Bractwo Dusz, Księga 1 – Bractwo, cz. 1

BRACTWO

Rozdział 1
– No, nie – odetchnęła głęboko Grace. – Znowu ten sam sen – powiedziała do siebie szeptem, budząc się o świcie w dniu swoich szesnastych urodzin. Rozmarzyła się na samą myśl o tym, jaki prezent rodzice kupili jej tydzień wcześniej. Był nim czarny, metaliczny Jeep Liberty, o którym marzyła odkąd skończyła dwanaście lat.
– Cześć, mamuś! – krzyknęła, wbiegając do kuchni. – Tata już wyjechał? – zapytała, chwytając bułkę z miodem, która leżała na jej talerzu.
– Niestety, kochanie – robiąc smutną minę, odpowiedziała ciemnowłosa, wysoka kobieta, ubrana w czerwony szlafrok. – Wyjechał w delegację na kilka dni. – Ale po chwili, już z uśmiechem na twarzy, dodała: – To nam jednak nie zepsuje świętowania twoich urodzin. – I dosiadając się do córki, posmarowała sobie bułkę masłem. – Co chciałabyś dziś robić? – zapytała.
– Hmm… – zamyśliła się Grace. – Jeździć moim nowym autkiem – odparła dziewczyna o długich czarnych włosach i ciemnoniebieskich dużych oczach. Matka przytaknęła głową ze zrozumieniem, a dziewczyna głośno ziewnęła.
– Nie wyspałaś się? – zapytała zaskoczona kobieta o imieniu Anna.
– Troszeczkę – odpowiedziała Grace, przecierając zaspane oczy. – Znowu miałam ten sam sen.
Matka spojrzała na nią z lekkim niepokojem, czekając na szczegóły.
– Od trzech dni śni mi się ta sama twarz – wyjaśniła, ubrana w krótkie spodenki i letnią koszulkę w kolorze niebieskim, młoda dziewczyna, przypominając sobie rysy chłopaka ze snu.
Anna zbladła i z bardzo poważną miną zapytała:
– Czy śni ci się jeden i ten sam chłopak?
– Skąd wiesz, że to chłopak? – zdziwiła się Grace. – Przecież nic takiego nie powiedziałam – dodała lekko poirytowana. – Poza tym, nie martw się, nie znam go i nawet nie wiem, czy istnieje – próbowała uspokoić matkę. – To tylko głupi sen, mamo – uśmiechnęła się.
Jednak kobieta, nie reagując na uspokajający ton córki, wstała szybko od stołu i gorączkowo sprzątając talerze ze stołu, powiedziała:
– Spakuj rzeczy na tydzień, za godzinę wyjeżdżamy.
– Co? – zapytała zdziwiona Grace, odsuwając kanapkę od ust – Jak to? – Jednak matka bez słowa zniknęła z kuchni. Dziewczyna ruszyła za nią, zarzucając ją setką pytań: – A co z twoją pracą? Co z moimi warsztatami tanecznymi? Przepadną mi świetne lekcje! Dlaczego? Gdzie chcesz jechać? A co na to tata?
Kobieta nie reagowała, tylko w milczeniu szybko ubierała się i wrzucała rzeczy do walizki.
– Mamo! – krzyknęła nagle Grace. Kobieta stanęła jak zamurowana. Spojrzała na córkę ze łzami w oczach i przytuliła ją mocno.
– Pośpiesz się – powiedziała już spokojniej – w drodze wszystko ci wytłumaczę.
Grace nieco zdezorientowana posłuchała matki.
Jechały już od dwóch godzin, a matka nie odezwała się ani słowem. Grace początkowo próbowała zasnąć, ale ciekawość nie pozwalała jej się rozluźnić. Wierciła się i wierciła, aż nie wytrzymując napięcia, zapytała:
– Powiesz mi, gdzie jedziemy?
Kobieta wyrwana z zamyślenia, zerkając ukradkiem na córkę, przygryzła górną wargę i powiedziała:
– Nigdy nie opowiadałam ci o babci, o jej śmierci i o twoich narodzinach.
– Mówiłaś tylko, że umarła w dniu moich urodzin i dlatego wyjechaliście z tatą z Sun City – przerwała jej Grace.
– Zgadza się – potwierdziła Anna. – Mówiłam też, że babcia należała do Bractwa Dusz.
– Tak, ale nigdzie nie znalazłam żadnych informacji o tym Bractwie – wtrąciła dziewczyna.
– I nie znajdziesz – odparła kobieta. – Na pewno nie w internecie – dodała z zatroskaną mina. – Historia Bractwa sięga czasów starożytnych, a swoimi korzeniami ociera się nawet o początek świata.
Grace spojrzała zaciekawiona.
– Początek świata? – zapytała.
– Kiedyś poznasz ich historię – odpowiedziała krótko matka. – W tej chwili to nieistotne – dodała. – Teraz najważniejsze jest to, że co jakiś czas Bractwu udaje się sprowadzić na ziemię wyjątkowe dusze…
– Co zrobić? – przerwała jej dziewczyna. – Co to znaczy sprowadzić wyjątkowe dusze? – dodała. – Chyba w to nie wierzysz? – spojrzała na Annę zaniepokojona.
– Do dzisiejszego ranka myślałam, że tym razem im się nie udało, ale gdy powiedziałaś mi o swoim śnie…
– A co ma do tego mój sen? – przerwała jej lekko poirytowana Grace.
– Kochanie, za chwilę będziemy na miejscu i gdy tylko się upewnię, że twój sen nic nie znaczy, wrócimy do domu. Obiecuję, dobrze? – dodała troskliwie kobieta.
Grace spojrzała na matkę. Czuła złość. Odwróciła wzrok w stronę okna i zaczęła wpatrywać się w krajobraz. W jej głowie kłębiły się myśli, nie wiedziała, co o tym wszystkim sądzić i czekała z niecierpliwością aż dojadą.
– Jesteśmy na miejscu – powiedziała Anna po pół godzinie, wjeżdżając na podjazd starego, ale eleganckiego i zadbanego domu, otoczonego kwiatami i dużymi dębami.
Wysiadły z samochodu. Kobieta ruszyła do wejścia, a Grace, stojąc obok auta, rozejrzała się po okolicy. Nadal czuła złość na matkę, że wyciągnęła ją tyle kilometrów od domu i że straciła lekcje tańca, na które czekała przez cały rok.
Nagle w wejściu pojawiła się starsza kobieta, bardzo elegancka, z szarym kotem na rękach. Matka Grace weszła do środka, nawet nie oglądając się na córkę. Ta została przy samochodzie.
Wtem dziewczyna usłyszała jakiś hałas dochodzący z garażu znajdującego się obok domu. Ciekawość zaprowadziła ją do środka pomieszczenia.
– Ale bałagan – powiedziała do siebie z obrzydzeniem, patrząc na porozrzucane narzędzia, cieknący kran, szmaty leżące gdzie popadnie, motor w kącie i rozgrzebany silnik w samochodzie stojącym pośrodku.
Nagle usłyszała ponury głos dobiegający spod auta:
– Podaj klucz nasadowy albo spadaj!
Spojrzała na wystające spod samochodu nogi i gdy znalazła narzędzie, rzuciła je obok, odzywając się równie nieuprzejmie.
– Proszę! – I odwracając się w stronę wyjścia, dodała ciszej: – Co za gbur!
W tym samym momencie spod auta szybko wysunął się chłopak i równie szybko podniósł się, stając przed nią. Wysoki, wysportowany, o ciemnych oczach, ubrany w ogrodniczki, z szelkami wiszącymi wzdłuż nóg. Był bardzo brudny, widać, że spędził trochę czasu pod autem.
Grace, mierząc go wzrokiem od góry do dołu, aż otworzyła usta ze zdumienia. Stał przed nią chłopak z jej snów.
– Czego tutaj szukasz? – zapytał ponuro trochę zaskoczony chłopak. Grace początkowo się zmieszała, jednak była wciąż zła; zacisnęła zęby i odwracając się bez słowa, ruszyła w stronę wyjścia.
Chłopak krzyknął za nią, gdy już prawie była na zewnątrz:
– Mowę ci odjęło?!
Grace aż zakipiała ze złości. Odwróciła się na pięcie i ze wściekłą miną odpowiedziała dość głośno:
– Za sekundę mnie tutaj nie będzie i mam nadzieję, że już się nigdy nie spotkamy – spojrzała na silnik samochodu – Jak chcesz, żeby auto odpaliło, radzę ci podłączyć zasilanie, bo sam klucz nasadowy nic nie zdziała.
Chłopak popatrzył na nią zdziwiony, po czym zajrzał pod maskę auta, gdzie dostrzegł porozłączane kable od silnika. Grace zniknęła za drzwiami garażu. Ciemnowłosy chłopak klepnął się w czoło i ruszył za dziewczyną.
– Jedziemy już?! – krzyknęła Grace, idąc szybkim, prężnym krokiem w stronę auta, gdy zobaczyła wychodzącą matkę w towarzystwie staruszki.
Obie spojrzały najpierw na dziewczynę, potem na chłopaka. Grace odwróciła się, biegnąc za ich wzrokiem, w stronę garażu. Zmarszczyła brwi ze złości i wsiadła do auta. Chłopak rzucił szmatę na ziemię i też odwrócił się, aby wejść ponownie do garażu. Matka Grace i starsza kobieta popatrzyły na siebie.
– Mówiłam ci, on taki jest od czasu swoich szesnastych urodzin. Cały czas zły, niemiły, ciągle ładuje się w jakieś kłopoty – powiedziała smutno, ubrana w ciemnozieloną garsonkę, kobieta.
– To co mam teraz zrobić? – zapytała ze łzami w oczach Anna. – Pozostał mi tylko tydzień, a potem ją stracę?
Starsza kobieta spojrzała na nią zatroskana i bezradna:
– Jedźcie do Beatrice, może ona znajdzie jakieś wyjście.
Po czym przytuliła młodszą kobietę i dodała szeptem:
– Musisz być silna i wierzyć.
Wsiadając do samochodu, Anna oznajmiła:
– Zajrzymy jeszcze do cioci Beatrice.
Grace zrobiła zrezygnowaną minę i odwróciła wzrok od matki.
Po chwili kobieta już parkowała na podjeździe starego domu, otoczonego pięknym ogrodem i wysokimi brzozami. Drzewa okalały budynek, tworząc jakby kopułę ochronną. Całość robiła zniewalające wrażenie.
– Chodź, poznasz ciocię – powiedziała Anna, uśmiechając się lekko do zniechęconej dziewczyny.
– Ale potem wracamy do domu, tak? – zapytała Grace i spojrzała na matkę błagalnym wzrokiem. Ta nic nie odrzekła, patrzyła tylko z troską na córkę.
Wysiadły z samochodu. Nagle z domu wybiegła do nich siwa staruszka o krępej budowie ciała. Wyglądała jak typowa babcia, wesoła i pełna energii. Grace uśmiechnęła się mimowolnie, czując,
że złość powoli ją opuszcza. Staruszka uściskała obie kobiety i mocno je obejmując, zaprowadziła do domu. Wszędzie roznosił się zapach świeżo upieczonych bułeczek. Salon był duży, znajdowało się w nim pełno książek i wiszących wietrznych dzwoneczków, które co jakiś czas wydawały przyjemny i delikatny dźwięk. Kobiety usiadły w pięknie udekorowanych antycznych fotelach, stojących pod oknem, wokół szklanego stołu. Salon został urządzony w starym stylu, ale meble wyglądały jak nowe.
Kobiety siedziały w ciszy, popijając ziołową herbatę i zajadając babkę cynamonową.
W końcu staruszka, spoglądając na dziewczynę, zapytała:
– Miałaś sen, Grace?
Zaskoczona dziewczyna spojrzała najpierw na matkę, potem na staruszkę i popijając herbatę, odpowiedziała najdelikatniej jak potrafiła, nie chcąc urazić starszej kobiety:
– Tak. Ale to już nieważne – dodała szybko. – Widziałam go i nie lubimy się. Uważam temat za zamknięty.
Ciotka spojrzała na nią poważnie, potem przeniosła wzrok na Annę, która siedziała zatroskana, wpatrując się w córkę.
– Widziałaś go… – Staruszka pokiwała głową, tak jakby spodziewała się takiej odpowiedzi. Grace spojrzała na matkę, oczekując jakiejkolwiek reakcji z jej strony.
Zamiast tego odezwała się ponownie starsza kobieta:
– Chciałabym, abyś teraz mnie uważnie wysłuchała.
– Czy potem będziemy mogły wracać do domu? – przerwała jej dziewczyna, spoglądając na matkę. Ta zwróciła oczy w stronę ciotki Beatrice.
– Wysłuchaj mnie, a potem zdecydujecie – odpowiedziała spokojnie starsza pani.
Grace odetchnęła głęboko z ulgą i skupiła uwagę na cioci.
– Ponad dwadzieścia lat temu w Sun City zebrała się pewna grupa ludzi, aby przeprowadzić rytuał Powracających Dusz. W większości była to Starszyzna Bractwa Dusz mająca za zadanie chronić Energię Ziemi. Od początku istnienia świata przekazuje ona Naszej Planecie połączone Energie Ognia, Powietrza, Wody, Ziemi i Ducha, aby ta była silna i utrzymywała kontakt z Energią Kosmosu. Kiedyś nie byli to ludzie. Na początku taką energią zasilały Ziemię rośliny, potem zwierzęta. Dopiero od kilkuset lat robią to ludzie o szczególnych mocach. Niedługo się sama przekonasz, że wszystko wokół nas jest Energią, że wszyscy jesteśmy ze sobą połączeni i że możemy czerpać z tego tyle dobra, ile chcemy – opowiadała staruszka, co jakiś czas obserwując reakcje Grace. Ta siedziała spokojnie i słuchała uważnie.
– W 1990 roku, widząc, że Energia Ziemi wciąż maleje, a Starszyzna ma za mało siły, aby sama ją mogła wspierać, ludzie poprosili o pomoc Naszą Planetę i Kosmos. W ostatni dzień roku kalendarza gregoriańskiego otrzymali oni siedem Energii w postaci Dusz Największych Bogów Wszechświata. Są to: Dusza Gai – greckiej Matki Ziemi, Dusza Uranosa – greckiego Boga Nieba, Dusza Afrodyty – bogini miłości, Dusza Aresa – boga wojny, Dusza Księżniczki Andromachy i Dusza Księcia Hectora – bohaterów wojny trojańskiej oraz Dusza Artemidy – bogini wojowników. Te Energie otrzymało siedmioro dzieci – cztery dziewczynki i trzech chłopców. Niestety, ofiara, jaką musiała ponieść Starszyzna, okazała się dość bolesna. Równocześnie, gdy rodziły się „cudowne dzieci”, umierali członkowie Bractwa bezpośrednio związani z maluchami. I tak, w 1994 roku straciliśmy czterech członków, w 1995 i 1996 kolejnych dwóch. Najboleśniej Bractwo odczuło stratę Senseia, czyli naszego Przywódcy. Od tego czasu czekamy na to, aż Energie Dusz „cudownych dzieci” osiągną pełną dojrzałość i będziemy mogli odbudować Bractwo i dalej wspierać Energię Ziemi i Kosmosu. – Przerwała na chwilę, biorąc głębszy oddech.
