pomocą przyszedł David, wyciągając do mężczyzny rękę.

– Jestem David – powiedział, ale mężczyzna dalej nie reagował, wpatrując się w dziewczynę. – Chłopak Grace – dodał szybko. Wtedy Lorenzo wypuścił dziewczynę z objęć.

– Oł – powiedział zaskoczony, patrząc jednocześnie trochę zazdrośnie na chłopaka. – Cześć – odparł, podając mu rękę.

David ścisnął jego dłoń nieco mocniej, niż planował. Mężczyzna szybko uwolnił się z uchwytu, a Maya zaproponowała, żeby udali się do salonu na kawę i ciasto. Lorenzo ruszył przodem z Mayą i Peterem. Za nimi David i Arthur, a na końcu Lidia i Grace. Chłopcy szli dość wolno, więc dziewczyny ich wyminęły.

Gdy Grace przechodziła obok Davida, ten szepnął jej do ucha:

– Piękna i seksowna – powiedział zaczepnie.

Ta dała mu kuksańca łokciem w brzuch:

– Przestań.

Potem wszyscy weszli do domu.
Przy stole Lorenzo przedstawił wszystkim plan kursu, pokazał rysunki kroków, zaprezentował podkład muzyczny. Co jakiś czas spoglądał na Grace i mrugał do niej tajemniczo. Pozostali zauważyli, że mężczyźna nadal darzył dziewczynę uczuciem, i co jakiś czas spoglądali na siebie, uśmiechając się porozumiewawczo. Grace siedziała obok Davida i trzymała rękę na jego kolanie. Chciała dać do zrozumienia Lorenzowi, że nie ma u niej szans. David przyglądał się całej scenie, ale nie reagował. Potem dziewczyny poszły się przebrać w wygodne ubrania do tańca, a chłopcy wyszli przed dom z Lorenzem. Pan Wu zostawił młodych, udając się do ogrodu na medytację.

– On na ciebie leci – powiedziała szeptem Lidia do Grace.

– Przestań – odpowiedziała zakłopotana dziewczyna.

– Nie przeszkadza mu nawet obecność Davida – dodała Maya, przebierając bluzkę. Grace zmieniała spodnie, a Lidia spinała włosy w koka.

– Chodziłaś z nim? – zapytała po chwili blondynka.

– Co? – odparła zaskoczona Grace. – Nie! – zaprzeczyła.

Lidia i Maya spojrzały na nią zdziwione. Przecież mężczyzna należał do przystojniaków, był Latynosem, odniósł ogromny sukces. Grace, widząc ich zdezorientowane miny, próbowała im to wyjaśnić, pokazując przez okno na stojących chłopaków:

– Lidia, jak patrzysz na Atrhura, to kogo widzisz?

Lidia spojrzała na chłopaka i odpowiedziała:

– Hm, wysokiego, dobrze zbudowanego, muskularnego faceta.

– A ty? – zwróciła się z pytaniem do Mai. – Jak odbierasz Petera?

– Dobrze zbudowany, wysportowany – odparła Maya, dalej nie rozumiejąc, do czego zmierza koleżanka.

– David daje mi wsparcie, opiekę i bezpieczeństwo. Wiem, że zasłoni mnie przed atakiem, przytuli, gdy będę się bała, albo sprowadzi na ziemię, gdy za bardzo odpłynę… – Przewróciła oczami. – Jest w stu procentach facetem, na którym wiem, że mogę polegać – powiedziała do dziewczyn. – Tak jak wy na chłopakach – dodała.

– A Lorenzo nie jest facetem? – spytała Lidia, patrząc z okna na przystojnego mężczyznę.

– On jest artystą – wyjaśniła dobitnie Grace. Obie spojrzały na nią, nadal nie do końca rozumiejąc, o co chodzi. – To jego trzeba przytulić, gdy ma doła, to on potrzebuje wsparcia, gdy ktoś go skrytykuje, i to on liczy na to, że zapewnisz mu bezpieczeństwo, gdy rzucą się na niego hieny paparazzi lub krytycy – wytłumaczyła Grace. Dziewczyny spojrzały na siebie zaskoczone takim podsumowaniem tancerza. – Zresztą zobaczycie same – skończyła i zbiegła po schodach. Dziewczyny spojrzały na siebie, wzruszyły ramionami i dogoniły koleżankę. Za domem znajdował się mały plac, gdzie udało się podprowadzić prąd i umieścić sprzęt z muzyką. Lorenzo rozpoczął zajęcia od sprawdzenia, kto ile potrafi. Najpierw wziął za rękę Grace. Ta obejrzała się błagalnie na dziewczyny, a te tylko uśmiechnęły się do siebie. David stał z rękami założonymi na piersi i obserwował sytuację, podobnie Arthur i Peter.
Lorenzo wziął Grace w obroty. Arthur puścił muzykę i wszyscy zobaczyli taniec w wykonaniu mistrza i jego muzy. Dziewczyny były zachwycone, a chłopcy nie mogli się nadziwić umiejętnościom tanecznym Grace. Gdy utwór się skończył, dtrochę zasapana dziewczyna odsunęła Lorenza, który zanadto się spoufalał i podziękowała mu grzecznie, a następnie podeszła do Davida.
Latynos spoglądał za nią rozmarzony, aż natrafił na piorunujący wzrok chłopaka i się zmieszał.

– Kto następny? – zapytał mężczyzna. – Maya? – dodał.

Maya chętnie wyrwała się do tańca, ale Peter zdążył jej jeszcze szepnąć:

– Tylko nie przeginaj.

Ta spojrzała na niego zza ramienia i uśmiechnęła się uroczo.

Na końcu tańczyła Lidia, a po niej tancerz rozpoczął zajęcia. Najpierw chłopcy po kolei powtarzali ruchy po Lorenzie, a potem dziewczyny. Mimo że, ani Grace, ani Lidia, a tym bardziej Maya, nie dawały chłopakom powodów do zazdrości, napięcie było wyczuwalne. Lorenzo widocznie adorował Grace i do tego pozwalał sobie na bardzo dużo w stosunku do pozostałych dziewczyn.

– Chyba mu zaraz przydzwonię, jeśli jeszcze raz położy łapę na pośladku Lidii – szepnął wściekły Arthur do Davida. David nic nie odpowiedział, tylko obserwował Lorenza z poważną miną i dobitnym wzrokiem. W końcu minęły dwie godziny i Latynos ogłosił koniec zajęć na dziś. Chłopcy głośno odetchnęli z ulgą i wszyscy zaczęli się zbierać.

Nagle dobiegł ich dźwięk przypominający wycie wilka.

– Co to? – spojrzał przerażony Lorenzo, chwytając się stojącego najbliżej Arthura. Pozostali spojrzeli na niego zdziwieni, a najbardziej wysoki brunet.

– Pewnie wiatr – odparł Peter, a Arhur z obrzydzeniem wysunął ramię z objęcia Latynosa. Po chwili dźwięk się powtórzył. Lorenzo podskoczył i ponownie przywarł do Arthura. Ten spojrzał wkurzony w niebo, dziewczyny popatrzyły na siebie, a David i Peter nie wiedzieli, czy mają śmiać się, czy płakać.

– To chyba wilki – dodał na wpół poważnie David i odwrócił się, aby Latynos nie widział jego roześmianej buzi. Peter mu przytaknął.

– Pewnie tak, ale nie bój się, za dnia nie podchodzą pod dom – dodał.

Lorenzo, trzymając się kurczowo Arthura i nie pozwalając mu się wyrwać z objęć, szedł obok, aż weszli do domu. Tam puścił chłopaka, szybko spakował swoje rzeczy i ruszył w stronę motorówki, gdzie czekał na niego pan Wu. Staruszek płynął po zapasy do miasta.

Pozostali patrzyli na odchodzącego szybkim krokiem Lorenza, a David jeszcze za nim krzyknął:

– To do jutra!

Kolejne dni mijały na medytacjach z Energiami, pracy w ogrodzie, dwugodzinnych treningach tanecznych i wieczornych ogniskach. Pan Wu uczył dziewczyny odróżniać zioła, tłumaczył znaczenie i moc kamieni i magii drzew. Kazał obserwować chłopakom zachowanie zwierząt i uczyć się rozpoznawać niebezpieczeństwo. W wolnym czasie Maya i Peter grali w szachy, Lidia i Arthur odpoczywali na polanie, a Grace i David przesiadywali na pomoście. Tak minęły dwa tygodnie.

Rozdział 3
Ostatni weekend wakacji, za zgodą Pana Wu, cała szóstka spędziła na wyspie Bractwa.
Rano Grace obudziła się wcześnie, przerażona i spocona. David otworzył oczy i usiadł obok.

– Co jest? – zapytał zaniepokojony.

– Znowu miałam ten sam sen – odpowiedziała Grace, głęboko oddychając, gdy David masował ją uspokajająco po plecach. – Jestem w ciemnym, zimnym pomieszczeniu, ktoś stoi przede mną i wyciąga coś ze ściany. Potem widzę przez jego ramię kamień, Opal, i jakiś znak na kamieniu. Czuję strach i się wycofuję, wpadając na jakieś gałęzie. Czuję, jak ten ktoś ma się odwrócić, to jest przerażające. – Potrząsnęła głową na samo wspomnienie. – Muszę się napić – dodała po chwili i zaczęła wstawać.

– Iść z tobą? – zapytał chłopak.

– Nie – odpowiedziała, zakładając klapki i wychodząc cicho z pokoju. Zeszła po schodach do salonu. Powoli zaczynało robić się widno. Nalała sobie wody do szklanki i usiadła przy stole w kuchni. Wzięła kartkę i narysowała to, co widziała we śnie. Symbol koła, a w środku mniejsze. Potem zaznaczyła obok znak „X”, również w kółku, aby podkreślić, że symbol ten znajduje się na kamieniu. Następnie naszkicowała liść z gałęzi, który widziała we śnie. Dopisała jeszcze słowo, które się przewijało: „ODYN”. Gdy tak siedziała i zastanawiała się nad rysunkiem, do kuchni wszedł Peter.

– Nie śpisz? – spytał.

– Znowu miałam sen – odpowiedziała, gdy ten wyciągał szklankę i nalewał do niej wody.

Spojrzał po chwili na rysunek Grace i wskazując na większe koło z mniejszym w środku, powiedział:

– To jest znak Słońca. Symbolizuje Ducha – dodał. – A to jest chyba liść wiązu – powiedział, przyglądając się uważniej. Grace podpisywała rozpoznane symbole.

Wtedy wszedł David. Podszedł do Grace i przeczesując jej włosy, powiedział:

– Długo nie wracałaś. – I spojrzał na kartkę z symbolami.

– To wygląda jak Gabo – wtrącił, wskazując na X w kółku, po czym wziął szklankę soku i usiadł naprzeciw Grace.

– Runa Gabo? – dopytała się dziewczyna.

David popijając, przytaknął i zapytał:

– Dlaczego w kółku?

Grace spojrzała na rysunek i szybko wytłumaczyła:

– To nie kółko, tylko kamień. Ta runa jest na kamieniu.

– Tak jak Runy Urodzeniowe Bractwa – powiedział Peter, spoglądając na Davida, który potwierdził głową.

– To znaczy? – zapytała Grace, nie rozumiejąc chłopaków.

– Każdy z nas w dniu Inicjacji dostanie swoją Runę Urodzeniową na Kamieniu Mocy, od tej chwili będą nas chronić – odpowiedział Peter, a David wyjaśnił:

– Runa Urodzeniowa to runa, która panuje w dniu twoich urodzin.

Grace przytaknęła ze zrozumieniem i spoglądając na rysunek, zaczęła powtarzać:

– Słońce, symbol Ducha, runa Gabo na kamieniu i wiąz.

Chłopcy słuchali, David spojrzał uważniej.

– Hej! To są właściwości mojej Runy Urodzeniowej.

Grace i Peter spojrzeli na niego.

– No tak! – powiedział i wskazując po kolei znaki na rysunku, kontynuował: – Gabo – runa miłości, kamień – opal, drzewo – wiąz, żywioł – duch. – Po czym stanął na nazwie napisanej dużymi literami: – A to, co to jest?

– Odyn – wyjaśniła Grace – to słyszałam cały czas w głowie.

– Odyn? – zdziwił się David.

– Najwyższy z Bogów Nordyckich z Dynastii Azów, Bóg Wojny i Wojowników, Bóstwo Mądrości, Poezji i Magii – wyjaśnił Peter.