Grace słuchała z poważną miną.
– Rytuał Powracających Dusz był przeprowadzony w Roku Planety Wenus, patronki miłości, stąd na Ziemię przywędrowały trzy pary Bratnich Dusz reprezentujące trzy podstawowe aspekty miłości: czystość uczucia, rodzicielstwa – to Bratnie Dusze Gai i Uranosa, namiętności – to Afrodyta i Ares oraz przyjaźni i wierności – to Andromacha i Hector. Dusze te muszą się spotkać na Ziemi i pokochać, w przeciwnym razie wrócą do nieba. – Kobieta spojrzała na Grace, a ta uważnie wpatrywała się w ciotkę. – „Cudowne dzieci” wychowywały się w większości pod okiem Bractwa. Staraliśmy się zapewnić im wszystko, choć w przypadku chłopczyka, który ma Duszę Uranosa, nie było to łatwe. Podczas porodu matka i ojciec musieli oddać mu całą swoją Energię Życia i oboje umarli. Został pod opieką babci i pozostałych członków Starszyzny. Nigdy się nie uskarżał, ale też nigdy nie widzieliśmy go w pełni szczęśliwego. Najpierw miał smutne oczy, które potem zrobiły się ponure i złe. Do tego dziewczynka, mająca Duszę Artemidy, bogini bojowników, ciągle go buntuje i chłopak ładuje się wiecznie w kłopoty. Namówiła go na Rytuał Oczyszczenia z Energii, co może mieć poważne konsekwencje – może się okazać, że chłopak nigdy nie uzyska pełni swoich mocy energetycznych. Dodatkowo od tamtej pory całkowicie zamknął się w sobie, zawsze było mu brak matczynej i ojcowskiej miłości, której tak potrzebują dzieci. Teraz czekamy, aż wszystkie Dusze osiągną dojrzałość i połączą się, aby wspólnie aktywować Energię Ziemi i Kosmosu.
Kończąc swoją opowieść, staruszka spojrzała na Grace. Ta siedziała wpatrzona w stół i myślami była przy tym małym chłopcu bez rodziców, bez nikogo na świecie – zrobiło się jej bardzo smutno.
– Może zrobię jeszcze herbaty? – przerwała ciszę ciocia Beatrice. Grace i Anna spojrzały na nią i obie przytaknęły.
– Kiedy te Dusze się połączą? – zapytała Grace ciocię krzątającą się w kuchni.
– Dwie pary już są razem – odkrzyknęła z kuchni staruszka. – Teraz czekamy na ostatnią – dodała, wchodząc do pokoju z herbatami.
– A skąd wiedzą, że są tymi Bratnimi Duszami? – pytała dalej Grace.
Ciocia spojrzała na Annę, ta na staruszkę.
– Gdy kończą szesnaście lat, śni im się wybranek – uśmiechając się, powiedziała kobieta.
Grace spojrzała z niedowierzaniem.
– Chcecie powiedzieć, że ja jestem jednym z tych „cudownych dzieci”? – zapytała z ironicznym wyrazem twarzy. Ciocia i matka nic nie odpowiedziały, tylko patrzyły uważnie na reakcje dziewczyny.. – I może ten gbur z garażu to moja bratnia dusza? – przypominając sobie chłopaka ze snu, dodała Grace. Kobiety dalej tylko się przyglądały. – Przywiozłaś mnie tutaj, abym się z nim połączyła? – Grace szukała przez chwilę potwierdzenia u matki, po czym wstała. – Jedźmy do domu, mamo – dodała poważnie.
Anna spojrzała rozpaczliwie na ciocię, a ta uśmiechnęła się i powiedziała:
– Wiem, że wydaje ci się to mało prawdopodobne, ale posłuchaj mnie jeszcze przez chwilę – poprosiła staruszka.
Grace usiadła zła z powrotem w fotelu i spojrzała ponuro na kobietę.
– Udowodnię ci, że jesteś wyjątkowym dzieckiem.
Grace usiadła zła z powrotem w fotelu i spojrzała ponuro na kobietę.
– Udowodnię ci, że jesteś wyjątkowym dzieckiem – zaczęła.
– Lubisz przyrodę, najlepiej odpoczywasz, przebywając w lesie lub na plaży. Czujesz wibracje, gdy siedzisz bezpośrednio na ziemi, tak jakby Ziemia przekazywała ci Energię. Gdy jest pełnia, czujesz się w swoim żywiole, pełna wigoru, chęci do działania. Lubisz ruch i towarzystwo, ale medytujesz w samotności. Pomaga ci to w wyciszeniu umysłu. Często miewasz sny. Czasem dobre, a czasem przykre, ale są to ostrzeżenia. Pewnie jeszcze nie umiesz ich dokładnie interpretować, ale zauważasz pewne zbieżności. A gdy przyśnił ci się ten chłopak, spowijała go biało-fioletowa poświata – powiedziała staruszka jednym tchem, a Grace aż otworzyła buzię ze zdziwienia.
– Zgadza się? – zapytała po chwili ciocia Beatrice.
– Tak, ale…
– Zostańcie u mnie kilka dni. Jeśli nic szczególnego się nie wydarzy, wrócicie spokojnie do domu, dobrze? – nie dała dojść do słowa dziewczynie.
Anna spojrzała pytająco na córkę.
– No dobrze – zrezygnowana Grace westchnęła, po czym szybko dodała: – Ale nie liczcie, że zaprzyjaźnię się z tym ponurym, aroganckim, nieuprzejmym, niegrzecznym i wkurzającym gościem z garażu. Nie ma za grosz kultury, jest strasznym bałaganiarzem, na dodatek roztargnionym i mało spostrzegawczym. – Nie wiedziała, skąd nagle wziął się u niej taki potok słów, ale chciała jak najszybciej wyrzucić to z siebie.
Kobiety patrzyły na nią uważnie, a gdy skończyła, ciocia podsumowała:
– Dużo o nim wiesz, jak na pierwszy rzut oka. – Po czym wstała i pokazała im, gdzie mogą się rozgościć.

Rozdział 2
Z samego rana Grace pojechała do centrum słonecznego miasta w poszukiwaniu miejsca z internetem, którego ciocia nie miała w domu. Położyła mapę Sun City na kolanach i kierując się głównymi ulicami, zmierzała w głąb miasteczka. Muzyka rozbrzmiewała w radiu, dziewczyna lekko kołysała się w jej rytm. W głębi duszy cieszyła się, że udało jej się namówić mamę, żeby pojechały do Sun City jej nowym jeepem. W końcu Grace zauważyła kafejkę internetową i parkując niedaleko auto, weszła do pomieszczenia, gdzie stało kilka komputerów. Usiadła przy tym, który znajdował się najbliżej okna, i zaczęła szukać w internecie jakichkolwiek informacji potwierdzających słowa cioci.
Nagle ktoś ją zagadnął.
– Cześć, jesteś nowa w mieście? – zapytał przystojny blondyn o niebieskich oczach, ubrany w jasną koszulę i jasne spodnie. Grace spojrzała na chłopaka. – Jestem Peter – powiedział, wyciągając do niej rękę.
Grace odwzajemniła gest.
– Szukasz czegoś konkretnego? – zapytał, siadając przy sąsiednim stanowisku komputerowym.
– Nie, właściwie to nie – odpowiedziała dziewczyna. Nie chciała wypaść na idiotkę, mówiąc o tym, że poszukuje informacji o Duszach Bogów, które krążą w tym mieście.
– Na długo przyjechałaś? – spytał po chwili Peter.
– Mam nadzieję, że nie – odparła. Ale po chwili zorientowała się, że mogła urazić nowo poznanego chłopaka, i dodała, uśmiechając się przyjaźnie: – To znaczy, myślę, że na kilka dni.
Peter spojrzał na nią czujnie, po czym odwrócił się do swojego komputera. Gdy Grace nic konkretnego nie znalazła w internecie, wstała od stanowiska i odchodząc, pożegnała się z Peterem:
– No to trzymaj się, cześć!
– Cześć! – odparł grzecznie chłopak, patrząc w ślad za nią.
Grace ruszyła w stronę swojego auta, trzymając mapę w ręce. Tymczasem Peter wyszedł przed kafejkę i dał sygnał dwóm chłopakom po przeciwnej stronie ulicy, pokazując odchodzącą dziewczynę. Chłopcy spojrzeli najpierw na niego, potem na Grace wsiadającą do jeepa i w końcu na siebie, po czym bez entuzjazmu zajęli się swoją pracą. Pakowali stare skrzynie po napojach do bagażnika furgonetki. Wysoki, muskularnie zbudowany chłopak o czarnych, lekko potarganych, dłuższych włosach, spoglądając na drugiego, ciemnego blondyna o ciemnej karnacji, zapytał z ciekawością w oczach:
– Jaka ona jest?
– A skąd mam wiedzieć? – odparł lekceważąco blondyn.
– David, daj spokój – zaprotestował Peter, dołączając do kolegów.
– Przecież gadałeś z nią w garażu! – wtrącił drugi chłopak.
David zamykając bagażnik auta, dodał tylko:
– Jest zbyt pewna siebie. – Po czym wsiadł za kierownicę i włączył silnik.
– Ale to ona, tak? – zapytał ponownie czarnowłosy chłopak, poprawiając opadające mu na oczy włosy.
– Bo powiedziała, że za kilka dni stąd znika? – wtrącił Peter.
– Czy to ważne? – odparł David, dalej sprawiając wrażenie, jakby go to nie obchodziło, po czym kiwnął chłopakom na pożegnanie i odjechał. Ci spojrzeli po sobie, a następnie na odjeżdżający samochód kolegi.
– Myślisz, że wyciągnie go z tego? – zapytał poważnie Peter.
– Nie mam pojęcia – odparł zielonooki chłopak ubrany w luźne jeansy i koszulę w kratę. – Ale nie mamy dużo czasu – dodał.
Po chwili obaj siedzieli w terenowym jeepie Arthura i z piskiem opon ruszyli w przeciwnym kierunku niż David.
Grace dojechała do świateł i stanęła, spogladając na mapę.
Obok zatrzymała się furgonetka Davida.
– No i gdzie teraz? – mówiła do siebie.
– Dokąd chcesz jechać? – usłyszała nagle z samochodu stojącego obok.
Spojrzała na kierowcę i ciarki jej przeszły po plecach, ale zrobiła obojętną minę i odpowiedziała szorstko:
– Dam sobie radę. Dziękuję! – zaakcentowała.
Ale chłopak nie dawał za wygraną:
– Wiem, że dasz sobie radę, ale będzie szybciej, jak pokażę ci drogę – powiedział David, wskazując mapę, którą trzymała na kierownicy.
Grace spojrzała na niego i nadal trochę poirytowana odpowiedziała:
– Chcę dojechać na plażę.
– Na drugich światłach w prawo – odpowiedział David i skręcił w lewo, gdy zapaliło się zielone światło na jego pasie.
– Dzięki! – krzyknęła Grace, po czym sama włączyła się do ruchu. – Wow – powiedziała, uśmiechając się do siebie, gdy ujrzała piękną przystań otoczoną skalnym wysypiskiem i zielonymi drzewami. – Chociaż tutaj jest bajecznie – dodała, wysiadając z auta.
Most prowadził na skraj skarpy. Na końcu Grace zauważyła siedzącego i medytującego starszego pana. Odczekała kilka minut i gdy ten się poruszył, zapytała grzecznie szeptem:
– Przepraszam, mogę się dołączyć?
Staruszek spojrzał na nią i skinął dłonią, aby się dosiadła. Grace przyjęła pozycję do medytacji, wyprostowała kręgosłup i zagłębiła się w swojej podświadomości.
Tymczasem obok przystani przejeżdżali Arthur i Peter.
– Patrz, to jej auto! – krzyknął Peter i wyskoczył z jeepa, rozgladając się za dziewczyną. Drugi chłopak zaparkował. Po chwili dołączył do nich David. Musiał zapakować na furgonetkę całą stertę worków ze śmieciami, które czekały na wywiezienie.
– Twoja dama gdzieś zniknęła – wtrącił Arthur, gdy David wysiadał z auta.
Peter obejrzał się na chłopaków i wskazał palcem na koniec skarpy.
– Tam jest.
– Czy ona medytuje w towarzystwie Starego Pana Wu? – zapytał zdziwiony czarnowłosy chłopak. – Przecież on nie znosi towarzystwa, zwłaszcza naszego – dodał.
Peter spojrzał na Davida, ten tylko wzruszył ramionami i dalej pakował worki, sprawiając wrażenie obojętnego.
– Dobra, znikamy – powiedział Arthur i gdy Peter wskoczył do jeepa, odjechali. David zajął się swoją pracą, starając się nie zwracać uwagi na medytujące na skarpie osoby.

Po trzydziestu minutach starszy pan wstał i odwrócił się w stronę Grace. Ta także się podniosła i pochylając głowę, podziękowała za wspólną medytację. Staruszek odpowiedział tym samym gestem, po czym zapytał:
– Nie widziałem ciebie tutaj wcześniej…
Grace podniosła bluzę od dresu, na której siedziała podczas medytacji, i odpowiedziała:
– Przyjechałam w odwiedziny do cioci. – Po chwili dodała:
– Jeśli nie przeszkadza to Panu, chciałabym tutaj medytować codziennie rano, po południu i przed zachodem słońca.
Staruszek, lekko przygarbiony, ubrany w czarną koszulkę i czarne bojówki, ucieszył się.
– Widzę, że intensywnie nad czymś pracujesz.
– Lubię często obcować ze swoją podświadomością. Pozwala mi spojrzeć na niektóre sprawy z innego punktu widzenia – odpowiedziała dziewczyna. I dodała: – Jestem Grace. – Wyciągając rękę, spojrzała na staruszka.
– Chang Wu, miło mi – odpowiedział starszy pan i podając rękę Grace, ukłonił się.
Dziewczyna uśmiechnęła się.
– To do wieczora – dodała i pobiegła w stronę samochodu. Pan Wu jeszcze przez chwilę przyglądał się jej, po czym wsiadł do swojej motorówki i odpłynął w stronę małej wyspy na morzu.
Podchodząc do swojego jeepa, Grace zauważyła znajomą furgonetkę. Po chwili pojawił się David; wrzucił worek ze śmieciami do bagażnika. Chłopak spojrzał na nią. Ona popatrzyła nieśmiało i zapytała:
– Śledzisz mnie?
Miał już odpowiedzieć, gdy nadjechał radiowóz.
– Jakieś problemy z Duxem? – zapytał policjant dziewczynę.
David spojrzał w ziemię i nie odwracając się w stronę radiowozu, oparł ręce na furgonetce. Sprawiał wrażenie wkurzonego. Po chwili zatrzasnął bagażnik i odwrócił się w stronę policjanta. Wyglądał, jakby chciał odpowiedzieć mu coś niecenzuralnego. Wtedy wtrąciła się Grace.
– Wszystko w porządku – powiedziała spokojnie. – Pytałam tylko o drogę do centrum – dodała radośnie.
David spojrzał na nią z lekkim zdziwieniem, ale i z wdzięcznością. Policjant uspokojony pokiwał głową i odjechał. Grace odwróciła się w stronę swojego auta.
– Dzięki – usłyszała nagle za plecami. Spojrzała przez ramię na Davida, a ten dodał: – Nie śledzę cię, odpracowuję karę sądową. – I wsiadł do swojego auta.
Grace obejrzała się jeszcze raz na chłopaka.
– To cześć! – krzyknęła i odjechała.
– Cześć – odpowiedział do siebie David, śledząc oddalający się samochód dziewczyny.
Wieczorem, na godzinę przed zachodem słońca, Grace wzięła odtwarzacz mp3 i pobiegła na plażę. Po drodze mijała dom Davida, ale nie widziała nikogo. Na skarpie siedział już Pan Wu. Popatrzył z zadowoleniem na nią i rozpoczęli medytację. Gdy słońce sięgało już morza, Grace wstała, pożegnała się i ruszyła w stronę domu cioci.
Przebiegając obok garażu Davida, musiała szybko odskoczyć; chłopak w niebieskim terenowym jeepie omal jej nie rozjechał.
Wyciągnęła słuchawki z uszu i już miała się na niego wydrzeć, gdy ten uprzejmie i grzecznie, powiedział:
– Bardzo przepraszam, że cię wystraszyłem. – Po czym dodał: – Jestem Arthur.
Grace spojrzała na wyskakującego z auta chłopaka i podając mu rękę, odpowiedziała:
– Grace.
Już chciała biec w stronę domu, gdy usłyszała za plecami:
– Jesteś nowa?
Grace odwróciła się i zobaczyła szczupłą blondynkę o ciemnoniebieskich oczach, ubraną w minispódniczkę, szpilki i kusą letnią bluzeczkę. Wyglądała seksownie i elegancko, ale nie biło od niej nic przyjaznego.
– Cześć Diana – wtrącił nagle Arthur. – Czego tutaj chcesz? – dodał bardzo szorstko.
Sprawiali wrażenie, jakby za sobą nie przepadali.
– Pytam twoją nową koleżankę, nie ciebie – odpowiedziała ze złością dziewczyna.
Arthur wyglądał jak wojownik szykujący się do walki. Grace usłyszała też, jak ktoś staje za jej plecami. Poczuła się tak, jakby stała gdzieś w środku jakiejś niemej bitwy i postanowiła się odezwać.
– Przyjechałam na kilka dni do cioci – odpowiedziała Dianie, gdy ta celowała wzrokiem w Arthura.
Blondynka spojrzała na nią i dodała złośliwie:
– Nie boisz się tak po zmierzchu biegać samotnie po ulicy?
– A ty nie boisz się chodzić o tej porze w takim stroju? – odparła również złośliwie Grace.
Arthur spojrzał na Davida, który wcześniej stanął za plecami Grace, i podniósł brwi do niego na znak dumy, że dziewczyna jest twarda i odważna.
Diana spojrzała na Grace, podeszła do niej bliżej. Grace nawet nie drgnęła, tylko patrzyła jej prosto w oczy, nie dając za wygraną.
– Uważaj na siebie – szepnęła Diana, ale Grace nie spuszczała z niej oczu. Czuła się mocna i nie bała się. Nie wiedziała, czy brało się to stąd, że ma za sobą chłopaków, czy sama była taka pewna siebie.
– Daj spokój – wtrącił nagle David.
Diana odsunęła się od dziewczyny. Spojrzała na chłopaka i całkowicie zmieniając wyraz twarzy, z seksapilem i pełna wdzięku, odpowiedziała:
– Jak sobie życzysz, kochanie. – Po czym odwróciła się i przebiegła na drugą stronę ulicy.
Grace wyminęła sprawnie samochód i rzucając od niechcenia „Cześć”, pobiegła w stronę domu. Nie spojrzała na Davida, była zmęczona i myślała tylko o tym, aby wziąć prysznic i położyć się spać.
Chłopcy tymczasem przez chwilę śledzili wzrokiem oddalającą się dziewczynę:
– Twarda jest – powiedział Arthur.
David spojrzał na niego i dodał, chowając ręce do kieszeni:
– Lepiej, żeby nie zadzierała z Dianą.
Po czym obaj weszli do garażu, gdzie zajęli się pucowaniem motorów.

Rozdział 3
Ciotka Beatrice zajmowała się renowacją starych mebli. Odkąd przyjechały do Sun City, Anna, mama Grace, cały czas pomagała staruszce w pracy.
– Może chciałabyś się przyłączyć? – zapytała starsza kobieta, gdy Grace przeglądała kolejną książkę z jej biblioteczki.
– Czemu nie? – odparła dziewczyna. – I tak przejrzałam już prawie wszystkie książki – dodała wesoło.
– Co mam robić? – zapytała Grace, wychodząc do ogrodu, gdzie siedziały kobiety i starannie malowały stare, pięknie zdobione krzesło.
– Najpierw podjedź do mojej przyjaciółki Apolliny po dwie bramy. Gdy je przywieziesz, pokażę ci, co masz robić.
Grace wzięła kluczyki od jeepa i pojechała pod wskazany adres. Zawahała się, gdy okazało się, że to dom chłopaka ze snów. Zatrzymała auto na podjeździe i podeszła do drzwi. W myślach prosiła, aby tylko nie on otworzył. Gdy zobaczyła staruszkę, odetchnęła z ulgą i powiedziała grzecznie i miło.
– Dzień dobry. Ciocia Beatrice przysłała mnie po bramę do renowacji.
Staruszka odpowiedziała uprzejmie:
– Dzień dobry. Brama jest w garażu. – I krzyknęła: – David, chodź, pomożesz załadować bramę do auta.
Grace nie zdążyła się odezwać, tylko przygryzła górną wargę. Chłopak spojrzał odrobinę zdziwiony w stronę drzwi, po czym rzucił w kąt czasopismo, które wcześniej przeglądał, i ruszył w stronę Grace.
Poszli w kierunku garażu, nie odzywając się do siebie. Jak zawsze, garaż stał otwarty. Grace zajrzała do środka i się zdziwiła, po czym bezwiednie powiedziała:
– O! Posprzątałeś.
Gdy David spojrzał na nią, zorientowała się, że wymówiła te słowa na głos. Chłopak wskazał bramę. Miała ogromne rozmiary, składała się z dwóch skrzydeł, na każdym były powytłaczane jakieś postaci. Dopiero gdy Grace podeszła i przyjrzała się bliżej, zauważyła, że są to boginie i bogowie greccy.
– Wow! – powiedziała do siebie.
Delikatnie dotknęła części bramy, która przedstawiała boginie.
– Pięknie wykonana. – Zamyśliła się.
David obserwował ją przez chwilę, po czym przerwał milczenie, pytając:
– Załadować ci je na jeepa?
Grace wróciła myślami na ziemię i odpowiedziała:
– Tak, na jeepa.
Potem się odsunęła, a David zabrał się za ładowanie obu skrzydeł bramy na bagażnik auta. Dziś wyglądał inaczej. Był ubrany w jasny T-shirt i ciemnoniebieskie jeansy, pachniał męskimi perfumami, był czysty, ogolony i wypoczęty. T-shirt podkreślał jego muskularną budowę. Okazał się przystojny, a opalona skóra podkreślała jeszcze jego urodę. Grace obserwowała go i nawet zaczęła się łapać na tym, że chłopak zaczyna się jej podobać.
Gdy tak stała zamyślona, David skończył ładować części bramy i powiedział:
– Pojadę z tobą i wyładuję je u twojej ciotki, bo możecie mieć problem.
Po czym, zanim Grace zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, wskoczył do jeepa na siedzenie obok kierowcy.
Jechali w milczeniu. Gdy parkowała na podjeździe u cioci, David zdążył wysiąść, a gdy tylko silnik zgasł, chłopak zabrał się za wyładowywanie bramy. Ciocia Beatrice, która właśnie pojawiła się w furtce prowadzącej do ogrodu, wskazała chłopakowi miejsce, gdzie ma odłożyć oba skrzydła.
Grace wbiegła do domu, rzuciła kluczyki na półkę i skierowała się do ogrodu.
Gdy David poszedł po drugie skrzydło, dziewczyna zapytała ciocię:
– To co mam robić?
Ciotka podała Grace papier ścierny i rękawice, po czym pokazała jej, jak ma czyścić bramę.
– Będziesz umiała? – spytała w momencie, gdy David wnosił skrzydło. Grace pokiwała twierdząco głową i zabrała się do pracy.
Starsza pani obejrzała się na chłopaka i zapytała:
– David, może też pomożesz?
Chłopak zawahał się, spojrzał na Grace, a ta na niego. Oboje byli zaskoczeni tą propozycją. David pokręcił przecząco głową, nie potrafił jednak odmówić wpatrującej się w niego ciotce Beatrice.
– Ok, mam trochę czasu do obiadu – odpowiedział i zdjął koszulkę, pokazując opalony tors, po czym założył rękawice do pracy.
Grace spuściła wzrok na bramę i zabrała się do skrobania rdzy i starej farby. David uklęknął po drugiej stronie bramy i też wziął się do pracy. Ciotka i matka siedziały dalej przy starym krześle i malowały jego poszczególne elementy. Co jakiś czas kobiety spoglądały na siebie i potem na zajętych przy bramie Grace i Davida. Ci pracowali, starając się na siebie nie patrzeć, nie wchodzić sobie w drogę i się nie odzywać.
– Auć – zajęczała w pewnym momencie Grace. Zdjęła rękawice i zobaczyła, że kostki na palcach ma podrapane do krwi.
David spojrzał na jej rękę i doradził:
– Staraj się trzymać palce prosto, gdy trzesz papierem. Wtedy się nie skaleczysz.
Grace spojrzała na niego z bólem w oczach i w podziękowaniu za radę niemrawo się uśmiechnęła. Po czym obłożyła chusteczką poranione palce i ponownie założyła rękawice. Spojrzała na ręce Davida, żeby podpatrzeć, jak on to robi, i zabrała się do pracy. Dalej czyścili bramę w milczeniu.
Po dwóch godzinach ciszę przerwała ciotka Beatrice.
– Napijemy się czegoś zimnego, strasznie dziś gorąco – powiedziała i obie kobiety wstały, by udać się do kuchni.
Zbliżała się pora obiadowa. Gdy ciotka przyniosła zimne napoje, oboje przerwali pracę i wstali, aby się napić.
– Na teraz koniec pracy. Robi się upalnie – powiedziała Anna, po czym zebrała farby i wniosła je do domu. Starsza pani poszła za nią.
Grace delikatnie zdjęła rękawice z bolących palców, potem z jękiem oderwała chusteczkę od ran. David spojrzał na odrapane kostki i powiedział:
– Musisz to przemyć wodą utlenioną, żeby zdezynfekować.
– Nie ma mowy – zaprotestowała Grace. – Wystarczy, że przeżyłam oderwanie chusteczki – dodała.
– Chodź ze mną – powiedział David, idąc w kierunku schowka gospodarczego, gdzie zauważył apteczkę. Grace posłuchała go.
– Daj rękę – poprosił. Dziewczyna się zawahała się.
David spojrzał jej w oczy i powiedział:
– Obiecuję, że nie będzie bolało.
Grace podała mu dłoń i zacisnęła mocno oczy. Liczyła, że w ten sposób nie poczuje bólu. David spojrzał na nią, przechylił buteleczkę z wodą utlenioną i w momencie, gdy zaczął polewać jej rany, pocałował ją. Grace zamurowało, ale nie przerwała pocałunku. W jej głowie pojawiła się totalna pustka. Poczuła tylko, jak serce zaczyna jej szybciej bić, jak dreszczyk emocji przechodzi od stóp do głowy i te przyjemnie łaskoczące „motylki” w brzuchu. Nie czuła bólu. David powoli się odsunął. Grace delikatnie otworzyła oczy i spojrzała na chłopaka.
Ten lekko uśmiechnął się i powiedział:
– Pójdę już.
Po czym odłożył buteleczkę z wodą, odwrócił się i zabierając koszulkę z krzesła, poszedł w stronę furtki do ogrodu. Grace patrzyła za nim, aż zniknął, ale nie potrafiła ani się odezwać, ani ruszyć z miejsca.
Po chwili poczuła ból.
– Auuuu – powiedziała cicho, gdy wreszcie szczypanie dotarło do jej mózgu.
Pozbierała się i pobiegła na plażę, na umówioną medytację z Panem Wu.
Medytacja nie była odprężająca. Grace cały czas w głowie miała ostatnie wydarzenie. Nie potrafiła o niczym innym myśleć, jak tylko o pocałunku i bolących palcach.
Starszy pan wyczuł brak skupienia Grace i zapytał:
– Coś cię boli?
Dziewczyna otworzyła oczy i pokazała mu rękę.
– Pomagałam dziś cioci w renowacji bramy i starłam sobie skórę z palców. Strasznie boli – dodała z wykrzywioną z bólu miną.
Staruszek wziął rękę Grace w jedną dłoń, drugą przykrył jej palce, pochylił się i zamknął oczy. Po chwili dziewczyna poczuła napływ gorąca do palców i ból ustał. Chińczyk podniósł wzrok i cofnął swoje dłonie. Grace spojrzała na palce zaskoczona. Nie było na nich ani śladu po ranach. Popatrzyła z niedowierzaniem i przytuliła pana Wu. Ten lekko zaskoczony, odwzajemnił uścisk. Potem pożegnali się i Grace pobiegła do domu. Co jakiś czas spoglądała na rękę, aby sprawdzić, czy na pewno rany zniknęły, i czuła się szczęśliwa. Przebiegając obok domu Davida, zerknęła na garaż, licząc, że zobaczy tam chłopaka, ale wszędzie było pusto.
Gdy dotarła do domu, zauważyła na podjeździe auto ojca. Szybko wbiegła do środka i gdy zobaczyła w kuchni stojącego tatę, rzuciła mu się na szyję. Ojciec mocno przytulił córkę. Potem usiedli przy stole, a ciotka podała jabłecznik. Rozmawiali długo, trochę w kuchni, potem w salonie, a jak się ochłodziło, przenieśli się do ogrodu.