Grace i David spojrzeli na niego zaskoczeni. Ten, kończąc pić wodę, spojrzał znad szklanki. Po czym ją odstawił i odparł:

– No, co? – Uśmiechnął się. – Lubię historię.

Grace i David spojrzeli na siebie z zachwytem, wyrażając w ten sposób uznanie dla Petera. W tym momencie do kuchni weszła Lidia i Maya, a za nimi zaspany Arthur.

– Ludzie, nie wiecie, że w nocy się śpi? – powiedział chłopak, ziewając. Dziewczyny wstawiły czajnik z wodą na herbatę.

– Co robicie? – zapytała Maya, witając buziakiem Petera.

– Grace miała znowu sen i rozgryzamy symbole – odpowiedział Peter.
– I co macie? – zapytała Lidia, siadając obok dziewczyny. Arthur rzucił się na materac leżący niedaleko stołu. Grace pokazała Lidii rysunek z objaśnieniem

Ta spojrzała na imię Odyn i zapytała:

– Czy ojciec Diany nie miał na imię Odyn? – spojrzała na Mayę. Ta usiadła obok Lidii i przytaknęła.

– Tak, miał – wszyscy spojrzeli po sobie zdziwieni.

– Myślicie, że to on przychodzi we śnie do Grace? – zapytała nagle Lidia.

– Po co miałby to robić? – odpowiedział Arthur. Leżał na materacu i zakrywał rękami oczy. – Przecież nawet go nie znała.

– No i nie mieszkała tutaj – dodał Peter.

– Nikt z nas go nie znał – odpowiedziała poważnie Lidia.

– Myślę, że prędzej nawiedzałby swoją niezrównoważoną żonę lub wredną córkę – wtrącił Arthur i uśmiechnął się do Davida.

– Przestań, Arthur! – strofowała go Lidia. – Wiesz, że Diana nie zawsze była wredna – dodała po chwili. Grace spojrzała zaskoczona na Lidię, a ta wyjaśniła z niepewną miną. – Kiedyś przyjaźniliśmy się.

– Lidia, przestań! – przerwał jej Arthur.

– Ale taka jest prawda – dodała zdenerwowana dziewczyna.

Grace spojrzała na Davida, który wpatrywał się w szklankę z sokiem.

– Jak byliśmy mali, to cały czas spędzaliśmy razem. Bractwo organizowało często wspólne wyjazdy. – Wszyscy słuchali. – Szkoda, że jej wtedy nie znałaś, była zupełnie inna…

– Lidia, daj spokój – wtrąciła Maya.

– Przecież byłyście najlepszymi przyjaciółkami! – dodała Lidia. Grace spojrzała na Mayę jeszcze bardziej zaskoczona. – A teraz wszyscy na nią naskakujecie…

– Prawie zabiła Grace – przerwała jej Maya.

– Wiem – powiedziała, spoglądając na Grace – i jej nie usprawiedliwiam. – Po czym dodała:

– Chodzi o to, dlaczego tak zaczęła się zachowywać?

Nagle zapadła cisza. Grace spojrzała po kolei na wszystkich, ale każdy miał spuszczoną głowę.

– Więc dlaczego zaczęła się tak zachowywać? – zapytała zaciekawiona Grace.

– Bo jako przyjaciele ją zawiedliśmy – odpowiedziała Lidia. – Widzisz, Diana od zawsze była zakochana w Davidzie – wyjaśniała, spoglądając na chłopaka, ten zaś patrzył na Grace. – Zrobiłaby dla niego wszystko. – Dalej patrzyli sobie prosto w oczy. – Pamiętam, jaka szczęśliwa była, gdy wychodziła od niego rano albo gdy się do niej czasem uśmiechał. Cała tryskała energią.

– Dobra, skończ już! – powiedział stanowczo Arthur, wstając z materaca.

Lidia się zdenerwowała.

– Co to znaczy, skończ?! – odparła głośniej. – Wykorzystaliśmy ją. Najpierw dostała cios od Mai, potem od Davida, a my tak po prostu się od niej odsunęliśmy! – powiedziała zdenerwowana.

– Cios od Mai? – zapytała Grace. Maya spojrzała poważnie na Davida, ten na nią i odpowiedziała, mimo błagalnej miny chłopaka.

– Wiedziałam, że Diana kocha się w Davidzie, wszyscy to wiedzieliśmy, i kiedyś po imprezie, gdy się upiliśmy, przespaliśmy się ze sobą.

– Co?! – zapytała totalnie zaskoczona Grace, opierając się o krzesło. David spojrzał na Grace, próbując się bronić.

– Ale to nic nie znaczyło – tłumaczyła od razu Maya, widząc nieciekawą minę dziewczyny. – To była czysta ciekawość i byliśmy tak pijani, że niewiele z tego pamiętamy.

Grace cały czas poważnie patrzyła w oczy Davidowi.

– Grace, posłuchaj! – powiedziała znowu głośniej Maya, chcąc, aby ta spojrzała na nią. Gdy tak się stało, dodała: – Każdy z nas ma jakąś przeszłość. Jedni lepszą, drudzy gorszą. W moim przypadku ma miejsce ta druga i nie masz pojęcia, jak bardzo żałuję, że Peter nie był moim pierwszym chłopakiem. Ale przeszłości nie da się zmienić, trzeba żyć z nią i się z nią pogodzić.

Grace spojrzała na Davida i zapytała:

– A ty jak zraniłeś Dianę?

– Skończmy już ten temat – powiedział wyraźnie zdenerwowany Arthur.

Grace czekała na odpowiedź Davida. Ten spojrzał na szklankę z sokiem, którą nerwowo obracał w dłoniach, i odparł:

– Po jej pierwszym razie ze mną powiedziałem jej, że to było dla zabawy, bo się nudziłem.

– Aha – podsumowała poważnie Grace, po czym wstała i ruszyła w stronę pokoju.

– Grace, poczekaj – zawołał David i szybko pobiegł za nią. Zatrzymał ją na schodach. – Wiem, że źle zrobiłem. – Grace patrzyła na niego poważnie. – Potem też postępowałem nieuczciwie, godząc się na seks, mimo że za każdym razem uprzedzałem ją, że nic z tego nie będzie. – Gdy się tłumaczył, pozostali stanęli niedaleko i obserwowali całą sytuację.

– A potem pojawiłam się ja i zabrałam jej ciebie sprzed nosa w kilka dni – powiedziała bardzo poważnie i dobitnie.

– Daj spokój, Grace – wtrącił się Arthur. – Teraz zaczniemy jej żałować! – dodał zły, spoglądając na pozostałych.

– Nie mamy wielkiego wpływu na miłość, szczególnie w naszym przypadku – odpowiedziała Lidia.

– Więc może nasi dziadkowie popełnili błąd? – odpowiedziała Grace. Wszyscy patrzyli na nią uważnie. – Gdyby nie sprowadzili Dusz…

– Co ty mówisz? – przerwał jej Arthur.

– I co? – wtrąciła Maya. – Żałujesz, że jesteś z Davidem? – zapytała poważnie.

Grace spojrzała na chłopaka, zaprzeczyła głową i dokończyła swoją myśl.

–…może, gdybym nie przyjechała i nie łączyły nas Bratnie Dusze, to David byłby szczęśliwy z Dianą? – Spojrzała na Mayę.

– Albo – wrącił Peter –…w ogóle byś nie wyjechała i od początku Diana nie miałaby szans u Davida. – Grace spojrzała na niego uważniej, bo taka opcja nie przyszła jej wcześniej do głowy.

– Ej! Ale o czym my w ogóle gadamy? – powiedział nagle Arthur. – Przecież ona próbowała cię zabić!

– Was – uzupełniła Maya. Wszyscy spojrzeli na dziewczynę, czekając na wyjaśnienia. – Tak mówił Pan Wu. Jeśli Dusza opuści ciało, to jej Bratnia Dusza podąży za nią, więc umarlibyście oboje – powiedziała do Grace.

– Albo będziesz mój, albo umieraj – podsumował rozmowę Artur.

Pozostali spoglądali jeszcze przez chwilę po sobie, po czym rozeszli się po pokojach, uznając temat za zamknięty.

Susząc ręcznikiem włosy, Grace usiadła na łóżku. Spoglądając na ubierającego się w piankę Davida, zapytała:

– Z iloma dziewczynami spałeś? – Ten spojrzał na nią z widocznym zakłopotaniem na twarzy.

– Co? – I dodał po chwili. – A ty z iloma chłopakami?

Grace spojrzała na niego, czekając na odpowiedź.

– Nie pytam, ile razy, tylko z iloma – domagała się dziewczyna. Chłopak zasunął zamek pod szyję i opierając się o szafkę plecami, odpowiedział, lekko uśmiechając się:

– Z pięcioma.

Grace spuściła wzrok na ziemię, a David przyglądał się jej z założonymi rękami na piersi.

– Wszystkie chodzą z tobą do szkoły? – zapytała po chwili, delikatnie unosząc wzrok.

– Nie – odpowiedział bez wahania David, po czym ruszył w stronę schodów.

Grace poszła za nim i na schodach pytała dalej:

– To znaczy?

– Dwie już skończyły liceum – odpowiedział, oglądając się na nią i skacząc z ostatniego schodka. Grace szła krok w krok za nim.

– A piąta? – zapytała, gdy w głowie przeliczyła ilość.

David odwrócił się, zatrzymując przed drzwiami do kuchni, i nabierając głęboko powietrze, odpowiedział:

– Jeszcze nie wiem, na razie zostaje w Sun City do końca wakacji. – Odepchnął drzwi do kuchni i weszli tam razem.

– Co wam tak wesoło? – przywitał ich Arthur, również ubrany w piankę i gotowy na wyścig na skuterach.

– Grace wypytuje mnie, z iloma dziewczynami spałem – odpowiedział David, chichocząc pod nosem.

Arthur podniósł wzrok, patrząc zawadiacko, i siadając na krześle przy stole, wtrącił:

– Bardzo lubię rozmowy o seksie.

Pozostali spojrzeli na Arthura, potem na Grace i także się uśmiechnęli. Lidia właśnie rozczesywała włosy, a Maya pomagała Peterowi zapiąć piankę.

– Ja miałam dwóch chłopaków przed Arthurem – zaczęła Lidia. Wszyscy spojrzeli na nią, czekając na szczegóły. – Pierwszy był pomyłką, a drugi jeszcze większą – powiedziała z niesmakiem. Pozostali patrzyli na nią, a ona bez skrępowania dodała: – Mój pierwszy raz był totalną porażką. Chłopak przez pół godziny zakładał prezerwatywę. To był koszmar. – Pokręciła głową. Chłopcy popatrzyli na siebie radośnie. – A drugi miał takiego małego, że gdy on już kończył, ja jeszcze nawet nie zdążyłam się podniecić. Totalna katastrofa – powiedziała, robiąc rozpaczliwą minę do reszty.

– Ja miałem sześć dziewczyn – zaczął Arthur. – Ale żadnej nie warto wspominać. – Spojrzał na Mayę. – Oczywiście, bez urazy – zaznaczył. Po czym, patrząc na Lidię, dodał:– Siódemka jest moją szczęśliwą liczbą. – I puścił oczko do dziewczyny, a ta się uśmiechnęła.

Grace spojrzała zaskoczona na Mayę, ta na nią i powiedziała:

– Uprzedzałam, że byłam bardzo niegrzeczną dziewczynką.

Po czym dodała:

– Ale od lutego w moim sercu gości tylko jeden facet i nie mam zamiaru tego zmieniać. – Po czym spojrzała Peterowi głęboko w oczy i namiętnie go pocałowała.

Grace spojrzała na szczęśiwą parę.

Arthur powiedział:

– Peter ma największe szczęście spośród nas. Bo uchował się tylko dla Mai – dodał, z dumą, ale i z nutką zazdrości, patrząc na kolegę.

Wszyscy spojrzeli na Petera, a Maya z uśmiechem wtrąciła:

– Mój wierny i bohaterski Hector.

– A ty? – przerwał Arthur i wszyscy spojrzeli na Grace.