Gdy po zachodzie słońca Grace wracała z wieczornej medytacji, zauważyła światło w garażu u Davida. Uśmiechnęła się i przebiegając obok, zatrzymała się i zajrzała do środka. Zobaczyła chłopaka stojącego w towarzystwie blondwłosej dziewczyny, która wcześniej zaczepiła ją na ulicy. Rozmawiali o czymś intensywnie, a dziewczyna głaskała Davida po twarzy i brodzie. Zachowywała się bardzo wyzywająco, a chłopak sprawiał wrażenie, że mu się podoba taka adoracja. Grace poczuła wściekłość. Szybko ruszyła w stronę domu, nie chcąc, aby ją zauważyli. Gdy dobiegła do domu, nie miała już ochoty na wieczorną rozmowę z rodzicami, wbiegła do pokoju, zamknęła za sobą drzwi i poszła wziąć prysznic.
Położyła się i zasnęła. Śnił jej się kolorowy kamień. Ktoś wyciągał go ze ściany i potem chował. Pomieszczenie było ciemne, ponure i zimne. Nie potrafiła zidentyfikować osoby, ale czuła strach. Bała się, że ten ktoś ją zobaczy. Nagle, wzdrygając się, otworzyła oczy. Usiadła na łóżku i zobaczyła poruszający się za oknem cień.
Spojrzała na otwarte drzwi od balkonu i wstała, żeby je zamknąć, gdy nagle wyrósł przed nią, jak spod ziemi, David.
Opierał się o futrynę.
– Hej – powitał ją cicho.
– Co tutaj robisz? – zapytała oschle i założyła bluzę od dresu.
– Chodź – szepnął – chcę ci coś pokazać.
I odwrócił się, chcąc zejść z balkonu po kwietniku, ale zatrzymał się, słysząc Grace.
– Chcę spać, a nie włóczyć się po nocy– powiedziała zła.
Ale David nie dawał za wygraną i spoglądając przez ramię, dodał, robiąc błagalną minę:
– Proszę.
Jego oczy wydawały się być szczere i już było w nich widać złości. Patrzyły inaczej, łagodniej, niż Grace zapamiętała z wcześniejszych spotkań.
– Dobra – odparła mało przekonana i na odczepnego.
Wciągnęła spodnie od dresu, potem adidasy. Przeczesała włosy, wiążąc je w kok, i przymykając za sobą drzwi balkonowe, zeszła po kwietniku na ziemię.
David czekał na nią, siedząc na motorze. Podał jej kask i jak tylko za nim usiadła, ruszył szybko, starając się nie robić zbyt wiele hałasu.
Jechali wzdłuż wybrzeża, aż do skalnego uskoku. Tam się zatrzymali, zdjęli kaski i David zaprowadził ją na skałki. Wspięli się na niewielki uskok, przeszli przez wydrążoną w skale dziuplę i znaleźli się na polanie pełnej zielonej trawy i płaczącej wierzby. Gdy lekko powiewał wiatr, liście drzewa rozchylały się i widać było morze. Widok niesamowity. Grace była zauroczona. Stała w miejscu i przyglądała się. Noc była ciepła, wiatr kołysał liście na drzewach.
David usiadł na trawie obok stojącej dziewczyny i zapytał:
– I co? Podoba ci się?
Grace spojrzała na niego z góry i głęboko wzdychając, potwierdziła. David ucieszył się. Jego twarz była zupełnie odmieniona. Grace przyglądała mu się przez chwilę, po czym przycupnęła obok.
David zapytał:
– Jak ręka?
Grace pokazała palce, na których nie było ani śladu po zadrapaniu. Spojrzał zaskoczony, a ona, z zadowoleniem na twarzy, opowiedziała o Panu Wu i jego magicznym dotyku.
David słuchał z zaciekawieniem, a gdy skończyła, spoglądając na morze, stwierdził.
– Hm, stary Pan Wu się z tobą zaprzyjaźnił.
– Znasz go? – zapytała Grace.
Chłopak potwierdził i spoglądając ponownie na dziewczynę, dodał:
– On z nikim nigdy nie rozmawia, a już szczególnie z nami.
– I po chwili zaskoczonym głosem dodał: – A z tobą się zaprzyjaźnił.
Pokiwał głową, uśmiechając się szerzej pod nosem.
– Z nami? – ciągnęła Grace.
A chłopak już nieco poważniej odparł:
– Z rodzinami z Bractwa.
Dziewczyna spojrzała podejrzliwie na Davida. Ten trochę się zmieszał; nie był pewien, czy Grace wie, dlaczego matka ją tutaj przywiozła. Tymczasem Grace była zmieszana, bo nie sądziła, że David będzie tak otwarcie mówi o Bractwie, skoro poddał się Rytuałowi Oczyszczania z Energii, by zamanifestować swój buntu przeciw Starostwu.
Zapadła chwila niezręcznej ciszy, aż chłopak w końcu spytał:
– Wiesz o Bractwie Dusz, prawda?
– Tak – odpowiedziała niepewnie Grace. – Ale nie sądziłam, że Bractwo ciebie obchodzi, skoro poddałeś się Oczyszczaniu z Energii? – dodała, nie ukrywając zaskoczenia.
David też był zdziwiony, że dziewczyna posiada takie informacje:
– Nie poddałem się Oczyszczaniu z Energii. – A widząc duże zaskoczenie dziewczyny, dodał: – To znaczy, nie do końca i nie na trzeźwo. – Po czym zawstydzony spuścił głowę.
– Co to znaczy „nie na trzeźwo”? – drążyła Grace.
– To znaczy, że upiliśmy się tego wieczoru z Arthurem i niewiele pamiętam z samego oczyszczania. Wiem, że rytuał nie został dokończony, bo zasnąłem – powiedział, nie patrząc dziewczynie w oczy.
Grace wysłuchała spokojnie i zapytała:
– Dlaczego nikt o tym nie wie?
David spojrzał na nią i z poważną miną odparł:
– Wie kilka zaufanych osób. – Spoglądając w stronę morza, dodał: – No i teraz wiesz ty.
Grace także spojrzała w tym kierunku i pytała dalej:
– Czy Diana wie?
David wyprostował się nagle.
– Diana? – zapytał, spoglądając na Grace zaskoczony i stał się jeszcze bardziej poważny.
– No chyba jest twoją dziewczyną? – zapytała niepewnie i cicho Grace. – Przynajmniej takie sprawia wrażenie – dodała głośniej, przełykając ślinę.
David uśmiechnął się, patrząc na minę Grace. Wyczuł nutkę zazdrości w jej zachowaniu, chociaż bardzo starała się to ukryć.
Oparł się na łokciach w pozycji leżącej i odpowiedział:
– Nie jest moją dziewczyną. Nic mnie z nią nie łączy.
Grace odetchnęła głębiej. Poczuła jakby ulgę, ale nadal nie potrafiła spojrzeć Davidowi w oczy. Ten nagle wrócił do poprzedniej pozycji i wpatrując się w profil dziewczyny, dodał ciszej:
– To właśnie przed Dianą musimy wszystko ukrywać.
Grace spojrzała na Davida, opierając twarz na swoich ramionach, które leżały na kolanach. Chłopak powoli zaczął przybliżać się do Grace, a ona do niego. Oboje poczuli, jak serca zaczynają im szybciej bić, gdy w końcu ich usta się spotkały. Grace znowu przeszły ciarki od stóp do głowy. Poczuła miękki i ciepły dotyk jego ust, potem rękę lekko masującą jej włosy i głowę. David delikatnie położył Grace na trawę, nie przestając jej całować. Dziewczyna nie oponowała. Gdy przerwali, otworzyła oczy. David przejechał palcem po jej twarzy, odgarniając włosy z policzków. Widać było zadowolenie na jego twarzy. Grace nieśmiało dotknęła jego ciemnych włosów, a ten znowu ją pocałował. Teraz bardziej namiętnie i śmielej. Grace wydawało się, że świat zaczął wirować i marzyła, żeby ta chwila trwała wiecznie.
Gdy oboje przerwali, Grace zapytała:
– Co zrobiłeś, że musisz odpracowywać karę sądową?
David się zmieszał. Nie lubił mówić o swojej nie najlepszej przeszłości. Odsunął się od dziewczyny i położył obok na trawie, a Grace podniosła się lekko i opierając się na łokciach, spoglądała na Davida, czekając na odpowiedź.
– Trochę przesadziliśmy z alkoholem i rozbiliśmy kilka samochodów i wystaw sklepowych i naubliżaliśmy policji – odpowiedział zawstydzony. I dodał: – To tak w skrócie.
– My? – dopytywała dziewczyna.
– Ja i Arthur – powiedział, a Grace potwierdziła głową, że wie o kogo chodzi.
– Artur nie dostał wyroku? – pytała dalej Grace.
– Dostał, ale tylko miesiąc, bo był trzeźwiejszy – odpowiedział David, obserwując kątem oka reakcję Grace. Dziewczyna sprawiała wrażenie, jakby co innego zaprzątało jej myśli.
– O co chodzi? – spytał po chwili David.
Grace spojrzała na niego i w końcu zebrała się na odwagę:
– Wierzysz w rytuał Przywoływania Dusz?
David wyprostował się, siadając obok Grace, która zdążyła już oprzeć się łokciami o kolana.
– Chcesz wiedzieć, czy wierzę, że siedzi we mnie Dusza Uranosa? – zapytał chłopak, spoglądając uważnie na dziewczynę.
Grace przytaknęła, patrząc w oczy Davidowi.
– Nie wiem – odpowiedział David niepewnie.
Spojrzał w dal na morze i dodał:
– A ty wierzysz, że masz w sobie Duszę Gai?
Skierował wzrok na wpatrującą się w niego Grace.
Ta, biorąc głębszy oddech, odpowiedziała:
– Gdybyś zapytał mnie o to jeszcze dziś rano, powiedziałabym, że nie.
Po czym spojrzała w kierunku morza i dodała:
– Ale po tym, jak Pan Wu uzdrowił moją rękę… – Przerwała, spoglądając uważnie na Davida. – Zaczynam się zastanawiać…
Chłopak wpatrywał się w nią uważnie, a ona, nie opuszczając wzroku, dodała:
– Odkąd tu przyjechałyśmy, mam ciągle dziwne uczucie więzi z ziemią, drzewami, mam wrażenie, jakby zwierzęta się mi się przyglądały i czekały na coś, jakbym miała im coś powiedzieć, przekazać… – Przerwała, czekając na reakcję Davida.
Ten słuchał z zainteresowaniem, aż skończyła.
– Gaja jest Matką Ziemi. Boginią skał, lasów i gór. Według mitów wydała na świat mnóstwo stworzeń. To chyba nic dziwnego, że czujesz z tym wszystkim więź – powiedział i spojrzał na nią.
Grace popatrzyła uważnie. Siedzieli jeszcze przez kilka minut, wpatrując się w morze, po czym wstali i ruszyli w kierunku stojącego obok skarpy motoru. Zza horyzontu zaczęło wschodzić słońce. Gdy podjechali do przystani, David zatrzymał się i zsiadł z motoru, opierając się o niego. Grace ściągnęła kask i przesuwając się bliżej środka siedzenia, oparła się na ramieniu chłopaka. Razem obejrzeli wschód słońca, potem David odwiózł Grace pod dom. Poczekał, aż wdrapie się na balkon i kiwając ręką na pożegnanie, odjechał.
Grace weszła wesoła do pokoju. Wiedziała, że na pewno nie zaśnie, dlatego poszła wziąć szybki prysznic i w ciągu pół godziny była gotowa do biegu na skarpę, na miejsce medytacji.

Rozdział 4
– Dzień dobry – powiedziała Grace, wbiegając na skarpę.
– Dzień dobry – odparł zadowolony pan Wu. – Jak ręka? – zapytał.
Grace spojrzała na zdrowe palce i odpowiedziała z wesoło:
– Znakomicie.
– To dobrze – ucieszył się staruszek. – I dodał: – To zaczynajmy.
Grace skinęła głową i razem usiedli, pogrążając się w medytacji. Dziewczyna ponownie miała wizję kolorowego kamienia; była to dokładnie taka sama sytuacja, jak we śnie, i obleciał ją ten sam strach. Ocknęła się po chwili.
Pan Wu spojrzał na nią i zapytał trochę zaniepokojony:
– Wszystko w porządku?
Grace postanowiła opowiedzieć mu o tym, co pojawia się w jej głowie. Staruszek wysłuchał uważnie i po chwili zastanowienia zapytał:
– Znasz kogoś, kogo chroni taki kamień?
– Co to znaczy chroni?
Staruszek wyjaśnił, że każdy ma swój Runiczny Kamień Serca, który pomaga w pokonywaniu trudności życiowych. Po czym ponownie zapytał, czy zna kogoś takiego.
– Nie wiem, wcześniej nie miałam do czynienia z magiczną mocą kamieni. Nie wiedziałam, że mogą kogoś chronić.
– Nie wszyscy przywiązują do tego uwagę. Chyba, że Bractwo… – powiedział ciszej staruszek.
– Bractwo? – zapytała zaskoczona Grace.
Pamiętała, co jej powiedział David o sceptycznym i negatywnym stosunku starego Chińczyka do Bractwa, ale postanowiła drążyć temat:
– Czy wie Pan coś o Rytuale Powracających Dusz lub Oczyszczaniu z Energii?
Staruszek zatrwożył się i ze złością w głosie odparł:
– Gdzie słyszałaś o tym rytuale? – I dodał pospiesznie: – Kim jesteś?
– Moją ciocią jest Beatrice Elm, a ja jestem wnuczką Violet Elm.
Pan Wu spojrzał na nią z przerażeniem i wściekłością w oczach, po czym wszedł pospiesznie do swojej motorówki. Grace próbowała go zatrzymać.
– Panie Wu, proszę mi wyjaśnić, co się stało? Co takiego niestosownego powiedziałam? To pan rozpoczął rozmowę na temat Bractwa – krzyknęła, zanim zdążył odpalić silnik.
Staruszek spojrzał na nią piorunującym wzrokiem i odparł, odpalając silnik:
– Oczyszczanie z Energii to Czarna Magia! Trzymaj się od tego z daleka! Czarna Magia zawsze pociąga za sobą ofiary, zawsze musisz coś poświęcić!
Zanim odpalił silnik, Grace zdążyła jeszcze dopytać.
– A gdy nie jest się świadomym podczas oczyszczania? Gdy na przykład jest się pijanym i oczyszczanie nie zostanie dokończone? – krzyknęła do odpływającego staruszka.
– Zawsze jest ofiara! – usłyszała z oddali.
Patrzyła za nim jeszcze przez chwilę, po czym podniosła bluzę, włączyła odtwarzacz mp3 i truchtem ruszyła w stronę domu. Gdy przebiegała obok domu Davida, ktoś szarpnął ją za rękaw podkoszulka.
– Hej! – zareagowała ze złością, gdy poczuła ból. Zobaczyła blondwłosą dziewczynę ubraną w czerwoną, obcisłą, krótką sukienkę. – Czego chcesz? – zapytała ponuro Grace.
– Znowu paradujesz przed domem Davida? – odparła Diana, robiąc złośliwą minę.
– Nigdzie nie paraduję! – odrzekła Grace i odwróciła się, chcąc kontunuować bieg, ale Diana zastąpiła jej drogę. Dziewczyna spojrzała na nią, nie okazując strachu, tylko wściekłość. Założyła ręce na boki i czekała na atak.
– Nie zadzieraj ze mną! – ostrzegła Diana, patrząc jej prosto w oczy.
Grace nie dawała za wygraną.
– Bo co!
Diana zamachnęła się, jakby chciała ją popchnąć, gdy podjechał z piskiem opon jeep z Arthurem i Peterem.
– Grace, jakiś problem? – zapytał chłopak za kierownicą.
Dziewczyna spojrzała wściekła na chłopaków, a Diana wycofała się i spoglądając na Grace, dodała cicho:
– Jeszcze nie skończyłyśmy tej rozmowy. – Po czym odwróciła się i przebiegła przez ulicę.
– Oczywiście, że nie! – krzyknęła za nią Grace. I odwracając się w stronę chłopaków, dodała:
– Nie potrzebuję ochrony. – Po czym ruszyła biegiem do domu.
Całą scenę oglądał z okna David. Gdy Grace odbiegła, pozostawiając chłopaków w osłupieniu, wyszedł do nich.
– Do cholery, dlaczego nic nie zrobiłeś?! Prawie się pobiły! – krzyknął Peter, a Arthur spojrzał na niego pytająco.
David właśnie przełykał bułkę ze śniadania i odpowiedział z wielkim spokojem:
– Grace dałaby sobie radę.
– Odbiło ci! – dodał Peter. – A jakby Diana jej coś zrobiła?
– Albo rzuciła na nią jakiś czar? – wtrącił Arthur.
– Nie rzuciłaby – odparł spokojnie David.
– Stary, mogłeś chociaż stanąć w naszej obronie – powiedział potulnie Arthur, nie dowierzając, że oberwało mu się od dziewczyny, którą próbował bronić.
– Taa – pokiwał głową David – Mnie też by się oberwało – dodał.
Chłopcy spojrzeli na niego, zdziwieni jego humorem, a wysiadający z auta Arthur powiedział, spoglądając na kolegę:
– Ostatni raz nadstawiam za ciebie karku!
I cała trójka poszła w stronę domu. Gdy wchodzili do środka, babcia Davida wyjrzała z kuchni.
– Za piętnaście minut masz jechać do Beatrice pomóc z drugim skrzydłem bramy. – I widząc wchodzących za wnukiem kolegów, dodała: – Wy też jedźcie pomóc.
– Co? – wtrącił zniechęcony Arthur, a Peter spojrzał na staruszkę błagająco.
– Bez dyskusji – odparła stanowczo kobieta i chłopcy, jak potulne baranki, wrócili do jeepa Arthura.
Parkując pod domem ciotki Beatrice, zrezygnowany Arthur powiedział:
– Świetnie, teraz jeszcze mi się oberwie, że przyjechałem pomóc.
Chłopcy uśmiechnęli się do siebie. David poklepał troskliwie kolegę po plecach i we trójkę ruszyli w stronę furtki ogrodowej.
– Hej! – usłyszeli nagle z nadjeżdżającego samochodu. – Gdzie się wybieracie?
Arthur poczuł się szczęśliwy na widok dwóch pięknych dziewczyn i podbiegł szybko, by przywitać się z niższą blondynką o niebieskich oczach.
– Cześć, kochanie – powiedział cicho, dając jej buziaka w policzek.
– Hej – rzekł za nim Peter, z zadowoleniem patrząc na drugą z dziewczyn, szatynki o zielonych oczach.
David tylko kiwnął ręką na powitanie.
– Ratuj mnie, Lili – dodał błagająco Arthur, opierając głowę na kolanach długowłosej dziewczyny o delikatnych rysach, ubranej w lekko różową sukienkę.
Ta pogłaskała go po głowie i gestem zapytała pozostałą dwójkę, o co chodzi.
– Dostali burę od dziewczyny za to, że chcieli jej pomóc – odparł złośliwie David.
– Od twojej dziewczyny – dodał z akcentem na „twojej” Arthur.
– A teraz mamy tam iść i zgłosić się jako chętni do pomocy w renowacji bramy – dorzucił zrezygnowany Peter.
– I pewnie znowu nam się oberwie – wtrącił płaczliwym głosem Arthur.
Dziewczyny uśmiechnęły się do siebie, a Maya zapytała, spoglądając na Petera:
– Mamy iść z wami?
Arthur podniósł w ekspresowym tempie głowę z kolan Lidii i z ogromną radością odparł:
– Super, będziecie robiły za tarcze obronne.
Cała piątka wybuchnęła śmiechem. Dziewczyny zaparkowały samochód i razem ruszyli w stronę ogrodu.
Tymczasem Grace wypytywała rodziców o ich życie w Sun City, zanim się urodziła.
– Znałaś rodziców Davida? – zapytała, klęcząc przy matce siedzącej i malującej jedno odnowione skrzydło.
Kobieta spojrzała na męża i odpowiedziała:
– Oboje ich znaliśmy.
– Byliśmy przyjaciółmi – wtrącił ojciec dziewczyny.
– Jacy byli? – dopytywała się Grace.
– Mama Davida była szczupłą, proporcjonalnie zbudowaną dziewczyną. David ma jej oczy. A tata był muskularny i zawsze opalony – powiedziała z rozrzewnieniem, spoglądając na męża.
– Ale jacy byli z charakteru? – chciała wiedzieć dziewczyna, nie słysząc wchodzących do ogrodu gości.
Rodzice także nie zauważyli towarzystwa i matka zaczęła opowiadać:
– Mama Davida była wesoła, zawsze szczęśliwa…
–…i skora do wygłupów – przerwał jej mąż.
Arthur, Peter i David z dziewczynami stanęli cicho niedaleko stołu i wsłuchiwali się we wspomnienia rodziców Grace.
David pierwszy raz słyszał te szczegóły z życia swoich rodziców.
– Kevin był potężnym facetem – mówił Dany, ojciec Grace – i bardzo odpowiedzialnym. Pamiętam, jak kiedyś dziewczyny wymyśliły, że wykąpią się w nocy toples. – Grace zaczęła chichotać, a jej mama przytakiwała. – Mnie to nie przeszkadzało i wskoczyłem do nich, a Kev twardo stał na brzegu z ręcznikiem i czekał, aż Alex wyjdzie z wody – zaczął się śmiać.
– Tak, pamiętam tę noc – wtrąciła, głośno rechocząc, mama Grace, po czym dodała: – Ale Alex nie chciała wyjść z wody i gonił ją po całej plaży z tym ręcznikiem. Prawie utopiłam się ze śmiechu.
– Niezłą miałeś mamę – usłyszeli nagle za plecami i wszyscy odwrócili się.
Grace podniosła się z ziemi, potem wstali rodzice. Ciocia Beatrice poczuła się w obowiązku przedstawić wszystkich.
Ojciec dziewczyny, witając się z Davidem, powiedział:
– Miałeś świetnych rodziców.
David spojrzał na niego dumnie.
Mama Grace poklepała chłopaka po ramieniu i dodała.
– Jakbyś kiedyś chciał jeszcze usłyszeć jakieś historie o swoich rodzicach, to proś śmiało. Jest co wspominać. – Uśmiechnęła się i wróciła do malowania bramy.
Tymczasem chłopcy zabrali się za czyszczenie drugiego skrzydła, a dziewczyny pomagały rodzicom Grace malować pierwszą część bramy. Ciotka Beatrice odnawiała klamki. Wszyscy pracowali w skupieniu, co jakiś czas słychać było, jak chłopcy przerywali ścieranie.
Wreszcie praca zaczęła zbliżać się ku końcowi. Drugie skrzydło zostało spryskane płynem antykorozyjnym, a dziewczyny obmywały ręce pod kranem ogrodowym. Wtedy tata Grace omyłkowo włączył wodę, która popłynęła wężem leżącym obok dziewczyn, mocząc je do suchej nitki. Chłopcy wybuchnęli śmiechem.
– Ach tak! – powiedziała złowieszczo Grace i chwytając wąż tryskający lodowatą wodą, skierowała go w stronę taty, a potem śmiejących się chłopaków.
– Hej! – krzyknął David i ruszył w stronę Grace, aby odebrać jej wąż.
Tymczasem Maya wylała całe wiadro wody na Arthura, który zaczął wrzeszczeć jak dziewczyna. Rozpętała się wodna wojna. Wszyscy gonili się po ogródku i lali wodą. Sucho z opresji wyszły tylko ciocia Beatrice i Anna, które zawczasu wbiegły do domu. Nie ucierpiały też pomalowane bramy, bo stały dość daleko od pola bitwy. Ojciec Grace dał za wygraną, gdy wylądował w beczce z deszczówką, a chłopcy musieli się poddać, bo Arthur tylko wrzeszczał i jako pierwszy skapitulował. Wszyscy roześmiani zaczęli wykręcać ubrania.
– Dziewczynki, idźcie się przebrać do pokoju Grace – zasugerowała starsza kobieta. – A wy wyschniecie szybko na słońcu – powiedziała do reszty, wskazując leżaki, gdzie mogli usiąść i odpocząć.
– Jak mogłeś tak szybko się poddać? – powiedział Peter do Arthura, a David cały czas rechotał. – Wrzeszczałeś jak baba! – dodał po chwili i obaj wybuchnęli śmiechem.
– Wiecie, że nie znoszę lodowatej wody – odpowiedział, broniąc się, Arthur. Chłopcy spojrzeli na siebie.
– Bóg Wojny – odezwał się, chichocząc Peter.
A David dodał:
– I jego żywioł to woda! – Cała trójka wybuchnęła głośnym śmiechem.
Tymczasem Grace zaprowadziła dziewczyny do pokoju i pokazała, gdzie mogą się wysuszyć. Szczęśliwym trafem, obie miały na zmianę sukienki, bo wcześniej wybierały się na plażę.
– David nigdy nie był tak wyluzowany i szczęśliwy – powiedziała nagle Maya, zakładając zieloną sukienkę i zielone japonki; spojrzała najpierw znacząco na Lidię, a potem na Grace. Ta przebierała właśnie bluzkę, tylko popatrzyła na koleżanki.
– Na długo przyjechałaś? – zapytała po chwili Lidia.
– Na kilka dni – odpowiedziała bez wahania Grace, choć pierwszy raz pomyślała o wyjeździe ze smutkiem.
Dziewczyny spojrzały po sobie trochę nerwowo, po czym Maya dodała beznamiętnie:
– Szkoda, myślałam, że zapiszesz się z nami na kurs tańca u Lorenza. – I zaczęła składać ręcznik.
Grace spojrzała na nią podekscytowana.
– Tego Lorenza? – zapytała, wierząc, że dziewczyny zrozumieją, że chodzi o jednego z najlepszych trenerów tańca na kontynencie, z którym rozpoczynała swoją przygodę z tańcem.
– Tak, u tego Lorenza – potwierdziła Lidia.
– Przyjedzie tu? Kiedy? Na jak długo? Ile będzie trwał ten kurs? Można się jeszcze zapisać? – Grace wręcz zasypała dziewczyny pytaniami.
– Jestem organizatorką, mam jeszcze dwa wolne miejsca – zachęcaa Maya. – Kurs zaczyna się w ten weekend i potrwa do końca sierpnia.
Grace słuchała i gorączkowo zastanawiała się, co może wymyślić, żeby rodzice pozwolili jej zostać w Sun City na tak długo.
– Ale ty wyjeżdżasz za kilka dni, więc… – powiedziała Lidia.
Grace przerwała jej.
– A jeśli uda mi się namówić rodziców, żebym została, to zaklepiesz mi miejsce?
– Jasne – odparła zadowolona Maya.
Grace wyszła szybko na korytarz i zbiegła po schodach. Dziewczyny spojrzały na siebie i przybiły „żółwika”.
– Jest – szepnęła cicho Lidia, gdy nagle w drzwiach pojawiła się Grace.
Obie spojrzały na nią pytająco.
– Ile to kosztuje? – zapytała dziewczyna.
Maya odparła:
– Nic. – I uśmiechając się, dodała: – To w ramach szkolnych warsztatów.
Grace pomknęła szybko do salonu, mijając w korytarzu czekających na dziewczyny chłopaków. Ci spojrzeli na siebie zdziwieni, potem na zadowolone Mayę i Lidię, schodzące po schodach. Dziewczyny położyły palce na ustach, dając im znać, żeby byli cicho i wszyscy słuchali rozmowy Grace z rodzicami.
– Mamo, Tato, czy mogłabym zostać tutaj do końca wakacji? – zapytała cicho dziewczyna.
– Co? – zapytała zaskoczona kobieta, spoglądając na męża. – Przecież codziennie odliczasz dni do powrotu – dodała.
– Tak, ale w weekend zaczyna się tutaj kurs tańca z Lorenzo i jest wolne miejsce – wyjaśniła błagalnym głosem Grace.
Maya, stając obok Davida, szepnęła:
– Stawiasz mi ogromny deser lodowy z podwójną porcją malin. – Wyszczerzyła zęby i dodała: – …gdy okaże się, że zostanie do końca wakacji.
Potem zajrzała do kuchni, gdzie krzątała się ciotka Beatrice. Obie kiwnęły do siebie głowami, a Lidia pokazała kciuk na znak udanej akcji. Ciotka Beatrice odetchnęła szczęliwie, po czym usłyszała z salonu głos Danego.
– No dobrze, jeśli ciocia nie będzie miała nic przeciwko, to ja nie widzę problemu – odpowiedział ojciec po tym, jak mama zgodziła się.
Grace weszła do kuchni, gdzie stała ciocia, i grzecznie spytała, czy nie będzie jej przeszkadzało towarzystwo dziewczyny. Ta ucieszyła się i przytuliła Grace, a stojące w kuchni Maya i Lidia ucieszyły się razem z nią. Chłopcy już stali przy drzwiach wyjściowych.
– Dzięki – powiedziała z ulgą Grace do cioci, a spoglądając na dziewczyny, podziękowała im gestem głowy.
– Nie ma problemu – odpowiedziała Maya i ruszyła w stronę drzwi. Grace poszła wszystkich odprowadzić. Ostatni wychodził David. Nagle Maya odwróciła się i krzyknęła do nich:
– Acha, musisz mieć parę. – Spojrzała zawadiacko na Davida. – Taki jest warunek uczestnictwa w kursie – dodała.