Ta się uśmiechnęła i odpowiedziała:

– Miałam trzech chłopaków. – Spojrzała na Lidię i dodała: – I mój pierwszy raz też był porażką – zrobiła krzywą minę. – Przyjaźniliśmy się od przedszkola i pod koniec podstawówki myśleliśmy, że coś między nami zaiskrzyło, ale więcej było nerwów niż przyjemności. Krótko potem stwierdziliśmy, że lepiej będzie, jak pozostaniemy przyjaciółmi – odetchnęła i kontynuowała, gdy pozostali patrzyli na nią, uważnie słuchając: – Drugi chłopak był kapitanem drużyny piłkarskiej w naszym liceum. Przystojny, wysportowany. Ja należałam do sekcji tanecznej. Właściwie nie pamiętam, jak się zaczęło, ale cały nasz pseudozwiązek był raczej na pokaz. Nie łączyło nas żadne uczucie. Potem, gdy wpadłam na niego i moją koleżankę całujących się w łazience, ulżyło mi, że to już koniec. Rozstaliśmy się w przyjaźni – skończyła.

– No, a ten trzeci? – dopytywał się Arthur. – Nie mów, że to był Lorenzo?! – dodał nagle.

– Nie! – krzyknęła Grace. – Oszalałeś!

– No, nie mów, że nie próbował się do ciebie dostawiać? – pytał nieprzekonany Arthur. Pozostali patrzyli na Grace.

– Nie raz – potwierdziła dziewczyna. – Ale on nie jest facetem – dodała z niesmakiem. Dziewczyny spojrzały na siebie i wybuchnęły śmiechem.

– To jaki był ten trzeci? – spytała nagle Lidia, która bardzo lubiła opowieści o miłości.

– Hm – westchnęła Grace i spojrzała na Davida. Ten, patrzył jej głęboko w oczy. – Trzeci to przystojny, męski, troskliwy, czuły, kochający, namiętny, dobrze zbudowany, wysportowany, odważny facet, który potrafi wzbudzić pożądanie i nie ma problemów z wielkością swojej męskości – podkreśliła, spoglądając na Lidię.

Dziewczyny domyśliły się, o kogo chodzi, i uśmiechnęły się do siebie. Arthur słuchał z otwartą buzią, a gdy Grace przerwała, spytał:

– I gdzie on teraz jest?

– Siedzi obok ciebie – odpowiedziała, patrząc radośnie na Davida.

Arthur spojrzał zaskoczony na Davida, potem na Grace, znowu na Davida, i powiedział:

– Jeszcze niedawno byłeś arogancki, niemiły, wredny i niegrzeczny. – David spojrzał na niego, a ten, przeciągając się na krześle i dając chłopakowi kuksańca w ramię, dodał: – Chodź popływać, ty przystojniaku z dużym przyrodzeniem.

Chłopcy wstali od stołu. David podszedł jeszcze do Grace i dając jej dużego buziaka, szepnął:

– Niedługo wrócimy. – Ta potwierdziła machnęła ręką na pożegnanie.

Jeszcze tego popołudnia cała szóstka przyjaciół wróciła z wyspy do miasteczka. Rozjechali się do swoich domów.

Rozdział 4
Gdy Grace dotarła pod dom cioci Beatrice, zobaczyła stojący na podjeździe samochód rodziców. Szybko wbiegła do środka i zastając ich w salonie razem ze staruszką, rzuciła się na szyję mamie, potem tacie.

– Co tutaj robicie? – zapytała trochę z niepokojem, gdyż przeszło jej przez myśl, że kończą się wakacje i trzeba będzie wyjechać z Sun City.

– Chcieliśmy ci coś zaproponować – powiedział ojciec, siadając do stołu. Pozostali również usiedli. Grace kładąc ręce na stole, spojrzała zaciekawiona na ojca, potem na matkę.

– Pomyśleliśmy, że skoro i tak musisz poczekać tutaj na Inicjację – spojrzał na matkę, ta się uśmiechnęła do niego – to może zapiszemy ciebie do tutejszego liceum na ten rok?

Oboje spojrzeli na Grace, a ta najpierw na nich, potem na ciotkę. Starsza kobieta dodała:

– Co ty na to, żeby pomieszkać trochę ze starą i zrzędliwą ciotką? – Grace rzuciła na szyję Beatrice.

– Kochaną i szalenie miłą ciotką – szepnęła jej do ucha. Potem uściskała też rodziców i umówili się, że kolejnego dnia razem pojadą załatwić formalności w liceum.

Przed snem Grace zadzwoniła do Davida.

– Hej – powiedziała, gdy po drugiej stronie usłyszała głos jego głos.

– Hej – odpowiedział chłopak, wyraźnie zadowolony z telefonu.

– Rodzice przyjechali – powiedziała poważnie i wyczuła, że David też spoważniał. Chłopak po chwili milczenia spytał:

– I co?

– Zaproponowali, że zapiszą mnie do liceum w Sun City, mam się tutaj uczyć przez ten rok – dodała, czekając na reakcję Davida, ale ten dalej milczał. – Jesteś tam? – spytała.

– Hm – odparł po chwili, dalej poważny – będę musiał uprzedzić moje byłe – powiedział i czekał na jej reakcję.

– Jakie byłe? – wtrąciła Grace poirytowana. – Mówiłeś, że…

– Żartuję – przerwał jej David, śmiejąc się. – Cieszę się, że zostajesz – dodał spokojniej. Grace uśmiechnęła się do słuchawki.

– Widzimy się jutro? – zapytał po chwili David.

– Ciotka Beatrice urządza jutro grilla – odpowiedziała.

– O! – zaakcentował David. – To Arthur nie przepuści takiej okazji – dodał, śmiejąc się.

– To do jutra – powiedziała Grace.

– To do jutra – odpowiedział David, wyłączając telefon.

Chłopak siedział na łóżku, oparty o poduszkę. Nagle w uchylonych drzwiach pojawiła się babcia Apollina.

– Mogę wejść? – zapytała ostrożnie, bo jej relacje z Davidem nie były ostatnimi czasy najlepsze.

– Jasne – odpowiedział spokojnie David.

Staruszka usiadła na łóżku, podała mu małe pudełeczko.

Chłopak spojrzał zdziwiony:

– Co to jest?

– Otwórz. – Babcia wskazała na pudełko. Chłopak delikatnie podniósł wieczko i zobaczył srebrny pierścionek z pięknie błyszczącym wiśniowym kamieniem. – To Agat Wiśniowy – dodała staruszka. – Zapewnia trwałe uczucie, rozpala wewnętrzny ogień miłości. – Uśmiechnęła się. – Należał do twojej mamy. Dostała go od twojego taty w dniu Inicjacji.

David patrzył to na babcię, to na pierścionek.

– Myślę, że nadszedł czas, aby przyniósł szczęście tobie i Grace – dokończyła.

David spojrzał na nią zadowolony.

– Dziękuję – powiedział z prawdziwą wdzięcznością. Babcia pogłaskała go czule po głowie.

Następnego dnia do wieczora wszyscy mieli jakieś pilne sprawy do załatwienia. Peter pomagał dziadkowi sprzątać strych, Lidia i Maya robiły zakupy przed rozpoczęciem roku szkolnego, David pomagał babci w ogrodzie, a Arthur grzebał w silniku swojego jeepa.

Wieczorem wysoki, ciemnowłosy chłopak pojawił się u Davida.

– Co to? – zapytał, wskazując na małe czerwone pudełeczko stojące na stoliku obok łóżka. David spojrzał na pudełko i odpowiedział:

– To jest rodzinna pamiątka po mojej mamie.

– Pierścionek – powiedział nagle bez zaskoczenia Arthur.

David spojrzał na niego trochę zdziwiony.

– Też dostałem od mamy taką pamiątkę. Dam ją Lidii w dniu Inicjacji – odpowiedział, patrząc na zegarek, bo zbliżała się pora grillowania u ciotki Beatrice.

– Myślisz, że Peter też dostał?…

– Kto jak kto, ale on na pewno jest przygotowany – przerwał mu przyjaciel, po czym ruszył w stronę drzwi. – Chodź, spadamy! Jestem głodny – dodał, odwracając się przez ramię. David z uśmiechem ruszył za kolegą.

Ciotka Beatrice właśnie szykowała w kuchni szaszłyki, gdy weszła Grace.

– Ciociu, wiesz może, kiedy urodził się Odyn, ojciec Diany?

– Kto? – zapytała zaskoczona kobieta. – Czy coś się stało? – dodała.

Grace pokazała cioci kartkę z symbolami, które udało się rozszyfrować i opowiedziała o swoich snach. Ciocia wysłuchała jej uważnie, po czym obie poszły do salonu, a kobieta ze schowka pod dywanem wyciągnęła ogromny zwój papieru i rozłożyła go na stole.

– Co to jest? – zapytała Grace, obserwując zachowanie Beatrice.

– To jest Drzewo Genealogiczne Bractwa Dusz.

Dziewczyna otworzyła szeroko oczy, bo zwój był potężny. Wyglądał, jakby zapisywano go od setek lat. Ciocia rozłożyła końcówkę i zaczęła się przyglądać. W tym czasie weszli David i Arthur.

– Hmmm… jak ładnie pachnie – powiedział w wejściu Artur i podszedł do stołu. – Co to? – zapytał.

– To jest Drzewo Genealogiczne Bractwa – powtórzyła staruszka. Chłopcy otworzyli szerzej oczy, a staruszka, odnajdując coś na zwoju, chrząknęła.

– Aha! Mam – powiedziała, spoglądając na Grace. – Odyn urodził się 10 września – dodała po chwili.

– Czyli patronuje mu Runa Gabo, tak jak mi – wtrącił David, potwierdzając swoje wcześniejsze spostrzeżenia.

W tym momencie weszli rodzice Grace, którzy wrócili z zakupów na wieczornego grilla, a za nimi Peter z dziewczynami. Chłopak od drzwi chciał wszystkim koniecznie coś ważnego powiedzieć, ale zobaczył zwój i stanął oczarowany.

– Drzewo Genealogiczne Bractwa Dusz – powiedział zafascynowany. Pozostali spojrzeli na niego zdziwieni, a Peter lekko dotknął papieru. – Zrobiony z pierwszego drzewa, jakie pojawiło się na świecie i posiadający Energię Ziemi i Kosmosu – dodał, uśmiechając się do pozostałych.

Lidia spojrzała na niego.

– Co to znaczy?

Ciocia Beatrice wytłumaczyła:

– Zwój ten sam żyje i uzupełnia na bieżąco kolejne pokolenia.

– Jak to, sam żyje? – nie rozumiał Arthur.

– Popatrzcie… – Wskazała na koniec zwoju.

Wszyscy spojrzeli na papier i zobaczyli tam swoje imiona połączone w pary. Spojrzeli po sobie, potem na ciocie, a Maya zapytała:

– To oznacza…

– Wasze małżeństwa – wyjaśniła ciocia.

Grace spojrzała zadowolona na Davida, a ten na nią.

– A te odnogi niżej? – spytała nagle, przyglądając się trzem kreskom odchodzącym od ich nazwisk.

– Kolejne pokolenie – uśmiechnęła się ciocia.

Pozostali spojrzeli pod swoje nazwiska. Pod Lidią i Arthurem były dwie odnogi, a Maya i Peter mieli cztery.

– Czyli nasze dzieci? – zapytała Lidia, a ciotka przytaknęła.

– Kiedy pojawiły się tutaj nasze imiona? – zaciekawiła się Maya.

– Gdy skończyliście szesnaście lat i się pokochaliście – wyjaśniła ciocia.

– Zwój już teraz wie, jaka będzie nasza wspólna przyszłość? – zapytała Grace, wskazując na siebie i stojącego obok Davida.

– I tak i nie – odpowiedziała ciocia. – Zwój zawsze spisuje obecny stan, to, jak widzi przyszłość z teraźniejszej perspektywy – wytłumaczyła.

– To znaczy, że coś może się jeszcze zmienić? – wtrąciła Lidia.

– Nie znamy potęgi naszych uczuć, może się kiedyś okazać, że przyciąganie pomiędzy tymi samymi Energiami będzie na tyle potężne, że pokochacie kogoś innego – wyjaśniła staruszka. – Chociaż to mało prawdopodobne w przypadku Bratnich Dusz. – Uśmiechnęła się i spojrzała na Petera. – Wchodząc, chciałeś coś powiedzieć?

Chłopak ocknął się z zamyślenia i kładąc starą zakurzoną księgę na stół, powiedział:

– Sprzątałem dziś strych z dziadkiem i znaleźliśmy Księgę Bractwa mojej babci. – Ciocia Beatrice wzięła ją do ręki i ostrożnie zaczęła ją przeglądać, a pozostali patrzyli na chłopaka. – Przejrzałem ją i natknąłem się na coś ciekawego o snach – mówił, patrząc po kolei na wszystkich, kończąc na Grace.

– O snach? –powtórzyła za nim zaskoczona dziewczyna.