– Co? – zapytała zaskoczona Grace, po czym zwróciła się do Davida. Ten zmieszał się i zaczął kręcić głową, po okazji zmierzył Mayę piorunującym spojrzeniem. Reszta przyglądała się wesoło.
– Masz przesrane – wtrącił Arthur, patrząc na Davida.
Grace spojrzała błagalnie na chłopaka, a ten, z niepewnąminą zaczął zaprzeczać głową.
– Nie patrz tak na mnie – powiedział zakłopotany.
– Proszę – odrzekła Grace.
– Ja nienawidzę tańczyć, nie lubię, nie chcę – próbował się bronić David, ale Grace nie dawała za wygraną.
– Proszę – drążyła.
Pozostali z rozbawieniem obserwowali całą sytuację.
– Stawiam stówkę, że jej się nie uda – powiedział cicho Atrhur do Petera.
– Stoi – przyjął zakład chłopak, przybijając „piątkę”.
– Naprawdę nie dam rady, do końca sierpnia jestem uziemiony – dalej starał się bronić David.
– Proszę – nie poddawała się Grace i gdy kolejny raz chłopak chciał coś powiedzieć, zamknęła mu usta pocałunkiem, po czym odpychając się od drzwi, zamknęła je od wewnątrz i zostali sami w przedsionku.
Pozostali spojrzeli na siebie wesoło, a Arthur wtrącił:
– Wyciągnęła najcięższą artylerię.
I zaczął ładować się do auta.
David odwzajemnił pocałunek i przyparł Grace do drzwi, opierając się nad nią rękami. Gdy dziewczyna się odsunęła i patrzyła na niego dalej tym samym błagalnym wzrokiem, chłopak się poddał.
– Dobra, pójdę z tobą na ten kurs – odpowiedział z uśmiechem. Gdy zobaczył, jak podskoczyła z radości, dodał: – Ale pod jednym warunkiem…
Grace spojrzała na niego uważnie i czekała aż dokończy.
– Nie będziesz sama włóczyła się po zmierzchu po plaży. – Gdy ta otworzyła usta, aby się odezwać, nie pozwolił jej i dodał: – Dotyczy to również powrotu z wieczornej medytacji.
Grace spojrzała na niego poważnie, nie odzywając się.
– Obiecujesz? – zapytał.
– Dobrze – odpowiedziała.
– Na pewno? – Oczekiwał potwierdzenia obietnicy.
– Tak – powtórzyła dobitniej dziewczyna.
David uśmiechnął się i powiedział:
– Muszę iść, czekają na mnie.
Otworzył drzwi, lekko odsuwając blokującą je Grace, po czym dał jej buziaka w policzek i poszedł w stronę jeepa Arthura. Grace zamknęła za nim drzwi i podskakując z radości, pobiegła na obiad.
Tymczasem David wsiadł do auta, gdzie zaciekawieni chłopcy czekali na wiadomości, czyje argumenty zwyciężyły.
David spojrzał na samochód Mai i powiedział do dziewczyny:
– Masz szczęście, że to prywatny kurs!
– Wygrałem – powiedział uradowany Peter. – Dawaj stówkę – zwrócił się do Arthura.
Ten, sięgając po portfel, spojrzał na Davida i z załamaniem w głosie powiedział:
– Ty mięczaku.
David odwrócił się w stronę kumpla i odpowiedział:
– I kto to mówi!
Obaj spojrzeli na siebie i zaczęli się śmiać. Potem auta wyjechały z podjazdu.

Rozdział 5
Rano następnego dnia Maya i Lidia przyjechały do Grace z propozycją:
– Płyniemy dziś na wyspę, może chciałabyś popłynąć z nami? – Grace niepewnie spojrzała i zanim zdążyła coś odpowiedzieć, Lidia dodała wesoło.
– Chłopcy przyjadą około południa, jak uporają się z pracami społecznymi.
– Wszyscy? – zapytała zdziwiona Grace.
– Pomagają Davidowi, żeby szybciej skończył, i wtedy do nas dołączą – wyjaśniła Maya.
– Aaa… – Grace nie zdążyła powiedzieć nic więcej, bo Lidia dodała:
– To co, płyniesz?
I obie, patrząc na Grace, czekały na odpowiedź.
Po chwili zastanowienia dziewczyna potwierdziła, uśmiechając się nieśmiało:
– Ok.
– Coś mam zabrać ze sobą? – spytała.
– Strój kąpielowy– odparła Maya.
– I dobry humor – dodała Lidia.
Obie radośnie potwierdziły.
Na wyspę dziewczyny popłynęły motorówką Arthura. Gdy zbliżały się do urwiska, Grace otworzyła usta ze zdziwienia. Zobaczyła przed sobą piękny dom, wybudowany na skałach, otoczony lasem od strony wyspy, a pomost prowadził wprost do morza. Widok był bajeczny.
Maya, widząc minę dziewczyny, wyjaśniła:
– To posiadłość Bractwa.
– Cała wyspa należy do Bractwa – dodała Lidia.
A Maya opowiadała dalej:
– Dom wybudowali rodzice Arthura, a gdy ich nie ma…
–…a nie ma ich prawie cały rok… – wtrąciła ponownie wesoło Lidia.
–… spędzamy tutaj prawie każdy weekend. Chłopcy surfują albo ścigają się na skuterach, a my opalamy się albo wygrzewamy w jackuzzi – dokończyła Maya.
Grace słuchała z niedowierzaniem i zachwytem.
– Chodź, oprowadzę cię – powiedziała Lidia, gdy dopłynęły na miejsce.
Idąc pomostem, Grace miała wrażenie, że stoi na środku morza, a dom pływa przy wyspie. Potem przeszły przez ogromny taras z małym, okrągłym basenem pośrodku. Barierki były pięknie zdobione w kolorowe kwiaty, ale wszędzie biła w oczy przewaga bieli. Wyglądało to tak, jakby była to posiadłość bogów na Olimpie.
– To jest salon – wyjaśniła Lidia.
Grace rozejrzała się. Znajdował się tam stół bilardowy, wygodne fotele, kino domowe, stereo, cały regał płyt, kominek, przed którym leżał ogromny dywan w kształcie głowy tygrysa. Wszystko było urządzone w nowoczesny sposób, bardzo odbiegający od domu cioci Beatrice. Potem dziewczyny pokazały jej kuchnię, łazienkę z wanną z masażem, sześć sypialni, które mieściły się na piętrze, aż wreszcie dotarły na górny taras, gdzie na środku znajdowało się jacuzzi z bulgoczącą gorącą wodą.
Gdy się rozgościły, przebrały i wygodnie ułożyły do opalania, usłyszały ryk silników.
– O! – Lidia podniosła się z leżaka. – Chłopcy jadą.
Wszystkie na chwilę spojrzały w stronę nadjeżdżających skuterów wodnych, po czym dalej rozkoszowały się promieniami słonecznymi. Chłopcy zaparkowali przy tarasie.
– Jest coś do jedzenia? – zapytał Arthur natychmiast po pojawieniu się, po czym spojrzał na dziewczyny i ładnie się przywitał. Wszyscy trzej ubrani byli w czarne pianki, bo woda na środku morza miała dość niską temperaturę. Potem Peter podszedł do Mai, witając się z nią buziakiem, i zaczął zdejmować kombinezon. David szedł za nim, już rozpięty, górna część ubrania wisiała na jego pasie. Nachylił się do Grace i dotknął jej kolana.
– Hej! – Dziewczyna się odsunęła. – Masz lodowate ręce – dodała szybko i poczuła gęsią skórkę na ciele. David mrugnął do niej okiem. Potem poszedł zdjąć piankę i razem z Arthurem zjeść kawałek pizzy.
– Czy na tamtej wyspie mieszka Pan Wu? – zapytała Grace, wskazując palcem wyspę, która znajdowała się po przeciwnej stronie wyspy Bractwa.
– Tak – odpowiedział jej Peter siedzący obok i smarujący się olejkiem do opalania. – Ale nikt nie ma tam wstępu – dodał.
– Dlaczego? – zapytała zdziwiona dziewczyna.
– Dokładnie nie wiadomo – powiedział Arthur, wchodząc z butelką wody mineralnej do małego basenu.
– To ma coś wspólnego z Bractwem i wydarzyło się w czasach, gdy nasi dziadkowie byli jeszcze młodzi. – kontynuował Peter.
– To znaczy? – dopytywała się Grace.
Teraz odpowiedział jej David, opierający się o barierkę tarasu i także popijający wodę mineralną z butelki.
– Zdaje się, że poszło o dziewczynę – powiedział, mrugając do niej okiem.
– Tak – dodała entuzjastycznie Lidia. – Podobno chodziło o zakazaną miłość – i rozmarzyła się.
Grace patrzyła kolejno na opowiadających.
– Mama kiedyś wspominała, że chcieli, żeby Pan Wu wstąpił do Bractwa, ale się nie zgodził i dlatego wymusili na nim, żeby przeniósł się na wyspę – dodał Arthur.
– I od tamtej pory mieszka tam sam, raz w tygodniu robi zakupy w miasteczku – dokończyła Maya.
– I medytuje trzy razy dziennie razem z Grace – wtrącił zadowolony David, zanim wziął kolejny łyk.
Pozostali spojrzeli na nią ze zdziwieniem.
– Już nie – odpowiedziała smutno Grace, patrząc na chłopaka.
David spojrzał na nią znad butelki i wzniósł ramiona pytająco.
– Wtrącił coś o Bractwie, a gdy zaczęłam ciągnąć go za język, zezłościł się i od wczoraj już nie przypływa – wyjaśniła zrezygnowana.
– Szkoda – wtrąciła Lidia. – Wygląda na bardzo sympatycznego staruszka – dodała, po czym wszyscy rozłożyli się leniwie, a David wskoczył do basenu, siadając obok Arthura.
– Czy na tej wyspie ktoś mieszka? – zapytała nagle Grace.
– Nie, tylko my tu jesteśmy – odparł Peter, nie podnosząc głowy z leżaka.
Grace poderwała się, a Arthur, dalej wygodnie rozłożony w basenie, zapytał:
– A ty dokąd?
David odwrócił się i spojrzał na nią. Dziewczyna odpowiedziała:
– Chcę trochę połazić po brzegu.
– Idę z tobą – odpowiedział David i szybko wyskoczył z basenu. Pozostali nie zareagowali.
Gdy Grace narzucała na siebie, krótką niebieską sukienkę, a David zakładał koszulkę, usłyszeli:
– Tylko nie świntuszcie za dużo! – powiedział Arthur i wszyscy wybuchnęli śmiechem.
David sięgając do lodówki turystycznej po kolejną butelkę wody, spojrzał spod oka na Grace, ta się trochę zawstydziła, po czym razem zeszli po drewnianych schodach na ląd.
Szli brzegiem, nie odzywając się do siebie. David z rękami w kieszeniach spodenek, a Grace trzymając butelkę z wodą.
Gdy doszli do małej wysepki, Grace zatrzymała się, a David ją wyprzedził. Zapytała:
– Arthur to Ares, a Peter to Hector, tak?
David odwrócił się do niej z uśmiechem:
– Podobno.
Grace pokręciła wesoło głową.
– Co? – zapytał David, nie rozumiejąc tego gestu.
– Bóg wojny, a tak panicznie boi się zimnej wody – odpowiedziała, nie mogąc powstrzymać śmiechu na wspomnienie wodnej wojny w ogrodzie.
– Właśnie – dodał David, też rechocząc, po czym wziął od Grace łyka wody i zachęcił ją gestem, aby weszli na wysepkę. Widok był piorunujący. Błękitne, bijące czystością morze, a na samym środku trzy niewielkie wyspy.
– Wow… – szepnęła Grace, patrząc z zachwytem.
David stanął za nią, obejmując ją w pasie. Oparła się na nim, kładąc ręce na jego dłoniach. Chłopak zaczął delikatnie wodzić ustami po szyi dziewczyny, co sprawiało jej ogromną przyjemność. Potem powoli odwróciła się do niego. Patrząc sobie głęboko w oczy, pocałowali się. Grace poczuła lekki dreszcz przeszywający jej ciało, po czym odsunęli się, bo zadzwoniła komórka.
David odebrał telefon, patrząc jej cały czas w oczy, trzymając ją w pasie jedną ręką.
– Co jest? – zapytał.
– Słodki podwieczorek – usłyszeli w odpowiedzi od Arthura. Oboje spojrzeli w stronę domu, a Peter z Arthurem kiwali do nich, trzymając w dłoniach ogromne puchary z deserem lodowym i owocami.
Grace i David uśmiechnęli się, po czym patrząc Grace w oczy, chłopak powiedział:
– Musimy przełożyć to na później.
Włożył telefon do kieszeni, chwycił ją za rękę i wrócili do willi.
Po podwieczorku padła propozycja zwiedzenia wyspy skuterami. Na trzech skuterach usiadły trzy pary i ruszyli dookoła wyspy. Zatrzymali się w małej zatoczce, gdzie wszyscy wskoczyli do wody, żeby trochę popływać, po czym ruszyli dalej. Po drodze rozdzielili się, bo Arthur chciał przy brzegu połowić ryby, a Peter i dziewczyny pozrywać owoce z drzew.
Grace i David zatrzymali się niedaleko kolejnej wysepki. David usiadł przodem do Grace i przysunął ją do siebie delikatnie, żeby skuter się nie przewrócił.
– To na czym skończyliśmy? – zapytał, patrząc zawadiacko i przysuwając się do pocałunku. Grace spojrzała wesoło, po czym zatrzymała chłopaka, kładąc mu rękę na ustach.
– Co? – zapytał uśmiechnięty David.
– Opowiedz mi jeszcze coś o Bractwie – grzecznie poprosiła.
– A co chcesz wiedzieć? – odsunął się trochę chłopak, czekając na pytania.
– Na czym polega Inicjacja Pięciu Energii?
– Wszyscy połączeni jesteśmy jedną, wspólną Energią, która pochodzi z Kosmosu. Kiedyś, gdy ludzie zajmowali się głównie pracą na polu i obcowali z przyrodą, odczuwali tę Energię codziennie i wzajemnie się nią ładowali. Teraz cywilizacja doprowadziła do tego, że pozostała tylko niewielka garstka członków Bractwa, którzy żyją w zgodzie z Energią Ziemi i Kosmosu i stoją na jej straży. Problem w tym, że ich Energia jest słaba i nie pozwala ciągnąć Jej z Kosmosu dostatecznie dużo, aby chronić Naszą Planetę. Dlatego dwadzieścia jeden lat temu Bractwo Dusz sprowadziło na Ziemię potężną Energię, która stworzyła Niebo i Ziemię. Zeszła ona na Ziemię w postaci Dusz, ale to już wiesz – wtręcił. – Gdy Dusze osiągną dojrzałość, nastąpi jakby aktywacja pięciu Energii, kolejno Wody, Ognia, Powietrza, Ziemi i Ducha poprzez stworzenie kanału łączącego Energię Kosmosu z Energią Ziemi. Dzięki temu Ziemia zostanie naładowana Energią Kosmosu – dokończył David. Po czym dodał: – Tak przynajmniej ja to rozumiem.