– Podobno Dusza Zmarłego może ostrzec żywych przed nadchodzącym niebezpieczeństwem poprzez symbole w snach. Tak jak jest to w przypadku Grace – skończył, spoglądając na staruszkę.

Ta chwilę się zamyśliła, po czym potwierdziła:

– Zgadza się, ale może to zrobić tylko osobom spokrewnionym lub mającym otwarte połączenie – dodała.

– Pan Wu aktywował u Grace Energię Uzdrawiania, a nie jest z nim spokrewniona, więc może ma takie otwarte połączenie? – próbował wytłumaczyć to Peter.

Wszyscy się zamyślili, a Arthur zapytał:

– Ale dlaczego ją straszy?

Spojrzeli na siebie, potem na ciotkę.

– I po co te symbole? – dodała Maya.

– Zaraz, zaraz – wtrąciła nagle staruszka, wyciągając z półki swoją starą Księgę Bractwa.

Grace spojrzała na nią zdziwiona:

– Trzymasz to tutaj? – Ciotka uśmiechnęła się.

– Właśnie dlatego, że jest na widoku, nikt po nią nie sięga – odpowiedziała. – Przeczytałaś całą moją biblioteczkę, a na tę Księgę nie trafiłaś – dodała, a dziewczyna potwierdziła. Staruszka przewertowała kilka kartek.

– Mam. – Spojrzała na wszystkich. – Symbole we śnie. Dusza zmarłego w obliczu niebezpieczeństwa, które jej grozi, może zwrócić się o pomoc do żyjących. Niebezpieczeństwem może być zakłócenie jej spokoju, próba jej przywołania przez osoby niepożądane lub chęć przejęcia jej Energii. Posługuje się wtedy symbolami. Tyle – skończyła, zamykając Księgę.

– Przejęcia Energii? – zapytał Peter. – Myślałem, że po śmierci Dusza nie ma już Energii, dlatego przekazuje się ją żonie lub dzieciom, zanim się umrze – dodał.

– I tak jest – odpowiedziała ciocia – ale Odyn nie przekazał swojej Energii żonie ani córce. – Spojrzeli na ciocię zdziwieni.

– Odyn wiedział, że po jego śmierci Katherina zajmie się Czarną Magią i że otrzymując jego Energię Ducha, zrobi wszystko, aby nie dopuścić do waszej Inicjacji i połączenia Energii Ziemi i Kosmosu. Dlatego ukrył swój Runiczny Kamień Serca i nikomu nie powiedział, gdzie rośnie jego Drzewo Życia.

– A teraz Katherina chce go przywołać i przejąć jego Energię! – zawołał Peter, zadowolony, że sam wpadł na ten pomysł. Pozostali spojrzeli najpierw na chłopaka, potem znowu na ciocię.

– Na szczęście dla nas, to nie jest takie łatwe – uspokoiła staruszka. – Dusza może, ale nie musi się zgodzić na oddanie swojej Energii. A w przypadku Katheriny, Odyn na pewno się nie zgodzi. Do tego potrzebuje ona jego Runicznego Kamienia Serca, gałązki z Drzewa Życia i Energii Ducha. O ile udałoby się jej znaleźć przedmioty, to Duszę do oddania mocy może zmusić jedynie jakiś Anioł, a te nie współpracują z siłami posługującymi się Czarną Magią – wyjaśniła, uśmiechając się niepewnie.

– Z tego, co wiem, to ma taką samą Energię, co Odyn – wtrącił David.

– Ale nie ma jeszcze Kamienia i Drzewa – dodała Grace, spoglądając na pozostałych. – We śnie widzę jego kamień w jakiejś piwnicy, schowany gdzieś w murze, a gałęzie obijają się, jakby drzewo rosło gdzieś głęboko w lesie – opowiedziała dziewczyna.

– Kiedy może przejąć tę Energię? – zapytał Arthur.

– Rytuał musi być wykonany podczas Pełni Bobrzego Księżyca – powiedziała kobieta.

– A w tym roku przypada to… – zapytała Maya, spoglądając na Petera.

– 10 listopada – odparł pewnie, bez wahania, a pozostałych już nie dziwiło, skąd chłopak o tym wie.

– To mamy czas do 10 listopada, aby znaleźć Kamień i Drzewo przed nią – podsumował David i wszyscy spojrzeli po kolei na siebie.

– Tymczasem zapraszam na grilla – przerywając rozmowę, powiedział ojciec Grace, który już rozpalił ogień i upiekł pierwsze szaszłyki. Na grillu pojawił się też Pan Wu. Gdy dowiedział się o planie Katheriny, bardzo się zaniepokoił. Wyjaśnił też wszystkim, że nie mogą dać się sprowokować do walki na Energie.

– Katherina myśli, że w sierpniu przeszliście już Inicjację Pięciu Energii. Nie udało się jej przejąć Duszy Grace, bo nie wie, że można aktywować Energię jeszcze przed Inicjacją. Dlatego będzie chciała sprawdzić, na ile was stać – mówił, siedząc w fotelu nieopodal grilla. Pozostali porozsadzani byli na krzesłach i leżakach naokoło stołu.

– Ale nie mamy pełnej władzy nad swoimi Energiami – powiedziała zaniepokojona Lidia.

– Jeśli zachowacie czysty umysł, posłużą wam – wyjaśnił Pan Wu. – Ale nie może wami kierować żadne inne uczucie, oprócz milości – dodał, spoglądając na każdego po kolei.

– Nie mamy przecież pełnej mocy. Skąd pewność, że damy im radę? – zapytał poważnie Arthur.

– Dlatego lepiej nie igrajcie z losem i nie dajcie się sprowokować – odpowiedział stanowczo staruszek.

Rozdział 5
Pierwszego dnia szkoły Grace pojawiła się tam nieco wcześniej niż pozostali. Musiała donieść do sekretariatu brakujące dokumenty i odebrać plan zajęć. Zobaczyła, że jest w klasie z Mayą i Peterem.

Szybko też znalazła swoją szafkę. Gdy wypakowywała się, poczuła, jak ktoś staje za jej plecami. Zamknęła szafkę i odwróciła się powoli. Wyczuła bijącą jej w plecy Energię Ognia, stąd podejrzewała, że to ktoś z Kręgu Czarnej Magii.

– Cześć, maleńka! Jestem Marck – powiedział wysoki, czarnowłosy chłopak z niebezpiecznym uśmiechem na twarzy. Obok stał jego kolega, ciemny blondyn. Obaj ubrani na czarno.

Grace spojrzała na drugiego chłopaka, a ten powiedział poważnie, nie spuszczając oczu z jej twarzy:

– Jestem Timon.

– Wiem, kim jesteście – odparła odważnie Grace.

Chłopcy popatrzyli na siebie, a Marck przybliżył się do Grace i chwytając delikatnie jej podbródek, powiedział:

– I nie boisz się?

Szczerząc się, patrzył jej prosto w oczy. Grace nie odsunęła się, nie chcąc dać chłopakowi satysfakcji, i odpowiedziała stanowczo:

– Nie!

Chłopak zmierzył ją wzrokiem od góry do dołu.

– A powinnaś!

I gdy ten powoli zaczął zjeżdżać palcami z jej brody w stronę bluzki, usłyszeli trzask szafki.

– Czego tutaj szukasz, Anguis? – Grace poznała po głosie Arthura, ale nie spuszczała wzroku z Marka, ani on z niej.

Po chwili usłyszeli trzaśnięcie szafki z drugiej strony i wtedy ciemnowłosy chłopak odwrócił wzrok, spoglądając na Davida. Ten stał z założonymi rękami na piersi i patrzył na Marcka wrogo.

– Oho! – odezwał się nagle czarnowłosy chłopak. Popatrzył na Grace, dodał: – Twoje pieski się pojawiły. – Powiedział to i odsuwając się od dziewczyny, zaśmiał się szyderczo, a potem ruszył w stronę sali lekcyjnej. Timon poszedł za nim, także złośliwie się uśmiechając.

David i Arthur odprowadzili ich wzrokiem, po czym David spojrzał na Grace poważnie i zapytał:

– Wszystko ok?

– Poradziłabym sobie – odpowiedziała dziewczyna ze złością w głosie. Chłopcy spojrzeli na siebie zdziwieni, a Arthur zrobił gest zaskoczonego i jednocześnie wkurzonego.

Grace minęła Davida i bez słowa poszła w stronę sali. Chłopak obejrzał się na nią trochę poirytowany, gdy obok przeszła Diana.

– Kłopoty w raju? – zapytała szyderczo.

Chłopak spojrzał na nią z pogardą i odparł:

– Trzymajcie się od niej z daleka.

Dziewczyna uśmiechnęła się. David odwrócił się i ruszył za odchodzącym Arthurem.

– Moje podziękowania byłyby przyjemniejsze – odparła, otwierając swoją szafkę.

David cofnął się do niej, trzasnął drzwiczkami, aż dziewczyna podskoczyła. W tym czasie Arthur zatrzymał się i spojrzał na kolegę. Nina i Tamara stanęły murem za Dianą, a David, przybliżając się do dziewczyny, z wściekłością na twarzy powiedział:

– Wiesz, dlaczego zawsze, gdy uprawialiśmy seks, byłem pijany? – Dziewczyna patrzyła na niego poważnie. – Bo na trzeźwo czuję tylko obrzydzenie – dokończył, po czym obrócił się i poszedł w stronę sali. Arthur spojrzał pogardliwie na Dianę i ruszył w ślad za Davidem.

Diana uderzyła pięścią w szafkę i zaczęła szybko oddychać z wściekłości.

– Pożałujesz tego – szepnęła do siebie.

A Nina dodała:

– Wszyscy tego pożałują.

Lekcje mijały szybko i nawet przyjemnie. Okazało się, że większość materiału Grace miała już przepracowane w poprzedniej szkole, więc mogła sobie trochę pofolgować. Nauczyciele witali ją przyjaźnie, a gdy zgłaszała się do odpowiedzi, zwracali uwagę, że stała się konkurencją dla Petera. Marck i Timon siedzieli z tyłu sali. Grace cały czas czuła wzrok Marcka na swoich plecach, tak jakby próbował ją przyciągnąć Energią, ale nie czuła strachu przed nim.

W porze lunchu Maya i Peter zaprowadzili Grace do stołówki. Lidia, Arthur i David już tam siedzieli przy stoliku z drużyną koszykarską. Gdy podeszli, Maya przedstawiła wszystkim Grace. Chłopcy z drużyny patrzyli na nią zachwyceni. Dziewczyna znała te spojrzenia. Grace dzięki prznależności do sekcji tanecznej miała bardzo zgrabną sylwetkę, co zawsze podkreślała strojem, i do tego była bardzo ładna. Wesoło, usiadła pomiędzy Davidem a Peterem. Nie spojrzała na ciemnego blondyna, a i on nie patrzył w jej stronę. Arthur siedział naprzeciw, obok Dominica, wysokiego bruneta, kapitana drużyny.

– Słyszałam, że miałaś przyjemność poznać Marcka i Timona – zapytała Lidia.

Grace spojrzała na Lidię, potem na Arthura, który siedział zły, i na Davida, który bawił się szklanką od napoju, i kiwnęła twierdząco głową do dziewczyny.

Chłopcy z drużyny rozmawiali między sobą o jakiejś akcji pod koszem, tylko Dominic wyczuwał napiętą atmosferę między Grace a chłopakami.

– Facet jest niebezpieczny – wtrącił nagle.

– Nie boję się go – odpowiedziała cicho dziewczyna.

– A powinnaś – ostrzegł poważnym głosem Peter.

Wtedy Grace nie wytrzymała i powiedziała trochę rozzłoszczona:

– Nie mogę mu pokazać, że jestem słaba – spojrzała na Arthura, który patrzył na nią dalej zagniewany, a potem na Davida, który lekko podniósł na nią wzrok. – Będą to wykorzystywać – dodała.

– Zgadzam się z Grace – wtrąciła nagle Maya, a Arthur, spoglądając na nią wściekły, rzucił:

– Daj spokój, Maya!

– Ale ona ma rację – kontynuowała dziewczyna, broniąc Grace. – Jak będziecie obchodzić się z nią, jak z jajkiem, to oni będą właśnie ją atakować – dodała, spoglądając na Davida.

– Sami stworzycie słaby punkt – dopowiedziała Lidia.

Arthur spojrzał na nią zrezygnowany:

– Ty też?

Lidia popatrzyła na chłopaka z zatroskaną miną, ten jeszcze bardziej zrezygnowany spojrzał na Davida:

– A ty się nie odezwiesz?