– A skąd wiadomo, którą z pięciu Energii się ma? – dopytywała Grace, gdy chłopak podjął kolejną próbę pocałowania jej.
– Wiesz to z Energii swojej Runy Urodzeniowej. Ja mam Energię Ducha, czyli połączoną Energię Wody, Powietrza, Ognia i Ziemi – odparł David, oczekując kolejnego pytania.
– A jest coś takiego jak Energia Uzdrawiania? – zapytała dziewczyna.
Chłopak zdziwił się.
– Uzdrawiania? – spytał. – Jest, ale nie ma nic wspólnego z Inicjacją Pięciu Energii Żywiołów – dodał. – Nie spotkałem się z taką Energią wśród osób z Bractwa. Chyba że mówimy o zdolnościach Pana Wu – podsumował, spoglądając tajemniczo na dziewczynę.
– Rozumiem – powiedziała, przysuwając się do Davida i pocałowała go. Chłopak zamruczał szczęśliwy, podniósł ją i zgrabnie posadził na swoich kolanach. Całowali się coraz bardziej namiętnie, nie czując upływu czasu. Nagle jednak David wycofał się, zdejmując ręce Grace ze swojej szyi. Dziewczyna spojrzała zaskoczona, a on zaproponował, uśmiechając się:
– Przystopujmy trochę.
Grace odsunęła się trochę zdezorientowana.
A chłopak dodał szeptem:
– Nie tutaj.
Grace zawstydziła się. W tym momencie nadjechała reszta przyjaciół.
– Jedziemy na kolację? – zapytał Peter. David przytaknął chłopakowi, po czym spojrzał pytająco na Grace, ta potwierdziła. Odwrócił się, ruszając za kolegami.
Wchodząc na taras, Arthur przeciął sobie nogę i jak przystało na twardego mężczyznę, zaczął jęczeć z bólu jak dziecko.
– Mogę zobaczyć? – zapytała Grace.
Pozostali odsunęli się, dając miejsce dziewczynie. Grace ukucnęła przy zranionym kolanie i dotknęła go dokładnie w ten sam sposob, jak zrobił to Stary Pan Wu, gdy leczył jej rękę. Zamknęła oczy i poczuła, jak Energia przepływa z niej do nogi chłopaka. Pozostali patrzyli na nią zaskoczeni. Po chwili zdjęła ręce z kolana i okazało się, że po ranie nie ma śladu. Arthur szeroko otworzył oczy ze zdziwienia.
– Ej! Jak to zrobiłaś? – Pozostali spojrzeli na nią, również nie ukrywając podziwu.
– Nie wiem – odpowiedziała zmieszana – tak samo wyleczył mi rękę Pan Wu, chyba nauczyłam się tego jakoś. – Wzruszyła ramionami.
– Tego nie da się nauczyć – powiedział David, a reszta mu przytaknęła.
– Dlatego pytałam ciebie o Energię Uzdrawiania – wyjaśniła Grace, patrząc na chłopaka.
– Od kiedy to umiesz? – zapytał Peter.
– Zauważyłam rano, gdy przecięłam się podczas krojenia pomidora. Chwyciłam palec, żeby zatamować krew, wtedy poczułam ciepło, po czym okazało się, że nie ma śladu po ranie – opowiedziała Grace. Reszta słuchała z niedowierzaniem.
– Jak to jest – zaczął nagle Arthur – że my, mieszkając tu od urodzenia, znając swoje Energie, nie potrafimy ich aktywować – Spojrzał na Grace. – A ona, będąc niecały tydzień, przejęła Energię Uzdrawiania i się nią bez problemów posługuje? – dokończył zrezygnowany.
Pozostali patrzyli z politowaniem na żalącego się chłopaka.
– Teraz chyba już wierzysz, że masz Duszę Gai, najpotężniejszej Bogini, Matki Ziemi – wtrąciła Lidia i uśmiechnęła się szczerze.
– Robimy kolację? – zapytała po chwili i wszyscy zaczęli się zbierać.
Na tarasie zostali tylko David i Grace, stojący naprzeciw siebie. Chłopak uśmiechnął się do niej, gdy spojrzała na niego, trochę niepewna tego, czy dobrze zrobiła, prezentując, co potrafi. Ten przytulił ją mocno i chwytając za rękę, zaprowadził do stołu, gdzie dziewczyny rozkładały jedzenie.
Po powrocie z wyspy Grace, jak co wieczór, udała się na medytację. W drodze powrotnej, gdy przebiegała obok domu Davida, poczuła, że ktoś ją łapie w pasie i wciąga za drzewo rosnące przed domem. Był to David.
Całując ją na powitanie, zaproponował:
– Babcia siedzi u was i gra w karty, wejdziesz?
Grace chwilę się zawahała, ale nie zdążyła nic odpowiedzieć, gdy ten wprowadził ją do domu i dalej do swojego pokoju na piętrze.
Zamknął za nią drzwi i zaczęli się całować. Grace zastopowała go, gdy próbował zdjąć jej bluzę.
– Jestem spocona – powiedziała do Davida, a ten, odsuwając się wolno, kazał jej zamknąć oczy i zaprowadził ją do łazienki.

Tymczasem sytuację obserwowała z naprzeciwka mama Diany, Katherina. Należała ona do Bractwa za życia swojego męża, ojca Diany i najpotężniejszego w tamtych czasach Senseia Bractwa Dusz. Gdy ten umarł, nie przekazując jej swojej mocy, zajęła się praktykowaniem Czarnej Magii, do której wciągnęła też swoją córkę, Dianę.
– Ty kretynko! – powiedziała do córki, wchodząc do jej pokoju i chwytając ją boleśnie za ramię. Ta, nie wiedząc o co chodzi, spojrzała na nią zdziwiona.
– Mówiłaś, że David nie zwraca uwagi na żadne dziewczyny i że jest pod twoim urokiem, a tymczasem nowa dziewczyna zawróciła mu w głowie – dodała wściekła.
– On nie zwraca na nią uwagi! – odparła atak dziewczyna, wyrywając rękę z uścisku matki i masując sobie ramię.
– Tak! To spójrz! – Wskazała okno chłopaka, w którym obie zobaczyły całujących się przy drzwiach Grace i Davida. Diana spojrzała zaskoczona.
– Zrób coś z tym do jutra! – krzyknęła matka i wyszła wściekła z pokoju Diany. Ta przez chwilę przyglądała się, jak David prowadzi Grace do łazienki, po czym, gdy zniknęli jej z oczu, wściekła zrzuciła książki z biurka.
– Ty wredna zdziro! – powiedziała do siebie i postanowiła poczekać, obserwując, kiedy chłopak będzie odprowadzał Grace do domu.

Łazienka wyglądała bajecznie. Była pięknie oświetlona blaskiem świec, a w powietrzu unosił się zapach konwalii. Przy ścianie w rogu stała ogromna wanna, wypełniona wodą z mnóstwem piany, a brzegi miała obsypane płatkami czerwonych róż.
Grace otworzyła buzię ze zdumienia i spojrzała na Davida z zachwytem, po czym zdjęła dres i w bieliźnie wskoczyła do wanny, leniwie opierając się o chłodny brzeg. David wszedł za nią i usiadł naprzeciw. Chwilę patrzyli na siebie, po czym oboje podnieśli się i przysuwając do siebie, zaczęli się całować. Grace położyła delikatnie ręce na gołym torsie Davida i zaczęła je przesuwać w stronę szyi. Chłopak przysunął ją bliżej siebie, tak że dzieliła ich tylko minimalna przestrzeń i zaczął muskać ustami jej szyję. Grace czuła narastające podniecenie. Jej oddech przyspieszył i wiedziała, że już nic nie powstrzyma ich pożądania. Oboje poddali się całkowicie namiętności i miłości.
Zrobiło się późno, gdy David i Grace schodzili po schodach do drzwi wyjściowych. Grace oparła się o ścianę, aby poprawić buty. Wtem oboje usłyszeli pukanie do drzwi. David zajrzał przez boczne okno i zrobił wkurzoną minę, po czym wskazał Grace, aby się nie ujawniała. Otworzył drzwi i zobaczył skąpo odzianą Dianę.
Zmierzył ją wzrokiem od góry do dołu i zapytał:
– Czego chcesz?
– Oj, misio ma zły humor – powiedziała pieszczotliwie dziewczyna i przybliżając się do Davida, zaczęła masować ręką jego ramię. Grace obserwowała to z ukrycia i czuła, jak narasta w niej złość. Chłopak zrobił krok w tył, chcąc uwolnić się z uchwytu, jednocześnie nie ujawniając, kto stoi po drugiej stronie drzwi. Ale Diana nie dawała za wygraną. Zrobiła krok do przodu i położyła rękę na policzku Davida.
– Już zapomniałeś, jak było nam dobrze razem?
– Przestań, Diana – powiedział chłopak zły i zdjął jej rękę ze swojej twarzy. Grace stała jak zamurowana.
– A podobno jestem świetna w łóżku i całuję jak bogini… – kontynuowała dziewczyna, gdy David próbował się jej pozbyć. – Pamiętasz nasz pierwszy raz? I kolejny, i kolejny?… – mówiła Diana, gdy Grace wyrwała się zza drzwi i wybiegła wściekła z domu.
– Grace! – krzyknął za nią David, próbując ją zatrzymać, rzucił przy tym piorunujące spojrzenie Dianie, która obróciła się na pięcie i poszła w stronę domu.
Tymczasem Grace się zatrzymała i odwróciła w stronę odchodzącej dziewczyny:
– Wiesz co, Diana? Weź go, jest cały twój!
Dziewczyna uśmiechnęła się szyderczo do Grace i w tym momencie podbiegł David, chwytając zdenerwowaną dziewczynę za rękę.
– Przestań, co ty mówisz – powiedział poważnie.
Grace wyrwała się i ze łzami w oczach odpowiedziała:
– Nic cię z nią nie łączy, tak? – Przełykając łzy, patrzyła na reakcję chłopaka.
– To było, zanim się spotkaliśmy. Ja nie… – próbował tłumaczyć się David i położył rękę na jej policzku.
– Nie dotykaj mnie! – krzyknęła dziewczyna, odpychając go. – Okłamałeś mnie! – mówiła, szlochając.
– Wiem, ale pozwól mi wyjaśnić – starał się mówić spokojnie David.
Grace odsuwała się od niego i kręciła głową.
– Spałeś z nią? – zapytała Grace, pociągając nosem.
David spoważniał:
– Tak – powiedział, patrząc dziewczynie w oczy.
– Tylko raz? – pytała dalej Grace, nie mogąc powstrzymać łez.
– Nie – odparł.
– Ktoś cię do tego zmuszał? Byłeś nieprzytomny? – kontynuowała z płaczem wywiad.
– Nie – odpowiadał szczerze David.
– Tak myślałam – powiedziała Grace i zaczęła biec w stronę domu.
David ruszył za nią, zabiegając jej drogę i próbując ją zatrzymać.
– Pozwól mi wyjaśnić, proszę… – Mówił spokojnie, ale Grace nie dawała za wygraną i nie patrząc mu w oczy, próbowała go ominąć. Łzy płynęły jej po policzkach, a płacz nie pozwalał swobodnie oddychać.
David zatrzymał ją, chwytając za ramiona, i powiedział:
– To nic nie znaczyło, rozumiesz, nic. – Patrzył jej w oczy, ale widział tylko smutek i wściekłość. – Kocham cię – powiedział najszczerzej jak tylko potrafił.
Grace odsunęła się, wysuwając z jego rąk ramiona i wpadła do domu cioci. David za nią.
– Grace, proszę! – krzyknął zrezygnowany, patrząc jak dziewczyna wbiega po schodach w stronę swojego pokoju, po czym spojrzał na stojącą w drzwiach swoją babcię i ciotkę Beatrice.
– Co się stało? – zapytała przerażona mama Grace.
David zrezygnowany odpowiedział:
– Diana powiedziała jej… – Nie zdążył dokończyć, gdy Grace cofnęła się.
– Jutro wyjeżdżam z wami do domu. – Spojrzała na rodziców i chciała wrócić do pokoju, gdy odezwał się ojciec.
– Nie wracasz z nami – powiedział stanowczo.
Kobiety były przerażone całą sytuacją.
– Co? – zapytała, płacząc Grace.
David patrzył na nią ze smutkiem.
– Kochanie – wtrąciła matka – musisz tutaj zostać i przejść Inicjację.
– Nie chcę przechodzić żadnej Inicjacji! – krzyknęła Grace. – Chcę wracać do domu! – dodała płacząc.
W tym samym czasie do domu ciotki Beatrice wbiegli przerażeni Peter z Mayą.
– Co się stało? – zapytała wystraszona babcia Davida.
Wszyscy spojrzeli na stojącą w drzwiach parę, a Peter, nie bardzo orientując się, co się wydarzyło w domu, szybko odpowiedział:
– Matka Diany z całą resztą jest na plaży i odprawia jakiś Rytuał!
Starsze kobiety spojrzały na siebie przerażone, po czym ciotka Beatrice, patrząc na płaczącą Grace, powiedziała:
– Nie możesz stąd wyjechać, nie przyjmując Inicjacji, bo umrzesz ty, a potem David.
Grace spojrzała na nią przerażona, a chłopak spytał:
– Co?
I popatrzył zaskoczony na staruszkę.
– Nie mogliśmy wam powiedzieć wcześniej… – próbowała wyjaśnić babcia Apollina. – Prawo Bractwa wyraźnie mówi, że dopóki nie połączy was czyste uczucie, nie możecie poznać prawdy. W przeciwnym razie miłość byłaby kierowana strachem. – Po czym, próbując ratować sytuację, zwróciła się do Grace: – To ja kazałam Davidowi spotykać się z Dianą i ją uwieść. Dzięki temu zyskaliśmy na czasie i możemy Inicjować Energię Ziemi.
Grace słuchała z niedowierzaniem wyjaśnień babci Apolliny. Nagle poczuła, jak przeszywa ją ogromny ból w klatce piersiowej i traci grunt pod nogami. Zemdlała.

Rozdział 6
David zdążył wbiec na schody i przytrzymać osuwającą się po poręczy dziewczynę. Wszyscy spojrzeli przerażeni.
– Grace? – spytał David, kładąc ją delikatnie na swoich kolanach. – Grace? Co ci jest?