Chłopak, patrząc na Grace już trochę łagodniejszym wzrokiem, odpowiedział:

– Dobrze, odpuścimy. – Grace się uśmiechnęła i zbliżyła, żeby dać mu buziaka w policzek. – Ale – dodał, powstrzymując ją ręką – nie oznacza to, że mi się to podoba. – Grace w końcu pocałowała Davida, po czym zwróciła się do Artura i wskazując palcem, aby się zbliżył, przysunęła się do niego i też dała mu buziaka w policzek. Chłopak automatycznie odzyskał dobry humor, a Grace powiedziała cicho:

– Dziękuję, jesteście moimi bohaterami. – I zadowolona, z powrotem usiadła na krześle. Arthur odchrząknął z dumy, a pozostali zaczęli się śmiać.

Widząc to, siedzący obok Davida chłopak z drużyny, nadstawił Grace policzek, tuż przed nosem Davida, i zapytał wesoło:

– Ja też dostanę?

– A ty za co? – wzburzył się Arthur. Pozostali dalej się śmiali, a David odsunął się, robiąc miejsce Grace.

– Za ładny uśmiech – odparł chłopak, czekając na reakcję dziewczyny. Grace przybliżyła usta do twarzy chłopaka i prawie miała go pocałować, po czym szepnęła mu do ucha:

– Za krótko się znamy. – I odsunęła się, puszczając oczko do Davida.

– AAAA – było słychać z końca stołu.

W tym samym momencie do stołówki weszła Diana z resztą bandy. Grace spojrzała na nią poważnym wzrokiem, a ta z szyderczą miną i nie zatrzymując się, poszła w stronę wolnego stolika. Za nią dumnie kroczyła Nina i Tamara, a na końcu Marck i Timon. Czarnowłosy chłopak spojrzał na Grace i mrugnął do niej okiem. David obserwował całą sytuację i czuł, jak rośnie w nim złość.

Grace lekko chwyciła chłopaka lekko za kolano i powiedziała spokojnie:

– Nie daj się prowokować.

David, nie spuszczając oczu z Marcka, odprowadził go wzrokiem do stolika, po czym przysunął się do Grace i zaczął masować jej plecy.

– Jak tu trafiłaś? – zapytał nagle Dominic, spoglądając na dziewczynę.

– Bardzo magicznie – odparła z rozmarzeniem Grace, spoglądając na pozostałych.

A Lidia dodała:

– Przyśnił jej się David, no i do niego przyjechała – Grace spojrzała na dziewczynę trochę onieśmielona, a Dominic, uśmiechając się, zapytał:

– Jesteś wnuczką Violet Elm? – Dziewczyna zaskoczona pokiwała twierdząco głową. – No to jesteście w komplecie – dodał, zadowolony patrząc na pozostałych.

– W komplecie – potwierdził David i spojrzał na Grace, a ta na niego.

Kolejny dzień w szkole minął w spokojnej atmosferze. Wszyscy szykowali się do corocznej weekendowej imprezy organizowanej przez Arthura w jego domku na plaży. Wieczorem Grace siedziała u Davida i słuchali muzyki.

– Masz ogromną kolekcję płyt – powiedziała, przeglądając kolejną okładkę. David siedział na łóżku i przeglądał gazetę motoryzacyjną.

– Lubię dobrą muzę – powiedział, przerywając lekturę i spoglądając na dziewczynę.

– I nie lubisz tańczyć? – zapytała zdziwiona, nie odwracając wzroku od regału z płytami.

– No nie – odpowiedział, wracając do czytania.

– Ale jutro na imprezie zatańczysz ze mną? – zapytała Grace, odwracjąc się do chłopaka.

Ten z nosem w gazecie odpowiedział bez entuzjazmu:

– Może.

– Co? – zapytała głośniej, wskakując do łóżka. Objęła go w pasie i położyła mu głowę na ramieniu. – Proszę – powiedziała błagalnym tonem, po czym pocałowała go w szyję, potem drugi raz i trzeci, aż David uśmiechnął się i odwrócił do niej.

– To zależy, co dostanę w zamian – powiedział, rzucając gazetę na podłogę i przysuwając się do dziewczyny, chcąc ją pocałować.

Grace pozwoliła na jeden pocałunek w szyję, potem drugi i trzeci, po czym odsunęła się i zatrzymując chłopaka na łóżku, odpowiedziała prowokująco:

– Jutro zobaczymy, co dostaniesz w zamian… – i założyła bluzę. David, popatrzył smutno, usiadł zrezygnowany na łóżku. – Odprowadzisz mnie? – zapytała, stając w drzwiach.

Chłopak bez wahania podniósł się z łóżka i wyszli.

– Czy wszyscy w Sun City wiedzą o Bractwie? – zapytała Grace, gdy szli w stronę domu ciotki Beatrice.

– Myślę, że większość – odpowiedział, spoglądając raz pod nogi, raz na Grace.

– I jak są do tego nastawieni? – pytała dalej dziewczyna.

– To zależy – odparł chłopak. – Bractwo traktowane jest dość poważnie przez miejscowych. Mamy swoje zwyczaje i tradycje. Kiedyś ludzie byli bardziej otwarci, ale wszystko się zmieniło, gdy matka Diany zaczęła werbować dzieciaki do Kręgu Czarnej Magii.

– Werbować? – zapytała zdziwiona Grace.

David spojrzał na nią i wyjaśnił:

– Bractwo dba o to, aby utrzymywać Energię Ziemi i Kosmosu, dlatego w większości kojarzy pary w wewnątrz struktury. Oczywiście, nie przeciwstawia się, gdy ktoś wybierze inną drogę, ale powoduje to, że drzewo genealogiczne się kurczy i osób mogących wspierać Ziemię swoją Energią istnieje coraz mniej. Katherina, posługując się Księgą Czarnej Magii, może wyzwolić pewną ilość Energii w tych, u których ktoś z rodziny kiedyś posiadał taką Energię, czyli należał do Bractwa. Wiąże się to jednak z ogromnym ryzykiem, bo gdy taka osoba nie jest dość silna, aby przejąć tę Energię, popada w śpiączkę lub umiera.

– Chcesz powiedzieć, że Katherina zabiła jakieś dzieciaki, tworząc swoją „armię”? –dociekała, nie mogąc uwierzyć w to, co słyszy.

– Niestety, tak – powiedział smutno David. – Kilka miesięcy temu umarło pięcioro dzieciaków, a dwójka do dziś jest w śpiączce. – Grace patrzyła na chłopaka z przerażeniem w oczach. – Rodziny te obwiniają za wszystko Bractwo – kontynuował David – pamiętają, że ojciec Diany obiecał im, że Bractwo będzie ich bronić przed Czarną Magia, a tymczasem…

–…nikt im nie pomógł – dokończyła zamyślona Grace.

– Dlatego Dominic ucieszył się, gdy dowiedział się, kim jesteś. Zna historię Rytuału Powracających Dusz z opowiadań i wierzy, że pokonamy Katherinę – powiedział, stając na schodach pod drzwiami domu ciotki Beatrice.

Grace spojrzała na niego wesoła i całując go mocno, pożegnała. Odwróciła się jeszcze, żeby zobaczyć, jak odchodzi, po czym weszła do domu.

Ciotka siedziała przy nocnej lampce i czytała książkę, gdy Grace weszła do salonu. Uśmiechnęły się do siebie i dziewczyna, siadając wygodnie w fotelu, zapytała:

– Ciociu, dlaczego na drzewie genealogicznym Bractwa przy babci nie widnieje żadne nazwisko mężczyzny?

Staruszka spojrzała uważnie na dziewczynę i odkładając książkę, powiedziała:

– Zwój czasami chroni pewne osoby, nie ujawniając ich nazwisk. Poza tym, sama nie wiem, kim był twój dziadek. – Grace spojrzała zaskoczona, a kobieta mówiła dalej: – Gdy okazało się, że masz Energię Uzdrawiania, byłam pewna, że Chang jest twoim dziadkiem – Grace słuchała uważnie – Ale po rozmowie z nim wiem, że na pewno nim nie jest.

Grace przypomniała sobie opowieść pana Wu o jego miłości i przeszło jej przez myśl, że może to babcia była tą kobietą, którą tak kochał.

– A z kim przyjaźnił się Pan Wu? – wtrąciła nagle Grace, przerywając cioci.

– Słucham? – zapytała zaskoczona staruszka.

– Czy ciocia zna jego przyjaciela z tamtych lat? – powtórzyła Grace.

– Niestety, nie znam – odparła kobieta. – Jak przyjechałam do Sun City, to Chang mieszkał już na wyspie i nie pojawiał się tutaj zbyt często. Violet często go wspominała, bardzo go lubiła i chyba cierpiała, że przestał przyjeżdżać do miasta. Wiedziałam tylko, że posiada Energię Uzdrawiania, a w naszej linii nikt nie miał takich zdolności, więc pomyślałam, że może on jest ojcem Anny… Ale, niestety, nie – odpowiedziała zrezygnowana ciocia.

– Skoro w zwoju są uwzględnieni ludzie posiadający Energię Żywiołów, to znaczy, że dziadek też pochodził z Bractwa. – Ciotka Beatrice spojrzała uważnie na Grace. – Stąd Pan Wu nie może być moim dziadkiem – zakończyła dziewczyna.

– Na to nie wpadłam – powiedziała kobieta, po czym się zamyśliła.

Rozdział 6
– Wow! – powiedział mile zaskoczony David, gdy zobaczył Grace wychodzącą ze swojego pokoju z rozpuszczonymi długimi czarnymi włosami, ubraną w seksowną, trochę rozkloszowaną, niebieską mini sukienkę z dłuższym rękawem i długie do kolan niebieskie kozaczki. Dziewczyna się uśmiechnęła i podchodząc do chłopaka, dała mu całusa.

– Miłej zabawy! – krzyknęła z salonu ciocia, a para zgodnym chórem podziękowała i wyszła z domu.

David przyjechał motorem. Ubrany był w ciemnoniebieskie jeansy, co świetnie komponowało się z niebieską sukienką Grace, i jasną koszulę rozpiętą pod szyją. Wsiedli na motor i zajechali pod dom Arthura. Słychać było unoszącą się dookoła muzykę. Weszli od strony tarasu. Nikogo jeszcze nie było, impreza miała zacząć się dopiero za godzinę.

– Wow! – powiedział mile zaskoczony Arthur, widząc wchodzącą Grace. Ta popatrzyła zalotnie i poszła przywitać się z Lidią, która właśnie przeglądała płyty.

Lidia ubrana była w różową minispódniczkę i bluzeczkę z głębokim dekoltem na plecach. Wyglądała bardzo elegancko i kobieco. Potem podbiegła do nich Maya w króciutkich spodenkach, z prawie widocznymi pośladkami, i kusej koszulce na ramiączkach. Dziewczyny zaczęły podrygiwać w rytmie muzyki.

Chłopcy stali na tarasie, oparci o barierkę i popijając wodę mineralną z butelek, obserwowali swoje damy.

– Zapowiada się gorąca noc – powiedział wesoło Arthur, poprawiając koszulę pod szyją. Chłopcy spojrzeli na niego i zaczęli się śmiać.

Grace wyszukała utwór, przy którym tańczyli na kursie u Lorenza, i po włączeniu płyty pobiegła wyciągnąć Davida na parkiet. Ten trochę się opierał, ale w końcu dał się namówić. Potem dołączyli pozostali. Tańczyli tak, nie zauważając, jak zaczęli się schodzić goście. Arthur wybiegł z parkietu do konsoli, zawsze był DJ-em na swoich imprezach, i witał przychodzących gości, zachęcając ich do zabawy na parkiecie.

Wszyscy przychodzący, zwłaszcza chłopcy, zwracali uwagę na trzy seksowne tancerki pośrodku i zaskoczeni przyglądali się Davidowi, który pląsał pomiędzy nimi.

– A podobno nienawidzi tańczyć – wchodząc na taras, powiedziała Nina do Diany, gdy zauważyła na środku parkietu tańczącego Davida. Diana spojrzała w jego stronę i poczuła ogarniającą ją złość.

Za dziewczynami weszli Marck i Timon. Czarnowłosy chłopak od razu zauważył Grace.

– Nieźle się porusza – uśmiechając się do Timona, wskazał również na tańczącą obok Mayę. Po czym podeszli bliżej, tak by dziewczyny zauważyły, że je obserwują.

Gdy kolejny utwór się skończył, David z Peterem poszli po napoje, zostawiając swoje partnerki na parkiecie. Podchodząc do stolika z napojami, chłopak spotkał się ze spojrzeniem stojącej tam Diany. Oboje chwilę patrzyli na siebie z pogardą w oczach, po czym chłopcy poszli dotrzymać towarzystwa Arthurowi. Ten świetnie się bawił, komentując każdy utwór i widząc pełen ludzi parkiet. Peter szturchnął Davida i pokazał mu gapiących się na dziewczyny Marcka i Timona. Chłopcy wymienili między sobą zabójcze spojrzenia, a Grace, Lidia i Maya właśnie schodziły z parkietu, aby napić się czegoś chłodnego. Czarnowłosa dziewczyna, widząc poważną minę Davida wpatrzonego w tłum, delikatnie objęła go od strony pleców, całując go w ramię. Ten chwycił obejmujące go ręce i trochę się rozluźnił. Podobnie zrobiła Maya z Peterem. Lidia natomiast dała długiego buziaka Arthurowi i uśmiechnęła się wesoło. Stali tak przez chwilę.

– Uwaga, za chwilę zwalniamy tempo i zapraszam wszystkie pary na parkiet – powiedział Arthur i spojrzał na kolegów. Ci zabrali swoje dziewczyny na parkiet, a DJ, włączając wolną muzykę, objął Lidię i tańczył z nią przy konsoli.

David przysunął Grace mocno do siebie i zaczęli się kołysać w rytmie muzyki. Po chwili David pocałował delikatnie dziewczynę, a ta wtuliła się w niego i tak tańczyli do końca utworu.

– Idziemy na górę? – szepnął jej do ucha, gdy rozpoczął się kolejny wolny utwór. Grace bez oporu się zgodziła, weszli szybko po schodach na taras, po czym zatrzymali się w kącie i zaczęli się namiętnie całować. Całą sytuację obserwował uważnie Marck.

Nagle rozległ się przeraźliwy krzyk. Arthur wyłączył muzykę i wszyscy zbiegli się do stołu z napojami. Gdy przepchnął się przez tłum, zobaczył leżącego i dławiącego się śliną chłopaka. Jego dziewczyna klęczała przy nim i krzyczała.

– Co mu jest? – zapytał Arthur. Dziewczyna mówiła z płaczem:

– On ma padaczkę, nie może pić alkoholu, bo dostaje ataków i może umrzeć.

Arthur spojrzał na nią i powiedział:

– Tutaj nie ma alkoholu… – W tym momencie dobiegli Grace i David. Dziewczyna kucnęła przy chorym chłopaku i kazała odsunąć się jego dziewczynie.

Ta, podnosząc się, wskazała na Marcka oskarżycielsko:

– To ty mu coś wlałeś!

– Daj spokój – odparł, uśmiechając się chamsko chłopak – sam prosił o odrobinę wisky.

Wtedy David nie wytrzymał i rzucił się w stronę Marcka.

– No chodź! – zachęcił go gestem tamten i zaczęli się bić. Grace spojrzała na Arthura.

– Powstrzymaj ich. – Po czym skupiła się na przekazaniu Energii duszącemu się chłopakowi.

Gdy Arthur podbiegał do Davida, Marck narysował w powietrzu koło i przed Arthurem wyrósł mur ognia. Razem z Peterem postawili ścianę wody z morza, ale nie udało im się zalać ognia, bo Tamara, Energią Ziemi, stworzyła przepaść między wodą a okręgiem z ognia. Lidia próbowała powstrzymać dziewczynę, tworząc ruchome piaski, które zaczęły wciągać Tamarę. Maya wywołała trąbę powietrzną, chcąc ugasić ogień, jednak natrafiła na kontratak ze strony Timona.

Gdy trwała bitwa na Energie, Grace właśnie kończyła uzdrawiać chłopaka, i gdy ten otworzył oczy, oddychając swobodnie, pobiegła pomóc reszcie. Szybko poradziła sobie z okręgiem z ognia i podbiegła do bijących się chłopaków, próbując ich rozdzielić.

W tym samym czasie pojawiła się Katherina.

– Co się tutaj dzieje!? – krzyknęła, patrząc na leżącego Marcka. David podniósł się szybko, a za nim wstał drugi chłopak. Obaj mieli krwawiące wargi.

– Nic – odparł po chwili Marck, wycierając krew z wargi.

David patrzył na niego gotowy do dalszej konfrontacji. Kobieta spojrzała na jednych i drugich, i kazała Kręgowi Czarnej Magii opuścić plażę. Wszyscy zgodnie poszli za nią bez słowa. Diana, która nie brała udziału w walce, dołączyła przy wyjściu.

– Nic ci nie jest? – zapytała Grace, chwytając Davida za ramię. Ten przytaknął głową i wytarł ręką krew z ust. Grace dotknęła chorego miejsca i po chwili rany już nie było.

– To chyba się udało – powiedział nagle Arthur, oddychając głęboko. Grace i David spojrzeli na niego, a potem na tłum ludzi gapiących się na nich.

Nagle z tłumu wyłonił się chłopak, któremu przed sekundą Grace uratowała życie.

– Dziękuję – powiedział z wdzięcznością.

Grace uśmiechnęła się, a David pomasował ją po plecach. Za nim pojawił się Dominic.

– Więc to prawda – powiedział zadowolony – Energia Ziemi i Kosmosu odradza się. – Spojrzał na Davida i poważnym głosem dodał: – Obiecaj mi, że ją zabijecie – David patrzył poważnie na chłopaka. – Przez Katherinę moja siostra od dwóch miesięcy leży w śpiączce. Matka się załamała, a ojciec w ogóle się nie odzywa. Większość z nas – wskazał na tłum – ma kogoś bliskiego, kto przez te czarownice umarł lub leży w szpitalu nieprzytomny. Obiecaj, że pomścisz naszych bliskich.

David spojrzał na Grace, potem na pozostałych i potwierdził głową.

Dominic podziękował mu, podając rękę, po czym spoglądając na Grace, powiedział:

– Wyglądasz bardzo seksownie w tej sukience. – Uśmiechnęli się do siebie i chłopak odwrócił się, zbierając się do wyjścia. Pozostali goście zaczęli wychodzić za nim.

– No i po imprezie – powiedział zrezygnowany Arthur.

Pozostali popatrzyli ze smutkiem, a David, obejmując Grace, pocałował ją. Potem wszyscy wzięli się za sprzątanie. Po godzinie plaża i dom świeciły czystością. Zaczęło robić się widno i towarzystwo rozeszło się do spania w domku na plaży.

Gdy Grace wchodziła do pokoju, David zatrzasnął za nią drzwi i przyparł ją do nich.

– Czy teraz dokończymy to, co nam przerwano? – zapytał, zawadiacko.

Dziewczyna popchnęła go na łóżko, po czym, niczym striptizerka, ściągnęła kozaki, potem powoli zsunęła sukienkę i usiadła na kolanach Davida, rozpinając mu koszulę. Ten nie wytrzymał i przerzucił ją na łóżko. Oboje wybuchnęli śmiechem i zaczęli się namiętnie całować.

Rozdział 7
Przed lekcjami Grace i Maya rozmawiały na temat zakupów. Planowały wypad do miasta po sukienki na Inicjację. Wszyscy podchodzili bardzo poważnie do tego rytuału, chociażby z tego powodu, że mieli złożyć przysięgi małżeńskie. Nagle Maya szturchnęła Grace i wskazała na podchodzącą do Petera Ninę.

– Czego ona od niego chce? – zapytała widocznie zła dziewczyna.

Grace spojrzała z podejrzliwością. Potem, natykając wzrok Marcka, który jak zawsze wpatrywał się w nią i niepokojąco się uśmiechał, odpowiedziała:

– Próbuje cię sprowokować.

Wzięła koleżankę pod rękę, idąc do sali. Marck zagrodził im wejście. Maya nie zauważyła tego, gdyż cały czas śledziła zachowanie Niny i Petera.

Grace spojrzała Marckowi prosto w oczy, stali tak przez chwilę, aż pojawiła się nauczycielka:

– Marck, masz jakąś sprawę do dziewczyn?

Ten spojrzał automatycznie na kobietę i ustępując miejsca, zrobił szarmancki gest ręką. Grace i Maya weszły do sali, a nauczycielka, rozglądając się jeszcze po korytarzu, powiedziała:

– Zapraszam do sali. – I zachęciła Petera, czekając, aż wejdzie do klasy. Nina pożegnała chłopaka prowokującym spojrzeniem. Nauczycielka zamknęła za sobą drzwi.

Maya zapytała siadającego w ławce Petera:

– Czego chciała? – chłopak spojrzał na nią i odpowiedział:

– Chce, żebym pomógł jej w matmie.

– Przecież jest rok wyżej – stwierdziła zdziwiona i zarazem zła szatynka. – I zgodziłeś się, tak? – zapytała cicho po chwili. Peter usiadł przed Mayą i nic nie odpowiedział. Do końca lekcji dziewczyna siedziała naburmuszona.

W czasie lunchu Maya usiadła z dala od Petera. Arthur spojrzał na Grace i gestem głowy zapytał ją, o co chodzi.

– Peter ma udzielać korepetycji z matmy Ninie – powiedziała, a Arthur i David z niepokojem spojrzeli na chłopaka.

– Odbiło ci? – powiedział Arthur.

Ten spojrzał na niego i wyjaśnił:

– Nie mogłem odmówić, ma prośbę od dyrektora. – Spojrzał na chłopaków, potem na Mayę, która siedziała wkurzona, z założonymi rękami i wpatrywała się w stół.

– Idź do dyra i powiedz, że nie masz czasu – szepnął David.

Peter spojrzał na niego i odpowiedział, próbując uspokoić pozostałych:

– Dam sobie radę.

Arthur przerwał mu:

– Jak chcesz dać sobie z nią radę, skoro ma taką samą Energię jak ty?

– Ty też masz tę samą Energię i jakoś ciebie nie rusza, prawda? – powiedział na odczepnego do Arthura. Ten, odsuwając się na krześle, przyjął cios bez komentarza.

– To niebezpieczne – wtrąciła Grace.

A Maya wściekła, wstając od stolika, dodała:

– Ale pan uprzejmy, nie potrafi odmówić kobiecie. – I wyszła ze stołówki.

– Daj spokój Maya – próbował ją zatrzymać zrezygnowany Peter. Po czym spojrzał na pozostałych.

Lidia wstając od stołu, powiedziała:

– Ona ma rację, powinieneś odmówić. – I poszła za Mayą.

Grace spoglądając na Davida i dając mu buziaka, też wyszła ze stołówki. Chłopak spojrzał na Arthura, potem obaj na Petera. Ten wpatrywał się w kanapkę i sprawiał wrażenie zamyślonego.

– Dasz sobie z nią radę? – zapytał po chwili David.

Peter spojrzał na chłopaków i opierając się na stole, odpowiedział, patrząc Davidowi w oczy:

– Ty jakoś dałeś sobie radę z Dianą.

Chłopak oparł się na krześle i spoglądając na Arthura, odpowiedział:

– Ok, niech będzie.

– Ale jak zacznie się coś dziać… – zaczął Arthur.

– Tak, wiem – nie pozwolił mu dokończyć Peter. – Dam wam znać. – Wstał i wyszedł ze stołówki.

David spojrzał na Arthura, obaj nie byli przekonani co do tego, czy dobrze zrobili, pozwalając mu na samodzielne działanie.

Peter był bardzo poukładanym, grzecznym, kulturalnym facetem. Wychowywanym w kulcie ogromnego szacunku dla kobiet. To były jego główne zalet, ale przez to stawał się też świetnym celem do wykorzystywania. Maya pokochała go właśnie za to, że przy nim zawsze czuła się jak królowa, czego wcześniej nie doznała ze strony żadnego z chłopaków. Przy Peterze Maya nauczyła się siebie szanować, zbudowała od nowa poczucie własnej wartości i pewności siebie. Pokochała swoją kobiecość. Przy Peterze każda dziewczyna czuła się jak dama.

Zajęcia gimnastyczne wszystkie grupy wiekowe miały w tym samym czasie na boisku. Chłopcy byli podzieleni na kilka sekcji – koszykarską, piłkarską i aikido, dziewczyny  uprawiały gimnastykę, trenowały siatkówkę i taniec. Lidia ćwiczyła gimnastykę, była bardzo rozciągnięta, Maya i Grace, oczywiście, taniec. Peter grał w piłkę, a David i Arthur w koszykówkę. Diana i Nina należały do sekcji siatkarskiej, Tamara – gimnastycznej, a Marck i Timon – piłki nożnej.