Spojrzał wystraszony na babcię.
– Ona przestaje oddychać – powiedział, a starsze kobiety popatrzyły na siebie.
Ciotka Beatrice, wskazując na kuchnię, wydała komendę.
– Szybko, połóż ją na stół. – W tym momencie wbiegła Lidia i Arthur. Starsza pani spojrzała na nich i kontynuowała: – Dzieciaki, do kuchni.
Wszyscy pospiesznie ruszyli w stronę stołu, gdzie David delikatnie kładł nieprzytomną Grace.
– Apollino, przynieść wodę, Anno, poodsuwaj wszystkie krzesła od stołu, a ty, Dany, przynieść koc z góry.
Potem, spoglądając na Davida, Lidię, Mayę, Arthura i Petera powiedziała:
– Teraz uważnie mnie posłuchajcie… – Patrzyła na nich poważnie. – David, ty szczególnie – zwróciła uwagę chłopakowi, który stał nad nieprzytomną dziewczyną. – Aktywuję teraz Wasze Energie, a wy nie przerywajcie połączenia! To jest bardzo ważne, abyście nie przerwali połączenia! – powtórzyła głośniej, patrząc każdemu po kolei w oczy. – Przekażecie Energię Grace. Rozumiecie? – powiedziała jeszcze głośniej, czekając na potwierdzenie.
– Co jej jest? – zapytał zdenerwowany Arthur.
– Prawdopodobnie Katherina próbuje przejąć Duszę Gai – wyjaśniła Beatrice. Wszyscy spojrzeli po sobie, a mama dziewczyny chwyciła się za usta i zaczęła szlochać. – Musimy działać szybko! – dodała Beatrice. – Musicie dać jej Energię, żeby nie poddała się i nie zachorowała!
Wszyscy potwierdzili swą gotowość, a Arthur jeszcze nieśmiało dodał:
– A może uzdrowi się sama?
– Co? – zapytała zdziwiona ciotka.
– Tak! – dodała Lidia, potakując głową, co zresztą zrobiła też Maya. – Grace przejęła Energię Uzdrawiania od Pana Wu – wytłumaczyła dziewczyna. – Rano uleczyła ranę Arthura, a wcześniej skaleczyła się nożem i po sekundzie nie było śladu nacięcia.
– To niemożliwe! – zaprotestowała ciotka Beatrice. – Ta Energia jest przekazywana poprzez więzy krwi, tylko ktoś, kto jest z nim spokrewniony, mógłby… – Nagle przerwała, spoglądając na stojące na kominku zdjęcie siostry. – Chyba, że… – dodała z taką miną, jakby nagle na coś wpadła i szykując się do wyjścia, rzuciła do wchodzących do kuchni Apolliny i Danego: – Apollino, podaj wodę dzieciakom, niech wypiją, ile się da, będą potrzebowały dużo Energii. A ty, Dany, weź kluczyki i chodź ze mną.
Dany szybko podał koc Annie, która przykryła nim Grace, i zabrał z korytarza kluczyki, idąc za ciotką. Ta krzyknęła jeszcze przy drzwiach:
– Arthur, kluczyki do motorówki są w schowku?
– Tak – odpowiedział i usłyszeli tylko trzask drzwi, a potem pisk opon odjeżdżającego auta.
Ciotka Apollina stanęła nad głową Grace. Od jej lewej strony, naokoło stołu ustawili się David, Lidia, Peter, Maya i Arthur.
– Chwyćcie się za ręce – powiedziała. – David i Arthur, dotknijcie głowy Grace. – Wszyscy wykonali polecenie. – Teraz powtarzajcie za mną:
Energio Wody – jesteśmy twoimi sługami – daj nam siłę.
Energio Ognia – jesteśmy twoimi sługami – daj nam siłę.
Energio Ziemi – jesteśmy twoimi sługami – daj nam siłę.
Energio Powietrza – jesteśmy twoimi sługami – daj nam siłę.
Energio Ducha – jesteśmy twoimi sługami – daj nam siłę.
Energio Kosmosu, która jesteś wodą i ogniem, ziemią i powietrzem oraz duchem – daj nam siłę!
Gdy skończyli mówić, poczuli, jak otula ich biała poświata i przeszywając ich ręce, przenika do głowy Grace. Gdy stali nieruchomo, skupiając się na swoich Energiach Mocy Żywiołów, stara kobieta powtarzała od początku zaklęcie.
Tymczasem ciotka Beatrice dojechała z ojcem Grace do przystani i wsiadając do motorówki Arthura, wskazała Danemu wyspę, gdzie mieszkał Chang Wu.
– Płyń tam!
Mężczyzna odpalił silnik i w kilka minut byli na miejscu.
Wysiadając na pomoście prowadzącym do domu starego Chińczyka, kobieta krzyknęła głośno:
– Chang, jesteś tam?!
Po chwili zobaczyli wychodzącego przed dom mężczyznę.
– Czego chcesz, Beatrice?
– Musisz nam pomóc i uzdrowić wnuczkę Violet – powiedziała stanowczo do staruszka.
– Nie chcę się w nic mieszać – odpowiedział Wu i zaczął się cofać do domu.
– Przekazałeś jej Energię Uzdrawiania? – zapytała Beatrice poważnym tonem.
– Co? – odwrócił się zaskoczony mężczyzna. – Energii nie można przekazać, ot tak sobie – dodał urażony. – Ona jest przekazywana z pokolenia na pokolenie poprzez więzy krwi – wytłumaczył trochę zdenerwowany.
– W takim razie Grace jest twoją wnuczką – powiedziała dobitnie Beatrice.
– Co? – zapytał zszokowany Wu.
– Co? – szepnął do siebie ojciec dziewczyny i obaj spojrzeli na staruszkę.
Ta, nie spuszczając oczu z Changa, wytłumaczyła:
– Dzisiaj w sekundzie wyleczyła ranę koledze. Powiedziała mu, że nauczyła się tego od ciebie.
– Powiedziałem ci, że tego nie można się nauczyć… – wtrącił Wu.
Kobieta mu przerwała:
– Czy przekazałeś jej Energię? – powiedziała stanowczo.
– Tylko wyleczyłem jej poranioną rękę – odpowiedział, marszcząc brwi, staruszek. – Nie przekazywałem jej Energii.
– Więc jest tylko jedno na to wytłumaczenie – odparła Beatrice. – Aktywowałeś w niej Energię Uzdrawiania. Łączą was więc więzy krwi i to jest twoja wnuczka, a Anna jest twoją córką. – Mężczyźni spojrzeli na siebie zdziwieni, a staruszka powiedziała: – Teraz nie mamy czasu! Musimy jechać. Katherina chce wyssać z niej Duszę, dzieciaki przekazują Grace Energię. Wiem, że im się uda, ale potem ktoś musi wejść do jej głowy i sprowadzić ją z powrotem – dodała, patrząc na Wu, który dalej stał nieruchomo i próbował poukładać wszystko w głowie. – Pomożesz nam? – spytała zatroskana.
Pan Wu wziął kurtkę i odparł:
– Chodźmy szybko – po czym cała trójka wsiadła do motorówki.

W domu David, Maya, Peter, Lidia i Arthur stali cały czas nad Grace i przekazywali jej Energię. Było widać, ile ich to kosztuje. Po czołach spływały im kropelki potu, czasem któreś się zachwiało, ale wtedy mocniej chwytali się za ręce i dawali z siebie wszystko. Starsza kobieta cały czas powtarzała zaklęcie, a mama Grace stała i patrzyła, jak córka powoli odzyskuje kolory.
– Jesteśmy – powiedziała Beatrice, wchodząc do domu, a za nią Pan Wu i Dany.
Ojciec Grace podszedł szybko do Anny i przytulił ją, po czym uważnie zaczęli się przyglądać temu, co robi Pan Wu. Dzieciaki dalej przekazywały Energię, a Apollina wypowiadała zaklęcie.
Staruszek obszedł krąg dookoła i stanął pochylony u wezgłowia Grace, odsuwając Apollinę. Położył ręce na głowie dziewczyny i powiedział po chwili:
– Możecie przestać.
Wszyscy się odsunęli, puszczając ręce; płomień Energii przechwycony przez Pana Wu przeniknął do głowy Grace. Lidia i Maya usiadły na krzesłach, ciężko oddychając, chłopcy wycierali czoła ręcznikiem, który podała im mama Grace. Wszyscy obserwowali Pana Wu i nieprzytomną dziewczynę.
– Grace, to ja, Chang Wu, widzisz mnie? – mówił w myślach, obserwując dziewczynę stojącą przy ognisku i przyglądająca się rytuałowi.
Grace odwróciła się i uśmiechnęła do Pana Wu. Zapytała:
– Co oni robią?
Pan Wu podszedł do niej powoli i odpowiedział:
– Przeprowadzają Rytuał Przejęcia Twojej Duszy.
– Co? – odpowiedziała zdenerwowana. – Dlaczego?– dopytywała.
– Bo jesteś dla nich zagrożeniem – odpowiedział spokojnie.
Grace rozejrzała się po osobach, które stały wokół ogniska. Nagle wzrok jej zatrzymał się na twarzy Diany.
– To ona! To wszystko przez nią! – powiedziała zdenerwowana.
Pan Wu spojrzał na dziewczynę, którą Grace wskazała, i powiedział cicho, chwytając Grace za rękę:
– Wiem, że cię skrzywdziła, ale teraz chodź ze mną.
Grace spojrzała na jego spokojną i opanowaną twarz, i zapominając o wściekłości, która gromadziła się w jej głowie, poszła razem z Panem Wu.
Staruszek nagle odsunął się od głowy Grace i pogłaskał ją, lekko się uśmiechając. Grace wyglądała na spokojną, jakby spała. Wszyscy spojrzeli na Pana Wu, a ten podnosząc oczy, powiedział:
– Niech się wyśpi. Rano nie będzie niczego pamiętała. Pewnie wstanie i pobiegnie medytować na plażę. Będę tam na nią czekał.
Powiedziawszy to pokiwał głową i ruszył w stronę wyjścia.
– Dziękuję – powiedziała Anna, rzucając mu się na szyję.
Beatrice odetchnęła z ulgą.
Ojciec Grace wziął śpiącą dziewczynę na ręce i zaniósł do pokoju na piętrze, za nim po chwili poszła Anna.
– Co to znaczy, że nie będzie niczego pamiętała? – zapytał po chwili David, który jako jedyny nie był zbyt zmęczony.
Pan Wu spojrzał na chłopaka, a widząc smutek w jego oczach, wyjaśnił:
– Ostatnim wspomnieniem będzie to, co się wydarzyło przed omdleniem.
David opuścił wzrok na ziemię, bo poczuł, jak łzy napływają mu do oczu.
– Nie możecie w tym miesiącu przystąpić do Inicjacji, bo wykorzystaliście dzisiaj za dużo Energii – dodał nagle staruszek. Dzieciaki spojrzały na niego, potem na siebie. – Musicie poczekać do kolejnej pełni – dodał. – To ty poddałeś się Oczyszczaniu z Energii? – zapytał, spoglądając na Davida.
Chłopak podniósł wzrok i spojrzał na babcię Apollinę. Ta zdenerwowana powiedziała:
– To ja mu kazałam, ale był pijany i nie dokończono rytuału.
Pan Wu wysłuchał staruszki, potem spojrzał na Davida.
– Wiedziałeś, że każdy Rytuał Czarnej Magii bierze ofiarę?
David spojrzał na niego zdziwiony, potem na babcię.
– Ofiarę? – zapytał.
– Ale nie dokończono Rytuału, więc… – Apollina próbowała szybko wytłumaczyć, ale Pan Wu jej przerwał podniesionym tonem.
– Ofiarę składa się przed Rytuałem i czy się on odbędzie w całości, czy nie, ofiara zawsze jest składana.
– Nie rozumiem? – wtrącił David, spoglądając to na babcię, to na Chińczyka.
– W dniu, kiedy przeprowadzono oczyszczanie, kończyłeś 16 lat, tak? – zapytał staruszek. Chłopak mu przytaknął. Wszyscy słuchali uważnie. – Na dwa, trzy dni przed musisz złożyć ofiarę, czyli poświęcić coś – mówił dalej Wu. – Czy tego dnia też byłeś pijany?
– Tak – wtrącił Arthur. – Opijaliśmy wtedy cały tydzień jego urodziny – dodał. Staruszek spojrzał raz na jednego, potem na drugiego chłopaka.
– Wiedziałeś, że w te dni miała przyśnić ci się Bratnia Dusza?
– Tak – odpowiedział David, nie rozumiejąc do czego zmierza Chińczyk. – Ale co to ma wspólnego?…
– Złożyłeś w ofierze Grace – wyjaśnił Pan Wu.
– Co?! – zapytał David przerażony. Wszyscy spojrzeli zaniepokojeni. – To niemożliwe – dodał chłopak, opierając się ciężko o ścianę.
– Czy ktoś mówił ci, że masz myśleć o ofierze?
– Nie – odpowiedział nieprzytomnie David, analizując wszystko, co wtedy usłyszał. – Nie wiem – zaprzeczył głową.
– Tak – wtrącił znowu Arthur. Wszyscy spojrzeli na chłopaka. – Diana, wychodząc od ciebie, powiedziała coś o ofierze… – dodał, spoglądając najpierw na Davida, potem na Pana Wu – że masz śnić o swojej ofierze.
– Ta wredna… – powiedziała nagle Maya. – Wszystko sobie ukartowała! – dodała.
Staruszek spojrzał na Davida, a ten ze smutkiem zapytał:
– Czy ona umrze?
– Nie sądzę – odparł Wu. – Jest silną dziewczyną, ma Duszę Matki Ziemi i Energię Uzdrawiania. Jesteście potężną bronią do walki z Czarną Magią – powiedział, patrząc kolejno na dzieciaki. Po czym, zatrzymując wzrok na smutnym Davidzie, dodał: – Musisz jej dać czas.
– A dlaczego David i Grace nie umarli? – spytała nagle Lidia. – Przecież po trzech dniach powinni się spotkać, inaczej Bratnie Dusze opuszczają ciało, czy tak? – dodała pytająco.
– Być może Rytuał jednak zadziałał i Energia opuściła Davida do czasu, aż nie przyśnił się Grace – odpowiedział staruszek Lidii, po czym zwrócił się w stronę Davida, który zapytał, co teraz będzie. – Połączyło was potężne uczucie – odparł. – Na Ziemi spotkały się Bratnie Dusze Gai i Uranosa, nie znam potężniejszej Energii. Być może przełamaliście tamto zaklęcie – powiedział i doszedł do drzwi wyjściowych.
– Podrzucę pana na wyspę – zaofiarował się Arthur. Staruszek podziękował gestem za propozycję. Wszyscy zaczęli się żegnać i rozchodzić do swoich domów.