Pierwsze zajęcia z tańca skupiły się głównie na omówieniu planu na najbliższy rok. Grace słuchała i starała się go zapamiętywać. Maya siedziała obok na trawniku, ale była nieobecna myślami. Lidia ćwiczyła niedaleko na równoważni. Chłopcy rozgrywali mecz w kosza, a sekcja Petera miała rozgrzewkę. Gdy zadzwonił dzwonek, wszyscy ruszyli w stronę szatni. Dziewczyny szły przodem.

Marck wykorzystał sytuację i przebiegając obok Grace, lekko ją szturchnął. Ta spojrzała wściekła na niego, a on puszczając oczko powiedział:

– Seksownie ci w tym stroju.

Maya, widząc to, krzyknęła do chłopaka:

– Dupek!

Całą sytuację obserwował z daleka David i ściskał coraz mocniej piłkę do kosza. Zauważył to Dominic, podszedł do niego i odbierając mu piłkę z rąk, powiedział:

– Da sobie radę – po czym dodał – jest twardą babką. – Obaj uśmiechnęli się do siebie i skierowali w stronę szatni.

Wchodząc do szatni, Nina popchnęła Mayę, wciskając się przed nią. Ta nie wytrzymała i jej oddała. Zaczęły się przepychanki między nimi, aż musiała zareagować nauczycielka. Gdy je rozdzieliła i dała ostrzeżenie, dziewczyny rozeszły się do swoich szafek.

– Dobrze się czujesz? – zapytała czule Lidia. Grace stała obok i także czekała na odpowiedź. Maya już nie była zła, wyglądała jednak, jakby miała się za chwilę rozpłakać. Ale szybko się pozbierała, bo podeszły do nich Diana, Tamara i Nina.

– Jeszcze nie skończyłyśmy – powiedziała szeptem Nina, nachylając się do Mai.

– Odczep się! – powiedziała stanowczo Grace.

Diana spojrzała na nią piorunującym wzrokiem i przysuwając się do niej, wtrąciła:

– Lepiej uważaj na siebie.

Grace przybliżyła się do twarzy dziewczyny i odpowiedziała, cedząc przez zęby:

– Bo co? Naślesz na mnie swoje pieski? – Diana i Nina odsunęły się.

– Nie bądź taka pewna siebie – wtrąciła blondwłosa dziewczyna, po czym Tamara chwyciła za ramię koleżankę i powiedziała, spoglądając na Lidię:

– Zostaw te złodziejki facetów. – I wyszły z szatni.

Lidia i Grace odetchnęły z ulgą, a Mai puściły nerwy i się rozpłakała. Dziewczyny ją przytuliły.

– Co mam teraz zrobić? – mówiła szlochając. – A jeśli mi go odbierze? – pociągała nosem.

– Nie odbierze – powiedziała zatroskana Grace.

– Peter ciebie bardzo kocha – dodała czule Lidia. – Poza tym za kilka dni będziecie jakby małżeństwem – uzupełniła po chwili, lekko się uśmiechając. Siedziały tak jeszcze przez chwilę, a potem zabrały swoje rzeczy i wyszły ze szkoły.

 

Wieczorem Grace siedziała w salonie z Davidem. Odrabiali lekcje, a ciocia Beatrice pichciła coś w kuchni. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Grace poszła otworzyć i zobaczyła Petera.

– Cześć – powiedział niepewnie, dziewczyna popatrzyła uważnie. – Pomożesz mi? – zapytał. Grace spoważniała.

– Coś się stało? – zapytała. Słysząc to, David podszedł do drzwi.

– Chcę pogodzić się z Mayą, ale potrzebuję waszej pomocy.

Grace uśmiechnęła się i spojrzała na wesoło patrzącego na nią Davida.

– Co mamy zrobić? – zapytał nagle chłopak Grace.

Plan był taki, aby zwabić Mayę do domu Arthura, gdzie on i Lidia pomogli Peterowi przygotować romantyczną kolację we dwoje. Grace wymyśliła, że pojedzie po Mayę i namówi ją, aby udały się do Arthura. Wiedziała, że Maya nie będzie chciała spotkać się z Peterem, więc powiedziała jej, że chłopcy poszli na skutery, a one pojadą tylko po Lidię i gdzieś się ulotnią. Artur wyszedł z domu, zanim przyjechała Maya z Grace.

Lidia dokończyła szykowanie kolacji i poprawiając jeszcze koszulę Peterowi, westchnęła:

– Jak tu pięknie. – Rozejrzała po tarasie. Cały był udekorowany czerwonymi, białymi i niebieskimi różami. Pośrodku stał pięknie nakryty stół. Gdzieniegdzie paliła się świeca, dzięki czemu panował romantyczny półmrok. W tle słychać było spokojną muzykę. Peter odetchnął głęboko, gdy Lidia dostała sygnał, że dziewczyny już są.

– Zapomniałam torebki z auta – powiedziała przy drzwiach Grace. Maya spojrzała na nią i chciała się z nią wrócić, ale przyjaciółka ją zatrzymała. – Wejdź już i idź do Lidii, zaraz wrócę. – Po czym odwróciła się i powoli szła w stronę auta, nasłuchując, czy Maya weszła do domu. Potem pobiegła pod drzewo, gdzie w jeepie Arthura czekali na nią chłopcy.

– Lidia! – krzyknęła Maya, wchodząc do domu.

– Idź na taras, zaraz przyjdę – odpowiedziała Lidia z kuchni, a gdy ta zniknęła jej z oczu, cicho wyszła z domu. Pobiegła do samochodu, gdzie czekała reszta towarzystwa. Cofnęli trochę auto, aby zobaczyć, co się dzieje na tarasie.

Maya weszła do salonu, który prowadził na taras. Usłyszała muzykę i zobaczyła rozsypane płatki róż prowadzące na zewnątrz. Zdziwiona poszła w stronę tarasu. Wchodząc, zaskoczona otworzyła szeroko oczy.

Za nią pojawił się Peter i szepnął jej do ucha:

– Spędzisz ze mną wieczór?

Maya odwróciła się i zobaczyła ubranego w białą koszulę i eleganckie białe spodnie chłopaka z czerwoną różą w dłoni. Peter, patrząc poważnie, wręczył jej kwiatek. Maya ze łzami w oczach rzuciła mu się na szyję.

Obserwowali to z zewnątrz przyjaciele. Lidia i Grace spojrzały na siebie z rozmarzonym uśmiechem i głęboko westchnęły. David i Arthur tylko się uśmiechnęli i pokiwali głowami.

– Kobiety i ich romantyzm – podsumował Arthur, odpalając silnik, po czym dostał kuksańca od Lidii.

– Auuu! – krzyknął – Za co?

Pozostali zaczęli chichotać. Potem ruszyli, nie oglądając się za siebie.

Nadszedł dzień Inicjacji. Grace obudziła się podekscytowana. Usłyszała głosy w salonie i poszła sprawdzić, kto przyszedł.

– Mama, tata! – krzyknęła szczęśliwa, gdy zobaczyła ich w korytarzu. Przytulili się mocno. – Co tutaj robicie?

– Nie moglibyśmy przegapić twojej Inicjacji – powiedział dumnie ojciec.

– No i bądź co bądź, ślubu – dodała z troską matka. Dziewczyna wtuliła się w mamę. Bardzo się ucieszyła, że rodzice będą z nią w tym dniu.

Cała szóstka nie poszła dziś do szkoły. Dzień mijał na przygotowaniach, powtarzaniu regułek i tego, co po kolei każdy ma robić.

Gdy zapadł zmierzch i pełnia księżyca oświetlała plażę, wszyscy pojawili się na wyspie Bractwa. Bose dziewczyny ubrane były w białe sukienki, dopasowane do figury, miały srebrne diademy na głowach, w które powplatane były liście z ich Drzew Życia. Chłopcy natomiast przybyli w białych koszulach i białych spodniach. Wszyscy wyglądali jak anioły.

Krótko przed rozpoczęciem rytuału Starszyzna założyła każdemu na szyję Runiczny Kamień Serca: ciocia Beatrice włożyła Grace Agat ze znakiem Fehu, babcia Apollina – Davidowi Opal z runą Gabo, babcia Iris – Arthurowi Kryształ Górski z Isa, dziadek Amon – Peterowi Akwamaryn z Perdo, babcia Selena – Lidii Rubin z Othala i dziadek Eol – Mai Koral z Tiwaz.

Na uroczystości byli wszyscy rodzice. Nawet rodzice Arthura, którzy zazwyczaj zjeżdżają do domu tylko dwa razy w roku – na urodziny syna i w święto Samahain – tym razem nie mogli przegapić tak ważnej uroczystości. Pojawił się też Pan Wu, co poprawiło bardzo humor inicjowanym i poczuli się pewniejsi.

Ciocia Beatrice namalowała na środku symbol TAO, czyli stanu Wszechświata po rozdzieleniu się Yin i Yang. Potem Yin zasypała ciemną ziemią. Znak ten jest symbolem ładu kosmicznego i kosmicznej harmonii. Równowagi Wszechświata.

Yin i Yang to dwie przeciwstawne, ale dopełniające się siły, z których współdziałania wynika całe istnienie. Yin symbolizuje pierwiastek kobiecy, chłód, cień, bierność, wilgoć, Yang przeciwieństwo tego. Mówi nam to, że nie chodzi o spór i walkę między światłem a mrokiem, lecz o współdziałanie i uzupełnianie się.

TAO symbolizuje idealną harmonię i współpracę Wszechświata, Kosmosu, wszystkiego.

Dalej w samym centrum znaku narysowała Symbol Słońca i wskazała na Davida, aby tam stanął. Potem po czterech stronach świata nakreśliła kolejno znaki Merkurego, Urana, Neptuna i Plutona. Zrobiła kilka kroków i wyznaczyła pentagram, gdzie na końcu poszczególnych ramion rysowała kolejno: w miejscu ognia – symbol Księżyca, ziemi – Wenus, powietrza – Jowisza, wody – Marsa i (ducha) wody – Saturna. Jednocześnie, rysując znaki, wskazywała kolejno, kto ma gdzie stanąć. Potem narysowała za nimi zamknięte koło i rozpaliła pięć ognisk dookoła.

Starszyzna stanęła za swoimi podopiecznymi, oprócz babci Davida, który stał w samym centrum. Grace, Lidia, Arthur, Peter i Maya odwrócili się do swoich opiekunów i po chwili ciocia Beatrice, wręczając Grace zapaloną świecę, powiedziała:

– Przekazuję tobie Ogień.

Dziewczyna wzięła świecę z rąk kobiety i odwracając się w stronę środka, podeszła do Davida. Uśmiechając się, podała mu świecę, mówiąc:

– Oto jestem ja, Grace, która reprezentuje Energię Ognia.

David odebrał od niej symbol ognia i kładąc go wewnątrz Yin Yang mówił:

– Ogień jest żywotnością, namiętnością, siłą i transformacją. – Grace odwróciła się i odeszła na swoje miejsce.

Potem Lidia dostała od babci kamienną miseczkę z ryżem – symbol Ziemi. Podeszła do Davida i podając mu miseczkę, powiedziała:

– Oto jestem ja, Lidia, która reprezentuje Energię Ziemi.

David odebrał od niej symbol ziemi i kładąc go wewnątrz Yin Yang, powiedział:

– Ziemia jest formą, siłą, postawą, wytrzymałością i umocnieniem. – Lidia wróciła na swoje miejsce.

Kolejna była Maya. Odbierając od dziadka tlące się kadzidełko, podeszła do Davida, mówiąc:

– Oto jestem ja, Maya, która reprezentuje Energię Powietrza. – I oddała symbol w ręce Davida.

Ten kładąc kadzidełko wewnątrz koła, mówił:

– Powietrze jest ruchem, przepływem, ekspansją i wyzwoleniem.

Potem Arthur, podchodząc do środka koła, powiedział:

– Oto jestem ja, Arthur, który reprezentuje Energię Wody. – I kładąc miseczkę z wodą na rękach Davida, patrzył, jak ten, odstawiając ją na ziemię, mówi.

– Woda jest przepływem, adaptacją, oczyszczeniem i magnetyzmem.

Na końcu był Peter, także reprezentujący Energię Wody.

Gdy chłopak wrócił na swoje miejsce, David stanął na symbolu Słońca wyrysowanym w samym centrum Yin Yang i powiedział, patrząc w niebo:

– Oto jestem ja, David, który reprezentuje Energię Ducha. Duch jest wodą, powietrzem, ogniem i ziemią. Jest jednością, Wszechświatem, nieskończonością, boskością.

Gdy to powiedział, wszyscy spojrzeli w górę, gdzie ujrzeli, jak z Davida w stronę nieba wybuchła białofioletowa poświata – symbolizująca ducha, potem z Grace czerwona – symbol ognia, z Lidii – zieleń, z Mai – srebrnoszary kolor powietrza, a z chłopaków – niebieski kolor wody. I tak powstała nad nimi tęcza, symbol połączenia z Energią Kosmicznej Jedności.

Potem chłopcy weszli do wnętrza pentagramu, dziewczyny stanęły przed nimi. Najpierw David ukucnął, narysował przed sobą symbol Słońca i wstając, powiedział do stojącej przed nim Grace:

– Solis – symbol ducha.

Dziewczyna kucnęła i narysowała symbol Księżyca:

– Lunam – symbol duszy.

Obok stali Arthur i Lidia.

Chłopak, rysując znak Marsa, powiedział:

– Mars – materia góruje nad duchem.

Potem Lidia, wyznaczając znak Wenus:

– Wenus – duch góruje nad materią.

Z drugiej strony Davida i Grace stali Maya i Peter. Chłopak, rysując znak Saturna, powiedział:

– Saturn – materia góruje nad duszą.

Następnie Maya, wyznaczając symbol Jowisza:

– Jupiter – dusza góruje nad materią.

Potem David, wskazując kolejno narysowane wcześniej przez ciocię Beatrice symbole Merkurego, Urana, Neptuna i Plutona, dopowiedział:

– Mercuri – umysł, Uranium – świadomość, Neptunium – energia kosmiczej jedności, Plutonium – energia transformacji i przeobrażen. Od teraz stanowimy jedność ze Wszechświatem – dokończył, patrząc w oczy Grace.

Biała poświata okrążyła pary, tworząc obręcz. W tym momencie chłopcy wyciągnęli z kieszeni pierścionki. Dziewczyny otworzyły szeroko oczy ze zdziwienia.

David uśmiechnął się ładnie do Grace i zakładając pierścionek na jej palec serdeczny prawej ręki, powiedział:

– Niech to będzie symbol naszej jedności.

Pozostali chłopcy postąpili dokładnie tak samo.

Rodzice obserwujący wszystko z boku byli wzruszeni. Babcia Davida popłakała się.

A młodzi pocałowali się i po chwili naokoło każdej pary wytworzyła się biała smuga, okrążając ich od stóp do głów, zamykając ich w kokonach. Potem wszystko się rozprysło w stronę nieba, niczym sztuczne ognie. Widok zapierał dech w piersiach.

Starszyzna i rodzice ruszyli w stronę domu, gdzie czekała uroczysta kolacja na tarasie, a pary jeszcze chwilę zostały na plaży.

David, obejmując Grace, uśmiechnął się, a ona przytuliła się do niego.

– Spójrz – powiedziała dziewczyna i wskazała palcem w stronę jednego z ognisk – wtedy ogień przestał się palić. Grace spojrzała zadowolona, a David wyraził uznanie, po czym zapalił ognisko z powrotem.

– Hej – wzburzyła się lekko Grace, ale już po chwili uśmiechnęła się znowu.

– Patrzcie na to – wtrącił nagle Arthur i formując wodę z morza w kształt pięści, chciał zalać ognisko, ale z boku uderzyła go podobna pięść wody. Spojrzał na Davida ze złością.

– Hej!

David zawołał w obronie:

– To nie ja.

Po czym wszyscy spojrzeli na Petera.

– Nie zadzieraj ze mną! – powiedział poważnie Arthur i uśmiechnął się.

Wtedy Maya stworzyła małe trąby powietrzne, które tańczyły między ich nogami, a Lidia wydobywając kamyki z ziemi, poukładała je w kształcie serduszek.

Stali jeszcze tak przez chwilę, po czym poszli w stronę domu.

Stół ustawiony został w kwadracie. Każda z par miała zarezerwowany środek jednego z boków. I tak, David i Grace po swojej lewej stronie mieli Lidię z Arthurem, a po prawej Mayę i Petera, pozostali goście siedzieli pomiędzy nimi. Naprzeciw Grace miała swoich rodziców. Wszyscy wesoło gawędzili, opowiadali i wspominali.

– Ach – westchnęła z rozrzewnieniem babcia Davida – a dopiero co byliście tacy mali…

– Tak – wtrąciła mama Arthura. – Tyle było z wami zabawy i radości – dodała.

Wszyscy się uśmiechnęli, a David szepnął pod nosem:

– Zaczyna się. – Po czym spojrzał ze zrezygnowaną miną na Grace, a ona uważnie na niego, nie bardzo rozumiejąc, o czym mówi.

– Pamiętacie, jak Peter miał roczek i ciągle gryzł Arthura? A ten biegał do wszystkich i płakał, wskazując na biednego bobasa i krzyczał „on, on”, bo nie potrafił wymówić imienia Peter? – Chłopcy schowali ze wstydu twarze w dłoniach. Dziewczyny zaczęły się śmiać.

– A pamiętacie, jak Maya i Lidia się pobiły ? – wtrąciła nagle mama Lidii.

– Przestań, mamo – powiedziała zawstydzona dziewczyna.

– Dlaczego? – zaoponowała matka. – Pobiłyście się wtedy o lalkę, bo każda myślała, że druga jej zabrała, a potem się okazało, że Peter zrobił sobie pędzel z jej włosów do malowania. – Wszyscy prawie płakali ze śmiechu.

– Ale najlepsze było wtedy, gdy Arthur i David bawili się w malarzy – wtrąciła babcia Apollina.

– Babciu, nie przy jedzeniu – zatrwożył się chłopak, a Arthur położył zrezygnowany głowę na stole.

– Dla nas są to piękne wspomnienia – wtrąciła, strofując Davida, matka Arthura i zaczęła opowiadać, patrząc na Grace.

– Chłopcy, gdy mieli po dwa lub trzy latka, często przesiadywali na plaży. Siedzieli wtedy w turystycznym łóżeczku i bawili się, a my wtedy się opalałyśmy. – Gdy to mówiła, David też schował głowę w rękach, kładąc się na stole, i zaczął uderzać głową o stół na znak załamania i zawstydzenia. – Któregoś dnia podchodzimy do łóżeczka i widzimy, że chłopcy wymalowali całe łóżeczko swoimi kupami – powiedziała i wybuchnęła śmiechem.

Arthur nie wytrzymał i powiedział błagalnie:

– Mamo!!!

Ta pokiwała tylko głową, a wszyscy głośno się śmiali. Gdy atmosfera się trochę uspokoiła, ciocia Beatrice spytała:

– A Grace, jakim była dzieckiem?

Arthur podniósł szybko głowę, uradowany, że temat kupy się skończył. Podobnie David, który spojrzał na dziewczynę. Powoli chichot ucichł i odezwała się Anna.

– Grace była spokojnym dzieckiem. – Dziewczyna się uśmiechnęła. – I miała zawsze ogromne powodzenie – dodała, spoglądając na Davida.

– Ma do teraz – wtrącił Arthur, puszczając oko do Grace.

– W szkole podstawowej nauczycielka powiedziała nam – kontynuował ojciec – że mogłaby ją posadzić pośrodku sali i wszystkich chłopców naokoło, tak byli w nią wpatrzeni. – Spojrzał na dziewczynę, ta się zawstydziła. David spoglądał co jakiś czas na nią, uśmiechając się.

– A dużo miała chłopaków? – zapytał ciekawski Arthur. Mama spojrzała na chłopaka, potem na Grace.

– Przyjaźniła się od dzieciństwa z Chrisem – wspominała. – Byliście chyba parą przez krótki czas – powiedziała, oczekując na potwierdzenie ze strony dziewczyny. – Ale coś nie wyszło i zostali przyjaciółmi.

Grace spojrzała na Lidię, a ta na nią.

– Potem zakochała się w tańcu – wtrącił ojciec.

– O, tak – potwierdziła Anna – i zapisała się do sekcji tanecznej. – Ale chyba po roku się przeniosłaś, prawda? – Grace pokiwała głową. – Uciekłaś przed chłopakiem… Jak mu było… – Anna spojrzała na męża, ten nie mógł sobie przypomnieć, ale na ratunek przyszedł mu Arthur.

– Lorenzo – powiedział.

– Tak, Lorenzo – potwierdziła Anna, trochę zaskoczona, że chłopak go zna.

Grace, widząc minę matki, wytłumaczyła:

– On nas ostatniego lata uczył tańca.

– To ten sam Lorenzo? – zapytała zaskoczona.

– I nie przeszło mu – dodał Arthur.

– Naprawdę? – zdziwiła się matka.

– On był koszmarny – dodał poważnie ojciec Grace. – Jak Grace dała mu kosza, to przyłaził do nas przez tydzień i wypłakiwał się na ramieniu Anny. – Mama Grace potwierdzała, kiwając głową i wpatrując się w stół, a Grace spojrzała znacząco na Mayę i Lidię, aby potwierdzić swoje wcześniejsze słowa. – Był taki… – nagle zawiesił głos.

–…kobiecy – wtrąciła Lidia.

–…mało męski – dodała Maya.

–…bez jaj – podsumowała Grace.

–…właśnie – dopowiedział Dany.

– A miała jakieś wpadki? – zapytał nagle David. Pozostali spojrzeli na rodziców dziewczyny.

– Jedną – wtrącił ojciec dziewczyny. – Wyrzucili ją i jej koleżankę z kolonii – dodał.

– Co? – zapytał zaskoczony, ale i pełen uznania Arthur. Grace spojrzała na rodziców, robiąc niepewną minę.

– Za co? – zaciekawił się Peter.

– Wychowawczyni określiła je jako nierządnice.

– Co? – David rozsiadł się wygodnie na krześle. – No, robi się ciekawie – dodał wesoło.

Grace spojrzała na niego, ale jej ust nie opuszczał uśmiech.  Ojciec spojrzał na Grace i powiedział:

– No, wytłumacz się.

– Ty zacząłeś – odbiła piłeczkę dziewczyna.

– W skrócie: grały z dziesięcioma chłopakami w rozbieranego tysiąca i zostały przyłapane.

– Ha! Nie mogę! – krzyknął Arthur. – Umiesz grać w tysiąca? – zapytał, spoglądając na dziewczynę.

– Jest najlepsza – wtrącił Dany.

– Przyłapali was nago? – zapytała zaciekawiona Lidia, spoglądając na Grace.

– Nie nas, tylko wszystkich chłopaków.

– Ha ha! – zaśmiali się wszyscy głośno. – Ograłaś ich wszystkich? – zapytał szeptem David.

Grace spojrzała na niego i uśmiechając się, odpowiedziała:

– Przegrałam tylko skarpetkę.

– A jak was przyłapali? – zapytał nagle Peter.

– Zachowywaliśmy się za głośno i zapomnieliśmy zamknąć na klucz drzwi. Wparowała wychowawczyni i wszyscy wstaliśmy wystraszeni. No i możecie sobie wyobrazić jej minę, gdy zobaczyła dwie dziewczyny pomiędzy dziesięcioma chłopakami bez majtek – dokończyła, a reszta śmiała się głośno.

– A jak się wytłumaczyłaś rodzicom? – zapytała nagle Maya.

– Jak to jak? Powiedziałam prawdę – odpowiedziała bez ogródek Grace i spojrzała na rodziców.

– Nie dostała kary – powiedział ojciec, spoglądając na Mayę. – Byłem z niej dumny, że położyła na łopatki dziesięciu chłopa – odetchnął zadowolony Dany.

– To kiedy gramy? – zapytał widocznie napalony Arthur, spoglądając na Grace.

– Chciałbyś – odpowiedziała.

– Z nami nie wygrasz – wtrącił Peter.

– Nie lekceważ wroga – powiedziała ostrzegawczo Grace.

– Dziewczyny kontra faceci – podłapał temat David.

Dziewczyna spojrzała na niego zaskoczona.

– Wiesz o tym, że przegracie? – zapytała pewnie.

David, przyjmując rzuconą rękawicę, odpowiedział szyderczo:

– Jesteś pewna?

Dalej kolacja mijała na rozmowach o Bractwie, wyspie, czasem wracano wspomnieniami do nieżyjących. Po północy Starszyzna i rodzice rozjechali się do domów.